SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Dziennikarze i medioznawcy zgodni: cisza wyborcza do likwidacji (opinie)

Cisza wyborcza powinna zostać zlikwidowana, bo w czasach rozwoju nowych mediów nie spełnia już swojej roli. Jej obrona przypomina obrażanie się na fakt, że dorożki ustąpiły miejsca samochodom - obowiązek ciszy wyborczej oceniają dla portalu Wirtualnemedia.pl dziennikarze i medioznawcy.

Shutterstock.com Article

Cisza wyborcza została wprowadzona w Polsce w 1991 roku. Okres ten jest liczony od północy dnia poprzedzającego dzień wyborczy i trwa do momentu zakończenia głosowania. Zabroniona jest wówczas agitacja na rzecz kandydatów oraz komitetów zgłoszonych do wyborów. Sztabom i kandydatom nie wolno podczas ciszy wyborczej m.in. rozdawać ulotek i rozwieszać nowych plakatów, zabroniona jest również wszelka agitacja w internecie.

W czasie tych dwóch dni nie wolno podawać do publicznej wiadomości wyników sondaży wyborczych. Z tego względu wiele stacji telewizyjnych i radiowych zmienia sposób prezentacji informacji w serwisach, tak by na antenie ograniczono rozmowy o polityce. Informowanie o wyborach sprowadza się do relacjonowania konferencji Państwowej Komisji Wyborczej oraz śledzenia nieprawidłowości wyborczych. Za naruszenie ciszy wyborczej grozi grzywna, w przypadku publikacji wyników sondażu - nawet w wysokości miliona złotych.

Podczas tegorocznych wyborów do europarlamentu, które odbywały się w maju br., PKW przedstawiła opinię, według której nawet lajkowanie lub udostępnienie na Facebooku materiałów związanych z wyborami, a nawet polubienie fanpage’a kandydata mogą być uznane za naruszenie ciszy wyborczej. - Wypowiadanie się (w internecie - red.) w czasie ciszy wyborczej o kandydatach i komitetach wyborczych jest rodzajem agitacji wyborczej. Takie działanie może być przedmiotem postępowania karnego - przypominał szef Komisji Stefan Jaworski.

Wydaje się jednak, że w mediach społecznościowych można skutecznie ominąć ciszę wyborczą. Przykładem może być żonglowanie na Twitterze określeniami „pomidory” (oznaczające PO) i „pistacje” (PiS) podczas pierwszej tury wyborów samorządowych. Ich „cena” na „targu”, która oznaczała przemycone z redakcji wstępne wyniki sondaży exit polls.

Paweł Nowacki, zastępca redaktor naczelnej „Dziennika Gazety Prawnej” ds. serwisów internetowych i produktów elektronicznych, porównuje ciszę wyborczą do PKW oświadczającej, że system komputerowy się zawiesił i wyników nie będzie. -

Utrzymywanie fikcji bowiem w czasach internetu, żywiołowego rozwoju kanałów social media to anachronizm. Bo cisza jest dziś „głośną ciszą” - zauważa wicenaczelny „DGP”.

Nowacki uważa, że media w czasie ciszy wyborczej stoją „w rozkroku”, bo zdają sobie sprawę, że bez Facebooka czy Twittera trudno dziś prowadzić skuteczną komunikację z odbiorcą. - Więc uprawiają ekwilibrystykę informując o tym, o czym można w swoich mediach, a prawdę podając w kanałach social media. Fikcja ta nie służy już dziś nikomu. Politycy, sami coraz aktywniejsi w tych kanałach, powinni ją jak najszybciej zlikwidować. Albo choć próbować naprawić czy ucywilizować - postuluje Paweł Nowacki.

Przeciwna ciszy wyborczej jest również Beata Grabarczyk, szefowa anteny kanału Polsat News 2, uważając ją za przeżytek.

- W czasach internetu i mediów społecznościowych jest kolejnym dowodem na to, że prawo nie nadąża za rzeczywistością. PKW może uważać like za złamanie ciszy, ale nie jest w stanie znaleźć i ukarać wszystkich, którzy w sieci ciszy nie przestrzegają. To stawia tradycyjne media w gorszej pozycji, bo musza pomijać pewien istotny element rzeczywistości. Choć przyznaję, że dziennikarze często wyczekują ciszy wyborczej, żeby odpocząć od informacji politycznych, które - szczególnie w ostatniej fazie kampanii - napływają lawinowo - przyznaje Grabarczyk.

Czy cisza jest potrzebna? - W sumie to trudne pytanie. Jeżeli założymy, że wyborcy podejmują decyzję wcześniej, a w dniu wyborów idą jedynie swoją decyzję zamanifestować, to cisza nie jest potrzebna. Socjologowie podkreślają jednak, że wybory to akt emocjonalny, który rozgrywa się nad kartą do głosowania. W takiej sytuacji cisza jest potrzebna, by kandydaci nie wywierali presji na wyborców do ostatniej chwili - ocenia dziennikarka.

Zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu” Marcin Goralewski uważa, że temat ciszy wyborczej powinien być elementem szerszej dyskusji o technicznej stronie systemu wyborczego w Polsce. Jego zdaniem nie zapisy dotyczące zakazu agitacji poprzez np. rozwieszanie plakatów czy publikacji sondaży w prasie czy telewizji nie mają sensu.

- Media społecznościowe doskonale radzą sobie z jej obchodzeniem. Jaki jest więc sens jej utrzymywania w przepisach? Z drugiej strony wyobrażam sobie sytuację, w której komitety wyborcze podejmują decyzję o wstrzymaniu agitacji na jakiś czas przed wyborami, na zasadzie dżentelmeńskiej umowy. To zdanie, słusznie, budzi jednak uśmiech. Naszej scenie politycznej daleko do zachodnioeuropejskich demokracji. Kilka dni przed drugą turą wyborów lider opozycji mówi w Sejmie, że pierwsza została sfałszowana. Taki jest stan debaty publicznej w Polsce - ocenia Goralewski.

Dla Bogusława Chraboty, redaktora naczelnego „Rzeczpospolitej”, cisza wyborcza jest nonsensem. - Zwłaszcza dziś. W epoce informacji online jedynym jej skutkiem jest jawna dyskryminacja mediów tradycyjnych. W ten sposób absolutnie legalnie pozbawia się je konkurencyjności, czyli szansy na przetrwanie - zauważa Bogusław Chrabota. Zdaniem Naczelnego „Rz”, zapis o ciszy wyborczej powinien zostać zlikwidowany natychmiast. - Jedynym, co powinno się utrzymać, to zakaz agitacji wyborczej w lokalu i przed lokalem wyborczym w dniu wyborów - dodaje.

- Wydaje mi się, że obecnie cisza wyborcza jest już reliktem przeszłości. W epoce Internetu i mediów społecznościowych nie da się jej praktycznie przestrzegać. Podtrzymywanie zatem prawa, które pozwala karać za jej łamanie daje tylko niepotrzebnie władzy pretekst do wywierania nacisków na niewygodne media. Najkrócej mówiąc należy znieść przepisy o ciszy wyborczej - ocenia z kolei Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”.

Katarzyna Kolenda-Zaleska, dziennikarka „Faktów” TVN, wspomina, że kiedy relacjonowała wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych weszła wraz z prof. Zbigniewem Brzezińskim do jednego z lokali wyborczych w Waszyngtonie. - Po jednej stronie przy wejściu stał stolik Obamy, po drugiej Romneya, w środku też byli agitatorzy i rozdawali ulotki. Nikomu to nie przeszkadzało, traktowano to bardzo naturalnie - mówi reporterka TVN.

- Jestem radykalną przeciwniczką ciszy wyborczej, bo w erze internetu ona nie spełnia żadnej swojej roli. To jest sztuczny twór, który w gorączce kampanii każe nam wpaść w odmęty obojętności i udawać, że nic się nie dzieje - dodaje Kolenda-Zaleska.

Za archaiczną i niepotrzebną ciszę wyborczą uważa Krzysztof Ziemiec, dziennikarz i prezenter „Wiadomości” w TVP1. - Traktuje to wyborcę jak bezwolnego człowieka, któremu można „namieszać” w głowie na pięć przed dwanaście. Po drugie - dlaczego partie mają nie prowadzić działań tuż przed wyborami i to jeszcze przez dwa dni? W USA robią to do końca. Poza tym, w dobie zmian w komunikacji takie zakazy są śmieszne. W sytuacji kompromitacji w PKW, o czym tu w ogóle mówimy? Czym jest cisza wyborcza przy tych nieprawidłowościach? - zastanawia się dziennikarz.

Michał Kobosko, szef Project Syndicate Polska i Fundacji Świat Idei, twierdzi, że w swoim założeniu cisza wyborcza była fajnym i słusznym pomysłem. Jednak dziś jej bronienie przypomina - jego zdaniem - obrażanie się na fakt, że dorożki ustąpiły miejsca samochodom.

- Cisza wyborcza jest podobnym przeżytkiem jak sposób funkcjonowania Państwowej Komisji Wyborczej. Była fikcją od lat, bo jej utrzymanie wymagałoby realnie m.in. zdarcia wszystkich billboardów czy ulotek reklamujących kandydatów, obecnych wszędzie także w dniu głosowania. Jest tym większą fikcją dziś, gdy media społecznościowe rozprzestrzeniają bez ograniczeń i - bez jakichkolwiek konsekwencji karnych - informacje o frekwencji czy cząstkowe exit polle, tylko lekko ukryte pod niby-kryptonimami - zaznacza Kobosko, nawiązując do twitterowych dyskusji o cenach „pomidorów” i „pistacji”.

Tomasz Skory, dziennikarz RMF FM, wyjaśnia, że zgodnie z ustawą agitacją wyborczą jest publiczne nakłanianie lub zachęcanie, do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego. - Półgłówki nie rozumieją, że lajkowanie nie jest prowadzeniem agitacji, a jeśli nawet szef PKW uznaje, że może być za nią uznane - to nie ona o tym decyduje, tylko prokurator. Bo to Prokuratura zajmuje się naruszeniami prawa, także wyborczego - ocenia Skory, nawiązując do stanowiska PKW w sprawie lajkowania materiałów wyborczych przed wyborami.

Dziennikarz przypomina, że w ciszy wyborczej nie wolno podać do publicznej wiadomości wyników sondaży. - Wiadomo, że można publikować inaczej, na zwykłą logikę. Tyle, że nie jestem pewien, czy wymagające czynnego działania odbiorcy Twittera czy Facebooka mogą być uznane za narzędzia służące do podawania do publicznej wiadomości. Trzeba mieć konto i abonować nadawcę, a sama nazwa „społecznościowe” opisuje zjawisko nie publiczne, ale właśnie o zasięgu ograniczonym intencjami uczestników. A nawet jeśli uznać TT czy FB za media publiczne - to warto byłoby jeszcze dowieść, że pistacje to PiS, pomidory to PO, a ich ceny to wyniki jakichś rzeczywistych sondaży. Bo bez trudu wyobrażam sobie wpuszczenie tam wiadomości od początku do końca zmyślonych. I co wtedy? - dodaje Tomasz Skory.

Medioznawca i szef serwisu medioznawca.com Tomasz Gackowski uważa, że ciszę wyborczą można uznać za element procesu politycznego wyłaniania władz demokratycznych w krajach o relatywnie krótkiej historii demokracji. W tej perspektywie cisza wyborcza miałaby funkcję bufora, który pozwala obywatelom-wyborcom swobodnie podjąć decyzje bez presji spotów wyborczych oraz rozdających ulotek polityków.

- Na ile jest to skuteczne pokazują słupy i bilbordy, z których politycy patrzą na nas w trakcie naszego niedzielnego spaceru do punktu wyborczego. W przestrzeni internetowej nieustannie natykamy się na materiały polityczne - zamieszczone, polubione, udostępnione przez różne osoby i środowiska w ostatnich minutach przed nastaniem ciszy wyborczej, byle tylko trafić do relatywnie szerokiego grona odbiorców, którym dana wiadomość wyświetli się w trakcie weekendowego korzystania z mediów społecznościowych. Dość wspomnieć o pisaniu o partiach i politykach w internecie, tak jakbyśmy szli na zakupy do warzywniaka, gdzie kupujemy lub też nie kupujemy POmidory, PIStacje - zauważa Tomasz Gackowski.

Eryk Mistewicz, medioznawca i szef kwartalnika opinii „Nowe Media” twierdzi z kolei, że cisza wyborcza miała sens w epoce mediów „z przełącznikiem OFF”.

- Gdy wciśnięcie OFF gwarantowało, że znika cała tematyka wyborcza z serwisów radiowych czy telewizyjnych, z platform redakcyjnych. Tylko że przycisk OFF przestał działać. W epoce nowych mediów nie sposób wprowadzić zapisu na daną tematykę czy osoby, np. kandydatów czy partie. Przycisk OFF nie działa także jeśli chodzi o podawanie sondaży, co najwyżej ośmiesza system, wspomaga kreatywność uczestników Twittera, doprowadza do sytuacji, gdy w obiegu publicznym jest sporo informacji weryfikowalnych jedynie poprzez osobę nadawcy - podkreśla Eryk Mistewicz.

Mistewicz nie widzi najmniejszego zagrożenia dla podawania wyników exit poll na Twitterze. - Stopień skomplikowanego prawa amerykańskiego w tym zakresie, konieczność dowodzenia, kto jest operatorem danego konta Twittera, problem ze zrozumieniem przez PKW istoty Retweetu - wszystko to sprawia, że nie rozumiem ukrywania nazw partii czy kandydatów inaczej, niż tylko dobrej zabawy, przy okazji wzmacniającej zainteresowanie obywateli aktem wyborczym - ocenia medioznawca.

Pełne opinie Pawła Nowackiego, Beaty Grabarczyk, Marcina Goralewskiego, Bogusława Chraboty, Pawła Lisickiego, Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, Krzysztofa Ziemca, Michała Kobosko, Tomasza Skorego, Tomasza Gackowskiego i Eryka Mistewicza o ciszy wyborczej można przeczytać na kolejnej stronie.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Dziennikarze i medioznawcy zgodni: cisza wyborcza do likwidacji (opinie)

7 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
ANDRE
dziennikarze maja absolutną rację , cisza wyborcza do likwidacji !
9 15
odpowiedź
User
wyborca
dziennikarze NIE MAJĄ ABSOLUTNIE RACJI, to jedyne 2 dni w roku w którym można spokojnie obejrzeć jakiś NORMALNY serwis informacyjny, z ciekawymi informacjami a jednocześnie odpocząć od polskiej polityki - polskiego szamba i syfu. Ponieważ dziennikarze lubią masturbować się polską polityką codziennie, wcale nie dziwi mnie ich opinia na ten temat - ja jako wyborca, obywatel mówię NIE dla likwidacji ciszy wyborczej NIEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
20 8
odpowiedź
User
Dick
"opinia, według której nawet lajkowanie lub udostępnienie, polubienie fanpage’a mogą być uznane za naruszenie ciszy wyborczej. Takie działanie może być przedmiotem postępowania karnego..."

Najgorzej kiedy obowiązujące przepisy (prawo) definiuje się określeniami: może być uznane..., wydaje się być... itp. Albo dane prawo (przepis) JEST, albo WYDAJE się że jest. To źle kiedy prawo traktowane jest uznaniowo (pytanie tylko przez kogo i kto może na tym tracić?). Sędzia uzna swoje, ja uznam swoje i rozejdziemy się do domów szanując wzajemnie swoje przekonania? No niestety to tak nie działa, ale to taka nasza rzeczywistość.
13 9
odpowiedź
User
Wojtek
Postulowałbym raczej wprowadzenie (całorocznego!) zakazu publikowania tzw. sondaży. Służą one wyłącznie do manipulowania opinią publiczną!
15 8
odpowiedź
User
dokladnie
sondaze sluza do manipulowania opinia publiczna.. dokladnie tak
12 8
odpowiedź