SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Słów kilka i język którego nie słychać

Najdłuższa kampania ostatnich lat za nami. Uff... Po kilku miesiącach batalii o najważniejsze urzędy w państwie odetchnęliśmy z ulgą.

Na skrzynkę mailową nie przychodzą dowcipy z serii: - Przepraszam jak dojdę do sklepu meblowego. - Za trzecim billboardem Tuska w lewo.
Jadąc ulicami miast już tylko gdzieniegdzie napotkać można plakaty z siedzącym w fotelu, ładnie zaczesanym panem, dzierżącym w dłoni wieczne pióro (czyżby alegoria do Maat - egipskiej bogini prawdy i sprawiedliwości, której atrybutem było właśnie pióro?).

Amerykański specjalista w dziedzinie technik komunikacji Albert Mehrabian stwierdził onegdaj, iż każdy przekaz zbudowany jest z elementów werbalnych i niewerbalnych. Z czego treść stanowi 7% komunikatu, tembr głosu 38%, natomiast mowa ciała aż 55%!. Do podobnych wniosków doszli także inni znani eksperci.

Ale czy to prawda? Wydawałoby się, że absolutnie nie. Jakiś totalny absurd, nie mający odniesienia do rzeczywistości. Nasuwa się pytanie: czy mój adwersarz odebrał tylko w 7% zawartości merytorycznej?! A co z resztą treści komunikatu? Przecież dyskutowałem z nim przez ponad godzinę?!

Ostatnio przeczytałem, że znaczenie mowy ciała w kontaktach międzyludzkich jest przeceniane. Rzeczywiście - jest. Czasami nawet bardzo. Jednak nawet nie zdajemy sobie sprawy, ile ważnych niewerbalnych komunikatów płynie od nas do naszych odbiorców i odwrotnie.
Wszystkim znane są powiedzenia: "gdyby twój wzrok zabijał to już bym nie żył" albo "oczy są zwierciadłem duszy". Czasami dzieje się w nas coś złego, coś staramy się ukryć. Nagle osoba z którą rozmawiamy mówi nam: co z tobą? Co jest grane? Coś się stało? Dziwimy się: skąd ona wie, przecież nic nie powiedziałem.
To dowodzi jak wiele rzeczy dzieję się poza sferą świadomości. To, jak się zachowujemy, jak intonujemy zdania, czy też jak rozkładamy akcenty ma ogromne znaczenie.

Z pewnością Mehrabian mógł się mylić nieco, szczególnie co do treści przekazu. Nie jestem w tym twierdzeniu odosobniony. Bo gdyby przyjąć założenie, że meritum stanowi zaledwie 7% odbieranego komunikatu, doszlibyśmy do wniosku, iż inteligencja przeciętnego Kowalskiego, Schmidta, czy Smitha wynosi dużo poniżej przeciętnej. Nie przeprowadzałem poważnych badań na ten temat, więc nie chciałbym dokładnie określać, czy treść stanowi 10, 15 czy 20%. Jest coś jednak na rzeczy. Wspomniane na początku kampanie wyborcze to jeden z przykładów. Innym jest chociażby rozumienie treści programów informacyjnych. 

Podobno gros ludzi nie rozumie wiadomości. Nie wie o czym mówią do nich dziennikarze. Być może jest to wina współczesnego dziennikarstwa, bardzo dynamicznego i ekspresywnego. Być może przyczyna tkwi jeszcze gdzie indziej... Tak czy owak problem ten jest bardzo symptomatyczny i budzący przerażenie.

Może - jak twierdzili Nitzsche i Goebbels - publiczność to masa (Menge, Masse), której należy się przypodobać, i którą jak plastelinę można na wszelkie sposoby modelować? Z pewnością nie. Jednak nie da się ukryć, że człowiek bazuje na kliszach, utrwalonych stereotypach.

Gdy tuż po wyborach pytałem ludzi o różnych poglądach, statusie społecznym i materialnym co zapamiętali z kampanii, usłyszałem kilka powtarzających się odpowiedzi. Tusk - liberał, Kaczyński - walka z ubóstwem. Nic na temat programu, czy konkretnych rozwiązań. Inna sprawa, że właśnie taką taktykę obrały sztaby wyborcze. Oparły się na kilku utartych schematach myślowych i tego się trzymały. Człowiek bowiem nie jest w stanie przechowywać w pamięci tak dużo treści. "Zarzucany" jest zewsząd zbyt wielką liczbą komunikatów, by je wszystkie zapamiętać. Podświadomie selekcjonuje je i wybiera automatycznie tylko te, które są jemu i jego otoczeniu (sensu largo) najbliższe. 
Wysokie poparcie dla Leppera nie jest wynikiem analizy programu jego partii, ale kilku zręcznych haseł, którymi posługuje się lider Samoobrony, i właśnie komunikacji niewerbalnej. Śledząc karierę tego polityka łatwo zaobserwować metamorfozę jako ów przeszedł. Już nie nosi porwanej kurtki, tylko szykowną marynarkę. Na twarzy opalenizna, włosy elegancko zaczesane. Podczas dyskusji spokojny głos (zazwyczaj), ręce złożone w tzw. wzniesioną wieżę.
Leppera można nie lubić, można się z nim nie zgadzać, ale zyskuje on zaufanie części odbiorców. Nawiasem mówiąc, śledząc historię ludzkości trybuni ludowi, a za takiego Lepper jest uważany, zawsze zdobywali poklask wśród mas. I pewnie będą zdobywać.

Podczas kampanii "ekspert" jednej z partii stwierdził, że aż 80% przekazu dokonuje się przez mowę ciała. Oczywiście jest to gruba przesada. Mogliśmy przez to zaobserwować swoisty teatr zachowań oparty na technikach skoncentrowanych na mimice i gestykulacji. Stwarzało to wrażenie nienaturalności. I pewnie nienaturalność zachowań "zgubiła" niejednego z kandydatów. Nie można bowiem zapominać, że owszem, mowa ciała ma kolosalne znaczenie, ale wyuczona ad hoc jest jak gra aktora. A przecież nawet dziecko wie, że film jest tylko fikcją i nic tam nie dzieje się naprawdę.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Słów kilka i język którego nie słychać

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl