SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Radio publiczne na zakręcie...

Propoganda była ponad 70 lat temu i gdy dzisiaj obserwuję Polskie Radio mam nieodparte wrażenie deja vu. Tyle tylko, że ta robiona jest nieudolnie.

Pisał przed laty historyk radia : „... widać wyraźnie, że to nie zła gospodarka, fatalny program czy inne przyczyny stwarzały konieczność „uzdrowienia” radia przez władze państwowe. Chodziło o opanowanie ważnej instytucji propagandowej” ( Maciej J. Kwiatkowski, „Tu Polskie Radio Warszawa...” Warszawa 1980, PIW s.239).

Tak się działo ponad 70 lat temu i gdy dzisiaj obserwuję Polskie Radio mam nieodparte wrażenie deja vu. Tyle tylko, że nawet jeśli przyjąć, że w tym wszystkim chodzi o propagandę to ta robiona jest nieudolnie. Najlepszy dowód to ciągłe narzekanie na media Premiera i Prezydenta. Premier niemal w każdym swoim wystąpieniu wskazuje na media jako źródła kłopotów koalicji, Prezydent zaś uważa, ze media nie stwarzają mu szansy na dłuższe wypowiedzi. I nawet nieudane próby ocieplania jego wizerunku w formie roosveltowskich pogawędek przy kominku okazały się katastrofą zarówno dla Prezydenta jak i rozmawiającego z nim prezesa radia publicznego- skądinąd wytrawnego publicysty, który ostatecznie z prowadzenia tych rozmów zrezygnował. Ale przecież nie chodzi o umacnianie kultu braci ani o głoszenie chwały partii rządzącej a tym bardziej koalicji ( koalicjanci, mimo obecności w zarządach i radach nadzorczych, nie mają w mediach publicznych nic do powiedzenia). Idzie o budowę publicznej radiofonii z prawdziwego zdarzenia, zgodnie ze standardami przyjętymi w krajach o ugruntowanych mechanizmach demokracji i działaniu demokratycznego systemu mediów. Standardami, które nie przewidują antysemickich wybryków w rodzaju tego na jaki pozwolił sobie niedawno jeden z członków Zarządu Polskiego Radia SA.

Radiofonia publiczna ze swymi czteroma programami i siedemnastoma rozgłośniami regionalnymi od momentu pojawienia się stacji prywatnych działa w otoczeniu niezwykle konkurencyjnym Konkurencja wkroczyła nawet do tych dziedzin programu, które dotychczas były „zarezerwowane” dla sektora publicznego : muzyka poważna, informacja. RMF Classic czy TOK FM., mimo nieporównywalnie mniejszych, w porównaniu z publicznymi, zasięgów technicznych, stanowią dla radia publicznego nie lada wyzwanie. Nowe kierownictwo radia publicznego już „na wejściu” zapowiadało utworzenie konkurencyjnego dla liberalnego TOK FM – całodobowego programu informacyjnego. Szybko okazało się, że nie ma armat tzn. ani pieniędzy ani niezbędnych częstotliowości tworzących jakąś, choćby ułomną sieć, ani – i to chyba najważniejsze – pomysłu i ludzi, którzy taką stację umieliby stworzyć . Tymczasem w europejskiej radiofonii publicznej przykłady takie istnieją, mają się dobrze i nie warto w tym celu odkrywać Ameryki. Wystarczy dowiedzieć się jak działa France Info czy BBC 5 Live . Na razie zresztą radio publiczne pozbywa się fachowców, marnotrawiąc kapitał społeczny, który z takim trudem przez minione 16 lat udało się zgromadzić. Przykłady odsunięcia od pracy w Programie I znanych i uznanych dziennikarzy, red. Małgorzaty Słomkowskiej, Bolesława Broszczaka, Leszka Nowaka i świetnego wydawcy red. Wojciecha Wójcika czy odejście z Polskiego Radia red. Romana Czejarka i rezygnacja ze współpracy z Zygmuntem Chajzerem są nader wymowne.

Ciągle nierozwiązanym problemem dla wielu radiofonii publicznych jest przyciągnięcie doń młodzieży w wieku 15 – 24 lata. Publiczni nadawcy radiowi stosują tutaj dwie strategie : albo układają program ramowy w stacjach o profilu uniwersalnym w taki sposób, by uwzględnić specyficzne zainteresowania i upodobania, zwłaszcza muzyczne tej grupy słuchaczy, albo ( częściej) tworzą stacje „młodzieżowe” w rodzaju francuskiego Le Mouv’ czy hamburskiego N-Joy w NDR. Istnieje bowiem obawa, że jeżeli ludzie nie wejdą w świat radia publicznego jako słuchacze młodzi, to prawdopodobnie nie odnajdą się w nim już jako dojrzali. Przykładem programu dla młodzieży w wieku 10-20 lat i tworzonego przez młodych było u nas do niedawna Polskie Radio BIS. Wygląda na to, że i w tej dziedzinie radio publiczne „rzuciło ręcznik” . Po usunięciu z radia niespełna 30-to letniego dyr. Kamila Dąbrowy Radio BIS w nowej formule, o niejasnych założeniach i nieokreślonym adresacie, ustępuje ciągle Radiostacji i Radiu Eska czy Radiu Wawa.

Najważniejszy jest jednak dzisiaj dylemat czy radio publiczne ma zamykać się w getcie kultury wysokiej, uprawiać tanią propagandę i w sposób sztampowy odwoływać się do historii ( zwłaszcza politycznej ) i tradycji, ryzykując utratę audytorium, zwłaszcza z kręgu słuchaczy młodych i aktywnych czy też powinno łączyć w ofercie pozycje z różnych poziomów kultury, otworzyć się na różne środowiska polityczne, artystyczne i naukowe, promować modernizację cywilizacyjną kraju, nie zaniedbując wartości tradycyjnych.. Mam wrażenie, że tych i innych pytań strategicznych nie postawili sobie nowi dyrektorzy anten radia publicznego, a to co zaproponowali nie przypadło do gustu słuchaczom. Flagowa stacja radia publicznego Program I w okresie wrzesień – listopad w porównaniu z okresem : sierpień – październik zmniejszyła swój udział w rynku o 0,5 pkt procentowych zaś w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego o ponad 1 pkt procentowy. W listopadzie w porównaniu do listopada ub. r. wpływy Jedynki z reklam spadły aż o 30 % . Szczególnie niepokojący dla radiowych decydentów powinien być spadek słuchalności głównego pasma informacyjnego Jedynki – Sygnałów Dnia. Od września do listopada 2006 roku udział Sygnałów w rynku słuchania w dni powszednie wyniósł 20,6 %, podczas gdy w tym samym okresie 2005 roku – 21,7 %.

Przypomnę, że od września 2006 roku dyrektor Programu I Marcin Wolski zmienił charakter pasma. Prezenterów radiowych zastąpili dziennikarze z zewnątrz, m.in. D. Wysocka-Schnepf, D. Gawryluk, K. Ziemiec i J. Karnowski z TVP oraz J. Lichocka z ”Rzeczpospolitej” i T. Sakiewicz z ”Gazety Polskiej”. Słuchalność Sygnałów spada przede wszystkim wśród starszych słuchaczy – a więc ludzi, wg prognoz, których ciągle przybywa . W sumie to spory spadek słuchalności, obniżenie atrakcyjności i siły marki ( zarazem Jedynki i Sygnałów ) i... dotkliwa porażka. A „robienie”, jakiegokolwiek zresztą radia, również publicznego, bez słuchaczy staje się przecież nonsensem Interpretacji tej sytuacji może być wiele. Jedna jest wszakże niewątpliwa : programy niebezpiecznie „zbliżyły się” do siebie, a nie mając wyraźnego formatu i odbiorcy „kanibalizują” wzajemnie swoje audytoria, zaś nowe audycje czy pasma wprowadza się, kierując się nie wynikami badań lecz intuicją. Bez obawy uczynienia większego błędu można wskazać, że młodzi słuchacze Radia BIS przeszli do innych stacji muzycznych, zaś część słuchaczy Jedynki - do Trójki.

Mam poczucie, że nikt w Polskim Radiu nie koordynuje całej oferty programowej ( Biuro Programowe ma, w stosunku do dyrektorów anten, zbyt słabą pozycję polityczną zarówno w strukturze formalnej jak i układzie nieformalnym i skoncentrowało się na pilnowaniu „jedynie słusznej linii” ) zaś dyrektorzy anten, zwłaszcza Jedynki, zajęci innymi obowiązkami nie panują nad dyscypliną antenową. Następuje upadek sztuki radiowej, mnożą się lapsusy językowe, występują przypadki kryptoreklamy, zdarzają się takie spektakularne wpadki antenowe jak błąd montażowy w jubileuszowym wydaniu powieści radiowej „Matysiakowie” czy – ostatnio – zapowiedź zakończenia mszy św. przed jej faktycznym zakończeniem. Ale najpoważniejszy zarzut dotyczy czegoś jeszcze innego. Media publiczne są wręcz zobowiązane do budowania agendy narodowej, do inicjowaniem debaty publicznej. Jest zastanawiające, że radio publiczne kompletnie wycofało się z tych zadań. Decyduje o tym brak klarownej strategii programowej kierownictwa, świeżych pomysłów antenowych dyrektorów, oraz... talentów, które mogłyby to zrealizować.

Zamiast zatrudniać młodych sprawnych antenowo dziennikarzy, promować atrakcyjne dla słuchaczy osobowości, zdecydowano się sięgnąć do ludzi, którzy szczyt swoich możliwości mają dawno za sobą ( m.in. O.Braniecka, R.Brzeski, J.Pietrzak ) . Dla inicjowania i prowadzenia debaty publicznej istotne jest wszakże jeszcze coś innego - utrzymanie niezależności politycznej i odporność na naciski ze strony polityków. Tymczasem mamy do czynienia ze złamaniem autonomii wydawców i fatalną praktyką wyłaniania kadry kierowniczej w skali całego radia i jego poszczególnych komórek . W większym stopniu decydują tutaj afiliacje polityczne aniżeli kompetencje. Polskie Radio podobnie zresztą jak telewizję publiczną dotyka coś co jest charakterystyczne dla mediów publicznych w Europie Środkowo-Wschodniej tzw. kolonizacja przez partie rządzące. Konsekwencje tego zjawiska doskonale ilustrują dane obejmujące czas wystąpień szeroko rozumianej władzy i przedstawicieli opozycji . Np. w grudniu 2006 r. przedstawiciele opozycji mogli prezentować swoje opinie ponad 3 razy rzadziej aniżeli władza (odpowiednio : 11 i 38 godziny).

Takiej dysproporcji na korzyść władzy nie pamiętam od czasu gdy takie dane, z mojej zresztą inicjatywy, są odnotowywane. Jeśli więc w rozmowie z J. Żakowskim w TOK FM ( piątek 29 grudnia ) min. J. Sellin twierdzi, że " w publicznym radiu proporcje ( między władzą a opozycją, przyp.mój) są idealnie równe" to należy to włożyć między bajki. Tymczasem tylko niezależne od władzy państwowej media publiczne realizujące do wewnątrz skierowaną „zasadę regulowanego pluralizmu” i tworzące przestrzeń do tzw. demokracji deliberatywnej jako źródła informacji, ich interpretacji, a następnie zrównoważonego wyrażania opinii w ramach procesu podejmowania decyzji mają szansę stać się ważnym elementem społeczeństwo obywatelskiego. Dzieje się coś zupełnie przeciwnego, jak to np. gdy w środowym (3 stycznia) wydaniu „Sygnałów Dnia” można było usłyszeć zapowiedź prowadzącego J. Karnowskiego : „... o 8.15 min. Kazimierz Ujazdowski powie nam co znaczy patriotyzm”. W ciągu następnych 5 – 10 lat, w związku z bliskim już wprowadzeniem radia cyfrowego, liczba dostępnych programów radiowych będzie rosła, powodując dalszy podział i zróżnicowanie audytorium lecz generalnie całą populację składającą się na radiowe audytorium będą tworzyć dwie grupy słuchaczy: 1. dysponujących dostępem do wielokanałowych ( cyfrowych) programów radiowych 2. pozostających przy radiu analogowym ze względu na przyzwyczajenia, bariery finansowe, bariery kompetencyjne związane z obsługą nowych odbiorników etc W tej sytuacji przez długie lata jeszcze radiowi nadawcy publiczni będą mieli obowiązek obsługi obydwu grup, co oznacza wykorzystywanie dwóch technologii: analogowej i cyfrowej. To wszystko sprawi, ze nasilą się, istniejące zresztą i dzisiaj, jak dowodzi przykład Polskiego Radia, problemy finansowania radiofonii publicznej. I nawet gdyby, na skutek koniunktury gospodarczej, przychody nadawców publicznych z reklam wzrosły to i tak staną oni w obliczu zmniejszających się przychodów, zwłaszcza wobec dramatycznie malejących wpływów z opłat abonamentowych. A dla Polskiego Radia, jeżeli ma się rozwijać a nie tylko przetrwać, będzie to miało znaczenie zasadnicze. Tymczasem jedyną poważną odpowiedzią kierownictwa Polskiego Radia na tę sytuację jest zapowiedź masowych zwolnień pracowników. Współczesne i nowoczesne radio to także radio 2.0: radio „na żądanie”, radio interaktywne, a przede wszystkim podcasting etc., a więc radio coraz częściej kojarzone z przekazem multimedialnym w Internecie, innymi systemami on-line czy telefonem. Wprowadzając nowe technologie i przyjmując nowe, odmienne od dotychczasowych sposoby produkcji radiowej i struktury organizacyjne, stacje radiowe, przede wszystkim jednak wielokanałowe stacje publiczne stają się w istocie nie tyle nadawcami co wydawcami multimedialnymi.

I właśnie intencji jak najszybszego przekształcenia Polskiego Radia w organizację multimedialną a zarazem „odchudzenia” zbyt rozwiniętych i dysfunkcjonalnych struktur organizacyjnych miał służyć wzorowany na BBC, wprowadzany zresztą w latach 90-tych i po roku 2000 w wielu liczących się europejskich radiofoniach, system producencki. Prezes K.Czabański ogłasza wycofanie się z systemu producenckiego i restrukturyzację. Robi to jednak bez przeprowadzenia audytu zewnętrznego, bez precyzyjnego zbadania czy wprowadzony zaledwie dwa lata temu system rzeczywiście okazał się nieefektywny czy też wymaga tylko modyfikacji. Nie wiem jakimi motywami kierowała się Rada Nadzorcza, odrzucając początkowo projekt nowej struktury PR SA, wiem natomiast, że w jej składzie znajduje się wiele osób znających się na rzeczy, domyślam się więc, że zastrzeżenia z powodu których projekt przyjęto dopiero „w drugim czytaniu” były poważne. Przyszłość radiofonii publicznych w wielu krajach nie jest ani klarowna ani dana raz na zawsze. Rozwój radiowych organizacji publicznych w dużej mierze jednak zależy od woli ich kierownictw, od konsekwentnych, spójnych, odważnych, ale przede wszystkim mądrych wyborów strategicznych, w tym – gotowości do wprowadzania wewnętrznych przekształceń strukturalnych w związku z nowymi technologiami i rosnącymi oczekiwaniami słuchaczy wobec jakości oferty programowej. Niestety, kierownictwo Polskiego Radia S.A., odwracając się od tego co dzieje się w Europie, ignorując wyzwania nowych technologii, nie gwarantuje rozwoju publicznej radiofonii. "Przegląd" nr 2 / 2007.

Zapraszam do dyskusji na moim blogu w portalu Wirtualnemedia.pl!!!

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Radio publiczne na zakręcie...

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl