SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Edward Miszczak: Niektóre stacje kopiują nasze programy

- Mam poczucie, że niektóre stacje mniej lub bardziej kopiują nasze programy...  Jako przykłady mogę podać nasze formaty „Bitwa o dom” czy „Masterchef” - mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Edward Miszczak, dyrektor programowy TVN.

Edward Miszczak

Edward Miszczak

Z Edwardem Miszczakiem, członkiem zarządu i dyrektorem programowym TVN rozmawiamy m.in. o jesiennej ramówce stacji oraz o przyszłości polskiego rynku telewizyjnego.


Krzysztof Lisowski: TVN w jesiennej ramówce poszedł w kierunku sprawdzonych formatów. Wprawdzie będą nowe odsłony programów znanych z poprzednich ramówek, ale typowa premiera będzie tylko jedna - „Wawa Non Stop”. Dlaczego?

Edward Miszczak, członek zarządu i dyrektor programowy TVN: Myślę, że najpierw należałoby zdefiniować, co to jest nowość. Z naszego punktu widzenia nowościami są także nowe odsłony formatów znanych z poprzednich ramówek. A są to formaty, które przyciągają przed telewizory miliony widzów. Można by wymieniać bez końca: formaty rozrywkowe - takie, jak choćby „Mam talent!”, „Masterchef”, „Kuchenne rewolucje” czy „Perfekcyjna Pani Domu” lub seriale - takie, jak „Lekarze”, „Prawo Agaty”, „Na Wspólnej” czy „Przepis na życie”. To są tytuły, które zbierają przed telewizorami ogromne rzesze widzów, zatem postanowiliśmy je kontynuować. Jestem przekonany, ze ta ramówka doskonale się broni, gdyż wymienione tytuły w swoich pasmach wygrywają z konkurencją.

Inne stacje telewizyjne wprowadzają jednak na antenę premiery i to w dość dużej liczbie, przykładem jest choćby Polsat...

Nie chciałbym komentować tej kwestii, ale proszę się dokładnie przyjrzeć różnym nowościom, jakie znajdą się w programie naszych głównych konkurentów tej jesieni. Nie będę wskazywał konkretnych tytułów, ale apeluję - gdy już na antenie danej stacji pojawi się jakaś nowość, warto obejrzeć oryginalny program na antenie TVN. Mam poczucie, że niektóre stacje mniej lub bardziej kopiują nasze programy… Jako przykłady mogę podać nasze formaty „Bitwa o dom” czy „Masterchef”. Okazuje się, że mamy już tzw. towarzystwo na antenie konkurencyjnej stacji. Ja tego oczywiście jakoś ostro nie neguję, bo każdy ma prawo robić programy takie, jakie chce. Jedni - tak, jak my - wytyczają szlaki, a inni nimi podążają…

„Wawa Non Stop” to Wasza główna nowość. Jest to zupełnie nowy format na polskim rynku, dlaczego akurat na niego się zdecydowaliście?

To jest tzw. telenowela hybrydowa - serial, będący mieszanką fabularnego scenariusza i reality show. Nie grają w nim profesjonalni aktorzy, a scenariusze są pisane pod bohaterów programu. Można powiedzieć, że niejako „reżyserujemy ich życie”. Dziewięciorgu naszych bohaterów kamera będzie towarzyszyć non stop przez 7 dni w tygodniu. To będzie taki współczesny „Big Brother”, pokazujący prawdziwe życie młodych ludzi w wielkim mieście wraz z jego plusami i minusami.

Wydaje się, że obecnie niesamowitą popularnością cieszą się programy kulinarne. Oprócz TVN, dużą tego typu nowość planuje Polsat, jak również TVP? Czy moda na programy kulinarne potrwa długo?

U nas będą trzy programy na różne sposoby zahaczające o gotowanie - „Masterchef”, „Kuchenne rewolucje” i „Ugotowani”. Ale telewizja nie składa się z samych mód. Jeśli telewizja nadawałaby jakieś programy tylko dlatego, że taka a nie inna jest moda, to telewidzowie nie byliby zadowoleni. Skoro wszystkie te programy świetnie się oglądają w TVN, a konkurencja też zaczyna po nie sięgać to znaczy, że po prostu widzowie ich szukają. Proszę też zwrócić uwagę, czym dzisiaj są takie programy, które umownie nazywamy „kulinarnymi”. To już nie jest kucharz stojący za stołem i przygotowujący coś do jedzenia. To są ludzie, którzy walczą o swoje marzenia, próbują coś osiągnąć, czymś się pochwalić, uratować swój mały biznes. To jest przede wszystkim życie, a nie tylko gotowanie.

Jeszcze niedawno mieliśmy modę na programy z udziałem gwiazd. Gwiazdy tańczyły, śpiewały, jeździły na lodzie. Obecnie takich programów już nie ma. Panuje moda na programy, w których gwiazdą staje się „szary Kowalski”. Jak długo to jeszcze potrwa?

To, że zwykli ludzie stają się bohaterami czy nawet gwiazdami programów telewizyjnych, to nie jest wynalazek ostatnich paru sezonów, tak jest co najmniej od czasu „Agenta” czy „Big Brothera”. W ciągu tych ostatnich kilkunastu lat wiele też było programów, w których główną rolę odgrywali aktorzy, piosenkarze, sportowcy, czyli nazwijmy to: gwiazdy. To, że teraz w największych polskich stacjach nie ma takich programów to raczej przypadek, akurat nie pojawił się taki pomysł, za którym warto byłoby pójść. Jestem przekonany, że takie programy wrócą. A czy to się stanie za pół roku czy za dwa lata, to będzie zależało raczej od tego, czy pojawią się jakieś ciekawe pomysły.

Nie docierają do Was opinie ze strony widzów związane ze zdjęciem z anteny takich programów, jak „Taniec z gwiazdami” czy „You Can Dance”? To są chyba dwa formaty, za którymi widzowie tęsknią?

Widzowie tęsknią, a dziennikarze dopytują o nowości - jest w tym jakaś sprzeczność. Rzeczywiście dostajemy prawie codziennie pytania o te formaty. Nigdy się z nimi na dobre nie pożegnaliśmy i myślę, że jeszcze zobaczymy na antenie któryś z tych programów, a może obydwa.

Duzi producenci telewizyjni, z którymi mamy okazję rozmawiać narzekają, że stacje telewizyjne nie mają pieniędzy na realizację nowych formatów, chcą oszczędzać. Coraz częściej rezygnują z produkcji dużych programów na rzecz tańszych - np. script docu. Czy takich formatów będzie więcej?

Nie wiadomo, jak będzie wyglądała przyszłość. Jeśli zwykły człowiek nie ma pieniędzy na kupno drogiego auta, to go nie kupuje, bo inaczej przyjdzie windykator i to auto odbierze. Gdy nie ma się pieniędzy, nie zakłada się kanału telewizyjnego, bo telewizja jest w dzisiejszych czasach bardzo droga. Nie wszyscy muszą być właścicielami kanałów telewizyjnych. Cztery główne polskie stacje telewizyjne, a więc TVN, Polsat i dwa kanały publiczne, mają wciąż 49 procent widowni - już nie 70 procent, ale prawie połowa to i tak bardzo dużo. Następuje ogromna edukacja ludzi w analizowaniu kontentu telewizyjnego - widzowie doskonale wiedzą, co jest oryginałem, a co podróbką. Nie potrzebują nowości na siłę, chcą kontynuować znane formaty. Słabość rynku reklamowego oczywiście zmusza nadawców do poszukiwania mniej kosztownych, a równie chętnie oglądanych programów, ale to nie będzie jedyny kierunek. W TVN zawsze będzie miejsce na duże programy rozrywkowe i drogie seriale z udziałem gwiazd, bo takie programy definiują naszą stację, bez nich TVN nie byłby TVN-em.

Zakończył się już proces cyfryzacji telewizji. Jak cyfryzacja wpłynie na ofertę programową stacji telewizyjnych?

Tego dzisiaj jeszcze nie wiemy. Aby nadawca mógł inwestować w program, musi mieć dobrą ofertę komercyjną. Reklamodawcy muszą go kupować, a będą to robić tylko wtedy, jeśli dany kanał telewizyjny będzie dość duży. Uważam, że część kanałów telewizyjnych upadnie. Inną sytuację mają kanały, o których można powiedzieć, że są światowe. Im wystarczy, że zgarną z rynku 0,3 procent udziału i to im się będzie opłacać. Zupełnie inna jest sytuacja lokalnych kanałów. Mówi się, że główne 4 polskie kanały inwestują mniej więcej 500-600 tys. złotych za godzinę programu. A jak to wygląda w przypadku mniejszych kanałów? Nie są w stanie przekroczyć nawet 100 tys. zł. To jest dla nich granica nieosiągalna.

Jednak mówi się o tym, że świetlaną przyszłość mają kanały tematyczne. Czy słusznie? Jak odnajdą się na tym nowym rynku takie kanały, jak np. TVN Style?

Trudno mówić o przyszłości, to już jest teraźniejszość. W Polsce kanałów tematycznych jest już grubo ponad sto i ciągle pojawiają się nowe, chociaż wydaje się, że chyba każda nisza tematyczna jest już zagospodarowana. Nie wiem, czy jest miejsce dla wielu nowych kanałów, ale te, które już mają swoje miejsce będą się umacniać. Płyną do nich coraz większe pieniądze od reklamodawców, coraz większe są budżety na własne produkcje i to będzie sprzyjać umacnianiu pozycji tych kanałów. My się cieszymy z tego, że nasze kanały są liderami w swoich segmentach rynku - TVN24 jest niekwestionowanym numerem jeden wśród stacji informacyjnych, TVN Style wyprzedza konkurencję wśród kanałów kobiecych, TVN Turbo ma również bardzo mocną pozycję wśród „męskich” kanałów, chociaż w tej grupie musi rywalizować choćby z kilkunastoma kanałami sportowymi.

Spotykamy się czasami z opiniami ekspertów, którzy twierdzą, że telewizja może się skończyć - podobnie, jak prasa… Czy taka opinia jest słuszna?

Moim zdaniem telewizja absolutnie się nie kończy, a jeżeli już - to w mózgach osób, które wygłaszają takie teorie (śmiech - przyp. red.). Pokazuje to rynek, telewizja ma się świetnie. Jest to jedyny rynek medialny, który ocaleje. Myślę, że prasa będzie mieć problem z utrzymaniem się na rynku, natomiast telewizja będzie mieć się dobrze. Będzie tylko musiała odnaleźć się w nowych realiach, a przede wszystkim jeszcze mocniej niż obecnie zaistnieć w internecie.

Największą widownię wciąż generują w naszym kraju talent show. Jak Pan ocenia główne programy w tej kategorii nadawane przez Waszą konkurencję. Chodzi mi szczególnie o „Must Be The Music” oraz „The Voice”? Czy formuła talent show - Pana zdaniem - przypadkiem powoli się nie wypala?

Niezręcznie mi jest oceniać programy konkurencji. Najlepiej robią to widzowie, głosując pilotem i jak widać po wynikach, nie mamy powodu do wstydu. Oczywiście zauważam i doceniam postęp, jaki się dokonał u naszej konkurencji, która garściami czerpie inspiracje i ludzi od TVN-u. Mogę im tylko pogratulować korzystania z dobrych wzorców. A co do tego „wypalenia” formuły talent show, to ja bym się tak nie spieszył z ogłaszaniem ich śmierci. Jak widać, to są ciągle jedne z najchętniej oglądanych programów i nie widzę powodu, żeby nagle miały poznikać z ramówek. W ogóle mam wrażenie, że najszybciej wszystkimi programami nudzą się dziennikarze piszący o telewizji, którzy chcieliby widzieć same nowości. Jednak widzowie reagują inaczej. Nie wiem, co będzie za parę lat, może rzeczywiście ludzie się znudzą takimi programami i będziemy musieli poszukać innych pomysłów, ale nie bądźmy tacy pewni. Po pięciu edycjach „Tańca z gwiazdami” wydawało się nam, że już długo tego programu nie pociągniemy, a potem zrobiliśmy jeszcze osiem następnych.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Edward Miszczak: Niektóre stacje kopiują nasze programy

54 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Mim
Fachowiec.
odpowiedź
User
tysiak
nie no co ten koleś opowiada za bzdury to aż sie nie da tego czytać... przecież to TVN ściąga od Polsatu aż furczy - Polsat zrobił 'dlaczego ja?' to już myk TVN tez robi taki programy, Polsat miał 'Idola' z Kubą Wojewódzkim to myk TVN zrobił 'X-factor' i też z Wojewódzkim (można sie zainteresować czemu te 2 programy muzyczne sa tak do siebie podobne..) - zrobili program karaoke no i młodzi, kreatywni ludzie 'głosują pilotem' i oglądają kreatywne MBTM (można to sprawdzić po wynikach oglądalności) no i jak można nie widzieć różnicy między 'Bitwą o dom' a programem Polsatu - w jednym ludzie sami remontują dom i nie mają pewności czy to będzie ich dom a w drugim przyjeżdża ekipa remontowa do ludi (swoją droga można połączyć te programy - ci z 'Bitwy o dom' będą remontować te domy z programu 'nasz nowy dom' o to byłoby dobre hehe :D ) już innych jego bajek z tego wywiadu i na temat tej stacji nie bedę komentował... ogólnie wychodzi jaki z tego kolesie cynik bezwstydny
odpowiedź
User
OBIEKTYWNY
a kto skopiował Na dobre i na złe? przecież Lekarze to serial TVNu !!! Skończmy z tą hipokryzją, to co żre na rynku, mówiąc brutalnie jest brane przez telewizje wszelkich maści, TVN nie stworzył X-Factora, tylko kupił licencję, taka jest prawda, telewizje w Polsce rzadko kiedy mają własne pomysły na programy czy seriale, kopiują większość z zagranicznych stacji, obojętnie czy mówimy o Polsacie, TVP czy TVNie.
odpowiedź