SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Prawnicy o sprawie Durczoka: mobbing trudny do udowodnienia, to „Wprost” może zostać oskarżony

W świetle prawa trudno jednoznacznie orzec, czy zachowanie Kamila Durczoka w redakcji „Faktów” TVN przedstawione przez „Wprost” wyczerpuje znamiona mobbingu. Osoby czujące się poszkodowane powinny pozwać dziennikarza i udowodnić to przed sądem. Za to Durczok może pozwać „Wprost” za naruszenie dóbr osobistych i zniesławienie - komentują eksperci dla Wirtualnemedia.pl.

Kamil Durczok, fot. TVN Article

W nowym numerze „Wprost” Kamil Durczok już na okładce jest przedstawiony jako zamieszany w molestowanie seksualne i mobbing oraz chroniony zmową milczenia. Tygodnik poświęca temu tematowi dwa artykuły.

Pierwszy to opowieść byłej researcherki i producentki „Faktów” TVN, która opisuje, że Durczok wielokrotnie wysyłał jej SMS-ami dwuznaczne prośby, żeby się z nim umówiła (m.in. w środku nocy podczas wyjazdów służbowych redakcji „Faktów” w 2010 i 2011 roku), chociaż ciągle odmawiała, tłumacząc, że nie chce wchodzić w takie relacje z przełożonym. Kiedy sfrustrowana tym, że jej zdaniem mniej uzdolnione i pracowite koleżanki szybciej awansowały, zagroziła odejściem, dano jej podwyżkę i funkcję producentki. Jednak po tym jak w czerwcu 2012 roku nie chciała wraz z Durczokiem wracać jedną taksówką z imprezy redakcyjnej, ten zaczął ją ignorować, mocno krytykować jej materiały, a inni współpracownicy też mieli do niej pretensje. Niedługo później szef sam zaproponował, że skoro jest niezadowolona, to powinna odejść, do czego doszło jesienią 2012 roku.

Zdaniem prawników, których poprosiliśmy o opinię na ten temat, bohaterka artykułu, czując się mobbingowana, powinna w pierwszej kolejności zgłosić do odpowiednich instytucji: Państwowej Inspekcji Pracy lub prokuratury. - Publikowanie takich informacji w mediach jest według mnie bardzo nieprofesjonalne. Jeżeli ktoś czuł się mobbowany przez redaktora Kamila Durczoka, powinien zgłosić określone roszczenia w pozwie skierowanym przeciwko niemu, celem zbadania sprawy przez niezależny niezawisły sąd - uważa Jakub Tarkowski, radca prawny z kancelarii JT.

Z artykułu wynika, że jedynymi dowodami niestosownego zachowania Durczoka są zachowane przez byłą reseracherkę SMS-y do niego, które jednak brzmią dość wieloznacznie (np. „Wpadniesz?”, „Ile mam się o ciebie starać? Staram się już tyle czasu”, „Gwarantuję ci pełną swobodę”) i nie wyczerpują znamion mobbingu. - Analogicznie należy potraktować takie sytuacje, jak wybuchy gniewu, wyzwiska, czy grożenie, że cała redakcja zostanie rozwiązana, o ile mają charakter incydentalny i nie są skierowane do oznaczonych osób - dodaje Sylwia Migdalska, radca prawny z kancelarii Mamczarek i Migdalska.

Zgodnie z paragrafem 2 artykułu 94 Kodeksu pracy mobbing to bowiem „działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”.

- Aby móc zakwalifikować dane zachowanie jako mobbing muszą być kumulatywnie spełnione te przesłanki - podkreśla Sylwia Migdalska, radca prawny z kancelarii Mamczarek i Migdalska. - Istotne znaczenie ma zwłaszcza uporczywość i długotrwałość działań polegających na nękaniu lub zastraszaniu, co należy zawsze indywidualnie oceniać w danej sprawie. Ponadto ocena, czy nastąpiło nękanie i zastraszanie pracownika oraz, czy działania te miały na celu i mogły lub doprowadziły do zaniżonej oceny jego przydatności zawodowej, do jego poniżenia, ośmieszenia, izolacji, bądź wyeliminowania z zespołu współpracowników, musi opierać się na obiektywnych kryteriach - dodaje Migdalska, powołując się na postanowienie Sądu Najwyższego z 19 marca 2012 roku.

Tymczasem w sporach prawnych dotyczących mobbingu zazwyczaj niewiele jest „twardych” dowodów, dlatego pozostaje konfrontowanie relacji uczestników wydarzeń, a więc słowo przeciw słowu. - Najczęściej w takich procesach powództwa opierają się na osobowych źródłach dowodowych (czyli zeznaniach świadków). W przypadku gdy są nimi aktualni pracownicy pozostający nadal w zależności służbowej osoby pozwanej, nietrudno przewidzieć, iż ich wypowiedzi raczej będą oscylować wokół stwierdzeń, iż raczej nie byli świadkami nieprawidłowych zachowań - stwierdza Jakub Tarkowski.

- Proces o mobbing jest zatem od strony powodowej procesem trudnym dowodowo, i należy pamiętać, że to  powód, pracownik uważający się za poszkodowanego, musi wykazać długotrwałe i uporczywe nękanie, za co na pewno nie mogą być poczytane chwilowe złe nastroje szefa, czy jego podniesiony głos - ocenia Tarkowski. - A dochodząc zadośćuczynienia za rozstrój zdrowia, pracownik będzie musiał wykazać, iż był on spowodowany nękaniem w miejscu pracy - dodaje Sylwia Migdalska.

Z tych przyczyn pozwy za mobbing nadal stanowią niewielki odsetek procesów dotyczących prawa pracy. - Ponadto analiza orzecznictwa sądowego wskazuje, iż bardzo często pracownicy nadużywają pojęcia mobbingu i mylą je z innymi zjawiskami występującymi w miejscu pracy - zaznacza Sylwia Migdalska.

- Jeżeli działania noszące znamiona mobbingu wyczerpują również znamiona czynów zabronionych opisanych w kodeksie karnym jak np. zniewaga innej osoby (art. 216 Kodeksu k), groźba karalna (art. 190 kk), stalking (art. 190a kk) organy ścigania wszczynają w tych sprawach postępowanie sprawdzające na wniosek osób pokrzywdzonych z tzw. oskarżenia prywatnego. Sama publikacja informacji, z którymi spotkaliśmy się na przełomie ostatnich dni, nie skłonią organów do wszczęcia postępowania z urzędu - dodaje Jakub Tarkowski.

W drugim z tekstów o Kamilu Durczoku w nowym numerze „Wprost” sugerowany jest sprzyjający mobbingowi system, który dziennikarz miał stworzyć w redakcji „Faktów”: po jego przejściu z TVP jako reasercherki zaczęto zatrudniać głównie kobiety, które elegancko ubierały się do pracy (w przeciwieństwie do pracujących w tej funkcji w TVN24 mężczyzn noszących luźne stroje). Durczok z niektórymi researcherkami chętnie żartował, zapraszał do swojego gabinetu i faworyzował, przy czym szybko zmieniał swoje ulubienice. Wszystkie te informacje pochodzą od wypowiadających się anonimowo byłych lub obecnych pracowników redakcji.

- Należy pamiętać, iż ciążący na pracodawcy obowiązek przeciwdziałania mobbingowi jest obowiązkiem starannego działania, co oznacza, że jeśli w postępowaniu mającym za przedmiot odpowiedzialność pracodawcy z tytułu mobbingu wykaże on, że podjął realne działania prewencyjne, które wykaże przed sądem i potwierdzi ich potencjalną pełną skuteczność, pracodawca może uwolnić się od odpowiedzialności - komentuje Sylwia Migdalska.

Tymczasem kierownictwo TVN miało nie wiedzieć o opisanym we „Wprost” zachowaniu Kamila Durczoka, ponieważ młode researcherki bały się poskarżyć, a inne osoby w redakcji uznały taki system za normę. Dopiero półtora tygodnia temu, po pierwszej publikacji tygodnika na ten temat, zarząd TVN powołał niezależną komisję, która ma zweryfikować pogłoski o mobbingu i molestowaniu w zespole „Faktów”, oraz ogłosił reguły zakazujące działań tego typu (zobacz szczegóły).

Kamil Durczok tydzień temu na antenie TOK FM kategorycznie zaprzeczył, jakoby kiedykolwiek molestował którąś ze swoich podwładnych, chociaż przyznał, że jest cholerykiem i ma ostry styl zarządzania, a ponadto niektóre elementy z jego życia prywatnego mogą wywołać zarzuty molestowania czy mobbingu (więcej o jego wyjaśnieniach). Dziennikarz zapowiedział, że pozwie blogera Matkę Kurkę, który już po pierwszych doniesieniach „Wprost” sprzed trzech tygodni zidentyfikował ich negatywnego bohatera jako Durczoka (więcej na ten temat). Prawdopodobnie szef „Faktów” będzie też procesował się z „Wprost”, także za ubiegłotygodniowy artykuł i fotorelację z mieszkania jego znajomej, w którym oprócz materiałów pornograficznych i być może narkotyków znalazły się rzeczy osobiste dziennikarza (więcej o tym).

Pytani przez nas prawnicy oceniają, że Kamil Durczok ma podstawy do roszczeń wobec „Wprost” na dwóch ścieżkach sądowych. - Fakt naruszenia dóbr osobistych w tym wypadku prawa do prywatności, wizerunku, red. Durczoka jest raczej niezaprzeczalny. Jednocześnie wiemy także, kto owe informacje upublicznił. Sfera naruszeń dóbr osobistych i ustalenia określonego zadośćuczynienia będzie zapewne przedmiotem sporów w postępowaniu cywilnym - prognozuje Jakub Tarkowski. -  Należy jednak wskazać, że także prawo karne penalizuje zachowania naruszające cześć człowieka, a mam tu na myśli ścigane z oskarżenia prywatnego przestępstwa znieważania (art. 214 Kodeksu karnego) lub zniesławienia (216 kk) - dodaje Tarkowski.

- Należy także mieć na uwadze, że w orzecznictwie sądowym przyjmuje się, iż bezprawne postawienie pracownikowi zarzutu stosowania mobbingu narusza jego dobra osobiste, w tym w szczególności dobre imię. Także inne wypowiedzi przypisujące danej osobie niewłaściwe zachowanie, mogące spowodować utratę zaufania potrzebnego do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie, mogą doprowadzić do naruszenia dobrego imienia takiej osoby. W związku z powyższym tego typu artykuł, jak znalazł się we „Wprost” mógłby stanowić podstawę do wystąpienia z pozwem o ochronę dóbr osobistych - ocenia Sylwia Migdalska. - W takim postępowaniu o ochronę dóbr osobistych to pozwany będzie musiał udowodnić wszelkimi dostępnymi środkami, iż publikacje miały służyć interesowi społecznemu, a przedstawiona przez niego krytyka prasowa była oparta na prawdzie oraz, że materiały do nich zostały przygotowane rzetelnie i starannie. W orzecznictwie wskazuje się nadto, iż sam fakt powołania się przez dziennikarza na cudze wypowiedzi, nawet ze wskazaniem ich źródła nie wyłącza bezprawności działania takiego dziennikarz - dodaje na podstawie wyroków sądowych wydanych w podobnych sprawach w ostatnich latach.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Prawnicy o sprawie Durczoka: mobbing trudny do udowodnienia, to „Wprost” może zostać oskarżony

24 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Ernest
TVN powinien odświeżyć całą redakcję Faktów (łącznie z tzw. zapleczem), a nie tylko zwolnić Durczoka. Ta sprawa i reakcja środowiska dziennikarskiego pogrąża media w ogóle, nie tylko TVN.
83 5
odpowiedź
User
Gie
No proszę. Do sprawy Durczoka wydawało się że mobbing i molestowanie w pracy to sprawy jasne i łatwe do udowodnienia. Różne organizacje, znane osoby wypowiadały się na ten temat, zachęcały do zgłaszania takich przypadków, przerywania tabu. Teraz nagle okazuje się że mobbing i molestowanie w pracy wcale nie są takie łatwe do udowodnienia. Trochę przypomina mi to sytuację kiedy ładna, zgrabna kobieta zostaje zgwałcona i nagle wszyscy staja po stronie gwałciciela mówiąc że go sprowokowała.
Słowo przeciwko słowu. Tzn. co, miała wszystko nagrywać? To wtedy pojawiłyby się opinie że robiła to by szantażować swojego szefa. Na świecie raczej nie mają problemów z wyrokami ws. mobbingu i molestowania. Okazuje się że tylko u nas może być z tym problem. Problem od kilkunastu dni.
Przeglądam archiwum WM. W marcu 1012 sprawa mobbingu w Polsat News trafiła do sądu. Wiadomo jakie było rozstrzygnięcie?
74 6
odpowiedź
User
Inny
Oj nowy właściciel ma dużo do posprzątania.
42 0
odpowiedź
User
Inna
O tym, że takie sprawy trudno udowodnić, wiedzą poszkodowane. Dlatego milczą. Albo nie ujawniają nazwisk. Wiele straciły- nie chcą stracić wszystkiego. Mobbing nieodmiennie łączy się z władzą, trudno z nim walczyć. Na pocieszenie pozostaje fakt, że z wysokiego stołka można spaść. Bardzo boleśnie.
63 1
odpowiedź
User
Marco Polo
Trochę mnie dziwi podejście, ze jak ktoś nie poszedł z tym na policje czy do prokuratury to znaczy że jest niewiarygodny. Przecież to oczywiste ze kontakt z tzw. aparatem sprawiedliwości w Polsce to druga kara zadziwienie i upokorzenia nierzadko bardziej dotkliwa niż ta pierwotna przewina wobec takich osób. To jasne jak słońce, że ludzie nie wierzą w sprawiedliwość w sądach, upublicznienie traktują więc jako odegranie się na sprawcach.
60 4
odpowiedź
User
Marlena
"Ofiara" ma udowodnic? Super, polskie gów... prawo!
52 5
odpowiedź
User
Agu
Rozumiem, że w świecie dziennikarzy to norma skoro większość staje po stronie oprawcy a nie ofiary powołując się na brak dowodów. Zaraz zacznie się gadanina, że skoro dziewczyna była atrakcyjna to przecież chłopaka mogło ponieść i próbował jak mógł swoich sił. Love Story - tylko problem w głowie ofiary, bo niepotrzebnie robi problem.
28 2
odpowiedź
User
august
Jacy prawnicy - takie prawo; jakie prawo - takie państwo; jakie państwo - każdy widzi - słabe, tandetne, beznadziejne...
34 1
odpowiedź
User
Janek
Teoretycznie Durczok ma sprawę do wygrania. Proces cywilny może potrwać dłużej niż karny z oskarżenia prywatnego, ale to "Wprost" musi udowodnić, że redaktor molestował i mobbingował. Czyli dziewczyny muszą stanąć przed sądem z otwartą przyłbicą, spojrzeć w oczy powodowi i powiedzieć, że to skurwiel. Obawiam się, że to o wiele trudniejsze niż wypłakanie się w rękaw dziennikarki "Wprost".
21 28
odpowiedź
User
Olga
Jak zwykle polskie prawo jest... dziurawe, państwo fikcyjne, a problem bagatelizowany, może gdyby to mężczyźni byli częściej molestowani, mobbingowani, nagle okazałoby się, ze można zmienić przepisy, uświadamiać społeczeństwo, być po prostu bardziej wrażliwym na krzywdę. Dla ofiar molestowania, gorsze jest jeszcze jedno: ci, którzy powinni bronić, nie robią nic, nie wierzą, zamiatają pod dywan. Ujawniajmy te chore mechanizmy
25 4
odpowiedź
Zobacz więcej w kategorii: Reklamy / Marketing