WirtualneMedia.pl

Portal o mediach, reklamie, internecie, PR
Nr 1 w Polsce

Przeczytaj też

Rusza kampania „Fruit juice matters” promująca właściwości 100-proc. soków owocowych

Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnął spór o linki do zdjęć z „Playboya”: publikacja takich odnośników może być nielegalne

2016-09-12 A A A KOMENTARZE: 5 FORUM DRUKUJ POLEĆ

W jednym z wyroków w sprawie o naruszenie praw autorskich Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że zamieszczanie w internecie linków do treści objętych prawami autorskimi może być nielegalne, a wydawcy powinni przed zamieszczeniem odnośnika sprawdzić, czy zostały pod nim umieszczone materiały zgodne z przepisami. Wyrok może oznaczać kłopoty i wydatki zarówno dla wydawców, jak i właścicieli wyszukiwarek internetowych.

Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnął spór o linki do zdjęć z „Playboya”: publikacja takich odnośników może być nielegalne

Swoje stanowisko w sprawie odsyłania internautów do treści łamiących przepisy o prawach autorskich Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawarł w wyroku kończącym spór sądowy pomiędzy Sanomą a GS Media.

Sprawa sięga roku 2011, gdy holenderski wydawca GS Media zamieścił na swojej stronie GeenStijl odwiedzanej codziennie przez ponad 230 tys. internautów artykuł na temat holenderskiej celebrytki Britt Dekker i jej nagich zdjęć wykonanych dla „Playboya”.

W materiale znalazł się link odsyłający internautów do strony Filefactory, z której można było ściągnąć fotografie zamieszczone w magazynie. Jednak prawa autorskie do zdjęć posiadała Sanoma, wydawca „Playboya”, która zwróciła się do GS Media z żądaniem usunięcia kontrowersyjnego hiperłącza.

Holenderski wydawca nie zareagował, w dodatku po usunięciu spornych zdjęć ze strony Filefactory opublikował kolejne 2 teksty zawierające linki do innych stron z fotografiami Britt Dekker.

Sanoma wystąpiła z powództwem przeciwko GS Media, a kolejne instancje holenderskiego sądownictwa wydawały sprzeczne wyroki. Ostatecznie więc spór zakończył się przed obliczem Trybunału Sprawiedliwości UE.

W wydanym orzeczeniu stwierdzono, że w tym konkretnym przypadku firma GS Media naruszyła prawa autorskie należące do Sanomy, bowiem wydawca posiadał wiedzę o tym, że zamieszczony przez niego link prowadzi do materiałów publikowanych w sposób nielegalny.

Przy okazji trybunał w swojej ogólnej konkluzji podkreślił, że w indywidualnych przypadkach kluczowe znaczenie ma fakt, czy hiperłącze jest publikowane w celach zarobkowych, czy też nie.

- Gdy umieszczenie hiperłącza zostaje dokonane w celu zarobkowym, można oczekiwać od podmiotu dokonującego takiego umieszczenia, że przeprowadzi on niezbędne weryfikacje, aby upewnić się, że dany utwór nie został bezprawnie opublikowany w witrynie, do której odsyłają wspomniane hiperłącza, w związku z czym można domniemywać, że to umieszczenie zostało dokonane z pełną świadomością tego, iż wspomniany utwór jest chroniony i ze świadomością ewentualnego braku zezwolenia podmiotu praw autorskich na publikację w internecie - stwierdza uzasadnienie Trybunału.

Jednocześnie trybunał podkreśla, że w wypadku stron internetowych nie zamieszczających materiałów i zawartych w nich linków w celach zarobkowych może się okazać, że nie naruszyły ona prawa odsyłając do treści chronionych prawem autorskim. W tym wypadku bowiem wydawca musiałby niejednokrotnie ponieść wysokie koszty ustalenia do kogo należą prawa autorskie, których nie zrekompensuje finansowo publikacja konkretnego materiału i hiperłącza.

W tym wypadku właściciel praw autorskich do treści zamieszczonych pod hiperłączem, który nie wydał zgody na ich publikację może zwrócić się do wydawcy o usunięcie linka. Wydawca zaś, który został tą drogą powiadomiony o nielegalności materiałów ukrytych pod linkiem powinien niezwłocznie usunąć takie hiperłącze.

Stanowisko trybunału może w praktyce oznaczać kłopoty dla komercyjnych wydawców oraz internetowych wyszukiwarek. W myśl orzeczenia powinni oni bowiem za każdym razem, gdy publikują łącze internetowe do konkretnych zewnętrznych treści sprawdzić czy nie są one chronione prawami autorskimi i czy właściciel tych praw udzielił zgody na udostępnianie tych materiałów w sieci.

Autor: ps

Wiecej informacji: linki, linkowanie, Playboy, Trybunał Sprawiedliwości, Unia Europejska

Komentarze (5) Dodaj komentarz

  1. W starożytnym Rzymie często uchwalano prawa niewykonalne. I tak na przykład w czasie wojen punickich uchwalono prawo zakazujące kobietom "strojenia się". Zamysł był, zdawało się słuszny: Zbędnie wydatkowane złoto przeznaczane na biżuterię i zakup importowanych tkanin miało wzmocnić obronność.
    Efekt? Projektodawca prawa podróżował po Rzymie w lektyce z zasuniętymi zasłonami, by nie musieć oglądać, jak powszechnie łamane jest prawo, które sobie zmyślił.

    Wywód prawniczy "uroczy". Dzieli na profesjonalistów, którzy zarabiają w internecie i na których nakłada się większe ciężary, od nieprofesjonalistów, którzy muszą reagować tylko na wezwanie. I to wszystko byłoby ładnie w świecie produkcji butów, murarstwa, mechaniki samochodowej.
    Ale w internecie obok "pełnych profesjonalistów" (czyt.: i tak nieuchwytnych piratów) większość stanowią półprofesjonaliści. Tacy, którzy gdzieś tam refinansują się reklamą, zamieszczają pół-częstotliwie treści.
    Realnie: tylko ci, którzy wiedzą o tym, że zamieszczają treści łamiące prawa autorskie, mają wiedzę o stanie prawnym zamieszczanych treści. Największe podmioty profesjonalne - zazwyczaj mają taką wiedzę, ale co rusz słyszymy, o jakiejś "wtopie" ze zdjęciem, etc. (np. w polskiej reklamie napoju alkoholowego, która zakończyła się sprawą karną). Dla mniejszego profesjonalisty lub zwykłego użytkownika półprofesjonalnego analiza prawnoautorska jest realnie niewykonalna.

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl

  reklama

POPULARNE

Zobacz więcej

Newsletter

Praca - WirtualneMedia