Tak prawo zabija media w Polsce. "Efekt mrożący". Eksperci: ustawa jest dziurawa

Polski rząd obiecuje ochronę dziennikarzy przed pozwami SLAPP, ale media i prawnicy alarmują: projekt ustawy może okazać się nieskuteczny. Problem jest realny — od lokalnych redakcji po największe media w kraju. Sprawa zakazu publikacji wobec Magdaleny Rigamonti z Onetu pokazała, że sądy nadal mogą skutecznie zamrażać niewygodne tematy jeszcze przed wyrokiem.

Dominik Senkowski
Dominik Senkowski
Udostępnij artykuł:
Tak prawo zabija media w Polsce. "Efekt mrożący". Eksperci: ustawa jest dziurawa
Polski rząd obiecuje ochronę dziennikarzy przed pozwami SLAPP

Polskie media walczą z jednym z najbardziej podstępnych zagrożeń dla wolności słowa: pozwami typu SLAPP (Strategic Lawsuit Against Public Participation). Choć rząd przyjął w kwietniu projekt ustawy mającej chronić dziennikarzy i aktywistów, środowisko medialne alarmuje, że bez kluczowych poprawek ta tarcza może okazać się dziurawa. Ostatnie wydarzenia, w tym głośna sprawa Onetu i Magdaleny Rigamonti, pokazują, że problem nie zniknął.

Przypomnijmy: pod koniec kwietnia Onet (Ringier Axel Springer Polska) mimo sądowego zabezpieczenia zakazującego Magdalenie Rigamonti wypowiedzi na temat reżyserki Joanny Kos-Krauze, opublikował reportaż o kulisach współpracy z artystką pt. "Szokujące zachowanie znanej reżyserki. Leżałem na podłodze i płakałem".

Sąd wydał bezprecedensowe zabezpieczenie w sprawie z powództwa reżyserki zakazując dziennikarce wypowiadania się na temat jej życia przez okres jednego roku.

– Decyzja sądu stanowi poważne zagrożenie dla wolności mediów – mówił w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu. Pełnomocnik reżyserki Bartosz Lewandowski podkreślał, że zabezpieczenie wydano zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego.

To klasyczny mechanizm uciszający, w którym instytucja zabezpieczenia roszczeń staje się de facto formą cenzury prewencyjnej. Jak podkreślał Onet, zakaz ten uniemożliwia rzetelne informowanie opinii publicznej o sprawach, które mogą mieć znaczenie społeczne, zamrażając temat na długo przed rozstrzygnięciem merytorycznego sporu.

Co obiecuje projekt ustawy?

W odpowiedzi na narastającą falę takich praktyk, rząd przyjął projekt ustawy implementującej unijną dyrektywę anty-SLAPP. Nowe przepisy mają dać sądom narzędzia do szybszego reagowania na pozwy, których celem nie jest ochrona dóbr osobistych, lecz zastraszenie pozwanego.

Kluczowe założenia projektu to:

  • Wczesne oddalenie powództwa: Możliwość odrzucenia przez sąd pozwów "oczywiście bezzasadnych" na bardzo wczesnym etapie, bez konieczności przechodzenia przez wieloletni proces.
  • Termin: sąd będzie miał maksymalnie trzy miesiące na podjęcie decyzji w przypadku stwierdzenia oczywistej bezzasadności.
  • Koszty: Jeśli pozew okaże się nieuzasadniony, osoba, która zainicjowała sprawę, zostanie zobowiązana do pokrycia wszystkich poniesionych kosztów, w tym kosztów prawnika w pełnej wysokości.

Projekt ten wykracza poza unijne minimum, obejmując nie tylko sprawy transgraniczne, ale i krajowe, co jest kluczowe, gdyż w Polsce większość SLAPP-ów ma charakter lokalny.

Środowisko mówi "sprawdzam"

Mimo pozytywnych kierunków, przedstawiciele mediów oraz organizacje pozarządowe skierowali do marszałka Sejmu list, w którym wskazują na istotne braki w projekcie. Eksperci alarmują, że w obecnym kształcie ustawa może być nieskuteczna.

Główne postulaty poprawek to:

  1. Odwrócenie ciężaru dowodu: To powód powinien wykazać zasadność roszczenia, a nie pozwany udowadniać swoją niewinność.
  2. Szersza definicja bezzasadności: Obecne pojęcie "oczywistej bezzasadności" jest interpretowane przez sądy bardzo wąsko. Jak dodano: "Profesjonalnie przygotowany pozew SLAPP zawsze stwarza pozory sensowności, dlatego potrzebna jest zmiana ustawowa, a nie nadzieja na ewolucję orzecznictwa".
  3. Dekryminalizacja zniesławienia: Brak usunięcia art. 212 Kodeksu karnego sprawia, że "slapperzy" po prostu przesiądą się z pozwów cywilnych na akty oskarżenia.
  4. Brak opcji zasądzenia odszkodowania w ramach jednego postępowania: Pozwany będzie zmuszony wytoczyć osobny proces, co generuje koszty i dłużej trwa.

Pod wspólnym apelem podpisały się m.in. takie podmioty, jak Article 19, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, OKO.press, NewsMax Polska, Watchdog Polska, TV Republika, Stowarzyszenie Gazet Lokalnych czy Izba Wydawców Prasy.

Między wolnością słowa a ochroną czci

Naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk wyjaśnił nam: – Zdecydowaliśmy się na publikację artykułu, ponieważ uważamy, że decyzja sądu łamie Konstytucję RP, a konkretnie artykuł 54, który wprost zakazuje cenzury prewencyjnej.

Problem SLAPP to nie tylko kwestia procedur, ale fundamentalne zderzenie wartości konstytucyjnych.


Kamil Stępniak, konstytucjonalista, tłumaczy nam: – SLAPP-y są dziś jednym z najciekawszych problemów konstytucyjnych. Dochodzi tu do zderzenia dwóch wartości: życia prywatnego i czci (art. 47 Konstytucji) oraz wolności mediów i słowa (art. 14 i 54). Dziennikarz pełni rolę "publicznego stróża", dlatego pozwy skłaniające do autocenzury są tak bardzo szkodliwe. Państwo jest zobowiązane do zapewnienia odpowiednich warunków debaty publicznej.

Stępniak zwraca też uwagę na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, według którego ochrona reputacji organów władzy publicznej jest mniej ważna niż interes społeczeństwa w otrzymywaniu informacji.

Z kolei mecenas Jacek Dubois tonuje nastroje, wskazując na konieczność balansu: – SLAPP-y są pewną formą tłumienia krytyki poprzez zastraszanie dziennikarza. Instytucje, które dysponują dużymi zasobami finansowymi, po prostu mogą, mówiąc krótko, zepsuć życie dziennikarza, zniechęcając go do podejmowania pewnych działań. W tym zakresie ochrona, która daje możliwość sądowi od razu eliminowania tego typu działań, jest jak najbardziej słuszna.

Natomiast też ta ochrona nie może pozbawiać praw obywateli w sytuacjach, kiedy mamy do czynienia z obroną przeciwko naruszaniu prawa prasowego albo po prostu posługiwaniu się nieprawdą. Musi to być w pewnych granicach rozsądku, bo nie można też dać pełnej ochrony dziennikarzom kosztem ludzi, którzy dochodzą swoich praw w sposób całkowicie uzasadniony.

mecenas Jacek Dubois

Fabryki pozwów i efekt mrożący

O tym, jak w praktyce wyglądało systemowe nękanie mediów, najlepiej wie Roman Imielski, pierwszy wicenaczelny "Gazety Wyborczej". Ta redakcja w latach 2015-2023 zmierzyła się z około 140 pozwami, które można określić jako SLAPP.

– Co najbardziej skandaliczne, politycy obozu władzy i ich nominaci w spółkach Skarbu Państwa oraz różnych instytucjach wykorzystywali do walki z nami publiczne pieniądze, bo sami za te pozwy nie płacili. To były zdecydowanie sprawy cywilne, a jednym z największych slapperów było Ministerstwo Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry – wskazuje Imielski.

Jak opisuje, za rządów PiS wypracowano nową taktykę nękania mediów: – Mieliśmy stosunkowo mało spraw o ochronę dóbr osobistych, bo takie procesy trwają wiele lat. Zamiast tego zasypywano nas żądaniami publikacji absurdalnych sprostowań, bo w takich sprawach są ściśle określone krótkie terminy na odpowiedź.

Agora odrzucała te żądania. – Wtedy slapperzy składali pozwy w sądach i nawet w błahych sprawach walczyli z nami aż po Sąd Najwyższy, w którym rosła liczba nominatów obozu władzy nieprzychylnych wolnym mediom. To kolejny skandal - SN nie powinien w ogóle przyjmować takich spraw do rozpatrzenia, bo jego rolą jest orzecznictwo w naprawdę ważkich zagadnieniach – wskazuje wicenaczelny.

Agora musiała liczyć na swój zespół prawny.

Piotr Rogowski, Agnieszka Całka i Anna Mańkowska pracowali siedem dni w tygodniu. Organizowaliśmy też spotkania z zespołem, na których tłumaczyliśmy, na czym polega operacja nękania nas SLAPP-ami i że nie będziemy jej ulegać i się poddawać. Bo jej celem jest efekt mrożący – próba tłumienia krytyki dziennikarskiej, czyli zmuszenia nas do odpuszczania niektórych tematów.

Roman Imielski
pierwszy wicenaczelny "Gazety Wyborczej"

Roman Imielski przyznaje, że nie jest łatwo zarządzać redakcją, która jest tak narażona na SLAPP-y: – Redaktorzy i dziennikarze muszą poświęcać masę czasu na pisanie wyjaśnień w sprawie pozwów, a w przypadku części spraw spędzać sporo czasu na salach sądowych. To także konkretne koszty finansowe, bo musieliśmy w wielu sprawach zatrudniać zewnętrzne kancelarie. Najważniejsze, by zespół wiedział, że szefowie redakcji i szefowie spółki wydającej gazetę stoją za nim murem.

W "Wyborczej" przyjęto też politykę stałego informowania czytelników o SLAPP-ach, by wiedzieli, z czym dziennikarze muszą się mierzyć.

Lokalne "pokazanie, kto rządzi"

Agora stała przed wyzwaniem, ale podobne pozwy są jeszcze bardziej niebezpieczne dla mediów lokalnych. Dlaczego?

To w rozmowie z Wirtualnemedia.pl wyjaśnia Joanna Szymańska z Article 19:

Dziennikarze lokalni są szczególnie narażeni na negatywne skutki wynikające ze SLAPP-ów i potrzebują silnej ochrony ustawowej. Mają ograniczone środki finansowe, nieporównywalnie mniejsze od krajowych podmiotów – choć wiadomo, że finansowanie dla niezależnych mediów w ogóle jest trudnym tematem. Walka ze SLAPP-em to bardzo drogi, wycieńczający psychicznie, finansowo i czasowo proces.

Jak opisuje ekspertka, w mniejszych społecznościach łatwiej też o ostracyzm i wytykanie palcami. – A jak się ma przeciwko sobie dużą, ważną w regionie firmę lub burmistrza, to ciężar psychiczny czy różne naciski są o wiele bardziej wyczuwalne – nie ma anonimowości. Większość takich spraw nie trafia do mediów ogólnopolskich ani do statystyk, a ci ludzie często nie wiedzą, jak i gdzie zgłaszać się po wsparcie – mówi Szymańska.

Zdaniem Szymańskiej obecny projekt ustawy jest niewystarczający, szczególnie z perspektywy mediów lokalnych. Jak podkreśla, ciężar dowodu nadal spoczywa na pozwanym, a brak możliwości dochodzenia odszkodowania w tym samym postępowaniu oznacza dodatkowe koszty i wydłużenie całego procesu.

Dla małych, lokalnych mediów SLAPP to często wyrok śmierci. Marzena Błaszczyk z Sieci Obywatelskiej Watchdog zauważa, że dla lokalnego włodarza czy potentata celem nie zawsze jest wygrana.

W praktyce już samo otrzymanie pozwu może być ogromnym obciążeniem. Osoby pozwane muszą szukać profesjonalnej pomocy prawnej, poświęcać czas na przygotowywanie odpowiedzi procesowych, uczestniczyć w rozprawach, żyć przez lata w niepewności i pod presją roszczeń finansowych. Dla małej lokalnej redakcji, mieszkańca działającego społecznie czy niewielkiej organizacji to często oznacza ogromne koszty organizacyjne i psychiczne, nawet jeśli ostatecznie wygrają sprawę.

Marzena Błaszczyk
Sieć Obywatelska Watchdog

I dodaje: – W moim odczuciu takie działanie to często pokazanie kto rządzi, pokazanie innym mieszkańcom, by się nie angażować. Kluczowe dla tych instytucji wydaje mi się wywołanie efektu mrożącego. Tak by zniechęcić innych do zajęcia się określonym problemem czy tematem.

Błaszczyk krytykuje projekt ustawy za brak realnie skutecznego mechanizmu szybkiego oddalania pozwów: – SLAPP-y są zwykle przygotowywane przez profesjonalnych pełnomocników i formalnie wyglądają poprawnie, mimo że ich celem jest zastraszenie. Bez zmian w procedurze karnej i bez odejścia od penalizacji zniesławienia trudno mówić o pełnej ochronie.

Z tym ostatnim elementem nie zgadza się jednak mecenas Dubois, choć przyznaje, że ma świadomość, że jest w mniejszości.

Ale uważam, że te sankcje karne powinny pozostać z dwóch powodów. Po pierwsze, obecny stan nie zapewnia realnej ochrony obywatelom z uwagi na długotrwałość postępowań i ich niewydolność. Po drugie, w pewnych sytuacjach, kiedy mamy do czynienia z umyślnym naruszaniem pewnych zasad prawa prasowego, ze świadomym posługiwaniem się nieprawdą, wykorzystywaniem mediów do często prywatnych rozgrywek, obywatele też powinni mieć możliwość odwoływania się w tak drastycznych sytuacjach do ochrony karnej – mówi mecenas Dubois.

Marzena Błaszczyk patrzy na to inaczej: – To właśnie groźba odpowiedzialności karnej, wieloletnich procesów i kosztów obrony wywołuje silny efekt mrożący wobec dziennikarzy czy aktywistów. Dlatego bez zmian w procedurze karnej i bez odejścia od penalizacji zniesławienia trudno mówić o pełnej ochronie przed SLAPP-ami.

Joanna Szymańska zauważa zaś, że organizacje społeczne i dziennikarze od ponad 20 lat apelują o dekryminalizację zniesławienia m.in. w trakcie znanej kampanii "wykreśl 212". Do tej pory jednak żaden rząd nie zdecydował się na wysłuchanie opinii publicznej w tej sprawie.

Klucz do sukcesu ustawy to edukacja

Wszyscy nasi rozmówcy zgadzają się, że nawet najlepsza ustawa pozostanie "martwą literą", jeśli sędziowie nie będą potrafili rozpoznać SLAPP-ów.

– Szkolenia to zdecydowanie jest jeden z tych obszarów, gdzie nawet dobra ustawa może pozostać martwa, nieskuteczna bez odpowiedniego przygotowania sędziów. Rada Europy wspiera takie inicjatywy i szkoli, ale niezbędne jest podejście systemowe. Takie szkolenia muszą obejmować wszystkich sędziów, nie tylko tych, którzy sami zgłoszą się na warsztat – uważa Szymańska.

Błaszczyk dodaje jednak z optymizmem: – Myślę, że jeżeli pojawi się ustawa, pojawią się szkolenia, sędziowie będą je stosować, niezależnie od wielkości sądu. Dużo zależy teraz od parlamentu i tego jakie narzędzia przygotuje. Również w Warszawie trafiają się fatalne orzeczenia. Z zaleceń Komisji Europejskiej i Rady Europy wynika, że skuteczna ochrona przed SLAPP-ami wymaga nie tylko przepisów procesowych, ale też budowania świadomości wśród osób stosujących prawo.

Wdrożenie dyrektywy anty-SLAPP to najważniejsza reforma prawa mediów w ostatnim czasie. Jednak, jak wynika z głosów przedstawicieli mediów, prawników i organizacji społecznych, diabeł tkwi w szczegółach. Bez zniesienia art. 212 k.k., odwrócenia ciężaru dowodu i odważnego stosowania przez sędziów mechanizmu "wczesnego oddalenia", dziennikarze w naszym kraju wciąż mogą być narażeni na podobne pozwy.

Prace w parlamencie będą teraz testem dla polityków: czy realnie chcą chronić "czwartą władzę", czy wolą zostawić sobie furtkę do uciszania niewygodnej krytyki.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Eurowizja 2026: Ola Budka ponownie przedstawi noty jury z Polski

Eurowizja 2026: Ola Budka ponownie przedstawi noty jury z Polski

Ćwiąkała wraca do Canal+ po zaledwie roku. Podał nam powody

Ćwiąkała wraca do Canal+ po zaledwie roku. Podał nam powody

To już pewne. Netflix w przyszłym roku wprowadzi w Polsce reklamy

To już pewne. Netflix w przyszłym roku wprowadzi w Polsce reklamy

Polsat króluje w telewizji naziemnej. Duże spadki TVP1 i Republiki

Polsat króluje w telewizji naziemnej. Duże spadki TVP1 i Republiki

Kantar BrandZ: Google najcenniejszą marką świata. Brandy z Chin wystrzeliły

Kantar BrandZ: Google najcenniejszą marką świata. Brandy z Chin wystrzeliły

11 kanałów telewizyjnych z koncesjami. Nadawca poskarżył się na regulatora

11 kanałów telewizyjnych z koncesjami. Nadawca poskarżył się na regulatora