SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

K. Kolenda-Zaleska ujawnia

Katarzyna Kolenda-Zaleska wyjaśnia, dlaczego opuściła TVP

W TVP przepracowała 10 lat. Niedawno odeszła na własną prośbę. W Gali po raz pierwszy wyjaśnia, dlaczego. Najpierw odsunięto ją od relacjonowania obrad Sejmu. Dokładnie w dniu, w którym otrzymała Złotą Akredytację, nagrodę Parlamentu za rzetelne relacje. Nie pozwolono jej także relacjonować obrad sejmowej komisji śledczej badającej sprawę Rywina. Powodem miały być błędy warsztatowe, takie jak określenie: "Afera Rywina to największa afera korupcyjna w Polsce".

Była reporterem politycznym w WIADOMOŚCIACH, ale miała coraz mniej tematów do robienia. Dostawali je inni. Także w dniu najważniejszym dla każdego dziennikarza zajmującego się polityką - w dniu wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Zdecydowała się odejść. Rzecznik TVP wyraził żal z powodu decyzji dziennikarki. Stwierdził, że praca w TAI jest stresująca i być może w końcu Kasia nie wytrzymała tego napięcia.

Katarzyna Kolenda-Zaleska: Decyzja o odejściu narastała stopniowo. Przełomowym momentem był 13 grudnia 2002 roku. Jak co roku przygotowywałam materiał o stanie wojennym. Kiedy nastał, byłam dzieckiem, ale dobrze pamiętam czołgi na ulicach i całą grozę sytuacji.

Tymczasem usłyszała, że są różne oceny tamtych lat. Że nie było wtedy czołgów na ulicach i wiele osób odetchnęło z ulgą. Zrozumiała, że nie chce tak pracować.

Lata, które spędziła w TVP, nadal uważa za fantastyczne. Ceni to, czego się tam nauczyła. Nie rozumie tych, którzy po odejściu z telewizji - niekiedy nawet po 20 latach pracy - plują na swoją byłą firmę, bo tym samym opluwają przecież część swojego życia, którą tam spędzili.

Kolenda-Zaleska: W TVP było mi wygodnie. Miałam dobrą pozycję, psychiczny luz. Jeśli chciałam np. pojechać do rodzinnego Krakowa, to mówiłam, że jadę, i jechałam. Ale nie można przedkładać komfortu nad sprawy zasadnicze. Takie jak sumienie.

Jej również zdarzały się kompromisy, ale - jak dodaje - drobne. Przed większymi broniła się w ten sposób, że nie podpisywała swojego materiału i czytał go lektor.

Kolenda-Zaleska: Ale na fundamentalny kompromis, po którym nie mogłabym zasnąć, nie poszłam nigdy. Robiłam drobne ustępstwa, bo przez długi czas wierzyłam w misję telewizji publicznej. Słuchałam ludzi, którzy mówili, żebym nie odchodziła, bo ktoś uczciwy musi tam pozostać. W końcu jednak przyszła refleksja: dlaczego to ja mam zostać i firmować swoim nazwiskiem to, na co się nie zgadzam.

Wyznaje zasadę, że dziennikarz nie jest od tego, żeby reprezentować firmę. Od tego jest PR. Dziennikarz jest od rzetelnego przekazywania wiedzy o świecie. Zrelacjonowania faktów, wyważenia racji wszystkich stron. To, gdzie pracuje, nie może naruszać jego niezależności. Bez względu na to, co dzieje się wokół, nie może dać się wmanewrować w czyjeś rozgrywki, bo będzie po nim. Może i powinien się bronić. Warto pracować na swój autorytet moralny, choć jest to ciężka i wieloletnia praca.

Katarzyna Kolenda-Zaleska zdobyła taki autorytet. Po odejściu z TVP dostała kilka atrakcyjnych ofert pracy.

Kolenda-Zaleska: Wybrałam TVN 24 po rozmowie z Mariuszem Walterem. Względy finansowe nie miały znaczenia. Mam pensję porównywalną do tej, którą dostawałam w TVP. Najważniejsza była dla mnie możliwość nauki, rozwoju. W TVN 24 jest znacznie szybsze tempo pracy. Ale ja to lubię, jestem w swoim żywiole. Poza tym interesuje mnie tylko praca z autorytetami, od których mogę się czegoś nauczyć. Mariusz Walter jest dla mnie takim autorytetem. Z przyjemnością spotykam się w pracy z dawnymi kolegami, których bardzo cenię: Tomkiem Lisem, Grzegorzem Miecugowem, Adamem Pieczyńskim i Maćkiem Sojką. Na placu Powstańców nie było już nikogo, od kogo mogłabym się czegokolwiek nauczyć. Wręcz przeciwnie. Miałam wrażenie, że cofam się do poziomu ludzi, z którymi nawet nie chciałam pracować.

W TVN jest już od miesiąca i do tej pory nie pojawiła się jeszcze żadna kwestia sporna. Nikt nie dał jej do zrozumienia, że zrobiła coś niepoprawnego politycznie. Ma pełną swobodę. Politycy zauważyli jej przejście, wielu gratulowało decyzji. Po 10 latach pracy i niejednej przegadanej wspólnie godzinie nie jest dla nich dziennikarzem z jakiejś stacji, ale tą Kolendą-Zaleską.

Co chciałaby jeszcze osiągnąć? Zrobić wywiad z Janem Pawłem II. Przygotować drugą książkę. I przede wszystkim być rzetelnym dziennikarzem. To mało i bardzo dużo zarazem.

Wysłuchała Magda Łuków, Gala Nr 14

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: K. Kolenda-Zaleska ujawnia

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl