SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Tajemnice Idola

Szołbiznes po polsku

"Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku" to ironiczny obraz branży fonograficznej. O kulisach filmu Sylwestra Latkowskiego i programie "Idol" pisze Robert Patoleta.

Nowy film reżysera "Blokersów" i "Gwiazdora" to seria prześmiewczych scen z życia mniej lub bardziej znanych postaci tzw. "polskiego szołbiznesu". Tylko jak się tu śmiać, skoro w tym interesie na porządku dziennym są układy, afery i korupcja.

Przed kamerą reżysera stanęli ludzie, którzy rządzą rodzimą rozrywką: Marek Sierocki, Piotr Kabaj, Marek Szpendowski. Maciej Maleńczuk opowiada o sfingowanej kradzieży taśmy z własnym koncertem. Kapitalne wrażenie robi sekwencja nieudolności pracowników ekipy koncertowej przed występem Zbigniewa Hołdysa. Bohaterów filmu widzimy w różnych okolicznościach i miejscach - w "Gazecie Wyborczej", Radiostacji, TVP, MTV, Vivie Polska, podczas Festiwalu w Opolu.

Aby zapobiec licznym procesom, Sylwester Latkowski postanowił skrócić swój film o 12 minut. Wycięto, bądź w ogóle nie umieszczono, wiele ważnych scen. Nie dowiemy się, która z największych wytwórni płytowych (tzw. mejdżersów) współpracuje z byłym piratem. Nie zobaczymy wizyty ekipy reżysera w jednym z największych koncernów prasowych publikującym brukowce. Nie poznamy sprawy wykorzystywania seksualnego i układów opartych na związkach hetero- i homoseksualnych w szołbiznesie. "To, co pokazałem w filmie, to tylko czubek góry lodowej" - podkreślił podczas premiery reżyser.

Niektórym osobom występującym w filmie zakryto oczy, a podawane nazwiska wyciszono. Nawet tak daleko posunięta ostrożność nie pomogła. Reżyserowi i producentowi filmu proces wytoczyła Justyna Steczkowska. Oskarżyła ich m.in. o bezprawne wykorzystanie jej wizerunku i naruszenie tym samym jej dóbr osobistych. Dzięki całej aferze zarówno film, jak i podupadająca kariera piosenkarki, zyskały dodatkową promocję.

Najbardziej kompetentni i rzeczowi okazali się przedstawieni w filmie dziennikarze. Piotr Metz opowiada o próbach przekupienia go, Robert Leszczyński o "wojnie" z koncernami płytowymi, Grzegorz Brzozowicz podaje, że gorzej niż na polskim rynku muzycznym dzieje się tylko w Argentynie i Wenezueli.

Z kolei ja opowiadam o pracy nad rankingiem najbardziej wpływowych postaci w tej profesji. Po premierze, jeden z dzienników zarzucił mi, że w "Nakręconych..." naśladuję bohatera filmów śledczych i skarżę się na wytwórnie płytowe. Może się to wydawać dziwne, ale tak wygląda praca dziennikarza, który porusza temat szołbiznesu.

Nie robiąc problemów, odpowiedzi na pytania dotyczące rankingu udzielili nam artyści, ich menedżerowie, producenci i dziennikarze muzyczni. Następnie zwróciliśmy się do decydentów szołbiznesu - szefów największych wytwórni płytowych. Ci, za wszelką cenę unikali kontaktu z nami. Takie zachowanie reżyser określił jako "zmowę milczenia". Czy rzeczywiście mają coś do ukrycia? Odpowiedź na to pytanie pozostaje otwarta.

Z podobną reakcją ekipa Latkowskiego spotkała się podczas eliminacji do programu "Idol". Pracownicy programu tłumaczyli się, że nie wpuszczą go do środka, bo nie ma pozwolenia na wejście. Byłem świadkiem całego zajścia i muszę stwierdzić, że do budynku, gdzie realizowany był "Idol" mógł wejść każdy inny, komu udało się zdobyć plakietkę z napisem "Prasa".

Przez dłuższy czas obserwowałem z bliska kulisy tego programu. Pracowałem wówczas nad materiałem o "Idolu". Nie było to łatwe zadanie. Teoretycznie dziennikarz mógł wejść wszędzie (oprócz sali przesłuchań). W praktyce zawsze towarzyszył mu jeden z pracowników programu. Często słyszałem: "Nie mamy nic do ukrycia, ale nie możesz tam wejść. To nie tajemnica, ale nie przysłuchuj się naszym rozmowom". W końcu ograniczono mnie do tego stopnia, że byłem zmuszony przerwać pracę nad artykułem.

Najbardziej strzeżoną tajemnicą "Idola" jest ilość wysyłanych sms-ów podczas głosowania na poszczególnych kandydatów. Te dane zna jedynie szef firmy, która realizuje program. Do anegdoty przeszła już historia jednej z kandydatek z poprzedniej edycji. Dostawała sms-owe głosy dopóki jej rodzice nie zostali zaproszeni do studia. Tego wieczoru niedoszła gwiazda otrzymała znacznie mniej głosów i odpadła. To może świadczyć o tym, że sms-ów na poszczególnych uczestników nie przychodzi zbyt dużo.

Za to o wiele wyższa jest oglądalność programu, która przekłada się na wpływy z reklam i konkretne pieniądze. Ważne jest jury, bo wokół tych czterech osób obraca się cały program. Talent uczestników nie liczy się. Nieważne kto nagrał lepszą płytę - Tomek Makowiecki czy Szymon Wydra. Ci, którzy potrafią się dobrze zaprezentować, tak jak w drugiej edycji Damian Aleksander, Bartek Hom czy Marta Smuk, będą mieli swoje pięć minut. Namiastkę sławy w naszym skarlałym szołbiznesie.
2003-01-14
Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji:

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl