Centrum Prasowe Wirtualnemedia.pl

Tekst, który zaraz przeczytasz jest informacją prasową.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za jego treść.

2017-03-20

A A A POLEĆ DRUKUJ

Sukces z natury: kierunek rodzinna firma

Już w szkole podstawowej wiedział, że chce kontynuować prowadzenie rodzinnej firmy. Swoją edukację ukierunkował tak, by jak najlepiej się do tego przygotować. Dlaczego wybrał studia w SGGW i czy jest z nich zadowolony, oraz jak nie zmarnować pięciu lat pobytu na uczelni, opowiada Adam Zdanowski, dyrektor eksportu w Zakładzie Mięsnym Wierzejki, absolwent kierunku technologia żywności i żywienie człowieka na Wydział Nauk o Żywności SGGW.

Dlaczego zdecydował się Pan na studia w SGGW?
Zawsze lubiłem pracę z rodzicami w firmie. Wiedziałem, że to jest to, czym chcę się zajmować w przyszłości. Studia w SGGW – ze względu na rodzaj i jakość kształcenia – wydały mi się najlepszym sposobem na zdobycie odpowiedniej wiedzy. W zasadzie nie brałem pod uwagę innej możliwości niż edukacja na kierunku technologia żywności i żywienie człowieka. Wyboru szkoły średniej dokonałem z myślą o tym, by mieć jak największe szanse dostania się na ten konkretny kierunek w SGGW.  

Czy dzisiaj jest Pan zadowolony z tego wyboru?
Tak. Na pewno nie były to łatwe studia, ale żeby dobrze przygotować się do pracy przy produkcji żywności trzeba zdobyć mnóstwo konkretnej wiedzy i umiejętności. Co więcej, studia na tym kierunku mają charakter szkoły zawodowej – niezwykle ważna jest tu zarówno wiedza teoretyczna, jak i praktyczna. O ile jednak znajomość zagadnień teoretycznych jest na bieżąco weryfikowana podczas egzaminów, o tyle w przypadku praktyki zawodowej student musi wykazać się chęcią zdobycia doświadczenia. Nasz rocznik miał dosyć mocno okrojony program obowiązkowych praktyk i wyjazdów do firm. Jednak ci, którzy chcieli, mieli możliwości odbywania staży w ramach umów podpisanych przez wydział z różnymi przedsiębiorstwami. Mimo że mogłem zaliczyć obowiązkowe praktyki u rodziców i mieć wolne wakacje, nigdy z takiej możliwości nie skorzystałem. Każdego roku starałem się spędzić kilka tygodni w  dużych, nowoczesnych zakładach mięsnych, w których mogłem się czegoś nauczyć.

Studia w SGGW oceniam dobrze, bo poza wiedzą na wysokim poziomie i prestiżem uczelni miałem tu wiele ciekawych możliwości rozwoju. Mam nadzieję, że nigdy nie stanie się tak, że studenci technologii żywności będą więcej czasu spędzali w książkach niż w laboratoriach.

Czy poza studiowaniem i odbywaniem praktyk robił Pan coś więcej, by lepiej przygotować się do pracy w rodzinnej firmie?
Łączyłem studia z pracą w Wierzejkach. Można wręcz powiedzieć, że to były takie permanentne studia i permanentne praktyki. Bardzo dobrym przygotowaniem do pracy zawodowej była też moja działalność w samorządzie studenckim. Przez dwie kadencje byłem jego przewodniczącym. Udało nam się zrealizować kilka ciekawych projektów, poznałem niesamowitych ludzi. O ile na studiach zdobyłem wiedzę naukową i technologiczną, o tyle w samorządzie nauczyłem się sprytu biznesowego i tego, jak dobrze zarządzać ludźmi. O wiele trudniej jest zrealizować projekt, gdy nie ma się na niego funduszy. W tym przypadku trzeba tak pokierować zespołem, by wszyscy czuli się w pracy dobrze i mieli satysfakcję z tego, co robią, a jednocześnie wymagać jak najlepszego wypełniania zadań. Samorząd był dla mnie dobrą szkołą biznesu. Poza tym do dziś przyjaźnię się z wieloma osobami, z którymi wówczas współpracowałem. 

Czym Pan się obecnie zajmuje w Wierzejkach?
Eksportem, a także jakością i technologią produkcji. Ponadto kieruję naszą drugą firmą w Londynie – Wierzejki Food. Obecnie mamy tam dwa sklepy, ale planujemy otwarcie hurtowni i dalszy rozwój na tym rynku. Jestem także wiceprezesem Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego UPEMI. W ten sposób angażuję się w rozwój polskiej branży mięsnej. Ostatnio dużo wysiłku włożyłem w pomoc producentom żywca, którzy z powodu choroby afrykańskiego pomoru świń znaleźli się w tragicznej sytuacji ekonomicznej i życiowej.  W swojej pracy wykorzystuję więc zarówno wiedzę ze studiów, jak i tę zdobytą podczas działalności w samorządzie.

Jakie są Pana zawodowe marzenia? Co uważa Pan za swój sukces?
Sukces to na pewno wykonywanie pracy, którą lubię i satysfakcja z realizacji zamierzonych celów. Jeśli chodzi o zawodowe marzenia – chciałbym, żeby Wierzejki były jeszcze lepsze, jeszcze bardziej innowacyjne i przede wszystkim, żeby nadal były, bo wbrew pozorom nie jest to ani łatwe, ani oczywiste.

Czy chętnie zatrudnia Pan absolwentów SGGW? Co – jako przedsiębiorca i pracodawca – poradziłby Pan studentom SGGW odnośnie do przygotowania się do wejścia na rynek pracy?
W Wierzejkach pracuje wielu absolwentów SGGW. Chętnie przyjmujemy na praktyki studentów, zwłaszcza tych, którzy chcą w naszych zakładach zbierać materiały do pracy magisterskiej. Uważam, że czas studiów trzeba starać się możliwie jak najlepiej wykorzystać. Z samej nauki cudów nie będzie. Trzeba robić coś poza siedzeniem w książkach: działać w kołach naukowych, samorządach, organizacjach studenckich, korzystać z programów wymiany międzynarodowej i przede wszystkim zdobywać praktyczne doświadczenie zawodowe. Dla mnie sprawa jest prosta: idziesz na praktyki – idziesz do roboty; załatwiasz praktyki – załatwiasz robotę.

Rozmawiała: Anna Ziółkowska


dostarczył infoWire.pl




Tylko na WirtualneMedia.pl

Zaloguj się

Logowanie

Nie masz konta?                Zarejestruj się!

Nie pamiętasz hasła?       Odzyskaj hasło!

Galeria

PR NEWS

Społeczność Serwis społecznościowy branży mediów, reklamy, PR, badań i internetu ZAREJESTRUJ SIĘ