SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Wolność mediów, czyli współżycie z bakteriami

Na zaproszenie Rzecznika Spraw Obywatelskich trafiłem w ub. tygodniu na konferencję 'Wolność słowa i odpowiedzialność za słowo. Rola mediów'.

Ponieważ o spotkaniu, w którym uczestniczyłem w ub. tygodniu skąpo było w mediach, postanowiłem przekazać garść własnych obserwacji, dla czytelników Wirtualnemedia.pl. Zapis dotyczy pierwszego dnia, dlaczego – odpowiadam poniżej.

Na zaproszenie Rzecznika Spraw Obywatelskich trafiłem w ub. tygodniu na konferencję „Wolność słowa i odpowiedzialność za słowo. Rola mediów”. Spotkanie odbywało się w Belwederze. Gorąc warszawski doskwierał już od rana, ale w Belwederze chłodno (klimatyzacja i miły wiaterek od Łazienek). Usadowiłem się przy oknie, z dobrym sąsiedztwem (ks. red. A. Boniecki, prof. J. Adamowski), mając nadzieję na pożyteczne spędzeniu czasu w Belwederze.

Jednak wystąpienia i dyskusja potoczyły się w inną – niż oczekiwałem i nie tylko chyba ja – stronę. W małej sali tłoku część fotelików wolnych (obok mnie zarezerwowane dla gości z ambasady USA, ale chyba nie przyszli), wielu uczestników to przyszli uczestnicy paneli, ale też grupka dyskutantów. Telewizje trzy, z czego TVN24 – partner medialny – początkowo nawet transmitowała konferencję.

Konferencję otworzył dr Kochanowski, ale nie dość jeszcze chyba „rozkręcony”, Potem zaczęła się pierwsza sesja panelowa, która kierował prof. Zdzisław Krasnodębski, przedstawiany jako profesor Uniwersytetu w Bremie, który na konferencji prezentował się „ideologicznie” i „politycznie” i od razu dał mi się poznać jako człowiek o określonym spojrzeniu na polską rzeczywistość polityczną i polskie media. „Media zachodnie – mówił m.in. profesor Zdzisław – przedstawiają sytuację w Polsce jednostronnie: Michnik, Osiatyński, Mazowiecki, Geremek; innych w ogóle nie dopuszcza się”. Potem było o definiowaniu: „Jestem przeciwny oficjalnemu zdefiniowaniu zawodu dziennikarza, ale granice do jakich może się posunąć dziennikarz, powinny być zdefiniowane”. Dalej było jeszcze dosadniej; prof. ZK godząc się na funkcjonowanie dziennikarzy w przestrzeni społecznej, dał całkiem ładny przykład: „bakterie przewodu pokarmowego (tu bodaj wymienił łacińską nazwę) – to są naprawdę pasożyty, ale przecież musimy się zgodzić na współżycie z nimi”. Na koniec pojawiło się jeszcze odkrywcze stwierdzenie: „ Dziennikarze są głównie kanałem informacji dla polityków, którzy chcą puszczać informacje”.

Potem zabrali głos goście: konserwatywny angielski publicysta i filozof – Roger Scruton. mówił o homoseksualistach i homoseksualizmie (chyba) w mediach. Dopiero po powrocie do Krakowa odkryłem, że tego rudowłosego profesora znam jako autora słynnej i kontrowersyjnej pracy „Sexual Desire”. Do dyskusji wniósł tyle, ile ja mógłbym na konferencji o zachowaniach godowych ptaszka kopciuszka. Po nim wystąpił Neal Ascherson, szkocki dziennikarz, piszący sporo o Polsce, m.in. o Wałęsie. Jego wystąpienie m.in. dotyczące etyki dziennikarskiej i granic dziennikarskiej wolności było interesujące, podobnie jak porównawcze informacje o postawach i działalności angielskich mediów i dziennikarzy.

Następnie prof. ZK ogłosił czas na dyskusję i zrobiła się mała „zadyma”. Na trybunkę dla dyskutantów wskoczył szparko tęgi pan, z siwą brodą i wąsami, który sam sobie udzielił głosu. Przedstawił się: jestem Adam Wojciechowski, współzałożyciel ROPCiO, kawaler Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, pracuję w Tygodniku Solidarność. Pan Adam był do wystąpienia przygotowany, potrząsał plikiem kartek, ale zaczął od tego, że rankiem słuchał radia (albo telewizji), gdzie „niejaki” Czabański i Mokrosińska (szefowa SDP) mówili o polskim dziennikarstwie (oni chcieliby ograniczyć polską prasę – powiedział Adam W.). Profesor Krasnodębski chciał odebrać mu głos, ale p. Wojciechowski stwierdzając, że p. Ascherson mówił 30 minut, a on – jak na razie tylko 5 minut – kontynuował swoją wypowiedź. „Pan Czabański, pani Mokrosińska mówiąc do milionów słuchaczy i wtranżalając śniadanko (w Radiu ZET?) chcą ograniczyć wolność słowa, a ten „jegomość” (tu wskazał na wypowiadającego się wcześniej w radiu dra Kochanowskiego) też chce ograniczyć wolność słowa i on organizuje tę konferencję o wolności słowa, to jak mam to rozumieć?. Ja nie zgadzam się na ograniczenie wolności słowa!” Krasnodębski: dziękuję Panu. „Jak Pan mi dziękuje, to dlaczego Pan mi przerywa!” – odparował p. Wojciechowski i kontynuował swoją wypowiedź. Starcia profesora ZK i pana AW trwały chwilę, co powodowało zmącenie wywodu dyskutanta, a w międzyczasie sala opustoszała znacznie; pierwszy wypadł chyłkiem senator profesor Legutko. „Wychodźcie – krzyczał pan Adam – będę mówił, choćbym został sam na tej sali”. Przerwy nie pomagały jego wystąpieniu.

W kolejnej odsłonie dyskusji, prowadzonej przez emerytowanego red. Iłowieckiego, rozmawiano o dziennikarstwie śledczym i granicach prowokacji dziennikarskiej. Wypowiadał się m.in. red. Jachowicz, który z każdym dniem chyba uważa się za najwybitniejszego żurnalistę w tej profesji, dr Palczewski z WSH-E z Łodzi (jak się dowiedziałem, wybitny teoretyk od dziennikarstwa śledczego!?), na koniec – Tomasz Sekielski z TVN-u. Prawdą a Bogiem oczekiwałem głównie co powie Tomasz Sekielski, a może obaj Panowie – bo A. Morozowski siedział na sali, ale nim to się stało musieliśmy wysłuchiwać krytyki red. Jachowicza pod adresem autorów „taśm prawdy”.

Jachowicz był wyraźnie rozdarty wewnętrznie - praca kolegów po fachu podobała mu się, ale też i nie podobała: „dlaczego to było w nocy, po kryjomu. Trzeba było więcej powiedzieć o Beger, kim jest i w co jest uwikłana. Panów Sekielskiego i Morozowskiego nie podejrzewam o działania polityczne, ale ich mocodawców – stację TVN – owszem – dodał z naciskiem. To jest działanie polityczne. Trzeba było pokazać posła Lipińskiego, jako uczciwego człowieka, któremu polityka skręciła kręgosłup uczciwego polityka. Działaliście w interesie Beger„. Na koniec jednak dodał: ja bym tak samo to zrobił.

Odpowiadał Sekielski, m.in.: „to nie TVN, to wszystkie media uznały tę rozmowę za najważniejszą wiadomość. To nie Beger, miała te taśmy, ale my, to my decydowaliśmy co z tymi taśmami zrobić.”

Na to włączył się błyskotliwy dr Palczewski: „nie pochwalam dziennikarzy z TVN-u. Trzeba było nie wstawiać kamery, ale namówić Beger, aby szczegółowo opowiedziała o rozmowie z Lipińskim (głos z sali: najlepiej anonimowo), tak byłoby etycznie”.

Jego zagmatwany wywód na temat etyki przerwał A. Wojciechowski, który znów wdarł się na trybunkę pytając głośno Iłowieckiego: Panie Przewodniczący, czy to jest sąd nad TVN-em, czy publiczna dyskusja o wolności słowa?

Dyskusja - sąd nad TVN-em trwała jednak nadal. Jachowiczowi odpowiada z sali Morozowski: „Wbrew sobie potwierdza Pan nasze racje. Tak, uczciwy Lipowski jest złamany, bo tak działa PiS. Renata Beger – po wyrokach, postać nieetyczna, tak jak ona zachowuje się wielu ludzi w Samoobronie. Beger reprezentuje grupę osob, która chce wyjść z Samoobrony. To jest interes dla PiS-u i tu nagle ten Lipiński, uczciwy człowiek łamie się...”

Wstaje senator Legutko: „ Ogólnie dziennikarskie prowokacje dobrze służą polityce i sferze politycznej. Programu (taśm prawdy – ZB) nie oglądałem, byłem za granicą. Był kryzys, doszło do rozłamu w Samoobronie. Inna partia – PiS – chciała to wykorzystać. Być może Samoobrona przestałaby istnieć. Prowokacja uratowała Samoobronę i wpłynęła na powstanie koalicji. Gratuluję Panom – utrzymaliście Samoobronę w parlamencie.”

Profesor – senator nadal coś mówi, a ja widzę rozbawienie na niektórych twarzach: pięknie mówi senator z PiS o koalicjancie.

Do głosu dorwała się dr Barbara Fedyszak-Radziejowska z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN; twarz i osobę znam z telewizyjnych dysput. Jej sympatia do jednej tylko partii jest zwykle trudna do ukrycia. Co robi w Belwederze? Ja, na konferencję o rolnictwie bym się nie wybrał, ale teraz niektórzy uczeni znają się na wszystkim.

Pani BF-R wspiera Legutkę (jestem tego samego zdania co Pan marszałek, jeśli chodzi o pomoc Samoobronie) i atakuje dziennikarzy z TVN-u: czy są nagrania rozmów dotyczących nagrań w TVN-ie? Jak mamy wam wierzyć? Jakie były intencje TVN-u?

Początkowo nie wiemy o co chodzi, potem okazuje się, że chodzi o nagrania, które mogą ujawnić „prawdziwe intencji szefostwa TVN-u”.

Sekielski odpowiada, że w sprawie taśm przesłuchiwała ich prokuratura, zeznawali pod przysięgą i uznano ich wyjaśnienia za w pełni wystarczające. Sam też pyta panią BF-R: Pani tak naprawdę myśli, że gdyby Kaczyński nie wziął Leppera do koalicji, to Samoobrona by upadła... i, że to my jej pomogliśmy?

Wstała Mokrosińska (szefowa SDP): „możeście i słusznie zrobili ten program. Ja go zresztą nie oglądałam, też byłam za granicą. Ale wykorzystano was politycznie.”

Kończył dyskusję (sąd nad dziennikarzami TVN-u) prof. Krasnodębski: Podnosząc palec do góry uderza mocno: Pan (to do Sekielskiego) nie bierze pod uwagę skutków i kontekstu politycznego. A skutek waszej prowokacji był bardzo negatywny dla Polski. (zastanawialiśmy się później w małym gronie, jaki skutek miał na myśli prof. ZK – może chodziło mu o powstanie obecnej koalicji rządzącej?)

Dyskusji jednak nie skończył, bo zabrał głos B. Wildstein: „no zrobiliście ten program, ale nie wierzę, że wy nie wiecie o takich targach politycznych, one są, nie tylko w Polsce. To Beger wymuszała pewne deklaracje od Lipińskiego. To zresztą nie była żadna wielka prowokacja. Nie zgadzam się z tymi co was krytykują (Legutko), że nie przewidzieliście efektów prowokacji

Legutko: wsparliście jedną frakcję przeciwko innej.

Na koniec znowu pan A. Wojciechowski: nie jest to sąd nad TVN-em, a dyskusja o wolności słowa. Protestuję, jako dziennikarz Tygodnika i Tygodnia Polskiego w Londynie, przeciwko temu, że na wniosek Rzecznika BOR-owcy chcieli mnie siłą usunąć z Belwederu, a najpierw ustalali, którym jestem Wojciechowskim.

Po „lanczyku” kolejna sesja: „prawa dziennikarza versus prawa obywateli”. Prowadził prof. A. Mączyński z mojego Uniwersytetu, sędzia TK w stanie spoczynku – elegancko, bez gadulstwa, z trafnymi komentarzami. Wyjaśnił, że słowo łacińskie „versus” używane dzisiaj głównie jako „przeciwko” (zwłaszcza w sprawach sądowych), znaczy także „strona”. Przypomniał także, że konstytucja to „prawo na szczycie”, podstawowe i nadrzędne, a nie peryferyjne, to wykładnia dla innych przepisów prawa.

Elokwentny i lubiany przeze mnie poznaniak – prof. Jacek Sobczak wypunktował obecne prawo prasowe, wskazał, że w tekście ustawy pojawia się kilka razy „PRL” a nie „RP” (obojętnie która), a nawet „Wojewódzka Rada Narodowa”. Postulat zmiany prawa prasowego – zgłoszony przez niego po raz kolejny, w zgrabnym wystąpieniu, nie podlegał dyskusji.

David McCraw – prawnik i dziennikarz New York Times’a – odniósł się m.in. do „taśm prawdy”. Ocenił, że amerykańskie media nie miałyby oporów prawnych, aby takie taśmy wyemitować, raczej zastanawiałyby się, czy angażować się w spory partyjne. Główna część wywodu poświęcona jednak była prawu dziennikarza (w USA) do popełnienia błędu, tu sądy amerykańskie są znacznie bardziej wyrozumiałe niż w innych krajach; niezwykle rzadkie przypadki karania żurnalistów za błędy, McCraw wiązał m.in. ze słynną decyzją Sądu Najwyższego USA z roku 1964 (NYT v. Sulivan), uniewinniającą dziennikarzy tej gazety. Od tego czasu – powiedział McCraw – sądy odwołują się – w podobnych sprawach – do tej decyzji, a osoby publiczne zniechęcają się do wytaczania procesów żurnalistom. Precedens ten stosowany jest także w procesach sądowych w Korei Południowej.

W wypowiedziach innych prawników, także red. Janeckiego (Wprost), nie wiedzieć dlaczego wpisanego do tej grupy panelistów, odnajdywałem również pilną potrzebę zmiany prawa prasowego. Ta potrzeba wyartykułowana została następnego dnia jako jeden z głównych wniosków konferencji, co uznać należy za sukces spotkania. Choć – mam obawy – nie jest bowiem wiadomo, kto będzie przygotowywał nowelizację i w którą stronę pójdą zmiany?

Kiedy o poprawności politycznej w kontekście wolności słowa mieli dyskutować panowie: Szułdrzyński (Nowe Państwo), Maciej Rybiński, Rafał Ziemkiewicz i pan Gawin z Muzeum Powstania Warszawskiego, wybrałem gorąc przedwieczornej Warszawy i oddaliłem się z Belwederu. Miałem jeszcze ochotę zaglądnąć tam następnego dnia. Jednak dobór panelistów w sesji porannej „Niezależność dziennikarzy: zagrożenia i ochrona” (K. Mokrosińska, M. Marczuk, J. Jurecki, B. Wildstein i E. Kruk) zniechęcił mnie ostatecznie do udziału w kolejnym dniu konferencji. Poglądy i opinie tych osób na temat wolności mediów znam z ich innych, publicznych wypowiedzi. Informacje, jakie uzyskałem od osób będących w tym czasie na konferencji, potwierdziły, że słusznie zrobiłem wracając w rodzinne pielesze.

Już po powrocie do Krakowa, na stronie RPO przeczytałem wypowiedź Rzecznika kończącą konferencję: Rzecznik – uznając kończącą się konferencję za bardzo owocną - chce służyć pomocą przy tworzeniu nowego prawa prasowego, jak również przy budowie Centrum Badań nad Mediami (to zdaję się przeróbka dawnego pomysłu dot. powołania Centrum Dobrych Mediów?), obiecuje też kolejną konferencję na ten sam temat – w październiku br. Chyba się nie wybiorę, a zresztą już mnie chyba nie zaproszą.

PS. Dostałem informację, że decyzją RPO pan A. Wojciechowski nie został wpuszczony do Belwederu w drugim dniu konferencji.

Zapraszam do dyskusji na moim blogu!!! 

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Wolność mediów, czyli współżycie z bakteriami

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl