SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Basałaj odpiera zarzuty

Szef Sportu TVP odpiera zarzuty, że igrzyska w wykonaniu ekipy TVP okazały się klapą i kompromitacją

Janusz Basałaj, szef sportu w TVP, nie zgadza się z opinią zamieszczoną w środowej "Gazecie Wyborczej" autorstwa dziennikarz tej gazety Adama Romańskiego, że  igrzyska w wykonaniu ekipy TVP okazały się klapą i kompromitacją. W czwartek Basałaj wystosował list do "GW" w którym ustosunkowuje się do zarzutów. Oto ten list, który ukazał się w "Gazecie Wyborczej".


- W środę 1 września ukazał się w "Gazecie Wyborczej" artykuł red. Adama Romańskiego "Kaseta jedzie na żywo". Była to próba podsumowania pracy ekipy TVP podczas igrzysk olimpijskich w Atenach. Muszę przyznać, że tekst zrobił na mnie duże wrażenie...

Takiej krytyki, mocnych, bolesnych słów pod adresem redakcji kierowanej przeze mnie nie przeczytałem jeszcze podczas mojej pracy na Woronicza. Autor chciał wykazać, że igrzyska w wykonaniu ekipy TVP okazały się jakąś kompletną klapą, ba!, kompromitacją. Że tak nie było, mogą o tym świadczyć (proszę się tylko nie uśmiechać pod wąsem) wyniki oglądalności. Gdyby było tak źle, jak pisze Autor, to przecież widzowie porzuciliby TVP na rzecz Eurosportu czy innych stacji satelitarnych. Przyjmuję z pokorą niektóre zarzuty Autora. Te nieszczęsne przełączanie się co kilka godzin z program na program mogło denerwować. Mogę zrozumieć, że Autorowi brakowało w naszych relacjach reportaży z ,,okolic igrzysk".

Wierzę, że czekanie godzinę na rozmowę ze złotym medalistą też irytowało. "Nikt do studia w Atenach nie przychodził" - to kolejna krytyka Autora. Co w takim razie robili tam wszyscy polscy medaliści olimpijscy, Irena Szewińska, Jacek Gmoch, Agnieszka Chrzanowska, szefowie polskiego sportu: Stefan Paszczyk, Adam Giersz, Ryszard Stadniuk, dziennikarze (w tym przedstawiciel "GW"), trenerzy? Za każdym razem, kiedy na antenie pojawiał się prezenter, podawaliśmy aktualności z olimpijskich aren. W specjalnym bloku podsumowującym dzień na igrzyskach (emitowanym po godz. 23) prezentowaliśmy klasyfikacje medalową i punktową igrzysk. Czy Autor tego nie dostrzegał? Walka Gruchały. Tak czekaliśmy na kasetę, bo tego pojedynku na tej konkretnej planszy olimpijskie kamery nie pokazywały. Wysyłaliśmy więc tam kamerę reporterską. Tak też było w przypadku niektórych walk polskich bokserów i dżudoków. Wywiady ze sportowcami robione kilka godzin po starcie? Więc mieliśmy przerywać relację na żywo, by tylko pokazać taką rozmowę? Poza tym zdarzało się, że w pierwszej fazie igrzysk wielokrotnie starty naszych sportowców "nakładały się na siebie" i trzeba było wybierać, co pokazujemy na żywo, a co z odtworzenia. Kiedy była potrzeba, przeskakiwaliśmy z areny na arenę, pokazując walczących Polaków. Przykłady? Proszę bardzo: piątek 27 sierpnia. Od rana transmitujemy chód z udziałem Roberta Korzeniowskiego, przełączając się na finały kajakarzy i walki zapaśników. Podczas meczu siatkarzy z Brazylią łączyliśmy się też ze stadionem lekkoatletycznym, bo akurat rzucała młotek Kamila Skolimowska. Przykładów tych można dodawać jeszcze wiele. Kto oglądał uważnie TVP, wie, że tak było.

Od początku igrzysk nastawialiśmy się na pokazywanie startu polskich olimpijczyków i śledzenie ich drogi w walce o medale. Tak działają inne znacznie możniejsze telewizje akredytowane na igrzyskach. Wieloletnie badania przeprowadzane przez nas udowadniały, że polscy widzowie najchętniej oglądają polskich sportowców na wielkich imprezach. Sukcesów w Atenach nie było, stąd jakoś tak nasi herosi nie garnęli się do mediów (mogą to też poświadczyć specjalni wysłannicy "GW"). Może też dlatego Autor zarzuca nam, że "studia" były nudne. Też oglądałem studia włoskiego RAI, gdzie medalistów, i to złotych, było mnóstwo. Nasi przegrani najchętniej chowali głowę w piasek wioski olimpijskiej.

Bez komentarza pozostawiam stwierdzenia, że wysłannicy TVP byli do igrzysk "kompletnie nieprzygotowani". "Plecenie andronów"? Który komentator jest bezbłędny?

Dziękuję za miłe słowa pod moim adresem. Autor chwali mnie za stworzenie działu sportowego w Canal+, w którym "od zera stworzyłem ciekawą grupę rozważnych, dowcipnych i inteligentnych, i wykazujących entuzjazm do sportu komentatorów". Z dziwną satysfakcją zauważa jednak, że nie udało mi się tego zrealizować w TVP. Co za niekonsekwencja!? Przecież tak komplementowanych przez red. Romańskiego Marka Kaczmarczyka, Kajetana Broniewskiego, Adama Krzesińskiego, Marka Troninę, Janusza Pinderę, Włodzimierza Szaranowicza, Marka Jóźwika, Krzysztofa Miklasa, Ryszarda Łabędzia czy Przemysława Babiarza powołał w skład ekipy olimpijskiej "nie kto inny" (jak mawia pewien popularny komentator) jak tylko... Basałaj. Poza tym drobiazg: na chwałę i sukcesy sportu w Canal+ pracowałem 8 lat. Na Woronicza jestem od dwóch lat.

Proszę mi darować, ale wydaje mi się, że autor artykułu zasiadł 13 sierpnia przed ekranem TVP, włożył na nos ciemne okulary, przygotował sobie filiżankę naparu z piołunu, a do ręki wziął siekierę i... po raz kolejny przyłożył Telewizji Polskiej. Jak na człowieka, który bardzo dobrze zna specyfikę pracy w telewizji (autor stale współpracuje z telewizją Polsat, jest tam komentatorem koszykówki), jego uwagi wydają się nazbyt krytyczne, złośliwe i niesprawiedliwe - napisał Przewodniczący Kolegium Sportowego TVP S.A. Janusz Basałaj.

A jaka jest Państwa opinia?

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Basałaj odpiera zarzuty

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl