W budzącej kontrowersje audycji publicysta Jarosław Janiszewski powiedział, że "ludzie PiS powłazili w dziury jak karaluchy". Prowadzący program Tomasz Olszewski opublikował oświadczenie, w którym przekonywał, że celem audycji nie było obrażenie kogokolwiek, a wypowiedź miała obrazowo opisywać problemy społeczne.
— Dlatego też uznałem, że nie zachodzi potrzeba natychmiastowej reakcji, skoro autor wypowiedzi sam tłumaczy, że być może został źle zrozumiany, a powtarzanie argumentów o niedopuszczalnym sformułowaniu też mija się z celem, skoro padają wyjaśnienia, że nie taki był sens wypowiedzi. Słowa wypowiedziane przez gościa nie są stanowiskiem redakcji Radia Gdańsk — stwierdził w oświadczeniu Olszewski (cytat za wbijamszpile.pl).
Sąd: prowadzący powinien zareagować natychmiast
Sąd wskazał, że nadawca publiczny ma realizować misję określoną w art. 21 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, w tym dbać o standard debaty publicznej. W ocenie WSA to prowadzący powinien natychmiast i adekwatnie reagować na obraźliwe wypowiedzi uczestników audycji. Reakcja drugiego gościa programu nie zwalniała dziennikarza z tej roli. Oświadczenie opublikowane w internecie następnego dnia nie mogło zrekompensować braku reakcji na antenie.

Po analizie materiału i postępowaniu wyjaśniającym ówczesny przewodniczący Rady Maciej Świrski wezwał Radio Gdańsk do zaniechania działań naruszających przepisy. W szczególności wskazano na bierność prowadzącego wobec obraźliwego sformułowania. Sąd administracyjny uznał, że ocena regulatora była prawidłowa, a audycja naruszyła misję publiczną przez brak zachowania bezstronności i wyważenia.
Krajowa Rada zauważyła, że wolność prasy i słowa gwarantowana w Konstytucji RP nie ma charakteru nieograniczonego i nie obejmuje treści naruszających prawa i wolności innych osób. WSA podkreślił obowiązek czynnego moderowania dyskusji przez prowadzącego, zwłaszcza gdy padają treści obraźliwe. To nadawca publiczny ponosi odpowiedzialność za standard programu.














