SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Tomasz Sakiewicz - redaktor naczelny "Gazety Polskiej"

- Wzrost sprzedaży „Gazety Polskiej” jest m.in. wynikiem oczekiwań czytelników, by opisywać żal po tragedii smoleńskiej szczerze - mówi dla Wirtualnemedia.pl jej szef, Tomasz Sakiewicz.

Krzysztof Lisowski: Zdaniem Komisji Etyki Polskiego Radia i niektórych członków KRRiT nie zachował Pan bezstronności prowadząc audycję „Trójka po trzeciej”, która poświęcona była tematowi przeniesienia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego do kościoła Św. Anny. Trwa właśnie burza medialna wokół tego tematu. Zgadza się Pan z tymi zarzutami?
Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”: Dla mnie jest to sytuacja, która przypomina polską rzeczywistość lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Zostałem postawiony w stan oskarżenia na podstawie donosu podpisanego przez dwie osoby, w którym można było przeczytać m.in., że prowadzę działalność na szkodę Państwa Polskiego. Zarząd związku zawodowego pracowników Trójki skopiował ten zarzut i wysłał pismo do KRRiT, która oficjalnie poprosiła o wyjaśnienie sprawy zarząd Polskiego Radia. Ten postawił mnie przed radiową Komisją Etyki. Swoją strukturą  komisja ta przypomina twory, które istniały w Polsce po stanie wojennym, gdzie powoływano weryfikatorów, którzy  sprawdzali przydatność dziennikarzy do zawodu w socjalistycznym państwie. Zarzut, który mi postawiono, jest bezpodstawny. Moi rozmówcy po prostu przedstawili swoje poglądy. Prowadzący nie jest od tego, żeby cenzurować nieprawomyślnych. Najważniejszy zarzut  dotyczy tego, że nie przerywałem wypowiedzi księdzu Małkowskiemu i nie próbowałem się przeciwstawić jego poglądom. Chciałem się dowiedzieć od Komisji Etyki, czy są takie poglądy, którym należy się przeciwstawiać i takie, którym przeciwstawiać się nie wolno.  Nie dali mi takiej odpowiedzi. Jestem zdania, iż decyzja polityczna o tym, że trzeba mnie wyrzucić z Polskiego Radia, zapadła już dawno. Decydenci i tzw. komisje muszą teraz tylko dobrze uzasadnić tę politykę. Obawiają się moich wyrazistych poglądów i zastanawiają, czy mój program nie jest przypadkiem przyczółkiem „Gazety Polskiej” w Polskim Radiu. Ja z kolei stawiam im pytanie, dlaczego radiowa Trójka jest wielką wyspą „Gazety Wyborczej”? I skoro większość audycji jest prowadzona przez ludzi sympatyzujących z „Gazetą Wyborczą”, to dlaczego nie ma miejsca na polemikę, na zaprezentowanie innych poglądów?

A czy Pan prywatnie i szczerze uważa, że zachował w swojej audycji bezstronność?
Audycja publicystyczna zakłada, że wszyscy prezentują w niej swoje poglądy, a zadaniem dziennikarza jest umożliwienie takiej prezentacji. Oczywiście prowadzący może komentować, ale w moim przypadku nie znaleziono wypowiedzi, która wzbudziłaby jakieś wielkie emocje (poza zarzutem, że mówiłem w ogóle o krzyżu). O bezstronności możemy mówić w programach informacyjnych, programy publicystyczne z zasady są w jakiś sposób stronnicze. Jeśli chodzi o moją audycję, to najlepszym rozwiązaniem byłoby zaproszenie np. trojga zwolenników i trojga przeciwników przeniesienia krzyża i zrobienie normalnej dyskusji – wtedy nie byłoby tego całego szumu medialnego wokół tej sprawy. Niestety – musiałem uczestniczyć w audycji o krzyżu z gośćmi, którzy pierwotnie mieli dyskutować o „Solidarności” (audycja miała pierwotnie dotyczyć symboli związanych z „Solidarnością”), a teraz próbuje się mnie wmanewrować w całą tę sytuację i zrobić winnego.

Napisał Pan na swoim blogu, że w Polsce mamy do czynienia z akcją antyklerykalną i część problemów wokół Pana wynika właśnie z tego powodu.
Myślę, że różnym osobom nie podoba się mój konserwatywny światopogląd. Moim zdaniem, obecnie mamy do czynienia z ogromną falą antyklerykalizmu. Zupełnie nie mam pojęcia, z czego ona wynika. Publicyści często podkreślają, że Kościół powinien być oddzielony od państwa i że w Polsce księża zbyt mocno angażują się w sprawy polityczne. Tymczasem  nie ma możliwości istnienia w przestrzeni publicznej bez żadnego kontekstu politycznego. Zaangażowanie w sprawy polityczne, które byłoby niedopuszczalne, to np. kandydowanie księży do parlamentu – akurat tę kwestię reguluje prawo kanoniczne. Ale przecież księża mają dokładnie takie same prawa obywatelskie, jak pozostali Polacy i nie można im zakazać wypowiadania się w kwestiach politycznych czy społecznych.

Jak Pan ocenia obecną sytuację w Trójce i w całym Polskim Radiu?
Zanim do zespołu Trójki dołączyły osoby prezentujące prawicowe poglądy, jej słuchalność była niska. Teraz ma słuchalność wyższą niż Jedynka. Powodem tego wzrostu jest fakt, że około połowy dorosłych Polaków nie miała swoich mediów i nie mogła znaleźć w tym, czego słuchali czy oglądali, choćby cienia ich poglądów. Znajdują to w tej części programów, które były prowadzone m.in. przeze mnie. Cała reszta audycji Trójki prezentuje dokładnie to samo, co jest serwowane w przytłaczającej większości innych mediów. Jeśli zostaniemy wyrzuceni, to słuchalność Trójki  spadnie. Ludzie nie będą chcieli odbierać czegoś, z czym się nie identyfikują. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko temu, żeby zwolennicy „Gazety Wyborczej” prowadzili swoje programy w Trójce. Tylko dlaczego oni mają tak wiele przeciwko temu, że jakiś program prowadzi szef „Gazety Polskiej”? Problem polega na całkowitym braku tolerancji i zrozumienia reguł demokracji ze strony zwolenników „Gazety Wyborczej”, takich jak chociażby Jerzy Sosnowski, szef związku zawodowego w Trójce, a wcześniej dziennikarz „Gazety Wyborczej”. To są ludzie wychowani de facto w rzeczywistości posttotalitarnej i nie rozumieją, że istnieje pluralizm. Jeśli ktoś odbiega od ich poglądów, to ich zdaniem nie powinien istnieć w przestrzeni społecznej. Niszczą wszystko, co nie odpowiada ich wizji świata.

Jak Pan odbiera akcje protestacyjne słuchaczy w obronie Trójki sprzed kilku miesięcy, kiedy szefem Programu III był Jacek Sobala i próbowano odwoływać ludzi niewygodnych, bo nie związanych z ideologią prawicową?
Ależ to nie były żadne akcje protestacyjne organizowane przez słuchaczy. Ich inicjatorem były związki zawodowe, a z tego, co wiem, na te demonstracje przychodziło po kilka osób. Przecież ja sam też mógłbym sobie wywiesić transparent albo ogłosić w internecie, że organizuję jakiś wiec. Wokół rzekomej obrony Trójki przez słuchaczy dużo więcej było tzw. PR-u niż rzeczywistych wydarzeń. Zresztą w mojej obronie w jedną dobę przysłano kilkaset maili.

Odwołanie z funkcji szefa Trójki Jacka Sobali to była dobra czy zła decyzja?
Uważam, że powód jego dymisji był skandaliczny. Publicznie mówiono, że Sobala został odwołany z powodu udzielenia poparcia Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas jednego z wieców wyborczych. Tymczasem nie był to żaden wiec, tylko koncert ku czci ofiar tragedii pod Smoleńskiem, który odbył się 10 maja. Akurat tak się składa, że ja byłem jednym z jego organizatorów. Przez cztery godziny nie były prezentowane żadne hasła wyborcze, obowiązywały naprawdę żelazne reguły, bo nie chcieliśmy być podejrzewani o jakąkolwiek agitację polityczną. Oczywiście nie mogę gwarantować, że spośród 10-tysięcznego tłumu ktoś czegoś nie krzyknął, ale z naszej strony koncert był tylko i wyłącznie chęcią upamiętnienia ofiar Smoleńska, w tym kilku moich przyjaciół. Tymczasem Jacek Sobala został wyrzucony pod kłamliwym zarzutem i wszyscy, którzy to mówili wiedzieli, że kłamią (zresztą bojąc się procesu z jego strony, po cichu wycofali ten zarzut). Na ten koncert przyszli przedstawiciele wszystkich opcji politycznych, razem śpiewali i razem się modlili, tam nie było miejsca na żadne wiece wyborcze. Ogromna w tym wina także mediów, które relacjonowały w tej sprawie nieprawdę.

Chciałby Pan dalej prowadzić audycję „Trójka po trzeciej”?
Tutaj nie chodzi o moje chęci - to słuchacze chcą tej audycji i świadczą o tym wyniki słuchalności. Mam bardzo dobrą pracę, jestem redaktorem naczelnym dużego tygodnika. Ale odebranie praw do równego dostępu do mediów ludziom mającym poglądy podobne do moich i powiedzenie im, że mogą słuchać tylko audycji prowadzonych przez zwolenników „Gazety Wyborczej”, podważa sens demokracji. Prędzej czy później skończy się to ogromnym zniechęceniem społecznym. Związkowcy z „Trójki” będą wstydzić się tego, co dzisiaj robią. Teraz w oficjalnych listach, piszą, że nie mamy nic wspólnego z radiem. Tymczasem Marcin Wolski pracował w Trójce ponad 30 lat, a ja jestem związany z tym Polskim Radiem od około 15 lat. Część związkowców nie ma żadnego dorobku, a ich jedyną silną stroną jest wsparcie, jakiego udziela im „Gazeta Wyborcza”. Są to ludzie roszczeniowi, słabi merytorycznie i mocno osadzeni politycznie.

Mówimy o burzy wokół Pana osoby w kontekście sytuacji w radiowej Trójce. Tymczasem „Gazeta Polska”, której jest Pan szefem zanotowała ponad 100-procentowy wzrost sprzedaży…
Gdy zostałem redaktorem naczelnym „Gazety Polskiej”, jej sprzedaż wynosiła około 10 tysięcy egzemplarzy. Dzisiaj jest na poziomie 60 tysięcy egzemplarzy i ciągle wzrasta. Powód jest jeden – tworzymy gazetę bez cenzury. Oczywiście współpracowników dobierałem według swoich preferencji, ale mają oni wolną rękę. Jako przykład mogę podać sytuację, w której opublikowaliśmy tekst Waldemara Łysiaka krytykujący nieżyjącego papieża Jana Pawła II. Pozwoliłem go wydrukować, ponieważ uważałem, że jeśli zaproponowałem publicyście miejsce w gazecie, to ma on prawo tworzyć artykuły zgodnie ze swoim sumieniem. Oczywiście ja sam w jakiś sposób odciąłem się od tego materiału w komentarzu. Opublikowaliśmy teczkę Zygmunta Solorza, ale również opublikowaliśmy wywiad z nim, w którym wyjaśnił, jaki jest jego punkt widzenia w tej sprawie. Zamiast chodzić po sądach, wolimy wymieniać się poglądami na łamach gazety. Lepiej prowadzić debatę przy podniesionej kurtynie niż brać udział w procesach sądowych, co lubi niestety wielu znanych dziennikarzy.

Chyba ciężko jest zachować niezależność w gazecie, która – tak jak w Państwa przypadku – jest z zasady prawicowa…
Jedno to poglądy, a drugie to niezależność. Można nie mieć żadnych poglądów i być kompletnie zależnym i można mieć konkretne poglądy i być zupełnie niezależnym. W kwietniu wyrzucono mnie z telewizji, gdzie prowadziłem własny program – za krytykę PIS, ponieważ nie podobał mi się pogłębiający sojusz tej partii z SLD. Z kolei z radia zostanę wyrzucony za bycie pro-PIS-owskim dziennikarzem. Ironia losu?

Czego zasługą jest tak wielki wzrost sprzedaży „Gazety Polskiej”?
Składa się na to kilka czynników. Wreszcie ustabilizowaliśmy naszą sytuację korporacyjną, chociaż burza medialna wokół mojej osoby trwa… Po raz pierwszy od roku mogłem spokojnie zająć się wydawaniem gazety. Nałożyła się na to katastrofa z 10 kwietnia. Powstała ogromna potrzeba społeczna, aby mówić o tragedii pod Smoleńskiem inaczej niż większość mediów. W wielu mediach był nakaz, aby podkreślać, że był to wypadek, ale być może przyczynił się do tego też Lech Kaczyński. W większości z nich żal i smutek był widocznie sztuczny. My straciliśmy bliskich przyjaciół, a nawet członka kolegium redakcyjnego. Nie widać było w naszym żalu żadnej gry, ani fałszywej pozy. My naprawdę płakaliśmy, a ludzie, gdy widzą naturalne reakcje, wyczuwają to. Podjęliśmy decyzję, że będziemy pisać o absolutnie wszystkich aspektach tej katastrofy i podaliśmy mnóstwo faktów i teorii na ten temat, których inne media się po prostu bały.
 
Czy „Gazeta Polska” pójdzie śladem konkurencji i będziecie inwestować w internet, jakie macie inne plany na najbliższe miesiące?
Stworzyliśmy oprócz naszego wydawnictwa sieć spółek odpowiedzialnych za różne media. Obecnie dużo miejsca zajmuje projekt funkcjonujący pod nazwą „Strefa Wolnego Słowa”. Oczywiście najważniejszym medium jest tutaj „Gazeta Polska”, ale coraz większą popularnością cieszy się też serwis „niezalezna.pl”, który ma już pół miliona stałych czytelników. Będziemy bardzo mocno inwestować w multimedia. Jeszcze w tym roku zamierzamy wydać nowy tytuł prasowy. Na razie nie mogę wiele powiedzieć na temat tego projektu. Będzie to miesięcznik, który z czasem zostanie przekształcony w tygodnik, a swoją zawartością będzie nawiązywał do „Szpilek”. Uważam, że na polskim rynku jest nisza, którą można wypełnić tytułem, który będzie mówił o polskiej rzeczywistości w humorystyczny sposób. Mamy też plany związane z przygotowaniem projektów multimedialnych oraz mediów nastawionych na rynek zagraniczny. Będziemy sponsorować albo wydawać razem z „Gazetą Polską” filmy dokumentalne - mieliśmy już próbkę w postaci  filmu o księdzu Jerzym Popiełuszce. Sprzedaliśmy około 50 tysięcy egzemplarzy tej płyty, więc jest to wynik w miarę zadowalający i stanowi zachętę do dalszych inwestycji w tej dziedzinie.

O rozmówcy
Tomasz Sakiewicz jest od 2005 redaktorem naczelnym tygodnika „Gazeta Polska”. Z tytułem tym związany jest od samego początku jego istnienia – najpierw był jednym z pomysłodawców i założycieli pisma, potem pracował w nim jako dziennikarz, a następnie pełnił funkcję szefa działu ekonomicznego. Ma też spore doświadczenie w telewizji i radiu. Do marca 2010 roku prowadził na antenie TVP1 program publicystyczny „Pod prasą”, a do 2009 roku związany był z Programem I Polskiego Radia, gdzie prowadził „Sygnały dnia”, a także „Rozmowy Jedynki”. Obecnie jest jednym ze współprowadzących audycję „Trójka po trzeciej” na antenie Programu III PR.

Dołącz do dyskusji: Tomasz Sakiewicz - redaktor naczelny "Gazety Polskiej"

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl