WirtualneMedia.pl

Portal o mediach, reklamie, internecie, PR
Nr 1 w Polsce

Przeczytaj też

Dariusz Zieliński: z Ringier Axel Springer Polska do indaHash

Gorący temat

Magdalena Rigamonti z Nagrodą im. Dariusza Fikusa za wywiady w „Dzienniku Gazecie Prawnej”

0

Burza w social media po tekście krytykującym indaHash. Firma zarzuca mu nierzetelność, autorzy: mamy pełny katalog dowodów

2017-09-11 A A A KOMENTARZE: 20 FORUM DRUKUJ POLEĆ

Na łamach serwisu Spider’s Web ukazał się artykuł krytykujący działalność indaHash, firmy założonej i kierowanej przez Barbarę Sołtysińską. Materiał sugeruje, że kierownictwo zbyt ostro traktuje pracowników i przede wszystkim współpracuje ze stażystami. Sołtysińska odpiera zarzuty i kontruje przedstawione w nim informacje, a część internetu zarzuca autorowi artykułu brak konkretów i powoływanie się jedynie na anonimowe źródła. Szef Spider’s Web zapewnia nas, że redakcja ma na wszystko dowody. - Artykuł budzi niedosyt, autor chcąc napisać reportaż śledczy mógł się zatrudnić jako stażysta - oceniają dla Wirtualnemedia.pl Paweł Lipiec, Kamil Sokołowski i Jacek Mossakowski.

Barbara Sołtysińska Barbara Sołtysińska

Artykuł dotyczący działalności indaHash pojawił się na łamach Spider’s Web w ubiegłym tygodniu. Autor tekstu na początku przypomina historię powstania zajmującej się influencer marketingiem firmy indaHash zaznaczając przy tym, Barbara Sołtysińska, twórczyni i prezes indaHash została za jej prowadzenie z sukcesem kilkakrotnie nagrodzona przez branżę biznesową.

IndaHash w ogniu krytyki
W dalszej części materiału podano, że do redakcji Spiders Web zgłosili się byli pracownicy firmy, by opowiedzieć o nieprawidłowościach w jej działaniu i traktowaniu załogi przez kierownictwo indaHash.

Z szeregu anonimowych wypowiedzi wynika, że Sołtysińska oraz Włas Chorowiec, którzy wspólnie kierują indaHash wysługują się stażystami zwalniając ich po krótkim okresie pracy i płacąc im minimalne pensje, mają też instrumentalnie traktować stałych pracowników. Według przytoczonych przez autora cytatów firma unika też oznaczania materiałów sponsorowanych i reklam we wpisach influencerów, a samych partnerów publikujących na swoich kontach te treści rozlicza według zbyt niskich stawek.

Autor tekstu wyjaśnia, że nie bez przyczyny cytowani w nich rozmówcy pozostają anonimowi. Ma to wynikać z faktu, że w trakcie zbierania materiałów do artykułu byli oni naciskani i nakłaniani do wycofania swoich wypowiedzi stawiających indaHash w niekorzystnym świetle.

Tendencyjny materiał, wypowiedzi pod tezę
Sołtysińska wiedząc o tym, że gromadzone są materiały i przygotowywana publikacja na temat jej firmy jeszcze przed ukazaniem się artykułu postanowiła zareagować i przestawiła swój obraz sytuacji w obszernym wpisie na Facebooku.

- Pierwszym zaskoczeniem były telefony od byłych współpracowników indaHash, którzy z zaniepokojeniem informowali mnie, że kontaktował się z nimi dziennikarz z jednego z serwisów (który - skądinąd - bardzo szanowałam), zadając pytania dotyczące naszej firmy, powołując się na informacje, które były nieprawdziwe – napisała szefowa indaHash. - Czerwona lampka zapaliła mi się jednoznacznie, gdy ci współpracownicy (niezależnie od siebie) zaczęli wskazywać na tendencyjny charakter tekstu przekazanego do ich autoryzacji i poinformowali mnie o tym, że odmówili wręcz prawa do wykorzystania ich wypowiedzi. Według nich, indaHash został przedstawiony w ich wypowiedziach wyłącznie w negatywnym świetle z całkowitym (!) pominięciem wszystkich pozytywnych, a nawet neutralnych informacji.

Sołtysińska przyznała, że jeszcze przed publikacją tekstu interweniowała w jego sprawie u Przemka Pająka, szefa Spider’s Web, a wszystkich obecnych i byłych pracowników przestrzegła przed ujawnianiem informacji stanowiących chronioną prawnie tajemnicę firmy.

W dniu ukazania się kontrowersyjnego materiału Przemek Pająk opublikował artykuł swojego autorstwa, w którym opisuje próby nacisku na redakcję i jej informatorów mające zablokować publikację.

Z kolei po opublikowaniu tekstu Sołtysińska w kolejnym wpisie na Facebooku po kolei wymieniła postawione w nim zarzuty i na każdy z nich odpowiedziała podając własną interpretację faktów.

- Podsumowując, podkreślę raz jeszcze, że wielokrotnie podejmowaliśmy próby wyjaśniania poszczególnych wątków, jednak autor tekstu zdecydował się te starania konsekwentnie ignorować. Choć trudno mi komentować wypowiedzi „anonimowych informatorów”, na podstawie których został zbudowany cały artykuł, jestem przekonana, że każdy sam wyciągnie wnioski w kwestii rzetelności tego typu „dziennikarstwa” - oceniła Sołtysińska.

Szefowa indaHash do momentu opublikowania tego tekstu nie odpowiedziała na dodatkowe pytania ze strony serwisu Wirtualnemedia.pl.

Z kolei Pająk w rozmowie z nami ocenił zarzuty Sołtysińskiej pod adresem redakcji i materiału za bezzasadne, odniósł się też do części komentarzy w internecie związanych z artykułem.

- W niektórych komentarzach „ekspertów” padają zarzuty, że nie mamy dowodów. Tekst, który opublikowaliśmy ma charakter reportażu. Nie ma w nim miejsca na publikację maili, screenów, nagrań. Mamy jednak wszystko zarchiwizowane - każdą jedną informację podaną w tekście, wypowiedzi, rozmowy, na które się powołujemy. Mamy pełny katalog dowodów - zapewnia Pająk.

Artykuł ma braki, ale na media nie można się obrażać
Wspominając w rozmowie z Wirtualnemedia.pl o niektórych komentarzach „ekspertów” Pająk odniósł się do burzliwej dyskusji w internecie którą wywołała publikacja na temat indaHash.

Na Facebooku szybko wyłoniły się dwie frakcje komentatorów. Pierwsza z nich zarzucała autorowi artykułu oraz redakcji Spider’s Web brak dziennikarskiej rzetelności, publikację pozbawioną faktów i opartą jedynie na wypowiedziach anonimowych informatorów, co w naturalny sposób podważa ich wiarygodność. Ta grupa stawała też w obronie indaHash podkreślając biznesowe talenty Sołtysińskiej i tłumacząc jej decyzje wewnątrz firmy, nawet jeśli niektóre z nich są trudne i kontrowersyjne.

Po przeciwnej stronie pojawiły się komentarze potwierdzające informacje podane w artykule, część internautów podkreślała jako szczególnie bulwersujący wątek prób nacisku na informatorów i redakcję ze strony indaHash mających nie dopuścić do powstania materiału.

Eksperci komunikacji, social media i influencer marketingu z którymi rozmawiały Wirtualnemedia.pl są dalecy od skrajnych opinii wyrażanych w wielu komentarzach w mediach społecznościowych. Przyznają jednak, że artykuł o indaHash nie jest doskonały i dlatego może budzić wątpliwości. Taką właśnie opinię prezentuje Paweł Lipiec, specjalista komunikacji online.

- W całej sytuacji SW vs. IDH niepokój budzi wiele wątków – przyznaje Paweł Lipiec. - W tym kilka takich, które zapewne nie pojawiłyby się w publikacji, bo mogłyby być zweryfikowane przez autora, gdyby posiadł wiedzę od kogoś kto pracował z indaHash od strony klienta lub agencji (m.in. dotyczącą sposobu prowadzenia kampanii).

Nasz rozmówca przyznaje że nie wie jak wygląda polityka zatrudniania w indaHash, bowiem każda firma ma swoje metody.

- Jedni jadą na stażystach, inni wycinają w ramach oszczędności średni szczebel - wyjaśnia Lipiec. - Nie wnikam w to bo trudno oceniać coś o czym nie mamy żadnej wiedzy. Wiem natomiast, że ilość tez w publikacji Spider's Web, które dają się łatwo podważyć jest zbyt duża. Albo trzeba było jeszcze poszukać, albo z niektórych tez zrezygnować w imię jakości i wiarygodności całego tekstu.

Zdaniem Lipca nawet jeśli sytuacje opisywane na łamach SW miały miejsce, to po lekturze ma on co najmniej zasadne wątpliwości czy powinien wierzyć w to co zostało opisane.

- W efekcie autor sam odebrał wiarygodność swoim słowom - podkreśla Lipiec. - Natomiast zupełnie realny niestety wydaje mi się scenariusz z naciągnięciem niektórych tez, lub brakiem wieloźródłowej weryfikacji. I tak na koniec - ponieważ finalnie brakło jednak informatorów - zostajemy z czymś co jest niestety głównie dumaniem autora, domysłami i zbiorem niepopartych tez. Trudno ocenić kto ma rację i to nie dlatego, że i Basię i Przemka lubię, a dlatego, że zwyczajnie zabrakło wiedzy o opisywanych sytuacjach. A można było to łatwo zweryfikować, skoro w redakcji pojawiły się ambicje „śledcze", zatrudniając się (choćby na taki staż) w indaHash - zauważa Lipiec.

Kamil Sokołowski, współzałożyciel i CEO BrandBuddies, firmy oferującej narzędzie do influencer marketingu podobnie jak Lipiec nie kryje pewnych wątpliwości dotyczących publikacji na temat indaHash, jednocześnie stara się wyjaśnić reakcję Sołtysińskiej oraz niektóre aspekty funkcjonowania branży w której działa zarówno jego, jak i opisywana w artykule Spider’s Web firma.

- Niezłe wyniki biznesowe indaHash, w moim odczuciu, opierają się między innymi na twardym modelu zarządzania oraz dużej presji na zysk - wyjaśnia Kamil Sokołowski. - Naturalnie nie jest to zarzut, bo celem każdego przedsiębiorstwa jest zarabianie. Pytanie na ile owe presja przekłada się jednak na jakość produktu oraz warunki, które firma oferuje influencerom oraz współpracownikom. 8 złotych za post to stawka znacznie poniżej wartości, nawet w przypadku mniejszych twórców.

Zdaniem szefa BrandBuddies tekst Spider's Web ma nieco sensacyjny charakter, czytelnik po jego lekturze może mieć przeświadczenie, że dziennikarze wpadli na trop największego przekrętu w świecie startupów.

- Gdyby odrzeć go jednak z emocji i formy to samych faktów (nie domysłów) pozostaje w nim  niewiele. Być może jednak redakcja jest w posiadaniu dodatkowych materiałów - przypuszcza Sokołowski. - Nie dziwi mnie reakcja indaHash bo kolejnym czynnikiem warunkującym wyniki firmy jest bardzo dobry PR. Spółce udaje się kreować na lidera innowacyjności posiadając dość powszechny globalnie produkt. Dlatego wszelkie uderzenia w wizerunek, budowany dotąd na „historii sukcesu" są kłopotliwe.  Rzeczywistość nigdy nie jest wyłącznie różowa. Każda firma powinna być gotowa na to, że pojawią się także niewygodne pytania.

Nasz rozmówca podkreśla, że sprawy personalne i kadrowe to indywidualna decyzji każdej spółki. - I nic mi do ich oceny, zwłaszcza że wysoko oceniam kompetencje biznesowe Basi – zaznacza Sokołowski. - Chciałbym jednak zwrócić uwagę na inny, nieco drugoplanowy aspekt całej sprawy. Rynek cały czas się kształtuje. Naszym obowiązkiem jako jego uczestników jest dbać o budowanie zaufania. Influencer marketing może naprawdę pomóc wielu markom, ale naturalnie ma też ciemne strony. Być może potrzebna jest dyskusja jak go usprawnić. Taką szczerą rozmowę jako BrandBuddies prowadzimy już z częścią klientów.  Pomóc w niej oraz edukacji mogą też media, więc nie ma sensu się na nie obrażać – ocenia Sokołowski.

Zdecydowany krytyczny głos w sprawie kontrowersyjnego artykułu i jego niedomagań płynie z ust Jacka Mossakowskiego, client partnera w ROI Hunter. Choć przyznaje on, że także indaHash nie ustrzegła się błędów w konfrontacji ze Spider's Web.

- Z ciekawością czekałem na artykuł na temat indaHash, od kiedy szefowa serwisu we wpisie na Facebooku napisała, że ktoś przygotowuje materiał mający zdyskredytować jej firmę - nie ukrywa Jacek Mossakowski.- Potem był alarmujący lead, wstępniak Przemka Pająka opisujący bulwersujące naciski, by artykuł się nie ukazał i... wielki zawód. Bo przepytania kilku czy nawet kilkunastu byłych pracowników nie można nazwać "dziennikarstwem śledczym". Bo opisano mechanizmy, o których etyczność można się spierać, ale są one smutnym standardem w branży około PR-owej i social mediowej - jak opieranie się w działalności operacyjnej na stażystach czy ogromne skoncentrowanie się na osiągnięciu celu za wszelką cenę. Bo wskazano na powiązania, z których za bardzo nic nie wynika, ale mają one rzucić złe światło na firmę. Bo wielki, demaskatorski artykuł mówi w gruncie rzeczy o tym, że w gorącym polskim startupie dla niektórych atmosfera jest kiepska, a z samych usług nie wszyscy są zadowoleni. Być może - o zgrozo - serwis stosuje zasadę "fake it till you make it", do której na każdej konferencji startupowej nakłaniają wyjadacze biznesu.

Mossakowski przyznaje, że w całej sprawie związanej z kontrowersyjnym artykułem rzuciło mu się w oczy kilka szczegółów.

- Gdyby nie pewnego rodzaju histeryczność w działaniu szefostwa indaHash jeszcze przed ukazaniem się artykułu, to być może nikt by go nie zauważył - ja na pewno nie - podkreśla nasz rozmówca. - Rozsyłanie pism przypominających o konieczności zachowania poufności nigdy nie będzie przez byłych, negatywnie do nas nastawionych pracowników przyjęte pozytywnie, a może być wręcz odebrane jako próba zastraszenia. Drugi detal - artykuł wydaje się wybrakowany. Atmosfera sensacji jest, ale zabrakło pointy. Czemu? Trzecia sprawa - brakuje chyba jednak optyki drugiej strony - Barbara Sołtysińska ładnie wypunktowała pewne detale w swojej odpowiedzi na Facebooku, ponoć autor artykułu o części z tych tematów wiedział. Dobrze by było o nich wspomnieć.

Zdaniem Mossakowskiego zbierając w całość wszystkie wymienione wcześniej elementy pozostaje jeden wniosek - miała być bomba, wyszedł kapiszon.

- Na koniec pozostaje mi życzyć trochę dystansu zarówno twórcom indaHash - jeśli rzeczywiście jest u Was ok, to przecież paszkwil by Wam nie zagroził - jak i autorowi artykułu i redakcji Spider's Web - niewspółmiernie ostra reakcja na krytykę to chyba najczęstsza przewina przedsiębiorców, którzy budowali swój biznes od zera. Zawsze warto wziąć na to poprawkę - podsumowuje Mossakowski.

Autor: ps

Wiecej informacji: indaHash, Barbara Soltysińska, Spider's Web

Komentarze (20) Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl

  reklama

POPULARNE

Zobacz więcej

Newsletter

Praca - WirtualneMedia