SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Wielka Brytania jak Chiny - eksperci o blokadzie pornografii

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl eksperci bardzo ostro krytykują pomysł brytyjskiego premiera Davida Camerona, by zablokować internautom dostęp do pornografii. Komentują Eryk Mistewicz, Alek Tarkowski, Jakub Nowak i Robert Bogdański.

Article

W ciągu kilku najbliższych miesięcy dostawcy internetu w Wielkiej Brytanii zostaną zobowiązani do tego, by wszystkim obecnym i nowym klientom zakładać specjalne filtry. Mają one służyć blokowaniu dostępu do stron sklasyfikowanych jako pornograficzne. By wyłączyć filtr, abonent będzie musiał zgłosić się do swojego operatora i o to poprosić. David Cameron zapewnia, że nowy projekt ma za zadanie chronić dzieci przed wpływem pornografii. Na samej blokadzie gorszących stron jednak jego pomysły wcale się nie kończą. Brytyjski premier postuluje bowiem również stworzenie listy „słów zakazanych” - nieprzyzwoitych haseł, dla których wyszukiwarki internetowe musiałyby oddawać puste wyniki (czytaj o tym więcej).

Eksperci pytani przez Wirtualnemedia.pl zgodnie krytykują tę inicjatywę za niewłaściwe podejście do problemu. Wytykają również projektowi blokady pornografii przeszkody, na jakie z pewnością się natknie, a których obejścia brytyjski premier jak do tej pory wcale nie zaproponował. Z jednej strony bowiem każdy i tak może bez problemu zgłosić się do operatora by wyłączyć filtr, z drugiej natomiast powstaje kwestia przechowywania listy takich klientów i ich prawa do prywatności.

- Niepotrzebna (więc szkodliwa, bo robiąca precedens) ingerencja państwa, która w praktyce ociera się o cenzurę: domyślnie zablokowane zostaną w dużej mierze treści legalne. Ile osób nie zdecyduje się na wyłączenie filtru, by nie trafić na „listę” osób, które „włączyły sobie pornografię”? Co będzie, jeśli ta lista wycieknie? Jak będzie zabezpieczona i kto będzie mieć do niej dostęp? Plus problemy techniczne: co zrobić, jeśli członkowie gospodarstwa domowego będą chcieli mieć filtry tylko na niektórych urządzeniach zapewniających dostęp do sieci? Jak skuteczne byłyby te filtry? - pyta Jakub Nowak, medioznawca z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

- Należy walczyć z pornografią w Internecie, ale blokowanie w tym celu stron nie jest rozwiązaniem. Wskazywały na to organizacje pozarządowe w trakcie dyskusji nad polską propozycją blokowania internetu. Przede wszystkim, tego rodzaju systemy są często nieprecyzyjne - nie blokują całej pornografii, a w jej miejsce blokują strony pornografią nie będące - mówi nam Alek Tarkowski, dyrektor Centrum Cyfrowe Projekt: Polska.

Więcej wątpliwości budzi sama idea zwalczania pornografii taką metodą. Robert Bogdański, prezes fundacji Nowe Media, choć zgadza się z pozostałymi ekspertami że w praktyce zaproponowane przez Camerona rozwiązania z pewnością się nie sprawdzą ze względu na techniczne ograniczenia, to chwali próbę usunięcia nieprzyzwoitych treści z internetu. Nie zgadza się też z mówieniem, że taki filtr stanowiłby atak na wolność obywateli.

- Nie mieszałbym do tego natomiast idei wolności Internetu. Podobnie, jak nie uważam, że Larry Flynt powinien być uważany za bojownika o wolność słowa. Pomysł Camerona - z tego, co się orientuję - polega na tym, żeby chronić przed pornografią dzieci. Każdy dorosły będzie mógł poprosić o zdjęcie blokady i po prostu zostanie ona zdjęta. Używanie argumentu o wolności Internetu do obrony udostępniania treści pornograficznych dzieciom to jest pomysł chory. W tym przypadku o żadnym ograniczeniu wolności nie ma mowy i nie widziałbym nic złego w tym, gdyby taki pomysł wszedł w życie także w Polsce - ocenia Bogdański.

Zupełnie odmiennego zdania są pozostali eksperci. Nowak nazywa zaproponowane przez brytyjskiego premiera rozwiązanie „ocierającym się o cenzurę”, natomiast Alek Tarkowski zwraca uwagę na to, że skoro ktoś zablokuje pornografię, to znaczy że w przyszłości będzie miał też możliwość nałożenia filtrów na inne treści. Najostrzejszym krytykiem brytyjskiego projektu jest jednak Eryk Mistewicz, szef kwartalnika „Nowa Media”. Jego zdaniem takie, a nie inne podejście do problemu wynika przede wszystkim z niezrozumienia oraz strachu przed nowymi mediami, które wymykają się rządzącym spod kontroli. Podkreśla on też jak istotny w całym pomyśle jest jego drugi etap, a więc nie tylko blokowanie serwisów zawierających niecenzuralne treści, ale również stworzenie „czarnej listy” słów, których nie przyjmowałyby wyszukiwarki internetowe.

- Niewiele różni się to od działań władz chińskich w podobny sposób zapewniających ideologiczną czystość wyszukiwarek działających w Chinach. Zauważmy: w większości europejskich aktów prawnych pornografia już dziś występuje obok handlu narkotykami, terroryzmu, a także - pojęcie wyjątkowo pojemne - szerzenia nienawiści do systemu demokratycznego i demokratycznie wybranych władz. W bardzo łatwy sposób pojęcie „pornografii“ może więc zostać rozciągnięte na jakikolwiek temat, obszar, zależnie od politycznego zapotrzebowania - mówi Wirtualnemedia.pl szef „Nowych Mediów”.


Opinie o nakazie blokowania pornografii przez dostawców internetu w Wielkiej Brytanii


Jakub Nowak, medioznawca UMCS

To oczywiście krok w złym kierunku, jeśli zostanie zrealizowany. Niepotrzebna (więc szkodliwa, bo robiąca precedens) ingerencja państwa, która w praktyce ociera się o cenzurę: domyślnie zablokowane zostaną w dużej mierze treści legalne. Ile osób nie zdecyduje się na wyłączenie filtru, by nie trafić na „listę” osób, które „włączyły sobie pornografię”? Co będzie, jeśli ta lista wycieknie? Jak będzie zabezpieczona i kto będzie mieć do niej dostęp? Plus problemy techniczne: co zrobić, jeśli członkowie gospodarstwa domowego będą chcieli mieć filtry tylko na niektórych urządzeniach zapewniających dostęp do sieci? Jak skuteczne byłyby te filtry? Czy - na ogólniejszym poziomie - ostatecznie nie przyniosłyby skutku odwrotnego do zamierzonego, tzn. nie sprawiłyby, że rodzice w ogóle przestaliby się interesować gdzie i co robią ich dzieci w sieci (skoro „siedzą w tym bezpiecznym internecie”)?

Generalnie: pomysł jest nieprzemyślany i szkodliwy, wygląda jak część bieżącej polityki rządu, a nie sensowne systemowe działanie. Tym bardziej, że oprogramowanie filtrujące jest dostępne. Nie mówiąc o tym, że rozmowa na temat filtrów wcale nie jest najważniejszą z kwestii wokół problemu wpływu internetowej pornografii na dzieci - jest jedną z prostszych, szczególnie wobec problemu świadomości czy edukacji, bo dotyczy rozwiązań technicznych. Nieprzekonująco wyglądają też deklaracje dotyczące intensyfikacji działań zmierzających do walki z dziecięcą pornografią w sieci. Ewentualna współpraca z Google czy Twitterem być może pomoże wyłapywać pojedyncze osoby, dość przypadkowe. Rozwiązania systemowe musiałyby być inne, bo zorganizowana wymiana treści pedofilskich w sieci odbywa się często w sposób zabezpieczony poprzez sieć Tor. O nich akurat Cameron nie wspomina.

Ciężko te pomysły Camerona odnieść do Polski - generalnie, to pomysły nieprzemyślane i wyglądające na działania pozorowane, dlatego oby do nas nie trafiły. Walka z pedofilią to dobry temat na propagandowe rządowe sztandary, oczywiście rząd Tuska też „próbował” walczyć z dziecięcą pornografią w sieci - sięgnęli po inne narzędzia (rejestr stron i usług niedozwolonych), na szczęście się z nich wycofano.

Pozostałe opinie znajdują się na kolejnej podstronie.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Wielka Brytania jak Chiny - eksperci o blokadzie pornografii

1 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Wojtek
"w większości europejskich aktów prawnych pornografia już dziś występuje obok handlu narkotykami, terroryzmu, a także – pojęcie wyjątkowo pojemne - szerzenia nienawiści do systemu demokratycznego i demokratycznie wybranych władz"

Źródło?
odpowiedź