Joanna Waryszak, dziś agentka nieruchomości, pracę w mediach zaczynała w 2011 roku. Spełniła swoje marzenie – trafiła do jednego z tytułów Marquard Media, a potem Bauer Media, gdzie odpowiadała za dział beauty.
Tworzyła makiety, planowała, pisała artykuły, redagowała, współpracowała z grafikami. Potem przyszły cięcia. Przeszła "na drugą stronę", czyli do PR-u. – Dostałam "normalną" pensję, mniej więcej dwa razy więcej niż w prasie – wspomina.
Sama zmiana nie była łatwa, choć – jak przyznaje – "kompetencyjnie" była na nią gotowa:
– Nie było łatwo przestawić się na nową rzeczywistość, mimo że praca przychodziła mi łatwo.
Szła dalej: w firmie Coty odpowiadała za PR, później za influencer marketing. Następny jej krok to była praca w rodzinnej firmie, a ostatecznie trafiła do branży nieruchomości.

Dziś jako agentka nieruchomości łączy doświadczenia z różnych etapów życia zawodowego: – To wszystko sprowadza się do procesu kreacji. Najpierw kreowałam słowem i makietą. Mieszkania i ich urządzanie są dla mnie taką namacalną makietą – mówi.
Czy żałuje, że odeszła z mediów? – Przez cały czas się nad tym zastanawiam. Już wtedy mówiło się, że prasa umiera, ale ona ewoluowała – odpowiada.
Jako dowód wyciąga przykład koleżanki w branży, z którą zaczynała. Ta do dziś pracuje w mediach kobiecych. – Gdy miałam kryzysy zawodowe, zawsze zastanawiałam się, czy nie wrócić do mediów. Tęsknię za tym – przyznaje Waryszak.
"Dzień świstaka" i brak granic
Podobną decyzję, choć z innych powodów, podjął Przemysław Stochaj. Przez siedem lat pracował jako dziennikarz w Radiu Poznań, współpracował też z radiową Jedynką i Trójką.

W 2024 roku postanowił odejść. – Od dawna szukałem jakiejś zmiany. Chciałem spróbować czegoś innego – mówi.
Jednym z powodów była powtarzalność pracy. – Dziennikarstwo lokalne to trochę taki "dzień świstaka": dużo powtarzalnych wydarzeń. To może się znudzić.
Drugim powodem był brak wyraźnych granic między pracą a życiem prywatnym. Gdy coś się dzieje, po prostu trzeba jechać i zrobić materiał – mówi.
Nie narzekał na zarobki – pracował w końcu dla kilku redakcji jednocześnie, ale wiedział, że inaczej byłoby na jednym etacie.
Miał jednak na siebie konkretny pomysł: marketing. I zaczął szukać. Przeglądał oferty. W końcu trafił do branży poligraficznej jako specjalista ds. marketingu. – Od zawsze uwielbiałem marketing, śledziłem różne nowinki, czytałem książki – wspomina.
Nowy pracodawca docenił jego doświadczenie medialne. Po niespełna roku awansował na stanowisko content marketing managera.

Zadawanie pytań kluczem
Jak mówi, kluczowa okazała się umiejętność zadawania pytań. – Poligrafia to dość trudna, specyficzna branża. Wdrożyłem się płynnie, dlatego że współpracowałem z osobami, które miały dużą wiedzę, a ja – jako dziennikarz – wiedziałem, jak zadawać im odpowiednie pytania – opowiada.
Dziennikarze, którzy potrafią zadawać pytania, mają większą łatwość w przekwalifikowaniu się.
Czy nie brakuje mu pracy w mediach? Przemysław Sochaj: – Brakuje mi konferencji naukowych, wydarzeń organizowanych przez muzea i domy kultury, o których jako dziennikarz często wiedziało się wcześniej – albo było się bliżej tych wydarzeń. To była też świetna okazja do samokształcenia z różnych dziedzin. Choć czasem tylko "liznęło się" temat, to coś w głowie zostawało.
Powtarza, że jest zadowolony z porzucenia mediów. Podobnie jak dwóch innych dziennikarzy, których zatrudnił do zespołu.

Mniej etatów, więcej wymagań
Historie Joanny Waryszak i Przemysława Sochaja nie są wyjątkami – wpisują się w szerszy trend, który bardzo wyraźnie opisuje raport "Journalism, Media and Technology Trends and Predictions 2026", przygotowany przez Reuters Institute for the Study of Journalism.
Jego autorzy wskazują, że sztuczna inteligencja coraz skuteczniej przejmuje obowiązki związane z tworzeniem prostych treści – newsów, streszczeń czy monitorowaniem informacji. To dokładnie ten segment pracy, który przez lata był punktem wejścia do zawodu albo codziennością w wielu redakcjach lokalnych.
Efekt? Media są w stanie przygotowywać podobną ilość treści przy mniejszych zespołach dziennikarzy.
Autorzy raportu podkreślają też, że dziennikarstwo nie znika, tylko się zmienia. Dziś ta ewolucja przyspieszyła.

– Najlepiej, gdyby nowo zatrudniony dziennikarz potrafił zrobić wszystko. Nie tylko napisać porządny tekst, ale i stworzyć dobrą grafikę, ciekawe wideo, rolkę do publikacji w social mediach. Dobrze, gdyby potrafił przy tym korzystać z narzędzi analitycznych i graficznych. I oczywiście solidnie promować powstające treści w mediach społecznościowych – słyszę od wydawcy z dużego portalu internetowego.
To zasadnicza zmiana: mniej miejsc pracy, ale większe wymagania wobec tych, którzy zostają w zawodzie. I ciągły stres. Bo spadek ruchu z wyszukiwarek oraz rosnąca rola platform opartych na AI ograniczają przychody wydawców. To z kolei oznacza presję kosztową, a więc redukcję etatów i większą ostrożność w zatrudnianiu.
Dlatego redakcje coraz częściej rezygnują ze stałych umów, współpracują z freelancerami, oferują krótkoterminowe kontrakty. Oznacza to większą niepewność. Niektórzy nie wytrzymują i odchodzą.

Zmiany już się dzieją
Zmiany nie są tylko prognozą. Już teraz przekładają się na konkretne decyzje biznesowe.
W marcu grupa Agora przeprowadziła zwolnienia grupowe. Z firmą pożegnało się 140 pracowników, w tym ponad 50 ze spółki wydającej "Gazetę Wyborczą". Jako powód wskazano: transformację cyfrową i konieczność dostosowania modelu biznesowego.
Również wydawca portali Iberion ograniczył zatrudnienie, m.in. w redakcji Goniec.pl. Dlaczego? Zmiana strategii działania i rozwój sztucznej inteligencji.
Podobne wnioski płyną z analiz rynku pracy. Jak podkreśla Natalia Lisiecka, doradczyni personalna, rynek medialny w ostatnich latach mocno się przedefiniował. Zmieniły się modele biznesowe, zmieniła się dynamika pracy, ale również oczekiwania odbiorców.
W praktyce oznacza to, że wiele osób z dużym doświadczeniem zaczyna się zastanawiać, gdzie te kompetencje mogą być dziś realnie wykorzystane.

Ekspertka podkreśla, że to dobry moment na zmianę, pod warunkiem, że zacznie się ją od właściwego punktu wyjścia.
Największy błąd, który widzę, to rozpoczynanie od przeglądania ofert pracy i dopasowywania się na siłę do tego, co oferuje rynek. Dużo skuteczniejsze podejście zaczyna się od nazwania tego, co tak naprawdę robiło się przez lata. Nie chodzi tu o stanowiska czy nazwy redakcji, tylko o konkret: jakie problemy rozwiązywaliśmy, jakie procesy prowadziliśmy, jakie efekty dawała nasza praca. Kiedy rozłożymy to na czynniki pierwsze, bardzo szybko okazuje się, że dziennikarze mają zestaw kompetencji, który w biznesie jest nie tylko potrzebny, ale często bardzo trudny do zbudowania od zera.
Kto otwiera się na dziennikarzy?
Co dla dziennikarzy po mediach? Najczęstszym kierunkiem zmian jest szeroko rozumiany content marketing i copywriting. Firmy potrzebują dziś ogromnej ilości treści, ale liczy się nie tylko skala, lecz przede wszystkim jakość, wiarygodność i umiejętność budowania przekazu, który nie sprzedaje wprost, ale skutecznie prowadzi do decyzji. To obszar, w którym doświadczenie dziennikarskie sprawdza się szczególnie dobrze.
Drugą naturalną ścieżką jest PR i komunikacja, gdzie dużą przewagą okazuje się znajomość mediów i rozumienie mechanizmów obiegu informacji.

Trzeci kierunek – mniej oczywisty – to obszary związane z produktami cyfrowymi, takie jak UX writing czy szeroko rozumiany content produktowy. Istotną rolę odgrywają także social media i strategie treści, w których liczą się: tempo działania, wyczucie odbiorcy oraz umiejętność opowiadania angażujących historii.
– Jeżeli ktoś chce zrobić zmianę relatywnie szybko, bez długiego okresu przygotowań, to najłatwiej wejść w obszary contentowe albo social media. Tu próg wejścia jest niższy, łatwiej zbudować portfolio na bazie dotychczasowych materiałów i szybciej złapać pierwsze doświadczenia komercyjne. W przypadku PR czy UX writingu często potrzebne jest już lepsze zrozumienie kontekstu biznesowego albo narzędziowego, więc ten proces może być trochę dłuższy – podpowiada Lisiecka.
Według przywoływanego przez nią raportu LinkedIn z 2025 roku aż 68 proc. firm szuka specjalistów od contentu z doświadczeniem w weryfikacji faktów, co jest bezpośrednio związane z warsztatem dziennikarskim.

Wielu pracowników mediów posiada umiejętność pracy z algorytmami i planowania dystrybucji treści.
Justyna Chmielewska, dyrektor ds. rekrutacji stałej Hays Poland: – Mają przy tym wypracowaną otwartość na testowanie nowych rozwiązań i weryfikację obranej strategii. Często nie obawiają się zmieniać wcześniejszych zamysłów i ustaleń. Cechuje ich również wnikliwość i ciekawość, które niejednokrotnie są określane mianem kompetencji przyszłości. Razem z umiejętnością pracy pod presją czasu, stanowi to solidny fundament zawodowy.
Justyna Chmielewska dodaje, że osoby bardziej rozpoznawalne, z silną marką osobistą, rozwijają karierę w roli trenerów komunikacji, wystąpień publicznych czy wizerunku. Z kolei dziennikarze z zaawansowanymi kompetencjami w zakresie researchu i tworzenia analiz coraz częściej odnajdują się w rolach analitycznych i konsultingowych.

– Przejścia są realne i nie wymagają zaczynania od zera. To jeden z największych mitów, który bardzo blokuje. Dziennikarze nie zaczynają od początku, zmieniają kontekst, w którym wykorzystują to, co już mają – dodaje.













