SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

RMF FM: Wolszczan zabiera głos w sprawie swoich kontaktów z SB

Oskarżany o współpracę ze spec-służbami PRL profesor AleksanderWolszczan zabiera głos.

W oświadczeniu przesłanym waszyngtońskiemu korespondentowi RMFFM najsłynniejszy polski astronom napisał:

"Jest prawdą, że na początku lat 70., gdy zacząłem wyjeżdżać zagranicę, zgodziłem się nieopatrznie na kontakty z SB i na podpisywanie się pseudonimem. Jeśli nie liczyć groteskowości tejsytuacji, nie widziałem w tym wtedy nic szczególnego. Deklaracjęwierności systemowi podpisywało się przecież przed każdym wyjazdemza granicę. To, że w mojej pracy naukowej miałem okazję do takichwyjazdów, jak przypuszczam, było powodem, dla którego stałem sięjednym z tych, którzy znaleźli się na celowniku służb.

Trzeba pamiętać, że "potykanie się" o SB bardzo często byłolosem osób, których życie w jakiś sposób odbiegało od ustalonychnorm. "Dyskretna" obecność służb, to element krajobrazu tamtychlat, podobnie jak wystawanie w kolejkach i mnóstwo innych, obecnieegzotycznie brzmiących niewygód. Na przykład, wiadomo byłopowszechnie, że wyjeżdżający za granicę byli wzywani, abyporozmawiać o tym, co tam robili, ale nikt oczywiście o tym nieopowiadał na prawo i na lewo. W tamtym systemie, podwójne życie zwielu powodów funkcjonowało jako cywilizacyjna norma.

A dlaczego spotykałem się z panami z SB? Właśnie dlatego, że SBbyło elementem PRL-owskiego krajobrazu. Podobnie, teraz teczkistały się elementem krajobrazu III RP. Po części wynikało to też zewolucji moich poglądów po kolejnych kryzysach społecznych ipolitycznych, patrząc wstecz na Poznań i Budapeszt 1956 i po Pradze1968 (byłem wtedy w Czechosłowacji), czy Grudniu 1970.

Szczególnie odczułem to, co przydarzyło mi się tuż przed Marcem1968 r. Pracowałem w uczelnianym radiowęźle i spotkały mnie sporenieprzyjemności z powodu krytycznej audycji, której treści już niepamiętam. W efekcie, kiedy nadeszły wydarzenia Marcowe, zabronionomi dostępu do mikrofonu. I tak, przez lata wyrobiłem w sobie bardzomocne przekonanie, że nawet jeśli konfrontacja może przynieśćpożądany skutek, to i tak negocjacje i kompromis są lepsze.Uzyskanie efektów może trwać dłużej, ale są one trwalsze i droga donich pozostawia mniej niepotrzebnych ofiar.

Uznałem więc, że trzeba poradzić sobie z tą sytuacją poszukująckompromisu, który byłby dla mnie do zaakceptowania. Chodziło przedewszystkim o to, aby trzymać się elementarnych zasad przyzwoitości.Mam tu na uwadze przyzwoitość rozumianą uniwersalnie, a nie tą,którą definiuje taki czy inny system polityczny. Tak więc, paręrazy do roku, na ogół przy okazji moich wyjazdów za granicę, alenie tylko, rozmawiałem z ludźmi z SB.

Podczas tych kontaktów, nikt mi nie groził, nie szantażował i doniczego nie zmuszał. Był grzeczny pan, była sympatyczna rozmowa nanajrozmaitsze tematy, także pytania o konkretne osoby - tak towyglądało. Rozmawiając z tymi ludźmi, starałem się formułować iprzekazywać sygnały i sprawy, o których i tak było przecieżpowszechnie wiadomo. Kiedy pytano mnie o osoby, starałem siętrzymać prostej zasady: mówić mało, dobrze, ogólnikowo, albo niemówić nic. Po prostu starałem się zachowywać konsekwentnie ipragmatycznie, a pojęcia takie, jak "donoszenie", czy "donos"zwyczajnie nie istnieją w moim zbiorze recept na życie.

W kontaktach z SB w końcu przyszedł taki moment, w którymnakreślone przeze mnie granice zostały w sposób oczywistyprzekroczone. Już w czasach Solidarności, mój miły rozmówca zapytało kolegę, który był jej ogromnie aktywnym, wojującym działaczem.Odpowiedziałem, że na ten temat nie będę rozmawiał, ponieważcokolwiek nie powiem, zaszkodzę koledze. I to był ostatni raz,kiedy zobaczyłem tego pana i w ogóle kogokolwiek z SB. Potemprzyszedł grudzień 1981 roku. Miałem jechać na dłuższy czas zagranicę i sądziłem, że po tej rozmowie o wyjeździe mogę zapomnieć.Ku mojemu zdumieniu, jednak wyjechałem, nie wiedząc oczywiście, żewrócę dopiero 10 lat później.

W perspektywie, myśląc czasem o wszystkim, co mnie spotkało wprzeszłości, pozostaję w zgodzie z własnym sumieniem. Oczywiście,różne rzeczy można było zrobić inaczej, być mniej naiwnym iostrożniejszym, ale żeby to wszystko naprawdę zrozumieć, trzeba bysię przenieść do lat 70., 80. Przedstawianie tych czasów jedynie wczerni i bieli z pewnością nie jest pomocne.

Świadome udzielanie informacji na szkodę innych osób jest wsposób oczywisty naganne w każdych warunkach. Tyle wie każdy,przynajmniej w teorii. Jednakże, podpisuję się pod myślą, którąnapotkałem w kontekście Rewolucji Francuskiej i w której znajdujesię mnóstwo treści: "Gdy pamięć zatruwa lud, wybawieniem jestzapomnienie" - tylko oprawić i postawić na biurkach politykówdookoła świata. Stworzenie możliwości zaglądania do życiaprywatnych ludzi w majestacie prawa i bez ich wiedzy i zgody,definitywnie nie jest symptomem prawidłowo funkcjonującejdemokracji.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: RMF FM: Wolszczan zabiera głos w sprawie swoich kontaktów z SB

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl