SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Unia Europejska chce pełnego zwrotu za bilety w opóźnionych pociągach. „Przepisy mało motywujące dla PKP”

Parlament Europejski proponuje nowe przepisy przewidujące, że za opóźnienie pociągu powyżej dwóch godzin pasażerowie otrzymają zwrot pełnej kwoty biletu. Według pomysłodawców taki krok ma lepiej chronić interesy podróżnych i mobilizować przewoźników do lepszego działania, jednak zdaniem branży obecny projekt tego nie gwarantuje. - Aby przepisy były skuteczne kwoty muszą być wyższe i wypłacane automatycznie - oceniają dla Wirtualnemedia.pl eksperci rynku transportowego.

Pociąg PKP Intercity w biało-czerwonych barwach Pociąg PKP Intercity w biało-czerwonych barwach

Projekt stworzony w łonie Parlamentu Europejskiego przewiduje szereg zmian dotyczących kolejowych przewozów pasażerskich na obszarze unijnym, jego częścią są przepisy dotyczące zwrotu kosztów za opóźnione lub odwołane kursy kolejowe.

Według planów pasażerowie, których pociąg spóźni się od 60 do 90 minut miałby otrzymać zwrot połowy ceny zakupionego biletu. W wypadku opóźnienia wynoszącego 90 – 120 minut zwrot będzie sięgał trzech czwartych ceny biletu, zaś kiedy skład przyjedzie na stację o ponad 2 godziny za późno podróżny ma dostać od przewoźnika z powrotem całą kwotę wydaną na bilet.

Najważniejsi są pasażerowie

W rozmowie z serwisem Wirtualnemedia.pl Elżbieta Łukacijewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego i współautorka projektu nowych przepisów przekonuje, że są one niezbędne do poprawy sytuacji pasażerów w kontaktach z przewoźnikami.

- Podniesienie poziomu rekompensat za bilet w przypadku dużego opóźnienia to krok w dobrą stronę wychodzący naprzeciw oczekiwaniom pasażerów – ocenia Elżbieta Łukacijewska. - Zmiana przepisów spowoduje, że przewoźnik dokona wszelkich starań żeby pociąg dotarł na miejsce na czas. Pamiętajmy, że ilość pasażerów kolei w Polsce spada, np. w tym roku w stosunku do poprzedniego zmalała o 2,2 proc. Jeżeli chcemy odmienić ten trend, to musimy zadbać o odpowiednie i bardziej przyjazne pasażerom przepisy, które uczynią kolej atrakcyjniejszą i bardziej konkurencyjną zarówno na rynku wewnętrznym, jak i zewnętrznym.

Zdaniem europosłanki kolej istnieje przede wszystkim dla ludzi, a nie tylko dla operatorów - należy oczekiwać wysokiej jakości usług i podmiotowego traktowania pasażera.

- Podobne przepisy cieszą się sukcesem w ruchu lotniczym, więc nastał czas aby zadbać o pasażerów kolei – przekonuje Łukacijewska. - Bez gruntownej zmiany naszego myślenia i podejścia nie uda nam się skutecznie konkurować z innymi na otwartym europejskim rynku transportu kolejowego.

Europarlamentarzystka podkreśla, że nie można również zapominać o pasażerach niepełnosprawnych, którzy dzisiaj często nawet nie biorą pod uwagę podróży pociągiem.

- Złożyłam poprawki uwzględniające ich potrzeby, tzn. możliwość darmowej asysty, przejazdu ze zwierzęciem pomocniczym, czy konieczność odbycia specjalnych szkoleń dla obsługi pociągu i stacji. Nowy kształt rozporządzenia pozytywnie wpłynie na doświadczenie podróży koleją w Polsce i na trasach międzynarodowych – przewiduje Łukacijewska.

Z przepisami trzeba zaczekać

Co do szczegółów dotyczących nowego projektu nie ma jednomyślności wśród europarlamentarzystów, także tych pochodzących z Polski. Choć większość członków PE chce by przepisy weszły w życie jak najprędzej, to np. europoseł Bogusław Liberadzki jest zdania, że ich stosowanie należy odsunąć w czasie ze względu na interesy przewoźników.

Bogusław Liberadzki nie odpowiedział na pytania Wirtualnemedia.pl, jednak do jego koncepcji późniejszego wprowadzenia regulacji skłania się w rozmowie z nami Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR i ekspert rynku przewozów pasażerskich.

- Na polskim rynku kolejowym poczekałbym z wprowadzeniem proponowanych przez Unię regulacji – przyznaje Adrian Furgalski. - Nie mamy najlepszych statystyk jeśli chodzi o opóźnienia, chociaż większość z nich według dostępnych obecnie danych nie kwalifikowałaby się do zwrotu pełnej wartości biletu. Około połowa opóźnień w naszym kraju jest krótsza niż 5 minut, natomiast średnie opóźnienie wynosi statystycznie nieco ponad 9 minut. Z drugiej strony opóźnienia od 5 do 60 minut stanowią 48 proc. wszystkich przyjazdów po zakładanym czasie, zaś najdłuższe opóźnienia stanowią dzisiaj jedynie 2 proc.

Nasz rozmówca z lekkim uśmiechem podchodzi do medialnych informacji, zgodnie z którymi po wprowadzeniu nowych przepisów PKP mogłaby tracić rocznie ok. 200 mln zł.

- Nie jestem przekonany czy w grę wchodziłyby takie kwoty. Warto przypomnieć, że swego czasu podobny alarm podnosili przewoźnicy lotniczy, gdy w życie wchodziły przepisy o odszkodowaniach za opóźnione lub odwołane loty – zaznacza Furgalski. - Grzmiano wówczas, że wiele linii lotniczych upadnie, w rzeczywistości jednak tak się nie stało, choć opóźnienia w ruchu powietrznym są na porządku dziennym. Inna sprawa, że przewoźnikom lotniczym pomaga wciąż niewielka świadomość pasażerów o przysługujących im prawach. Analogicznie w wypadku transportu kolejowego kwoty zwrotów nie spowodują z pewnością znaczących obciążeń dla PKP czy innych przewoźników.

Zdaniem eksperta pomimo prognozowanych stosunkowo niewielkich strat przewoźników z powodu opóźnień pociągów wprowadzenie unijnych przepisów w najbliższym czasie nie byłoby dobre dla polskiej branży transportu kolejowego.

- Byłoby dobrze gdyby nowe regulacje weszły w życie dopiero wówczas, gdy na polskiej kolei zakończy się proces inwestycyjny dotyczący nie tylko infrastruktury, ale także taboru – podkreśla Furgalski. - Według przewidywań powinno to nastąpić do końca 2021 r., zatem rozsądny termin wprowadzenia unijnych przepisów to rok 2022. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że w projektowanych regulacjach jest mowa nie tylko o zwrotach wydatków za bilety dla podróżnych, lecz także o możliwości dochodzenia odszkodowań ze strony przewoźnika w wypadku, gdy wina za opóźnienie nie leży po jego stronie.

Według wiceprezesa TOR pasażerowie w przypadku opóźnień pociągów mają zwykle pretensje do przewoźnika, podczas gdy nie zawsze to on jest winien.

- Przykładem mogą być linie PKP Intercity, które ostatnio miały nie najlepszy okres związany z punktualnością kursowania – wyjaśnia Furgalski. - Statystyki wykazały, że jedynie jedna trzecia opóźnień była spowodowana awarią taboru przewoźnika, 30 proc. przyczyn leżało po stronie usterek infrastruktury, a kolejne 30 proc. to przypadki losowe m.in. zderzenia na przejazdach kolejowych. W planowanych unijnych przepisach linie kolejowe będą mogły domagać się stosownych rekompensat np. od firm odpowiedzialnych za infrastrukturę – zapowiada Furgalski.

Kwoty za niskie, przepisy nie będą skuteczne

Bolesław Drapella, prezes zarządu AirHelp Poland mający doświadczenie także w branży przewozów kolejowych odpowiadając na pytania Wirtualnemedia.pl nie ukrywa swojego krytycznego stosunku do projektu zmian planowanych przez PE.

- Projekt o którym mowa nie zmieni niestety absolutnie niczego i jest jedynie fikcją polityczną wynikającą raczej z niewiedzy niż ze złej woli – ocenia Bolesław Drapella. - W prawie lotniczym odszkodowania są zależne nie od ceny biletu, a od dystansu (250, 400, 600 euro) – wyjaśnia Bolesław Drapella. - To wszystko upraszcza i powoduje, że realnie również pasażerowie tanich linii mogą dochodzić swoich praw. W prawie kolejowym odszkodowanie zależy od ceny biletu, co w polskich realiach oznacza bardzo niskie kwoty. Dla takich kwot nie opłaca się w większości pasażerom dochodzenie swoich praw.

Nasz rozmówca dla porównania podaje że w prawie lotniczym według szacunków AirHelp jedynie ok. 2 proc. uprawnionych dostaje odszkodowanie.

- W prawie kolejowym ten udział jest znacznie mniejszy i zwiększenie kwot nadal niewiele zmieni, bo wciąż będą one zależne od cen biletów i realnie bardzo niskie – przewiduje Drapella. - Dla przykładu: trasa Gdańsk – Warszawa, bilet 2 klasy - 150zł. Maksymalna kwota odszkodowania to jedynie zwrot ceny biletu. To nawet nie jest odszkodowanie, tylko zwrot kosztu zakupu za usługę wykonaną niezgodnie z umową. Ideą odszkodowania jest zadośćuczynienie krzywdzie, a nie tylko zwrot kosztu niewykonanej poprawnie usługi.

Według szefa AirHelp niska kwota, a do tego wypłacana na podstawie ręcznej i dość skomplikowanej procedury powoduje, że realne obciążenie dla przewoźników będzie stanowiło ok. 1-2 proc. szacowanej kwoty (czyli ok 1 mln z 200 mln podawanych przez niektórych ekspertów i media).

- Taka kwota nie zmieni niczego, nie będzie w ogóle odczuwalna dla przewoźnika i nie zmotywuje go do zmian w organizacji – zaznacza Drapella. - Czynnik który zmieniłby sytuację to automatyczne i proaktywne wypłacanie odszkodowania. Np. w formie wydawanego już w pociągu vouchera, wymiennego na gotówkę w dowolnej kasie PKP. Alternatywa to automatyczna wypłata odszkodowania w dowolnej kasie PKP na podstawie biletu, który w systemie będzie rozpoznany jako uprawniony. Na takie jednak rozwiązanie lobby kolejowe z pewnością się nie zgodzi, bo odszkodowanie wówczas stałoby się... realne. Jednak do tego czasu będą straszyć kosztami odszkodowań, których wypłacać w zdecydowanej większości nie zamierzają.

Zdaniem eksperta niska kwota to również brak „bata” na linie kolejowe. Po odmowie wypłaty odszkodowania podróżnemu, ten nie zdecyduje się na zatrudnienie prawnika dla walki o 150 zł.

- To się kosztowo i czasowo zwyczajnie nie opłaca – podkreśla Drapella. - Nie będzie więc żadnej prawnej motywacji u przewoźników do tego, aby faktycznie wypłacać odszkodowania. Owszem, są one teraz wypłacane, ale tylko dla nielicznych, którzy przejdą dość skomplikowaną procedurę (sam przechodziłem ją dla sprawdzenia - kilka tygodni, wiele dokumentów, niejasny proces papierowy, zero komunikacji). Jeśli jednak przewoźnik będzie odmawiał wypłaty (a linie lotnicze robią to nagminnie), nie będzie bata na takiego przewoźnika. Sytuacja będzie wyglądała wówczas podobnie do „praw pasażerskich” w Indiach. Co z tego, że są, jak są całkowicie nie do wyegzekwowania? Dlaczego? Bo na termin w sądzie czeka się ponad 10 lat, więc po prostu przewoźnicy całkowicie ignorują prawo.

Nasz rozmówca nie ma wątpliwości, że sytuację pasażerów linii kolejowych mogłoby zmienić jedynie bardzo istotne zwiększenie odszkodowań i uwolnienie ich od cen biletów.

- Obecne rozwiązanie niczego nie zmieni. Dodanie elementu proaktywności w wypłatach oraz diametralne uproszczenie procesu istotnie poprawi sytuację. Bez tego prace są fikcją i pochłoną jedynie wiele miesięcy pracy i politycznej walki o coś, co będzie całkowicie nieskuteczne – podsumowuje Drapella.

Dołącz do dyskusji: Unia Europejska chce pełnego zwrotu za bilety w opóźnionych pociągach. „Przepisy mało motywujące dla PKP”

11 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Wtf
Pkp to najgorsza firma państwowa. Stara, nieopłacalna, bilety drogie, dostaje miliony złotych dotacji co roku i nie jest w stanie się utrzymać jako monopolista. Jak to w ogóle możliwe??????
0 0
odpowiedź
User
dr
Pkp to najgorsza firma państwowa. Stara, nieopłacalna, bilety drogie, dostaje miliony złotych dotacji co roku i nie jest w stanie się utrzymać jako monopolista. Jak to w ogóle możliwe??????
Bez przesady z tą drożyzną. Za pięć dych można dojechać pendolino z Wa-wy do Wrocka w 3.5 godziny w naprawdę komfortowych warunkach.
0 0
odpowiedź
User
seba
Jak to jest, że na kolei wagonów i pociągów w sensie składów przybywa a połączeń ubywa.
Kolej zamiast długich połączeń typu Białystok-Warszawa-Szczecin 11h czy Szczecin - Przemyśl 14h powinna wprowadzić model przesiadkowy czyli więcej częściej na krótszych odcinkach.
Jak pokazują połączenia regionalne nastąpił powrót do kolei i w wielu aglomeracjach ilość pociągów jak i pasażerów się zwiększyła
0 0
odpowiedź