SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

"Plac Zbawiciela" odnowił polskie kino?

Wszyscy są zgodni, iż "Plac Zbawiciela" to kino, które zasłużyło na najwyższe laury i ma szanse, aby przebić się na świecie.

Więcej wątpliwości budzą natomiast pozostałe produkcje zaprezentowane na 31. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych.

"To najciekawszy tegoroczny film. Bolesna wiwisekcja, opowieść o tragedii w zwyczajnej, niepatologicznej rodzinie, gdzie nikt nie pije, nie awanturuje się, ale słowa ranią i zabijają" - pisze o laureacie Złotych Lwów na łamach "Rzeczpospolitej" Barbara Hollender. "[Krauzowie] pokazują plątaninę niespełnionych ambicji i wzajemnych oskarżeń, ale niczego nie oceniają. Bardzo sprawiedliwie rozdają racje, szkicując sylwetki skołatanych ludzi. (...) "Plac Zbawiciela" jest filmem wstrząsającym, precyzyjnym, typowo artystycznym i festiwalowym" - dodaje krytyk. Takiego samego zdania jest Janusz Zaorski, który uważa, iż "Plac Zbawiciela" ma szanse przebić się na całym świecie: "To świetne kino: dojrzałe, mądre, fantastycznie zrealizowane, z wielkimi kreacjami aktorskimi Ewy Wencel i Jowity Budnik (...) Historia tu opowiedziana, w dodatku oparta na faktach, będzie rozumiana i poruszająca pod każdą szerokością geograficzną". Nie są to głosy odosobnione. Walory artystyczne, realizacyjne i tematyczne "Placu Zbawiciela" dostrzegają zarówno dziennikarze, jak i inni filmowcy. Główna nagroda 31. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych jak najbardziej mu się należała. Jeżeli jednak chodzi o poziom pozostałych produkcji i inne decyzje jury, to zdania są już podzielone.

Z jednej strony mówi się o zróżnicowaniu gatunkowym, ambicjach twórców, o tym, iż polskie kino zaczyna się wreszcie odradzać, z drugiej ciągle brakuje nam dobrych scenariuszy, odpowiednich budżetów i okresów realizacyjnych. Brakuje arcydzieł.

"W gronie 24 tytułów zakwalifikowanych do konkursu tylko kilka było kompletnie chybionych. Zważywszy na to, że zwykle proporcje były odwrócone, trudno nie pokusić się o tezę, iż polskie kino wychodzi na prostą. Nareszcie!" - pisze Justyna Kobus z "Dziennika". "Było zresztą na tym festiwalu co najmniej 5-6 naprawdę dobrych filmów, i może mamy zbyt mało nagród? A może po prostu mieliśmy bardzo dobry festiwal" - uważa dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Agnieszka Odorowicz. Bożena Janicka, która od wielu lat obserwuje przegląd, jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu jury podkreślała, że widziała znacznie gorsze produkcje: "Kiedyś po obejrzeniu jednej z nich Andrzej Wajda powiedział nawet, że 'na szczęście większości tych filmów nikt nie zobaczy'". Tadeusz Sobolewski sądzi, że na tym festiwalu były filmy wybitne, ale można je policzyć na placach jednej ręki. Jednocześnie nie było według niego obrazów niepotrzebnych. Na łamach "Gazety Wyborczej" krytyk zaznaczył: "Był to pierwszy od lat festiwal, gdzie ani twórcy, ani krytycy nie mieli powodu mówić jak co roku, że polskie kino znajduje się na skraju upadku". "W czasie festiwalu pojawiło się wiele głosów, że tegoroczny przegląd był słaby i nieciekawy" - przypomina Barbara Hollender i dodaje od siebie: "Zdecydowanie się z tym nie zgadzam. Jeśli w ciągu jednego roku pojawiają się filmy takie jak małżeństwa Krauze, Koterskiego, Saniewskiego i Kolskiego - to nie jest źle".

Sam przewodniczący jury konkursu głównego, Feliks Falk, znany ze swojego zamiłowania do kina zaangażowanego społecznie, jest bardziej sceptyczny. Podkreśla: "Po tym festiwalu możemy powiedzieć, że polskie kino zrobiło kolejny krok w dobrym kierunku, ale też nie wpadałbym w euforię. Zwłaszcza gdy mowa o debiutach, których było aż 12, ale ich liczba nie przełożyła się na jakość. Nie mówię, że to są złe filmy, ale zabrakło debiutu na miarę 'Pręg'". Jeśli mowa o filmach dojrzałych twórców, nie mamy się czego wstydzić, ale bywały już lepsze festiwale. Dużo dobrego, ale bez arcydzieła". Zgadza się z nim na łamach "Dziennika" Leszek Wosiewicz: "Na razie trudno mówić o jakimś wielkim przełomie w polskiej kinematografii. Jeżeli już to ten festiwal jest przełomowy pod względem liczby filmów. Natomiast gdyby brać pod uwagę ich jakość, to mam wrażenie, że w sumie nadal jest to kinematografia przeciętna. I na razie nie możemy konkurować z kinematografiami podobnej wielkości, które rzeczywiście osiągają sukcesy na najważniejszych festiwalach. Niestety nie mamy czym zachwycić świata".

Poza laurami dla "Placu Zbawiciela" oraz "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (na marginesie warto przypomnieć, iż film ten nie tylko obejrzało więcej widzów, niż najnowszego Allena, ale i pobił on niechlubny rekord piracki - ponad 400 tysięcy ściągnięć z sieci) decyzje jury zakończonego w sobotę, 16 września, 31. FPFF są różnie oceniane.

Zaskoczenie wśród niektórych krytyków budzi brak ważnych nagród dla debiutanckiej fabuły Sławomira Fabickiego "Z odzysku" (film otrzymał jedynie nagrody za montaż i zdjęcia). Wielu boli też pominięcie milczeniem "Bezmiaru sprawiedliwości" Wiesława Saniewskiego, uhonorowanego jedynie wyróżnieniem dziennikarzy, o którym Barbara Hollender pisze: "Intrygujące, niejednoznaczne, bardzo dobrze zrealizowane kino".

Mieszane uczucia rodzi także obsypanie "Statystów" tak wieloma wyróżnieniami. "Nagroda specjalna dla tego tytułu to zapewne ukłon w stronę komercyjnego kina na dobrym poziomie, czy jednak po to są festiwale, by promować tytuły, na które powinna głosować publiczność kupionymi w kasach kin biletami?" - pyta Barbara Hollender. Inni z kolei doceniają, iż na imprezie znalazło się także miejsce dla tego typu produkcji.

Jedno jest pewne - festiwal z roku na rok nabiera coraz większego rozmachu. Przed galą zakończenia gwiazdy kroczyły po czerwonym dywanie i dawały się fotografować krajowym "paparazzi". Nie obyło się także bez kilku skandali - zwolnienia Anny Muchy z funkcji współprowadzącej przedkonkursowe prelekcje, a także wystąpienia Doroty Stalińskiej w trakcie ceremonii otwarcia.

Jak będzie wyglądał przyszłoroczny festiwal? Polski Instytut Sztuki Filmowej ogłosił już dofinansowanie dla wielu produkcji, w tym dla pomysłów najwybitniejszych polskich reżyserów, takich jak Andrzej Wajda. Nowe projekty mają również Magdalena Piekorz i Juliusz Machulski, a także Władysław Pasikowski. Prace nad nowym filmem chcą też, po chwili odpoczynku, rozpocząć Krzysztof Krauze wraz z żoną Joanną Kos-Krauze. 32. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych już za rok.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: "Plac Zbawiciela" odnowił polskie kino?

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl