SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

„1899”, czyli serial od twórców „Dark”, zabiera nas w rejs do Nowego Świata. Recenzja thrillera kostiumowego od Netfliksa

Fani „Dark” od dawna czekali na tę premierę. „1899” to nowa produkcja Barana bo Odara i Jantje Friese, którzy zasłynęli jako twórcy umiejętnie łączący skomplikowaną psychologię postaci z wątkami sci-fi oraz elementami serialu grozy.

Serial „1899”, fot. Netflix Serial „1899”, fot. Netflix

„1899” już w pierwszych minutach wciąga nas na pokład statku płynącego z Londynu do Nowego Jorku. Brytyjski parowiec „Kerberos” gwarantuje dopłynięcie do Nowego Świata zaledwie w siedem dni. Na pokładzie znajdujemy cały przekrój pasażerów, od tych najlepiej sytuowanych, zajmujących luksusowe kajuty po ubogich imigrantów mających nadzieję na lepsze życie w Ameryce. Te dwa światy, czyli zamożni pasażerowie spędzający czas we wnętrzach eleganckiej restauracji nie spotykają plebsu, zajmującego duże pomieszczenie pod pokładem, gdzie upchnięto tych najmniej „prestiżowych” podróżnych.

Podglądamy zarówno parę nowożeńców, o dziwo - nie wyglądają jakby byli najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, a także dwóch braci mających mroczne sekrety, które szeptem usiłują między sobą wyjaśniać, a także Maurę (Emily Beecham), irlandzką dziewczynę studiującą medycynę, a co gorsza – podróżującą samotnie. Ten fakt budzi niepokój wśród innych podróżnych. Jak to możliwe, że dama podróżuje sama, bez żadnego towarzystwa. Wzbudza to mieszane uczucia wśród gości bacznie obserwujących kobietę w pokładowej jadalni. A gdy Maura zdecyduje się pomóc ciężarnej „pod pokładem”, to już bezapelacyjnie stanie się obiektem kolejnych plotek. Warto dodać, że Maura w swoich badaniach specjalizowała się w zgłębianiu funkcji ludzkiego mózgu. I temat ten stanowi jedną z jej obsesji. Do Nowego Jorku płynie, żeby zacząć wszystko od nowa i odnaleźć swojego brata.

Podróż brytyjskim parowcem
W czasie rejsu dowiadujemy się, że „Kerberos” należy do tej samej firmy, która na wodach Atlantyku, kilka miesięcy wcześniej straciła inny statek. Nazywał się „Prometeusz” i od czterech miesięcy nie wiadomo, co się stało z załogą i pasażerami. Gdy „Kerberos” płynie ustalonym kursem, nagle do kapitana docierają informacje o tym, że jakiś statek nadaje informacje radiową o swoim położeniu. To może oznaczać tylko jedno – Prometeusz jest gdzieś w pobliżu, a ktoś z ocalałych potrzebuje pomocy. I tak zaczyna się cała historia, która w tym momencie dopiero nabiera tempa.


Jeżeli oglądaliście „Dark”, to od razu rozpoznacie rękę jego twórców. Poza zbudowaniem postaci z miliona niuansów, pozwalających nam wnikliwiej na nie spojrzeć, otrzymujemy także obraz ich lęków, zaburzeń, niepokojów. Każdy się z czymś zmaga, od kapitana przez samotną Maurę, aż po Olka, czyli chłopaka podrzucającego węgiel w kotłowni (w tej roli Maciej Musiał).

Co ciekawe, w serialu bohaterowie pochodzący z różnych zakątków Europy mówią swoimi językami ojczystymi przez co często nie mogą się ze sobą nawzajem porozumieć. Serial pokazuje prawdziwy tygiel kulturowy i etniczny. Na statku spotykają się rozmaite narodowości, ludzie o różnym wykształceniu i z różnych kręgów kulturowych. Czasami nie mogą się porozumieć w błahej sprawie, ale gdy chodzi o coś naprawdę istotnego, są w stanie znaleźć nić porozumienia.

Podobieństwa między „1899” a „Dark”

„Dark” nauczył nas, że Baran bo Odar i Jantje Friese uwielbiają łamigłówki, wielopiętrowe intrygi i stawiają widzom duże wymagania. Jeśli nie chcemy stracić z oczu jakiegoś bohatera, to musimy cały czas podążać za nim, słuchać co mówi nawet jeśli mruczy pod nosem, czytać jego notatki, listy, podsłuchiwać rozmowy. Czasami jest to uciążliwe, ponieważ wymaga nieustająco dużej uwagi. Co się stało z „Prometeuszem”, dlaczego zniknął z radaru na cztery miesiące, czy opóźni to podróż pasażerów „Kerberosa”? Zważywszy na fakt, że planowane są trzy sezony produkcji, możemy założyć, że siedem dni z Londynu do Nowego Jorku to zbyt optymistyczne założenie.

Na szczególną uwagę zasługuje kapitan „Kerberosa”, Eyk (Andreas Pietschmann) oraz Maura. Ta dwójka zdecydowanie odbiega zachowaniem od pozostałych. Wydaje się, że mają jakieś sekrety, które usiłują ukrywać przed światem zewnętrznym. Jako widzowie dostajemy tylko sygnały dowodzące, że kapitan za często zagląda do kieliszka i podejmuje ryzykowne decyzje, z kolei Maura ma jakieś problemy emocjonalne, być może cierpi na zaburzenia psychiczne.

Zabawa gatunkami
„1899” łączy w sobie, podobnie jak „Dark” elementy thrillera, produkcji sci-fi, serialu kostiumowego i eksperymentującego z psychologiczną głębią. Widzom, którzy nie lubią na każdym kroku rozwiązywać łamigłówek, serial może wydać się zbyt męczący i wymagający, ale dla fanów twórczości duetu powinien okazać się satysfakcjonujący.

Ekspozycja jest dosyć długa i poznawanie kolejnych bohaterów może być nużące, zwłaszcza że co chwila porzucamy jednych na rzecz spotkania kolejnych. Bohaterów mamy wielu, ale najważniejszą rolę odegrają: Clamence (Mathilde Ollivier), Lucien (Jonas Bloquet), Jerome (Yann Gael), Olek (Maciej Musiał), Angel (Miguel Bernardeau), Ramiro (José Pimentão) Tove (Clara Rosager) i Krester (Lucas Lynggaard Tønnesen).

Mocna puenta
Ciekawą kompozycję posiadają poszczególne odcinki, kończące się zazwyczaj ważnym odkryciem dla bohaterów. Towarzyszy im podkład muzyczny z rockowej playlisty. I tak na przykład finał pierwszego odcinka zamyka „White Rabbit” zespołu Jefferson Airplane. Jak pamiętamy, takie eksperymenty to znak rozpoznawczy duetu twórców. Na dłuższą metę jednak stają się przewidywalne. Zwłaszcza gdy wciąż czekamy na pierwszy duży przełom w historii bohaterów.

„1899” to osiem odcinków zapraszających na zgłębienie tajemnicy brytyjskich parowców, które nie potrafią dotrzeć do celu. Uważajcie na chorobę morską.

Serial od 17 listopada dostępny jest na platformie Netflix.