SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

"Stranger Things 4" hitem Netfliksa, produkcja oglądana przez 286 mln godzin. "To już nie jest serial dla nastolatków"

- Twórcy zrobili rzecz fantastyczną, bo pozwolili widzom dorosnąć razem z tym serialem. Czwarty sezon to zupełnie inny rodzaj opowiadania historii - ocenia najnowszą część "Stranger Things" krytyk filmowy Łukasz Adamski. Serial od piątku mogą oglądać widzowie Netfliksa. - Nie spodziewałem się, że będę aż tak przykuty do ekranu - mówi nam Radosław Czyż z "Gazety Wyborczej".

"Cześć Nerdy! Odbiór! Minęło sporo czasu. Możemy otwarcie powiedzieć, że czwarty sezon serialu 'Stranger Things' jest najbardziej skomplikowanym sezonem, jaki do tej pory nakręciliśmy, ale realizowaliśmy go z wielką przyjemnością" - tak zaczęli list Matt i Ross Dufferowie. Twórcy "Stranger Things" napisali go w połowie lutego do swoich widzów. Do nakręcenia czwartej części popularnego serialu na Netfliksie potrzebowali dziewięciu scenariuszy, ponad ośmiuset stron, tysięcy efektów wizualnych oraz prawie dwóch lat spędzonych na planie.

"Efekt? Niemal dwukrotnie dłuższy czas ekranowy niż w przypadku któregokolwiek wcześniejszego sezonu. Wszyscy zaangażowani w tę produkcję są bardzo dumni z efektu końcowego. Nie możemy się doczekać, żeby wam go pokazać!" - napisali w liście wydrukowanym na pożółkłym, pomiętym papierze.

Trzy miesiące później marzenie braci Dufferów się spełniło. W piątek, 27 maja widzowie Netfliksa mogli odpalić czwarty sezon serialu. Napięcie stopniowano. Dzień wcześniej mieszkańcy Krakowa godzinę przed północą zebrali się nad Wisłą, by podziwiać iluminacje świetlne zapowiadające kolejne odcinki "Stranger Things". Widowisko zaplanowano na murach Zamku Królewskiego na Wawelu. Miejsca nie wybrano przypadkowo, bo jego historia ma idealnie oddawać tajemniczy nastrój serialu. "Mury obronne zamku można postrzegać jako symboliczną granicę między światem baśni i legend, m.in. o smoku wawelskim, a światem zewnętrznym, co nasuwa naturalne skojarzenia z portalem do serialowej 'Drugiej Strony', który jest przejściem ze świata realnego do innego wymiaru" - przekonywali pomysłodawcy akcji.

Podobne projekcje tuż przed premierą "Stranger Things" zaplanowano też w kilkunastu innych krajach na całym świecie, m.in. w Niemczech, Holandii, Australii, Indiach czy Japonii. A to dowód na to, jak bardzo była to wyczekiwana premiera i jak duże nakłady przeznaczono na promocję kolejnej części serii emitowanej od 2016 r. na Netfliksie. Pierwszy sezon serialu "Stranger Things" liczył osiem odcinków, drugi (w 2017 r.) - dziewięć, a trzeci (2019 r.) - również osiem. Na nowe odcinki widzowie platformy streamingowej czekali prawie trzy lata.

Netflix sztucznie dzieli sezony

Choć nie wszyscy z niecierpliwością. - Jeśli mam być szczery, to nie czekałem na nowy sezon "Stranger Things" - przyznaje otwarcie Dawid Muszyński, redaktor naczelny serwisu naEkranie.pl. - Finał poprzedniego nie wzbudził u mnie wzmożonego apetytu na dalszą część tej historii. Po świetnym pierwszym sezonie dostałem dwa przeciętne i moja miłość do tej produkcji po prostu uleciała. Dlatego tak bardzo byłem zaskoczony, jak dobrze został wykonany czwarty sezon, który znów rozbudził we mnie pewne nadzieje i chęć zobaczenia, co bracia Duffer jeszcze naszykowali dla widzów. A okazuje się, że jest tego sporo. I nie mówię tylko o potworach, ale udało im się wprowadzić nowych bohaterów, którzy świetnie się wpasowali i skradli blask kilku dobrze nam znanym postaciom.

Z kolei Radosław Czyż, dziennikarz "Gazety Wyborczej", bardzo czekał na czwarty sezon. I - jak mówi - oczekiwanie na nowe odcinki zostało wynagrodzone z nawiązką. - Nie spodziewałem się, że będę aż tak przykuty do ekranu - przyznaje po obejrzeniu pierwszych siedmiu odcinków.

Bo czwarty sezon "Stranger Things" jest widzom Netfliksa dawkowany. Wróćmy do listu twórców serialu. "Czwarty sezon wydamy w dwóch częściach, ponieważ ma bezprecedensową długość i chcemy, jak najszybciej oddać go w wasze ręce. Część pierwsza zostanie udostępniona 27 maja, a część druga - pięć tygodni później, I lipca" - wyjaśniają Matt i Ross Dufferowie.

Na razie widzowie Netfliksa mogą zobaczyć siedem odcinków, kolejne dwa - dopiero w przyszłym miesiącu.

Nie podoba się to Radosławowi Czyżowi. - Znowu trzeba czekać ponad miesiąc na finałowy odcinek. Być może to celowy zabieg Netfliksa, żeby fani "Stranger Things" nie wykupywali abonamentu miesięcznego, tylko na dłuższy okres, by mogli legalnie zobaczyć całość - przypuszcza dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Dawid Muszyński uważa, że decyzja, by podzielić czwarty sezon na dwie części, nie należała bezpośrednio do twórców. - Przez pandemię Netflix dostał od producentów dużo mniej kontentu niż miał zakontraktowane. Stanęły przecież prawie wszystkie plany filmowe. I ten stan utrzymywał się przez kilka miesięcy. Dlatego właśnie streamingowy gigant zaczął sztucznie dzielić sezony swoich dużych tytułów na dwie części. By utrzymać to iluzoryczne przekonanie, że co miesiąc niezmiennie serwuje nam dużą liczbę produkcji - zauważa redaktor naczelny serwisu naEkranie.pl.

Za to krytykowi filmowemu Łukaszowi Adamskiemu nie przeszkadza to, że czwarty sezon podzielono na dwie części: - Cenię sobie to, że na konkurencyjnej platformie streamingowej HBO Max muszę czekać na kolejne odcinki tydzień. Podoba mi się to ich konserwatywne podejście. Za to Netflix przyzwyczaił nas do tego, że możemy za jednym razem obejrzeć cały sezon i tracimy frajdę z obcowania z tym serialem przez dłuższy czas. Dlatego czekam z niecierpliwością na dwa ostatnie odcinki "Stranger Things" w lipcu.

"Bohaterowie dojrzewają na naszych oczach"

Zanim uda się zobaczyć wszystkie dziewięć odcinków nowej serii, w sieci już pojawiło się mnóstwo recenzji na temat kontynuacji opowieści o silnej dziewczynce, która nazywa się Jedenastka, oraz jej odważnych przyjaciołach, o zgorzkniałym komendancie policji i nieugiętej matce, o małym miasteczku zwanym Hawkins oraz alternatywnym wymiarze znanym jako "Druga Strona".

Radosław Czyż po obejrzeniu siedmiu odcinków uważa, że czwarty sezon jest najlepszym, jaki do tej pory powstał. - Początkowo "Stranger Things" było nostalgiczną wycieczką do kina i popkultury lat 80. Z każdym kolejnym sezonem serial stawał się czymś więcej. Teraz nie chodzi już tylko o wyłapywanie cytatów ze Stevena Spielberga czy Stephena Kinga i przypominanie sobie, co oglądaliśmy lub czytaliśmy w dzieciństwie, ale włączamy "Stranger Things" przede wszystkim po to, by śledzić przygody bohaterów. I to angażuje na tyle, że kiedy wpadają w coraz większe tarapaty, przejmujemy się ich losem - ocenia dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Co zadecydowało o tym, że uważa ten sezon za najlepszy? - Na pewno pieniądze. Netflix chwalił się, że twórcy przeznaczyli 30 mln dolarów na jeden odcinek. Trzeba jednak przyznać, że każdy z nich trwa przynajmniej godzinę, czasem półtorej, a finałowe mają trwać ponad dwie - mówi Radosław Czyż. - Poza tym sporo kosztują efekty specjalne, scenografia i charakteryzacja, ale liczy się też jakościowy poziom realizacji serialu, który od pierwszego sezonu bardzo się zmienił. Widać, że rozwinął się język filmowy braci Duffer. Są kreatywnymi twórcami, nie tylko jeśli chodzi o zabawę popkulturą, ale i o rzemiosło filmowe. Do tego bohaterowie "Stranger Things" dojrzewają na naszych oczach, teraz najmłodsi chodzą do liceum i śledzenie ich perypetii w pierwszym odcinku zaangażowało mnie od razu. Sesje RPG, słuchanie metalu, starsi koledzy, odniesienie do fenomenu społecznej fobii, która w latach 80. zyskała przydomek "Satanic Panic". Wtedy bycie wyrzutkiem wiązało się z tym, że bogobojna większość amerykańskiego społeczeństwa bała się ludzi, którzy byli w kontrkulturze, bo podejrzewano ich o uczestnictwo w satanistycznych rytuałach. W tym sezonie mamy więc przygodę, horror, science fiction, ale twórcy zapewnili nam też trochę społecznej refleksji.

Nawiązania do klasycznych horrorów z lat 80.

Dziennikarz "Gazety Wyborczej" zwraca uwagę, że bracia Dufferowie nadal umiejętnie żonglują cytatami z popkultury, wprowadzając ciągle nowe elementy, co stało się znakiem rozpoznawczym serialu. - W czwartym sezonie są czytelne odniesienia do klasycznych horrorów, jak "Koszmar z ulicy Wiązów", "Hellraiser", "Carrie" czy "Milczenie owiec", do których aż tak wyraźnie nie nawiązywano w poprzednich sezonach - zaznacza.

Te odniesienia do lat 80. nadal bawią Łukasza Adamskiego. - Tym razem twórcy "Stranger Things" uderzyli w zupełnie inny rodzaj horroru. To już nie jest zabawa kinem czysto spielbergowskim, tylko "Poltergeistem" Tobe'a Hoopera. To wejście na poziom kina Wesa Cravena, jak "Koszmar z ulicy Wiązów", wejście do świata "Egzorcysty", Davida Cronenberga, horroru klasy gore - mówi krytyk filmowy.

Łukasz Adamski przyznaje, że na nową część serialu braci Duffer czekał z ciekawością. - Po trzecim sezonie miałem wrażenie, że twórcy przeciągają tę historię i mogą zabić tę znakomitą markę, jaką jest "Stranger Things". A czwarty sezon szczęśliwie wszystko odmienił. To najlepsza część - ocenia. - Twórcy zrobili rzecz fantastyczną, bo pozwolili widzom dorosnąć razem z tym serialem. Czwarty sezon to zupełnie inny rodzaj opowiadania historii. To już nie jest serial dla nastolatków, jak było z pierwszą częścią, tylko wchodzimy w opowieść dla dorosłych. Otwierający sezon był bardzo spielbergowski, zanurzony w kino Roberta Zemeckisa. Teraz wchodzimy w czysty horror, nawet z elementami bodyhorroru, który robił Cronenberg, są nawiązania do "Egzorcysty" czy "Koszmaru z ulicy Wiązów". Co ciekawe, Robert Englund, który grał Freddy'ego Kruegera, pojawia się w epizodycznej roli w "Stranger Things", co jest puszczeniem oczka do fanów filmu Wesa Cravena. Nowy sezon to opowieść na zupełnie innym poziomie. Jest krwawa, brutalna. Siódmy odcinek trwa 100 minut, czyli tyle, ile przeciętne horrory czy filmy science fiction. To tak jak byśmy dostali siedem oddzielnych filmów, które tworzą spójną historię - komentuje Łukasz Adamski.

Kate Bush znów na listach przebojów

Dodaje, że serial doskonale wpisuje się w teraźniejszość. - Czwarty sezon czerpie z kina lat 80., kina epoki Ronalda Reagana, czyli kina bardzo antykomunistycznego i antyrosyjskiego. I z tego powodu twórcy eksploatowali wizerunek złego Rosjanina, który torturuje szlachetnego Amerykanina. Dziś, gdy mamy inwazję faszystowskiego reżimu Władimira Putina, który niszczy Ukrainę, ten serial idealnie pokazuje Rosjan. To jest tak, że historia zatoczyła koło i jednocześnie "Stranger Things" doskonale się w to wpisuje. Zresztą podobnie jak film "Top Gun: Maverick", który miał premierę tego samego dnia, co "Stranger Things". To również jest kino bardzo antyrosyjskie i antykomunistyczne, poruszające temat zimnej wojny. Także idealnie pasuje do opisu dzisiejszej Rosji - przekonuje Łukasz Adamski.

Wielkim sukcesem "Stranger Things" są także świetne ścieżki dźwiękowe do kolejnych części. Z najnowszego sezonu przebiła się piosenka "Running Up That Hill" Kate Bush, która znów podbija listy przebojów. Utwór zadebiutował w 1987 r. Teraz, 35 lat od premiery, wskoczył na pierwsze miejsce na listę najpopularniejszych piosenek na iTunes. Z kolei sam soundtrack z czwartego sezonu "Stranger Things" zajmuje na tej liście miejsce piąte.

Utwór "Running Up That Hill" można usłyszeć już w pierwszym odcinku czwartego sezonu "Stranger Things". Na walkmanie słucha go jedna z bohaterek serialu. W kolejnych odcinkach piosenka dosłownie ratuje jej życie. - Od znajomych wiem, że podobnie jak ja siedzieli na skraju kanapy czy fotela, oglądając tę scenę. Wiadomo, że pewne akcje muszą się skończyć dobrze, bo inaczej serial trzeba by było zakończyć przedwcześnie. A mimo to twórcom udało się tak umiejętnie skomponować tę scenę, że działa emocjonalnie, głównie dzięki piosence Kate Bush - przyznaje Radosław Czyż.

"Pięć sezonów to optymalna długość"

Pytam o słabe elementy czwartego sezonu. - To zaskakujące, bo o ile w pierwszym sezonie wszyscy byli zachwyceni Millie Bobby Brown i jej rolą Jedenastki, tak im dalej w las, tym staje się nudniejszą i trudniejszą do wykorzystania postacią. Akurat sceny z jej udziałem miałem ochotę przewinąć, bo czekałem na to, co się stanie z innymi bohaterami - ocenia dziennikarz "Gazety Wyborczej".

Na co innego zwraca uwagę Dawid Muszyński. - Duża liczba bohaterów, którym trzeba poświęcić czas, zaczyna działać na niekorzyść tej produkcji. Po niektórych widać, że twórcy ewidentnie nie mają na nich pomysłu i trzymają ich jedynie dla radości fanów, bo trudno byłoby wytłumaczyć ich nagłe zniknięcie. Stali się poniekąd ich zakładnikami, co czasami przeszkadza w odbiorze całości, bo czuć to wymuszenie - komentuje redaktor naczelny serwisu naEkranie.pl.

Bracia Matt i Ross już w lutym zapowiedzieli, że piąty sezon ich serialu będzie ostatnim. "Siedem lat temu rozplanowaliśmy całą historię 'Stranger Things'. Przewidywaliśmy wtedy, że jej przedstawienie zajmie cztery do pięciu sezonów. Okazała się jednak zbyt obszerna, by opowiedzieć ją w czterech sezonach, ale - jak wkrótce sami zobaczycie - szybkim pędem zbliżamy się do finału. Czwarty sezon będzie przedostatnim sezonem, a piąty ostatnim" - napisali w liście.

- Pięć sezonów to optymalna długość, bo pomysły mogą się skończyć, a widzowie znudzić - uważa Radosław Czyż. - Wolę historie, które w odpowiednim momencie trzeba zamknąć, a nie ciągnąć w nieskończoność. Natomiast nie wydaje mi się, żeby Netflix tak łatwo odpuścił, bo to obecnie ich najsilniejsza serialowa marka, więc nawet jeśli piąty sezon będzie ostatnim, to spodziewam się, że powstaną spinoffy albo inne produkcje, które będą rozbudowywać świat "Stranger Things" w przyszłości.

Czwarty sezon "Stranger Things" hitem Netfliksa

Choć czwarty sezon "Stranger Things” zadebiutował w Netfliksie w ostatni piątek, to już stał się hitem. Według najnowszego rankingu Top10 (dane za okres 23-29 maja) użytkownicy platformy na całym świecie spędzili przy nim w sumie 286,8 mln godzin.

Uwzględniając oglądalność pierwszych trzech sezonów, widzowie serwisu oglądali łącznie ponad 373 mln godzin serialu "Stranger Things" w ostatnim tygodniu.

Czwarty sezon "Stranger Things" zajął pierwsze miejsce w rankingach popularności aż w 83 (z 93) krajach.

Dotychczasowym serialowym rekordzistą Netfliksa był drugi sezon "Bridgertonów". W okresie 21-27 marca widzowie platformy spędzili przy nim łącznie 193 mln godzin.

Dołącz do dyskusji: "Stranger Things 4" hitem Netfliksa, produkcja oglądana przez 286 mln godzin. "To już nie jest serial dla nastolatków"

6 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Tx
To dobrze. Netflix w ostatnim czasie miał niewiele do zaoferowania, więc teraz może trochę się "odkuje". Katalog platformy został ostatnio strasznie przetrzebiony (wytwórnie pozabierały swoje najlepsze filmy/seriale do własnych platform VOD). Nadchodzą czasy, gdy Netflix będzie musiał polegać GŁÓWNIE na własnych produkcjach (a z jakością tych ostatnich nie jest najlepiej... na jeden hit pokroju "Stranger Things" czy "Umbrella Academy" przypada z 10 kompletnych gniotów).
odpowiedź
User
bredny
To nigdy nie był serial dla nastolatków. Ci, którzy tak twierdzili nie wiedzieli co mówią
odpowiedź
User
chili
Sezon 1 był ok, 2 po prostu męczący. Ktoś oglądał? Czy sezony 3 i 4 rzeczywiście są lepsze niż 2?
odpowiedź