SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Nina Terentiew: 'Dajmy szansę prezesowi Wildsteinowi'

Odchodząca dyrektor TVP 2 z nowym zadaniem poradzi sobie z pewnością równie dobrze, jak w wyprowadzeniu 'Dwójki'. Komentuje Robert Patoleta.

Nie rozumiem fali krytyki, która zalewa media po tym, jak Nina Terentiew złożyła wymówienie. Zarzuca się jej, że na stanowisku szefowej telewizyjnej „Dwójki” była bardzo długo. Oskarża się ją, że jest jedyną tak wysoko postawioną osobą w TVP, która pamięta czasy PRL. Krytykuje się za to, że z „Dwójki” uczyniła „telewizję biesiadną” pełną przaśnych programów na niskim poziomie.

Wszyscy wylewający potoki żółci, zapominają o tym, że w czasie jej rządów drugi program zbudował rekordowo wysoką oglądalność i zaskarbił sobie lojalność wielu widzów. Od zeszłego roku „Dwójka” ma najwyższe udziały w rynku po „Jedynce”. I to jest niewątpliwy sukces Niny Terentiew. Nawet, jeśli przyczyną marketingowego sukcesu drugiego programu były biesiady, a teraz są seriale i kabarety, to żadna inna duża stacja nie ma tylu propozycji misyjnych. Żadna telewizja nie poświęca tyle miejsca muzyce klasycznej, czy ambitnym produkcjom offowym, co „Dwójka”.

Dzięki temu Nina Terentiew jako jedyna spośród wszystkich osób opuszczających ostatnio TVP, odchodzi na tarczy. Odchodzi, ale nie zamierza przyłączyć się do krytyki Bronisława Wildsteina. Uważa, że nowy prezes ma prawo budować telewizję po swojemu i zatrudniać w niej takich ludzi, jakich chce. Radzi, aby dać mu szansę i nie oceniać z góry jego decyzji.

Sam przyznam, że nieufnie spoglądam na decyzje szefa TVP, który zwalnia po kolei pracowników telewizji publicznej zastępując ich zupełnie nowymi. Nie jest pierwszym prezesem, który postępuje w ten sposób. Ciekawe, że jego poprzednikom, choć próbowali podobnie, nie udało się dokonać wielkiej i oczekiwanej przemiany w TVP. Na razie nie doczekaliśmy się ani telewizji odpolitycznionej, ani programowo ambitnej, a jednocześnie ciekawej. Na razie są to marzenia ściętej głowy i obawiam się, że takimi na razie pozostaną. Obym się mylił.

Podobnie, jak demonizuje się prezesa Wildsteina, tak samo Ninę Terentiew przedstawia się w krzywym zwierciadle. Jej wizerunek zaborczej i wszechwładnej „carycy” jest wypaczony. Każdy, kto choć trochę ją zna, przyzna, że prywatnie jest sympatyczną i ciepłą osobą. Istotniejsze jest, że na ogół nie zwraca się uwagi na to, jak ważną jest osobowością podziwianą przez wielu starszych i młodszych dziennikarzy. Będę jej bronił, bo uważam, że jej nieinwazyjna i inteligenta szkoła dziennikarska jest ponadczasowa w odróżnieniu od powszechnego obecnie agresywnego i chamskiego dziennikarstwa, które szybko znudzi się widzom.

Co będzie robiła od października, kiedy opuści gmach na Woronicza? Przyznaje, że jeszcze się nad tym zastanawia. Plotki głoszą, że będzie podejmowała decyzje programowe w stacji TVN. Cokolwiek będzie robiła, na pewno odniesie sukces. Sama przecież uważa, że w „Dwójce” zrobiła już wszystko, co mogła zdziałać.

Robert Patoleta
www.patoleta.pl

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Nina Terentiew: 'Dajmy szansę prezesowi Wildsteinowi'

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl