SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Zostały nam tylko łzy

Wczoraj o 19.30 miał nadać na żywo korespondencję. Nie zdążył...

Dwie minuty po dwunastej telewizja w pierwszym programie nadaje specjalne wydanie "Wiadomości". Prezenterka łamiącym głosem podaje informację o śmierci dwóch dziennikarzy TVP - informuje "Super Express".


Jolanta Pieńkowska i Jacek Snopkiewicz chwilę po nadejściu wiadomości o śmierci kolegi

Foto | Adam Nocoń - "Super Express"

Piątek. 12.00. Redakcja "Wiadomości". Dziennikarze, wydawcy, reporterzy, kamerzyści w ciszy oglądają specjalne wydanie. Nikt nawet nie próbuje powstrzymać łez.

- To najtrudniejsze moje wydanie - mówi Mariusz Rudnik, wydawca specjalnego dziennika. - Do końca nie mogliśmy w to uwierzyć. Jednak z każdą godziną z różnych źródeł docierało do nas to, czego nie chcieliśmy usłyszeć. Czyli, że chodzi o Waldka - dodaje i milknie.

- Odradzałam mu tę wyprawę - opowiada płacząc Lena Bretes, szefowa "Wiadomości". - Ale on żył wyjazdami. Chciał zobaczyć prawdziwy świat. Nie było siły, która by go powstrzymała. W Iraku nie chciał się zamykać w polskim obozie Babilon. Do tej pory sprzyjało mu szczęście. Tym razem też postanowił pojechać bez obstawy, zabrał ze sobą montażystę algierskiego pochodzenia, który miał być tłumaczem.

- Wyjechali we wtorek, jechali na swój pierwszy materiał - powiedział nam jeden z operatorów. - Chciał zrobić relacje z miejsc, do których nie dotarli inni dziennikarze. Nie udało się.

Koledzy z telewizji są w szoku. W pewnej chwili jedna z agencji fotograficznych wypuszcza zdjęcia ciał Milewicza i Bouamrane. Zdjęcia są drastyczne.

- Nie jestem w stanie o tym mówić, to potworne - płacze Bretes. Jolanta Pieńkowska szlocha w ramionach kolegi, byłego szefa TAI, Jacka Snopkiewicza. Siedziała z Waldemarem Milewiczem biurko w biurko. Pracował tu ponad 20 lat.

- Dziś będę prowadziła najtrudniejsze wydanie w swoim życiu, ale zrobię to - mówi prezenterka.

Po co tam pojechał?

Mówi szefowa "Wiadomości" Lena Bretes:

- Pojechał na kilkanaście dni. Miał zrobić materiał o prawdziwym Iraku, Iraku, jakiego nie znamy. Z miejsc, gdzie nie docierają dziennikarze. Reportaż miał iść w programie Waldka "Dziwny jest ten świat" nadawanym w TVP. Miał też nadawać relacje do "Wiadomości" na żywo. Pierwszą już wczoraj o godz. 19.30. Przygotowywał się do tego wyjazdu miesiącami. Bardzo się o niego martwiłam, bo cierpiał ostatnio na bóle kręgosłupa. Poza tym jechał w bardzo niebezpieczny teren. Gdy mu o tym powiedziałam, roześmiał się: "Nie martw się, Mała! Mnie nigdy nic się złego nie dzieje!".

Mówią korespondenci wojenni

Jacek Czarnecki, Radio ZET:

- Rozpłakałem się, jak usłyszałem, że to Milewicz. Przewodnik, który teraz z nim jechał, wcześniej był moim przewodnikiem. Naprawdę był świetny. Jak o mnie miejscowi zaczęli rozpytywać, w pół sekundy wymyślił, że jestem bośniackim dziennikarzem, czyli muzułmaninem. Ale prawda jest taka: w tej chwili tam jest loteria. Dużo niebezpieczniej niż w czasie wojny, kiedy można pewne zdarzenia przewidzieć.

Radosław Kietliński, Polsat:

- W tej chwili tam się odbywa regularne polowanie na ludzi. Jestem absolutnie przekonany: ci, którzy strzelali, doskonale wiedzieli, że strzelają do ekipy zachodnich dziennikarzy. To nie był przypadek, bo to są planowane akcje obliczone na zastraszenie. Taka wojna psychologiczna. Wiem, że miejscowi, którzy współpracują z dziennikarzami, dostają ostrzeżenia, żeby tego nie robili, bo zginą.

Jan Mikruta, RMF FM:

- Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, gdy dowiedziałem się o śmierci Waldka, to: "o rany, ale miałem szczęście, przecież dwa tygodnie temu jechałem właśnie tamtą drogą". Waldek dzwonił do mnie przed tym wyjazdem do Iraku. Akurat ja wracałem, gdy on wyjeżdżał. Pytał jak jest, czy warto jechać, jak jest niebezpiecznie. Mówiłem mu, żeby jednak nie jechał, ale stwierdził, że zna ryzyko i umie je minimalizować, a jechać chce.

Marcin Firlej, TVN 24:

- Nie znałem Waldka zbyt dobrze, spotkaliśmy się kilka razy podczas pracy, ale jego śmierć bardzo mnie poruszyła przez to, że wykonywaliśmy ten sam rodzaj pracy. Piekielnie mi go szkoda jako dziennikarza, ale i tak zwyczajnie - jako człowieka. Ta śmierć nie sprawiła, że boję się bardziej niż kiedyś, po prostu mam w sobie stały ładunek strachu. Niezależnie od tego wiem, że jak będzie trzeba, pojadę znów do Iraku. To jest mój zawód.

Jacek Kaczmarek, Polskie Radio:

- Na początku nie mogłem uwierzyć, że rzeczywiście zginął polski dziennikarz. Wydawało mi się, że wszyscy są w bazie w Camp Babilon, bo gdzie indziej jest zbyt niebezpiecznie. Potem jednak, gdy jeszcze przed oficjalną informacją dowiedziałem się, że to Waldek zginął, przyznałem, że to możliwe. On zawsze chodził własnymi drogami, nie dzielił się swymi planami z innymi dziennikarzami.
Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Zostały nam tylko łzy

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl