SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

"Zawód: korespondent" - książka Mirosława Ikonowicza

Ponad pół wieku pracy dziennikarskiej Mirosława Ikonowicza - wieloletniego korespondenta zagranicznego PAP, zaowocowało książką - "Zawód: korespondent; Wilno-Hawana-Madryt". Znalazły się w niej wspomnienia z lat młodości i z miejsc, które poznał jako dziennikarz relacjonujący wydarzenia nierzadko ważne dla świata.

Książka - jak mówił Ikonowicz - zawiera to, czego nie dało się ująć w agencyjnych depeszach. Autor przyznawał w piątek podczas promocji książki, że brakowało mu możliwości wypowiedzenia się swoimi słowami o tym co widział, a co nie mieściło się w agencyjnej konwencji, choć - jak dodał - i tak, nawet w latach PRL, korespondencje zagraniczne z krajów Trzeciego Świata (bo już nie z ZSRR, czy RFN) - mogły być szerokie i w gruncie rzeczy prawdziwe.

Autor opisuje swą młodość w Wilnie, z którego pochodzi i późniejszy powrót do tego miasta, gdy w 1989 r. obserwował, jak przyjechał Michaił Gorbaczow, by bronić jednolitości ZSRR, od którego odłączały się kolejne republiki proklamujące niepodległość. Wspomina też wyjazdy do Portugalii, gdzie znalazł się już drugiego dnia "Rewolucji Goździków" 1974 r., a także pobyty na Kubie.

"Ty po prostu lubisz ludzi - nawet tych, którzy nie do końca na to zasługują" - tak skomentował treść książki Ikonowicza o. Wacław Oszajca.

Ikonowicz opisuje np., jak kubański przywódca Fidel Castro zawiódł w góry - do "sanktuarium rewolucji" na Pico Turquino - grupę absolwentów medycyny, by tam wręczyć im dyplomy po odbytym szkoleniu. Potem ściągnął nocą wojskowymi śmigłowcami dwa polowe salony fryzjerskie z personelem, aby przed ceremonią ufryzować absolwentki po ich czterodniowej wędrówce przez góry.

Wspomina też, jak ciął trzcinę cukrową z Che Guevarą, który nawet podarował mu swą maczetę, co pogorszyło i tak zresztą złe stosunki Ikonowicza z ambasadorem PRL w Hawanie, który domagał się "konsultacji" jego tekstów wysyłanych do Warszawy.

Autor książki w rozmowie z PAP wspomniał słowa Ryszarda Kapuścińskiego, który często powtarzał: "Patrzymy na świat przez pryzmat cywilizacji zachodniej". Kapuścińskiemu jest zresztą poświęcony osobny fragment książki Ikonowicza, który z nim się przyjaźnił. W opinii korespondenta, patrzymy na Afrykę, Amerykę Łacińską czy Azję "z pewnym nieuzasadnionym poczuciem wyższości, a ich dokonania kulturowe i cywilizacyjne utwierdzają nas w tym poczuciu wyższości".

"Kresowa Polska to był tygiel, w którym stapiały się różne kultury, języki - polski, rosyjski, białoruski, jidysz" - podkreślił Ikonowicz dodając, że ludziom z Kresów łatwiej zrozumieć daleki świat.

Miałem szczęście - wyznaje Ikonowicz - na samym początku swojej drogi dziennikarskiej trafić do PAP, która nawet w warunkach PRL dawała dziennikarzom codzienny dostęp do obiektywnych źródeł, to jest do serwisów agencyjnych i do "źródeł żywych", tzn. do ludzi w innych krajach.

Zdaniem Ikonowicza, dziś w narastającym szumie medialnym agencje pozostają ostoją obiektywności, terenem trudnym do zawojowania przez informacyjny subiektywizm. "Maksymalnie wierne relacjonowanie rzeczywistości, zarówno krajowej jak i zagranicznej, jest warunkiem sine qua non dla wszystkich mediów, spod wszystkich znaków politycznych" - uważa autor.

Ikonowicz zaczynał 54 lata temu w PAP jako 22-letni młodszy redaktor w dziale krajów socjalistycznych. Potem był kolejno korespondentem Agencji w Sofii (1956-1958), Hawanie (1963-1969) oraz Madrycie i Lizbonie (1973-1980). Z Hawany jeździł także do innych krajów Ameryki Łacińskiej. Z Madrytu i Lizbony robił wypady do Afryki jako korespondent wojenny, by relacjonować konflikty w Angoli, Kongu i Mozambiku. Obserwował sześć rewolucji, m. in. "rewolucję goździków" w Portugalii w roku 1974.

Od 26 lat Mirosław Ikonowicz zajmuje się Watykanem. Korespondentem PAP w Rzymie był najpierw w latach 1981-1986, a potem od 1990 do 1994 roku. Opisywał z bliska papieskie pielgrzymki zagraniczne częściej niż jakikolwiek inny polski dziennikarz. Odbył z Janem Pawłem II podróże do 23 krajów (w tym roku do Hiszpanii, Chorwacji i Słowacji). Obsługiwał też historyczną pielgrzymkę Jana Pawła II na Kubę. Pisał i o wizycie apostolskiej Benedykta XVI w Austrii.

W piątek o. Oszajca skomentował to żartobliwie mówiąc, że Ikonowicz bywał nawet tam, gdzie nie było o. dyrektora - w volo papale, czyli elitarnej grupie dziennikarzy-watykanistów, podróżujących samolotem z Ojcem Świętym na pielgrzymki. Markowi Zającowi z "Tygodnika Powszechnego", któremu Ikonowicz dziękował za inspirację do napisania tej książki, udało się "wyciągnąć" z korespondenta, że zamierza jeszcze napisać osobną książkę o Watykanie, a być może także o krajach Trzeciego Świata.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: "Zawód: korespondent" - książka Mirosława Ikonowicza

1 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
ekspert
hmm ;)
8 8
odpowiedź