SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Medialnego show nie będzie

Wywiad z rzecznikiem rządu Janem Dziedziczakiem: Wizerunek Jarosława Kaczyńskiego trzeba budować inaczej niż Kazimierza Marcinkiewicza.

Z Janem Dziedziczakiem, rzecznikiem rządu, rozmawia Ewa Szadkowska, Życie Warszawy

Ciężko było namówić Pana na wywiad. To wrodzona skromność? Bo chyba nie boi się Pan dziennikarzy?
Nic z tych rzeczy. Po prostu uważam, że moim zadaniem jest promowanie premiera Jarosława Kaczyńskiego, a nie siebie.

Usiłując mnie zniechęcić do spotkania, argumentował Pan, że nie zamierza być drugim Michałem Toberem (rzecznikiem gabinetu Leszka Millera – red.). Co Pan miał na myśli?

Michał Tober, będąc rzecznikiem, a jednocześnie czynnym politykiem, posłem był zainteresowany brylowaniem w mediach. Pozwalał sobie na komentarze czy złośliwości, które na pewno były atrakcyjne dla dziennikarzy i gwarantowały cytowania, ale mnie by nie przeszły przez usta. Ja politykiem nie jestem, nie należę nawet do PiS, choć idee tej partii są mi bliskie. Dlatego mój styl pracy będzie zupełnie inny.

No właśnie, jaki? Uchodzi Pan za wychowanka poprzedniego rzecznika rządu Konrada Ciesiołkiewicza. Czy będzie się Pan na nim wzorował?

Tryb pracy rzecznika musi być dostosowany do charakteru premiera, a wiadomo, że Jarosław Kaczyński i Kazimierz Marcinkiewicz to zupełnie inne osobowości. Mają inne atuty i inaczej należy budować ich wizerunek.

Jakie atuty ma Jarosław Kaczyński?

Cechuje go ogromna charyzma, pracowitość i zdecydowanie. To jest człowiek, który wie, czego chce, ma wizję sprawowania władzy i jest zdeterminowany, by w okresie jego rządów Polska zmieniła się zdecydowanie na lepsze. Jest też człowiekiem bardzo uczciwym i skromnym.

Miałam na myśli atuty, które można by wykorzystać, dbając o jego PR.

Premier nie ma zamiaru niczego udawać dla poklasku. Uważa, że to byłoby nieuczciwe. Jest przekonany, że to pozytywne efekty jego działań będą przemawiały na jego korzyść. Pozostanie więc sobą.

Czyli nie zobaczymy Jarosława Kaczyńskiego pędzącego na motorze, tańczącego na studniówce czy paradującego przed kamerami w swetrze z przypiętą góralską parzenicą?

Proszę nie liczyć na żadne medialne show. Premier uznałby takie działania za stratę czasu. On woli każdą chwilę poświęcić na zajęcie się jakąś sprawą, nawet drobną, zgłoszoną np. listownie przez wyborcę.

Na Pana miejscu, jako osoby odpowiedzialnej za wizerunek premiera, już zaczęłabym sobie zatem rwać włosy z głowy. Bo siedzenie za biurkiem, nawet najbardziej owocne, nie wpływa dziś na wzrost sympatii wyborców dla polityka.

Jarosław Kaczyński nie jest niewolnikiem sondaży i rankingów popularności. A ja nie mam powodów do obaw – moim zadaniem jest informowanie o osiągnięciach rządu oraz jego szefa i zapewniam, że mam i będę miał o czym mówić.

Niechęć do PR-owskich tricków to jedno, a co ze zwykłym dbaniem o wygląd?

Wszyscy pamiętamy chociażby opublikowane kilka miesięcy temu przez gazety zdjęcie rozpadających się butów Jarosława Kaczyńskiego z porwanymi sznurówkami.
Ale ostatnio, przyzna pani, nie było okazji do zrobienia tego typu zdjęć.

Ktoś przekonał premiera do pójścia na zakupy?

Premiera nie trzeba było do niczego przekonywać. Sam jest świadomy, że obecnie jego wizerunek rzutuje już nie tylko na partię, której przewodzi, ale i na cały kraj. Wie, że powinien jeszcze bardziej niż dotąd dbać o wygląd.

Na takim stanowisku przydałaby się też znajomość jakiegoś zachodniego języka. Leszek Miller jako szef rządu zaczął się intensywnie uczyć angielskiego. Czy Jarosław Kaczyński pójdzie w jego ślady?

Wątpię. Tak jak mówiłem, pan premier woli każdą chwilę poświęcić pracy.


Współpracę z Jarosławem Kaczyńskim rozpoczął Pan kilka miesięcy temu, zostając, podobno z rekomendacji Konrada Ciesiołkiewicza, asystentem prasowym prezesa PiS. Znali się Panowie wówczas?

Ja, oczywiście, doskonale wiedziałem, kim jest Jarosław Kaczyński, natomiast wątpię, by premier mnie wówczas kojarzył. Być może z twarzy, ale mojego nazwiska na pewno nie pamiętał.

Premier uchodzi za osobę, której zaufanie ciężko zdobyć. Zazwyczaj wymaga to lat współpracy. Czym Pan w tak krótkim czasie olśnił Jarosława Kaczyńskiego?

To jest pytanie do pana premiera. Ja po prostu starałem się ciężko pracować. I tyle.

Zaskoczyła Pana propozycja objęcia posady rzecznika rządu? Czy po cichu liczył Pan na to?

Powiem tak: to była bardzo miła propozycja, którą traktuję jak ogromne wyróżnienie. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by nie zawieść pokładanych we mnie nadziei.

Czy ciężko się współpracuje z Jarosławem Kaczyńskim? Jest surowym szefem?

Niewątpliwie jest bardzo wymagający. Poza tym jest człowiekiem wybitnie inteligentnym, o olbrzymiej wiedzy. Siłą rzeczy trzeba się więc przy nim cały czas uczyć i pracować nad sobą.

Bycie „ustami” rządu to raczej niewdzięczne zadanie. Pensja średnia, stres ogromny, dziennikarze męczą w dzień i w nocy, łatwo palnąć głupstwo. Cóż jest atrakcyjnego w tej posadzie dla takiego 25-latka jak Pan?

Sprostuję – jak na osobę w moim wieku myślę, że zarabiam sporo – choć oczywiście to nie jest najważniejsze. A pracę mam niezwykle ciekawą. Funkcjonuję na styku dwóch światów – polityki, i to tej przez duże „P”, i mediów. To naprawdę fascynujące.

Jako rzecznik rządu przeżył już Pan chwile jakiegoś szczególnego napięcia? Może miał Pan problem, jak zareagować na niektóre doniesienia?

Było kilka takich momentów.

A konkretniej?

Szczegóły zachowam dla siebie. Generalnie na razie jest dość spokojnie. W końcu mamy sezon ogórkowy.

W sezonie ogórkowym nawet plotki zyskują miano informacji wartej rozpowszechnienia. Tak było kilka dni temu z pogłoską o rychłym ślubie premiera. Zastanawiał się Pan, czy interweniować?

Trudno, by Kancelaria Premiera ustosunkowywała się do wszystkich plotek. Zresztą nikt nas oficjalnie nie zapytał o tę sprawę.

To ja zapytam: czy to prawda, że Jarosław Kaczyński ma zamiar się ożenić?

(śmiech) To jest pytanie niezwiązane z pracą rządu. Poproszę o następne.

Czytając Pański biogram w internecie, można odnieść wrażenie, że nie skończył Pan studiów. To prawda?

Niestety, tak. Wyjechałem na stypendium do Japonii, potem zacząłem pracować i nauka zeszła na dalszy plan. Formalnie wciąż jestem studentem piątego roku na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę magisterską już mam prawie napisaną.

Stypendium? Czyli jednak wcześniej przykładał się Pan do nauki?

To stypendium, ufundowane przez rząd japoński, nie było związane ze studiami, ale z moją działalnością społeczną. Zdobyłem je jako reprezentant Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, a ściślej jako rzecznik prasowy ZHR-owskich obchodów 60. rocznicy Powstania Warszawskiego. Związek aktywnie uczestniczył w tamtych uroczystościach. To my zorganizowaliśmy m.in. tę słynną akcję przejścia po 60 latach miejskimi kanałami, o której było głośno nawet w światowych mediach.

Pan też nimi przeszedł?

Oczywiście.

W ramach stypendium mógł Pan obserwować między innymi prace japońskiej telewizji. Coś Panu szczególnie utkwiło w pamięci?

Przeżyłem dość zabawną sytuację, choć niezwiązaną bezpośrednio z funkcjonowaniem tamtejszej telewizji. Byłem w grupie Informacja i media, skupiającej stypendystów z całego świata zainteresowanych tematyką mediów. Każdy z nas miał przywieźć na zajęcia kasetę wideo z nagraniem serwisów informacyjnych we własnym kraju bodajże z 22 grudnia 2004 r. Myślałem, że umrę ze wstydu, bo zamiast zwyczajowych relacji z Sejmu, prac rządu, wydarzeń kulturalnych itd. tego dnia „jedynką” były doniesienia o tym, że były premier Józef Oleksy został uznany przez sąd za kłamcę lustracyjnego, a „dwójką”, że trwa proces lustracyjny rzeczniczki rządu Tadeusza Mazowieckiego Małgorzaty Niezabitowskiej. Miałem spory problem, by wytłumaczyć, że to chodzi o przeszłość i że dziś w Polsce działalność tajnych służb specjalnych nie jest jedynym problemem. A Japończycy nie mogli zrozumieć, dlaczego Polacy najpierw obalili komunistów, a potem zaraz pozwolili im wygrać wybory.

 
Źródło: Życie Warszawy, Wciąż uczę się przy premierze, rozmawiała Ewa Szadkowska, 07.08.06, s. 7

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Medialnego show nie będzie

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl