SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Kelly Luegenbiehl (Netflix): Polska jest centrum naszych nadziei w Europie Środkowo-Wschodniej

O rozwoju platformy Netflix, treściach oryginalnych serwisu i fenomenie "Wiedźmina" rozmawiamy z Kelly Luegenbiehl, wiceprezes ds. oryginalnych produkcji międzynarodowych w Netflixie.

Kelly Luegenbiehl z Netfliksem związana jest od 2015 roku. Jako wiceprezeska ds. oryginalnych produkcji międzynarodowych, nadzoruje rozwój i produkcję serii platformy w Europie, które następnie trafiają na 190 rynków na całym świecie. Luegenbiehl odpowiadała za takie tytuły jak "Dark", "Suburra", "Telefonistki" czy "The Rain".

Przed rozpoczęciem pracy w Netfliksie, Luegenbiehl była związana ponad dziewięć lat z ABC Entertainment Group. Na stanowisku wiceprezes ds. rozwoju  tytułów komediowych i międzynarodowych była odpowiedzialna za takie serie jak "ABC Fresh Off The Boat", "Cristela", "The Goldbergs", "Trophy Wife", "Suburgatory" czy "The Middle". Była także w zespole przygotowującym "Współczesną rodzinę" i "Black-Ish".

Kelly Luegenbiehl należy do Academy of Television Arts & Sciences oraz British Academy of Film and Television Arts.

Z Kelly Luegenbiehl rozmawialiśmy pod koniec grudnia 2019 roku, kiedy gościła w Polsce na premierze serialu "Wiedźmin". 


Justyna Dąbrowska-Cydzik, Wirtualnemedia.pl: Czy "Wiedźmin" to najważniejsza premiera Netflixa w 2019 roku?

Kelly Luegenbiehl, Netflix: Dla mnie osobiście tak. Na pewno jest to dla nas duży priorytet, szczególnie w Polsce, ale i w całej Europie. W ubiegłym roku był to dla nas jeden z głównych projektów. Słyszałam gdzieś, że dzisiejsze wydarzenie [oficjalna polska premiera serialu - przy.red.] to największa tego typu premiera w historii Polski. To też pokazuje wagę tego wydarzenia.

Czy chcieliście konkurować z premierą IX epizodu “Gwiezdnych wojen”? Jest tego samego dnia.

Uważam, że znajdzie się miejsce na obie te premiery. Planuję zobaczyć "Gwiezdne wojny”, bo jestem wielką fanką tych filmów. To tylko dwie godziny, więc po obejrzeniu najnowszej części będę szukać kolejnych treści. Dlatego uważam, że znajdzie się czas na obie produkcje.

Jak zainteresowaliście się "Wiedźminem"? W jaki sposób tytuł trafił na Netfliksa?

To bardzo znana seria książek. Osobiście uwielbiam książki fantasy, więc przeczytałam pierwszą część wcześniej. Nie znałam całej sagi, ale gdy nasz producent wykonawczy zaczął nam opowiadać więcej o tej serii, też postanowiliśmy się z nią zapoznać i odkryliśmy bogactwo postaci i wątków, które wręcz musieliśmy zmienić w serial.

Uważa pani, że "Wiedźmin" to serial bardziej dla fanów sagi czy widzów pierwszy raz spotykających się z tą historią, którzy nie czytali książek i nie grali w gry?

Jak od początku ustaliliśmy z showrunnerką - staraliśmy się dotrzeć do obu grup. Chcemy sprawdzić, czy możemy je obie zadowolić i sprawić, by zarówno osoby będące wielkimi fanami książek i gier pokochały serial, jak i przyciągnąć zupełnie nową publiczność. Jeśli nam się uda, będziemy mogli mówić o prawdziwym sukcesie. To serial świetnej jakości, więc jestem przekonana, że nasz zespół jest w stanie osiągnąć oba te cele.               

Kiedy zapadła decyzja o stworzeniu drugiego sezonu "Wiedźmina"?

Pracujemy już nad kolejną częścią. Jesteśmy bardzo podekscytowani jakością pierwszego sezonu, pierwszymi reakcjami fanów na trailery oraz zainteresowaniem podczas Comicconów. Wiemy, jak dużo materiału potrzeba, by pokazać wszystkie książki stojące za serialem. To pozwala nam rozpocząć prace nad drugim sezonem, jeszcze zanim poznamy dokładne wyniki pierwszego. Bardzo spodobał nam się też scenariusz napisany do kolejnej odsłony serialu. Nie mamy na razie planów co dalej, po drugim sezonie. Zobaczymy, jak zareagują na niego widzowie.    

Jak ważny jest dla Netflixa rynek polski na tle całej Europy?

Polska jest dla nas bardzo ważna. Spotykamy się tu z dużą sympatią i coraz lepszymi wynikami. Polska jest centrum naszych nadziei, jeśli chodzi o w Europę Środkowo-Wschodnią. Mamy stąd wspaniałe doświadczenia i współprace z dużymi partnerami, więc po prostu zamierzamy to kontynuować.

Dostrzegacie w Polsce jakichś interesujących reżyserów, producentów lub aktorów?

Tak, oczywiście. Z kilkoma mieliśmy już przyjemność współpracować i chcemy to powtórzyć. To np. Tomek [Bagiński - przyp. red.], producent artystyczny w “Wiedźminie” oraz Maciek [Musiał  - przyp.red.], gwiazda “1983”, która pojawia się i także w “Wiedźminie”. Jest też wiele innych producentów i wytwórni, z którymi pracujemy nad nowymi projektami. O szczegółach jednak nie mogę na razie mówić.

Może pani opisać proces produkcji oryginalnych treści na Netflixie? Jak to działa? Reżyserzy i producenci sami do was przychodzą? A może to wy przeszukujecie rynek pod tym kątem?

"Wiedźmin" jest jednym z najlepszych przykładów tego, jak szukamy nowych produkcji. Jak mówiłam, słyszeliśmy wcześniej o książkach., ale pojawił się producent wykonawczy, który chciał zrobić z tego film. W czasie rozmów przekonaliśmy go, że może ten świat zasługuje na większy od filmu format. Pracę zaczęliśmy od poszukiwań showrunnera. Spotkaliśmy się z wieloma osobami, ale dopiero gdy poznaliśmy Lauren [Lauren S. Hissrich - przyp. red.] i usłyszeliśmy jej pomysł, który łączył się z tym materiałem, dostrzegliśmy jeszcze większy potencjał na serial.

To jeden ze sposobów tworzenia seriali, ale są też inne. Często chodzimy na festiwale filmowe, konferencje telewizyjne, dzwonimy do osób, których filmy lub seriale uwielbiamy i pytamy “Hej, nie masz dla nas jakichś pomysłów?”. Tak było np. w przypadku “Dark” z Niemiec. Zobaczyliśmy ich film ”Who Am I?" ("Możesz być kim chcesz?”) i spytaliśmy, czy nie mają dla nas jakichś pomysłów. Wyszedł z tego właśnie “Dark”. W Danii mamy teraz serial oparty na podcaście. Mamy też seriale, które były wcześniej książkami, potem filmami, a my zrobiliśmy z nich serial, jak włoska “Suburra”. Są też historie oparte na aktualnych wydarzeniach, jak “Rzymskie dziewczyny” we Włoszech, inne opierają się na znanych postaciach.

Jest wiele sposobów na szukanie pomysłów. Jesteśmy otwarci, nasz zespół uwielbia poznawać dobre historie. Najbardziej ekscytujące są oczywiście te, których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.

Czy teraz pracujecie w Polsce nad jakimś nowym projektem?

Pracowaliśmy z ATM nad “W głębi lasu”, które będzie naszą polskojęzyczną adaptacją powieści Harlana Cobena. Ostatnio zakończono zdjęcia i rozpoczęto postprodukcję oraz montaż. Bardzo mnie ekscytuje potencjał tej historii. Mamy też kilka innych projektów, których jeszcze nie ogłosiliśmy, ale mogę obiecać, że są w drodze.

Współpracujecie przy nich z polskimi producentami lub telewizjami?

Te projekty to wyłącznie produkcje Netflixa. Wśród tych nadchodzących, a jeszcze nie ogłoszonych, które pojawią się w ciągu roku, będzie więcej współpracy [z polskimi twórcami - przyp.red.].

Jak ważne w nadchodzących latach będą dla was własne produkcje?

Są dla nas szczególnie istotne, gdyż pozwalają w pewnym stopniu kontrolować nasze biznes. Ten format daje nam też dużo wolności twórczej dla naszych talentów. Jesteśmy miejscem, w którym ludzie mogą opowiadać historie wszystkich kształtów i rozmiarów, niezależnie od formy. Angażujemy się, by zapewnić twórcom jak najwyższy stopień tej wolności. Gdybyśmy zawsze czekali na gotowe treści, nie moglibyśmy tego robić.

Spójrzmy na Europę. Który z europejskich rynków jest dziś dla Netflixa najważniejszy?

Wszystkie one są ważne, ale na pewno niektóre rozwijają się dużo szybciej. Oczywiście, najwięcej użytkowników mamy w krajach o  największej populacji. Jednak powiedziałabym, że ekscytacja Netflixem i treściami, które tworzymy, jest dość powszechna w całej Europie. Ludzie z różnych krajów kontynentu oglądają tytuły z państw sąsiadujących. W całej Europie ogląda się “Dark”, czy “The Rain” z Danii, “The Protector" z Turcji czy “Rzymskie Dziewczyny" z Włoch. Nie jest więc tak, że nasi użytkownicy oglądają tylko produkcje z własnego kraju albo z Hollywood. Poznają znacznie więcej treści ze swojego regionu.

Które tytuły są najpopularniejsze w Europie, a które w USA?

Interesujące jest to, że tytuły popularne w jednym miejscu, zyskują popularność także na innych rynkach. Takie produkcje jak “Stranger Things”  czy “Irlandczyk” są uniwersalnie i sprawdzają się wszędzie.

W pani opinii widzowie wolą oryginalne produkcje Netflixa, czy te na licencji?

Myślę, że lubią po prostu dobre historie. Nie sądzę, by siedzieli w domu i zastanawiali się, które studio zrobiło dany tytuł. Oglądają po prostu świetną opowieść i cieszą się nią. To wydaje mi się najważniejsze.

Czy planujecie stworzyć własne europejskie filmy?

Tak, filmy europejskie budzą w nas wiele ekscytacji. Mamy różne zespoły, choćby w Amsterdamie i Londynie, które obecnie nad tym pracują. Myślę, że kierunek będzie podobny jak w przypadku seriali oryginalnych. Zaczęliśmy od produkcji anglojęzycznych, teraz tworzymy dobre produkcje w innych językach. Podobnie jest z filmami.     

W Netflixie wolicie współpracować ze znanymi reżyserami, producentami i aktorami, czy też odkrywać nowe talenty?

Uwielbiamy i jedno, i drugie. Mamy projekty prowadzone przez prawdziwe gwiazdy. Ostatnio w Stambule odbyła się wielka premiera nowego tureckiego serialu, w którym występuje Beren Saat, obecnie najbardziej znana turecka aktorka. I było wielkie “wow”. Uwielbiamy ją, bo jest niesamowita, ale to nie jedyny powód dla którego zrobiliśmy ten serial. Sięgnęliśmy po niego także dlatego, że ma świetną fabułę. Ale wierzymy też, że telewizja potrafi kreować gwiazdy. Weźmy hiszpański “Dom z papieru” - jego obsada nie była specjalnie znana, a teraz są międzynarodowymi gwiazdami. Telewizja w swojej długiej tradycji pokazała, że potrafi robić jedno i drugie, a wszystko zależy od tego, co bardziej pasuje do danego projektu.

Kolejne pytanie dotyczy treści dla dzieci, bo tu Disney+ stanowi dla was wielką konkurencję. Czy są plany rozszerzenia oferty dla najmłodszych?

Tak, oczywiście planujemy tworzyć różne rodzaje treści, więc będziemy pracować także nad tym typem seriali. Staramy się rozszerzać ofertę, myślimy nad dziecięcymi filmami aktorskimi, ale mamy też wspaniałe animacje, choćby “Klaus”, który niedawno miał swoją premierę i spotkał się z dobrym przyjęciem. W programach dla dzieci jest więc duży potencjał, zarówno anglojęzycznych, jak i innych. Mamy serial z Indii “Potężny Mały Bheem”, który jest uroczy. Myślę, że to dobry wyznacznik tego, czym mogą być dla nas programy dziecięce spoza USA.

Który rodzaj treści będzie pani zdaniem najważniejszy na waszej platformie w następnych latach? Filmy, seriale, może dokumenty?

Co zabawne, bo choć staramy się przywidywać, co będzie naszym następnym wielkim hitem, to na co akurat wybucha popularność, jest dla nas zawsze niespodzianką. Dzieje się tak zarówno przy serialach, filmach i dokumentach. Najważniejsza dla nas jest dobra historia, format możemy ustalić później. Zabawne, że mamy niedawno wypuszczony serial w Norwegii, świąteczną komedię romantyczną pt. “Facet na Święta”. Ma sześć 30-minutowych odcinków. Gdy rozmawialiśmy o nim niedawno, zorientowaliśmy się, że jest krótszy od “Irlandczyka”. Tak więc format nie ma takiego znaczenia, jak dobra fabuła.

Jeszcze jedno pytanie o polskie projekty. Mieliśmy serial “1983”. Czy są plany kontynuacji tego serialu?

Nie ma. Jesteśmy dumni z tego serialu i cieszę się, że będzie on żył na Netflixie przez długi czas. Przyciągnął uwagę pewnej grupy widzów, ale nie okazała się ona wystarczająco duża, by pozwolić nam na stworzenie dodatkowego sezonu.


W czwartym kwartale ub.r. liczba subskrybentów Netflixa wzrosła o 8,76 mln do 167,09 mln. Platforma zanotowała 5,47 mld dolarów wpływów i 587 mln dolarów zysku netto. W USA pozyskała jedynie 420 tys. nowych klientów (wobec 1,53 mln rok wcześniej), co uzasadnia rosnącą konkurencją. Podkreśla też, że „Wiedźmin” okazał się najpopularniejszym z pierwszych sezonów jej seriali.

Netflix nie zwalnia tempa, jeśli chodzi o nakłady inwestycyjne. Według szacunków firmy BMO Capital Markets, w 2019 roku platforma wydała na zawartość programową rekordową kwotę 15 mld dolarów. Według prognoz analityków w tym roku wydatki na własne treści wzrosną do 17,3 mld dol, a w 2028 roku do nawet 26 mld dolarów. Dla porównania, w 2015 r. było to 5 mld dol., w 2017 kwota wzrosła do 8,9 mld, a w 2018 r. 12 mld dol.

Platforma nie ujawnia, ilu płacących użytkowników ma w Polsce. Z szacunków Amper Analysis wynika, że może ich być 800 tys. Według badania Gemius/PBI w grudniu ub.r. Netflix miał w Polsce 5,3 mln realnych użytkowników i odnotował 77 mln odsłon.

Dołącz do dyskusji: Kelly Luegenbiehl (Netflix): Polska jest centrum naszych nadziei w Europie Środkowo-Wschodniej

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
widz
"- Współpracujecie przy nich z polskimi producentami lub telewizjami?
- Te projekty to wyłącznie produkcje Netflixa"
Jak ta odpowiedź ma się do niedawnej informacji WM, że TVP będzie realizować serial "Erynie" z Netfliksem?
0 0
odpowiedź
User
Trix
Zacznijcie płacić podatki.
0 0
odpowiedź
User
Zabronić Netflixowi Wiedźmina
Netflix niech robi sobie własne seriale z kolorowymi multi kulti napewno będą mieli oglądalność a od naszego Wiedźmina won
0 0
odpowiedź