SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Kto dotrze do sedna?

No właśnie, kto dotrze do sedna ludzkiego umysłu? Jedno jest pewne - pierwsi, którzy tego dokonają będą bogaci. Bardzo bogaci.

To akurat stanowi aspekt pozytywny; bogacić się jest przecie rzeczą ludzką. Gorzej jeśli wiedza ta będzie wykorzystana przeciwko człowiekowi. Historia uczy, że niestety, ale tak właśnie się stanie. Dzisiejsze techniki manipulacji marketingowej, notabene często przesadnie wyolbrzymiane, w porównaniu z tym co nas czeka, to jak malutkie kamyczki wśród olbrzymich skalnych kamieni.

Nie tak dawno w Gazecie Wyborczej (GW, 02.12.2005, Jak mózg oszukuje ciało) oraz magazynie Public Library of Science Biology ukazały się artykuły przedstawiające dokonania naukowców z Instytutu Neurologii University College w Londynie. Stymulując pewne partie ciała tworzyli nową, zafałszowaną rzeczywistość.

W przeprowadzonym przez Brytyjczyków eksperymencie wzięło udział 17 zdrowych ochotników. Uczeni chcieli sprawdzić jak w umysłach uczestników powstaje obraz ich sylwetki. Na nadgarstki nałożono im wibrujące opaski. Gdy badani kładli zaobrączkowaną dłoń na nos wydawało im się, że nos gwałtownie rośnie i odpycha rękę. Podobnie było jeśli dotykali tali i bioder. - Wszyscy czuli, że ich talia się kurczy, a uda chudną. Niektórzy z badanych twierdzili, że obwód ich tali zmniejszył się aż o jedną trzecią! – powiedział kierujący badaniami dr Henrick Ehrsson.
Dlaczego uczestnicy testu czuli, że chudną choć wcale tak się nie działo? Otóż oszukano ich mózg, a dokładnie tylną część płata ciemieniowego odpowiadającego za wrażenia dotykowe i wzrokowe.
– W trakcie eksperymentu do mózgów ochotników dochodziły sprzeczne informacje. Po pierwsze, o zapadających się w chudnące ciało dłoniach, a po drugie o tym, że wciąż są one tam, gdzie były. Żeby nie „zwariować”, mózg decydował się na „zmianę” rozmiarów ciała. Dzięki temu utrzymywał równowagę – wyjaśniał dr Ehrsson.

Wprawdzie wyniki tych badań stanowią na razie wartość jedynie poznawczą, jednak dają wiele do myślenia. Pokazują bowiem, że dokładne rozpoznanie procesów zachodzących w naszych głowach to nie jest pieśń odległej przyszłości. Ponadto dostarczają dowód, że w kontrolowany sposób można sterować tymi procesami tworząc wypaczony obraz rzeczywistości.
Dużo dziś się mówi o wpływie reklamy i technik marketingowych na kształtowanie ludzkich opinii. Ciekawe więc jak to będzie wyglądało w przyszłości? Jakie będą media niosące informację bądź dezinformację? Kto to wykorzysta i w jakim celu? Czy po „dr. placebo” Kaszpirowskim, „gwieździe” szklanego ekranu epoki minionej,  protoplascie leczenia dusz i wszelkich schorzeń, pojawi się „dr New Brand” sprzedający produkt X za cenę wiele przewyższającą jego rzeczywistą, rynkową wartość? Oczywiście, że z takimi zjawiskami mamy do czynienia i teraz. Ludzie są, dosadnie mówiąc, nabijani w butelkę. Ale póki co ma to inny wymiar, czysto książkowo-marketingowy, o bardzo prostej formie. Nie działa to na nasz mózg tak jak może oddziaływać w przyszłości – bezpośrednio stymulując jego poszczególne partie. 

Zbyt uboga jest nasza wiedza byśmy mogli odpowiedzieć na te pytania. Jakakolwiek próba jest jak wróżenie z fusów lub jasnowidztwo. Pozostają nam jedynie przypuszczenia i domysły oparte na mniej lub bardziej wiarygodnych faktach.

Bodaj w połowie lat ’90 amerykańska grupa Aerosmith nagrała teledysk do piosenki „Amazing”. Główny bohater klipu stworzył ma komputerze program, po czym w celu wzbogacenia doznań zakładał na głowę urządzenie kreujące obraz. Widział to, co chciał widzieć – siebie na szybkim motocyklu przeżywającego romantyczne chwile z piękną modelką; sceneria iście hollywoodzka.
Wyobraźmy sobie teraz, że coś podobnego staje się codziennością; takie oprzyrządowania są na wyposażeniu większości domów, a programy kupujemy w sklepie bądź ściągamy z sieci. Stymulujemy te części mózgu, które mają związek z charakterem danego programu. Twórcy software’u nie działają non profit, więc kooperują z zainteresowanymi reklamodawcami oraz specjalistami-marketerami. I tu mają ogromne pole do zastosowania prawdziwych i skutecznych działań podprogowych, wpływających bezpośrednio na poszczególne partie mózgu. Po kilku wirtualnych sesjach okazuje się nagle, że pewne produkty zaczynają nam bardziej smakować; inne z kolei napawają nas obrzydzeniem, chociaż wcześniej bardzo je lubiliśmy. Przechodzimy nad tym do porządku dziennego twierdząc, że nic złego się nie dzieje, więc nie warto wznosić larum. No cóż – mówimy sobie – przecież gusta się zmieniają.  
Czy jest to realny scenariusz? Wielce prawdopodobne. Problem alienacji człowieka już teraz jest powszechny, a pewnie wraz rozwojem techniki będzie się jeszcze pogłębiał. Stworzymy coś o czym wspominał m.in. Erich Fromm – tłumy kochających, wiernych i zawsze oddanych przyjaciół; w imię łatwości egzystencji i rezygnacji z jej ciemnych stron zaangażujemy się w wirtualny świat narkotycznych marzeń. Nawet jeśli koszty będą wysokie.            

Musi jeszcze trochę wody w Wiśle upłynąć nim o tym wszystkim się dowiemy. Nie wiem, czy moje pokolenie tego dożyje. Czas pokaże. Z jednej strony można czuć obawy, ale z drugiej wiązać pozytywne nadzieje (np. możliwość leczenia wielu schorzeń, etc.). Bo to jest tak, jak z atomami. W złych rękach stanowią wielkie zagrożenie, w dobrych - niebywałe źródło energii i ciepła.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kto dotrze do sedna?

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl