Czy to koniec dzikiego zachodu w używaniu AI? Prawniczka o AI ACT w "Komentarzach WM"

Czy Dziki Zachód w korzystaniu ze sztucznej inteligencji właśnie się kończy? Po wejściu w życie kolejnych przepisów AI Act firmy, media, twórcy i influencerzy muszą zmierzyć się z nowymi zasadami używania oraz oznaczania treści generowanych przez AI. Marta Botiuk-Filip, managing associate i adwokat w Czyżewscy Kancelaria Adwokacka wyjaśnia, co nowe przepisy oznaczają w praktyce.

W tym odcinku rozmawiamy o:

  • czy posty napisane przez ChatGPT trzeba oznaczać,
  • kiedy grafika jest tylko poprawiona, a kiedy wygenerowana przez AI,
  • jakie obowiązki mają firmy i osoby prowadzące jednoosobową działalność,
  • dlaczego nie należy wrzucać do modeli AI danych klientów i tajemnic firmy,
  • czy można modyfikować za pomocą AI wizerunek gościa programu,
  • jakie błędy najczęściej popełniają pracownicy i zarządy,
  • dlaczego ChatGPT potrafi wymyślać przepisy, wyroki i sygnatury,
  • co firma powinna zrobić, aby ograniczyć ryzyko prawne.
  • Czy AI Act faktycznie uporządkuje rynek, czy jest jedynie prawną podkładką pełną szarych stref i niejasnych interpretacji?

Firmy nie kontrolują, co pracownicy wrzucają do AI

Jednym z najpoważniejszych problemów nie jest samo korzystanie ze sztucznej inteligencji, lecz brak wiedzy zarządów o tym, jak robią to pracownicy. W wielu firmach nie istnieją żadne wspólne zasady dotyczące dozwolonych narzędzi, zakresu ich wykorzystania ani rodzaju danych, które można do nich wprowadzać.


Tymczasem pracownicy mogą kopiować do prywatnych kont ChatGPT dane klientów, warunki umów, informacje biznesowe, dane osobowe czy tajemnice przedsiębiorstwa. Zdaniem Marty Botiuk-Filip pierwszym krokiem nie powinno być tworzenie wielostronicowego dokumentu, lecz zmapowanie rzeczywistego użycia AI i przygotowanie prostej procedury obowiązującej cały zespół.

W firmie pada pytanie do zarządu: czy państwa pracownicy używają sztucznej inteligencji? Odpowiedź często brzmi: nie. A pracownicy masowo jadą. I wtedy jest zonk.

Marta Botiuk-Filip
adwokat

Nie ma prostej granicy, od której trzeba oznaczać treści AI

AI Act nie wprowadza czytelnego przelicznika, według którego materiał zawierający 30 proc. pracy sztucznej inteligencji jest jedynie "zmodyfikowany", a przy 70 proc. staje się już "wygenerowany". Każdy przypadek trzeba oceniać osobno, biorąc pod uwagę cel publikacji, skalę ingerencji AI i rzeczywisty wkład człowieka. Inaczej należy traktować prywatne pytanie o przepis na szarlotkę, a inaczej post przedsiębiorcy, artykuł redakcyjny czy reklamę stworzoną w całości przez model.


Istotna jest również kontrola człowieka: samo pobieżne przeczytanie tekstu nie oznacza jeszcze jego rzetelnej weryfikacji. W ocenie rozmówczyni treść przygotowana od początku do końca przez AI i opublikowana bez istotnych zmian powinna zostać odpowiednio oznaczona.

Oznaczenie treści AI musi być naprawdę widoczne

Samo dodanie informacji o wykorzystaniu sztucznej inteligencji może nie wystarczyć, jeśli odbiorca nie ma realnej szansy jej zauważyć. Dotyczy to zarówno artykułów, jak i zdjęć, grafik czy materiałów reklamowych. AI Act nie narzuca konkretnej czcionki ani miejsca umieszczenia komunikatu, ale wymaga, aby informacja była jasna i czytelna.


Nie każda ingerencja AI automatycznie oznacza jednak konieczność oznaczenia materiału. Poprawienie kolorów lub techniczny retusz to coś innego niż wygenerowanie osoby, przedmiotu albo sytuacji, która w rzeczywistości nie istniała. Firmy powinny więc ustalić własne zasady, które rozróżnią drobne wsparcie narzędzia od istotnej ingerencji w treść.

Jeżeli umieścimy to na dole, malutką czcionką, szarym kolorem, to trudno mówić, że wypełniliśmy obowiązek rzetelnego, czytelnego i jasnego poinformowania odbiorcy.

Marta Botiuk-Filip
adwokat

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL