W listopadzie Grupa PTWP przejęła większościowy pakiet akcji Gremi Media, niedługo później walne zgromadzenie wszystko "przyklepało" i transakcja stała się faktem.
A skoro przy faktach jesteśmy, to na początek parę liczb. Według danych Polskich Badań Czytelnictwa z czwartego kwartału 2025 roku sprzedaż "Rzeczpospolitej" spadła o 10,8 proc. do 22 143 egz. rok do roku. Stronę internetową "Rzeczpospolitej" zarówno w marcu jak i w kwietniu odwiedziło około 4,5 mln użytkowników.
Dla porównania Grupa PTWP regularnie kręci się wokół 10 mln realnych użytkowników i jest jednym z ciekawszych przykładów digitalowej transformacji, choć ten digital jest tam w dużej mierze środkiem do robienia biznesu na eventach, z których słynie. Podobnie jak "Rzeczpospolita", jako jedna z najmocniejszych polskich prasowych marek medialnych, słynie z dziennikarstwa najwyższej próby.

W całej transakcji na poziomie meta jest sporo punktów stycznych, ale w szczegółach to wciąż dwa światy, które od niedawna wspólnie tworzą medialną patchworkową rodzinę. A jak to w patchworkach bywa, wszystko musi się dotrzeć. Czasami nie bez iskier.
Zmiany personalne w "Rzeczpospolitej"
Za kilka miesięcy do Gremi Media dołączy Paweł Kapusta, były redaktor naczelny Wirtualnej Polski. Będzie odpowiadał za całość funkcjonowania redakcji oraz dalszy rozwój tytułów, ze wzmocnieniem serwisów internetowych na czele. Kapusta ma położyć nacisk na kontakt z czytelnikami.
Dotąd stanowisko dyrektora wydawniczego piastował Marek Kutarba i wyglądało ono zgoła inaczej. Było bardziej operacyjno-biznesowe, a mniej redakcyjne. Teraz ma się to zmienić. Jak udało się ustalić Wirtualnemedia.pl, Kutarbie została zaproponowana nowa rola w wydawnictwie. Sam zainteresowany nie chciał komentować tej zmiany. Pytam o to więc Grupę PTWP.

Zdecydowaliśmy o zmianie roli i zakresu obowiązków Marka Kutarby, który zajmować się teraz będzie przede wszystkim rozwojem i koordynacją kluczowych projektów specjalnych.
Marek Kutarba wciąż pisze w "Rzeczpospolitej" teksty o tematyce wojskowej, które ukazują się regularnie.
Przyjście Kapusty do Gremi oraz zmiana charakteru funkcji dyrektora wydawniczego to istotna transformacja, wskazująca na nowy kierunek. Paweł Kapusta będzie pełnił tożsamą rolę ze stanowiskiem, które w Grupie PTWP piastuje Paulina Gumowska, dyrektor wydawnicza, spinająca wszystkie działania redakcyjne wydawnictwa.
W całej układance Gumowska jest istotną postacią. Jako zaufana ręka Wojciecha Kuśpika jest swojego rodzaju namiestniczką właściciela ze Śląska w przejętej, warszawskiej "Rzeczpospolitej". Oficjalnie jest tylko doradczynią zarządu ds. redakcji, ale w praktyce to ona ma duży wpływ na kształt nowej "gremiowej" układanki. Jej rola ma się zmniejszyć dopiero, gdy Paweł Kapusta jesienią zacznie pracę w Gremi Media.

I choć Kapusta będzie dyrektorem wydawniczym, to nadanie temu stanowisku kompetencji redakcyjnych w porównaniu do tego, jak działało to do tej pory, można czytać jako część szerszych zmian.
Redaktorem naczelnym pozostanie Michał Szułdrzyński. Objął to stanowisko pod koniec 2024 roku, zastępując Bogusława Chrabotę. – Będzie raportował do Pawła Kapusty, tak jak Marcin Ręczmin, odpowiedzialny za rozwój internetowego newsroomu – informuje Wirtualnemedia.pl biuro prasowe Grupy PTWP.
Chrabota początkowo został redaktorem naczelnym całej Gremi Media, ale w marcu 2026 roku to stanowisko zlikwidowano. Teraz jest tylko redaktorem naczelnym "Historia Uważam Rze" i "Rzeczpospolita Nauka".
Kapusta będzie de facto redaktorem nadnaczelnym, ale z dużo większym sprawstwem niż miał je wcześniej Chrabota w roli naczelnego całej Grupy.

Rozwojem online tytułu dotąd zajmowała się jako wicenaczelna Marzena Tabor-Olszewska. Jednak jej rola zmieniła się wraz z końcem marca. Pełni od kwietnia funkcję redaktor prowadzącej "Rzeczpospolitej".
Skąd zmiana roli Marzeny Tabor-Olszewskiej? O tym informuje Wirtualnemedia.pl wydawca.
Zmiana struktury wiąże się ze zmianą ról i zadań wewnątrz redakcji, stąd zmiana stanowiska i roli Marzeny Tabor-Olszewskiej, która jako redaktorka prowadząca będzie odpowiedzialna za rozwój podcastów.
A co o tym myślą dziennikarze "Rzeczpospolitej"? Rozmawiają chętnie, ale proszą o anonimowość.

Nastroje w redakcji
– Marzena została ściągnięta do "Rzeczpospolitej", by internet kwitł i wszystkim żyło się dobrze. Przychodziła z aurą dużego doświadczenia w zakresie rozbudowy online'u. Została wicenaczelną, gdy Bogusław Chrabota został naczelnym wydawnictwa. Nowy naczelny Michał Szułdrzyński wybrał wówczas wicenaczelnych – mówi nasz pierwszy rozmówca.
– Osobiście bardzo ją lubię, bo super się z nią pracuje – dodaje anonimowo dziennikarka "Rzeczpospolitej", która ze zmianą właścicielską wiąże nadzieje na deklarowany przez kierownictwo rozwój finansowy spółki, w tym inwestycje w redakcję.
Poprzedni właściciel brał dywidendę. Nowy zapowiada rozwój spółki, co zostało dobrze przyjęte przez zespół. Oczywiście, jest niepewność, ale jednocześnie poczucie, że Grupa PTWP ma duże doświadczenie w prowadzeniu redakcji internetowych.
Dodaje, że dla zespołu istotna była deklaracja nowego właściciela o braku planów cięć.

– Dział ekonomiczny ma się rozwijać, właściciel zapowiedział wręcz, że będzie szukał dziennikarzy z dużym dorobkiem. Nie widzę sygnałów do kolejnych odejść. Wiem jedno: "Rzepa" musi zarabiać, żeby starczyło na podwyżki – dodaje nasze źródło.
Trzeci rozmówca, dziennikarz "Rzeczpospolitej", podkreśla, że na temat zmian rozmawiał z wieloma osobami. I żadna z nich nie wypowiadała się negatywnie o nowym właścicielu firmy.
– Dopóki nie ma sygnału, że zmieniamy formułę i zwalniamy ileś osób, to jest okej. A może nawet jest nadzieja, że ta praca będzie lepsza? – zastanawia się dziennikarz z kilkudziesięcioletnim stażem w "Rzeczpospolitej".
Jednocześnie nie ma złudzeń, w którą stronę zmierzają współczesne media. – Zdaję sobie z tego sprawę, że każdy medialny przedsiębiorca robi wszystko, by utrzymać się na powierzchni. Gdybym miał o 20 lat mniej, szukałbym pracy w innym zawodzie – zaznacza.

W części tzw. "starej gwardii" pokutuje przekonanie o dziennikarskiej wyższości "Rzeczpospolitej" nad katowickim PTWP.
Na wierszówce kiedyś było lepiej
Problemem dla wielu dziennikarzy "Rzeczpospolitej" i "Parkietu" od lat jest podejście wydawnictwa do wierszówek.
– To nie tylko kwestia tego, że są coraz niższe, bo wydawnictwo na nich oszczędza. Sam system wierszówek to sposób na ograniczanie kosztów. Stawki były obniżane albo od dawna nie rosły, mimo rosnących kosztów życia. Co więcej, to część wynagrodzenia, której się nie negocjuje – w przeciwieństwie do pensji zasadniczej, która często i tak była niska – mówi nam dziennikarka "Rzeczpospolitej".
Nasz kolejny rozmówca, związany z "Rz" od lat, uważa, iż wokół wierszówek w ostatnich latach dochodziło do różnych manipulacji.
– Gdy dziennikarz publikował ten sam tekst w "Rzeczpospolitej" i "Parkiecie", mógł podwoić wynagrodzenie. Zasada ta została jednak zniesiona. Niektórzy nagle zauważyli, że dostają z wierszówek nawet o tysiąc złotych mniej niż miesiąc wcześniej – dodaje.

Wielu dziennikarzy "Rzeczpospolitej" ma imponujące doświadczenie – 20-30 lat i dłużej. Znają się na polityce, ekonomii, sprawach światowych czy prawie.
Co nie znaczy, że piszą superteksty. Jeśli jesteś wynagradzany wierszówką, idziesz w ilość. Niektórzy jeszcze całkiem niedawno mieli nie za dużą podstawę, bo jakieś 3 tysiące złotych, resztę musieli wystukać na wierszówkach.
Tymczasem o to było coraz trudniej. – Wpuszczano więcej światła na kolumny. Były to dyskretne zabiegi, ale dziennikarze reagowali mailami z pytaniami: dlaczego dostałem mniej? Jeśli z wiekiem patrzysz, że nie dostajesz więcej, tylko mniej, to nie buduje to pozytywnej atmosfery w pracy – tłumaczy nasze źródło.
Dziennikarka "Rzeczpospolitej" dodaje, że część zespołu była niezadowolona, czego akurat ona nie rozumie. – Niektórzy redakcyjni koledzy cały czas szukają dziury w całym. Na spotkaniu z nowym prezesem pytali o zatrudnienie w redakcji i kiedy zaczną rosnąć pensje. "Rzepa" nie płaci najmniej, ale nie płaci też tak dobrze, jak 20 lat temu. Spadająca siła nabywcza też ma znaczenie – dodaje.

Dużo odejść, AI zamiast działu korekty
W ostatnich latach redakcję opuściło wielu dziennikarzy. Jak słyszymy od naszych rozmówców – często z powodów finansowych.
– Poprzedni właściciele niekoniecznie chcieli inwestować. W zespole pojawiła się frustracja, część osób odeszła do PR. Czuły zastój finansowy, a chciały lepiej zarabiać. Dział korekty, w którym były trzy panie, został zastąpiony przez korektę AI – tłumaczy nasza rozmówczyni.
Barbara Oksińska, nagradzana dziennikarka zajmująca się energetyką, górnictwem i przemysłem, przeszła w 2021 roku do Business Insider Polska.
W 2023 roku "Rzeczpospolitą" opuścił Wojciech Tumidalski, zastępca szefa działu prawnego dziennika. Został redaktorem naczelnym Polskiej Agencji Prasowej. Do PAP odeszło też kilku innych dziennikarzy.
Grzegorz Siemionczyk rozstał się z redakcją w 2024 roku. Obecnie pracuje w Money.pl jako dziennikarz ekonomiczny i główny analityk. – Były długie targi, by go zatrzymać – mówi nasze źródło w Gremi Media.

W 2025 roku tytuł opuścił też Tomasz Pietryga, który miał w "Rzeczpospolitej" 19-letni staż. Został redaktorem naczelnym "Dziennika Gazety Prawnej". Rok temu "Rz" straciła ostatnią korespondentkę, Annę Słojewską. Pisała artykuły z Brukseli. Została zwolniona po 30 latach pracy w redakcji.
W marcu bieżącego roku do "Dziennika Gazety Prawnej" odeszli z "Rzeczpospolitej" dziennikarka prawna Nadia Senkowska i zajmujący się ekonomią Tomasz Adamczyk.
Niedawno pracę w "Rzeczpospolitej" (Gremi Media) zakończyła Anita Leowska-Skiba, wydawczyni serwisu PRO.rp.pl. Według informacji Wirtualnemedia.pl nowy właściciel zapowiada w rozmowach z zespołem, że kolejnych odejść nie będzie. Planuje wzmocnienie redakcji.
Co dalej z "Rzeczpospolitą"?
Grupa PTWP uchodzi za wydawcę, który dobrze radzi sobie w internecie. W marcu bieżącego roku jej serwisy łącznie miały 10 mln realnych użytkowników. W kwietniu ten wynik ma szansę być nawet wyższy.
Na ile tak tradycyjny tytuł jak "Rzeczpospolita" może podlegać cyfrowej rewolucji? Czy musi dostosowywać się do zmieniających się trendów i trudnych czasów dla mediów?
Zawsze miał swojego czytelnika, także starszej daty, który lubił czytać specjalistyczne teksty. Byli to często decydenci, z podobną wiedzą. Nigdy nie było presji, że treści muszą wychodzić do ludzi, którzy nie znają problematyki poruszanej w artykułach. Jeśli masz swojego czytelnika przez wiele lat i jest on kompetentny, a dziennikarze są nagradzani i doceniani w środowiskach branżowych, to nie ma potrzeby presji, która wiąże się z młócką online'ową. "Rzepa" nie potrzebuje robić rolek, bo nie tego oczekują jej czytelnicy.
Nasza druga rozmówczyni uważa, że nowy właściciel kupił "Rzepę" ze względu na markę, a na nią pracują dziennikarze.
– Prezes Kuśpik mówił nam, że siłą dziennika są pogłębione, rzetelne materiały i analizy, a nie newsowość. Czytelnik znajduje tu informacje, których szuka biznes – słyszę.
Obecnie, jak to bywa w innych redakcjach, w "Rzepie" dziennikarze pracują hybrydowo.
– Niewielu autorów bywa regularnie w redakcji. Dział polityczny częściej niż świat. Siedmioosobowy dział prawny jest ze sobą zaprzyjaźniony i często pracuje z redakcji – słyszę.
Jak dziennikarze patrzą na przyszłość w kontekście zmiany właściciela i przyjścia Pawła Kapusty? – Obie strony się obwąchują, my patrzymy, co robi prezes, a on obserwuje nas. Zmieniający się krajobraz mediów sprawia, że trzeba wymyślić na nowo model biznesowy, umieć lepiej handlować pogłębionymi czy jakościowymi treściami, rozwijać online, a przy tym nie zmarnować specjalistycznego potencjału – tłumaczy nasza rozmówczyni.
– Dziś nie wystarczy napisać dobrego tekstu, trzeba go umieć sprzedać Google, w tym Discoverowi – podsumowuje nasz drugi rozmówca.












