SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Festiwal w Cannes oskarżany o bezwstydność

W Cannes nie było tyle seksu na ekranie od blisko trzydziestu lat - powiedział na konferencji prasowej filmu "Shortbus" Henri Behar, od lat prowadzący spotkania z dziennikarzami na festiwalu.

"Shortbus" Johna Camerona Mitchella, komediodramat o nowojorskiej bohemie, który nie stroni od scen nie udawanego seksu, jest obiektem walki dystrybutorów – od ThinkFilm po Samuel Goldwyn Films. Natomiast pełne prawa do rozpowszechniania w Ameryce filmu "Destricted", kompilacji krótkometrażowych filmów z pogranicza sztuki i pornografii, nabył IFC Entertainment. Producent wykonawczy tego ostatniego twierdzi, że nie miał żadnych problemów z namówieniem dystrybutorów do obejrzenia filmu.

Najbardziej zaskakującym odkryciem na tegorocznym festiwalu jest fakt, że nawet tacy dystrybutorzy, jak Sony Pictures Classics czy Paramount Vantage żywo interesują się filmami ze scenami autentycznego seksu. Często jednak powstrzymują się od poważnych licytacji ze względu na wyzwania marketingowe, związane z granicą wieku widzów dopuszczonych do seansu (powyżej 17 lat), lub z powodu utraty zainteresowania.

Mimo że to "Shortbus" wywołał najgorętsze dyskusje, to nie jedyny kontrowersyjny projekt. W dobrze ocenionym "Red Road" Andrei Arnold, o który także biją się nabywcy praw, znajduje się scena oralnej stymulacji łechtaczki. Natomiast w "Exterminating Angels" Jean-Claude’a Brisseau kochają się lesbijki.

Nawet jeśli seks nie jest obecny na ekranie, nagość pojawia się bardzo często. Scena otwierająca awangardowy obraz "Taxidermia" Gyorgy’ego Palfi zrealizowana jest z pozycji penisa w erekcji. "Ten Canoes", studium życia rdzennych mieszkańców Australii, przypominałoby film dokumentalny National Geographic, gdyby nie częsta obecność nagich żeńskich i męskich ciał.

W Cannes nie trzeba nawet wchodzić do kina, by natknąć się na nieosłonięte ciała. Wystarczy spojrzeć na billboard obrazu "Cashback" Seana Ellisa, historii nocnego pracownika supermarketu, który swoją zdolność do zatrzymywania czasu wykorzystuje na rozbieranie kobiet i podziwianie ich. Mimo że tytuł filmu napisany jest trójwymiarowo, to tym, co zwraca uwagę, jest kobieta topless, pchająca wózek. Podobny sposób promocji towarzyszy "1-900", anglojęzycznemu remake’owi filmu nieżyjącego już reżysera Theo van Gogha o parze, która poznaje się na sekslinii. Ulotki przedstawiają nagą kobietę, dogadzającą sobie, gdy siedzi na toalecie i trzyma w ręku słuchawkę.

W proteście przeciwko wszechobecności śmiałego seksu w filmach, Duńczyk Anders Morgenthaler zrobił animację pt. "Princess". Reżyser wykorzystuje pornografię do celów nieerotycznych. – Tu nie chodzi o wolność seksualną, bo ja jestem jak najbardziej za. Ale w przemyśle pornograficznym chodzi tylko o pieniądze. Tam niema miejsca na seksualność, cielesną miłość czy prawdziwy erotyzm – powiedział. Zgadza się z nim wielu przedstawicieli środowiska filmowego, twierdząc, że seks się świetnie sprzedaje, ale chodzi o to, by miał on wartość artystyczną.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Festiwal w Cannes oskarżany o bezwstydność

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl