WirtualneMedia.pl

Portal o mediach, reklamie, internecie, PR
Nr 1 w Polsce

Przeczytaj też

Zmiany w Prawie prasowym: maksymalnie 24 godz. na autoryzację, nie są nią duże zmiany w tekście

Dziennikarze zadowoleni z projektu zmiany prawa o autoryzacji: ułatwi pracę, ograniczy PRL-owski relikt

2017-04-16 A A A KOMENTARZE: 13 FORUM DRUKUJ POLEĆ

Zmiany w Prawie prasowym proponowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego idą w dobrym kierunku, a co ciekawsze: jednoczą środowisko dziennikarskie. Takie opinie wyrażają rozmawiający z portalem Wirtualnemedia.pl redaktorzy naczelni i dziennikarze ogólnopolskich i regionalnych dzienników oraz tygodników.

Dziennikarze zadowoleni z projektu zmiany prawa o autoryzacji: ułatwi pracę, ograniczy PRL-owski relikt

Ministerstwo Kultury przedstawiło zmienioną wersję nowelizacji Prawa prasowego dotyczącej przepisów o autoryzacji. Według proponowanych zasad nie trzeba już będzie autoryzować stwierdzeń z konferencji prasowych, udzielający wypowiedzi będzie miał maksymalnie dobę na autoryzację, a jeśli wprowadzi w tekście duże zmiany - nie będzie to uznawane za autoryzację. W myśl dotychczasowych przepisów, publikacja wypowiedzi bez autoryzacji jest zagrożona karą grzywny lub ograniczenia wolności. W proponowanej nowelizacji określono, że w takim przypadku dziennikarz podlega nie Kodeksowi karnemu, tylko Kodeksowi postępowania w sprawach o wykroczeniu.

Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”, uważa, że zmiany idą w dobrym kierunku. - Aczkolwiek jestem za systemami, gdzie kwestia autoryzacji w ogóle się nie pojawia, a sankcją za przefałszowania wypowiedzi są postępowania sądowe - podkreśla w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Zdaniem naczelnego „Rzeczpospolitej” sześć godzin na autoryzację dla dziennika to istotny krok do przodu. - Bardzo ułatwi nam pracę. Nie do końca radzę sobie z sytuacją, kiedy nie ma autoryzacji, ale były np. liczne próby kontaktu. Czy sąd w przypadku procesu uzna takie próby za dołożenie należytej staranności? W świetle logiki tych nowelizowanych przepisów powinien. A jak będzie, zobaczymy - podsumowuje.

Jarosław Kurski, zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”, podkreśla, że sama instytucja autoryzacji jest na wskroś zła i „bardzo dobrze się stało, że została zliberalizowana”. - Nie będzie już takich sytuacji, że interlokutor może przetrzymywać dziennikarza w nieskończoność, a w istocie uniemożliwiać publikację tekstu. To są na pewno zmiany, które idą w dobrym kierunku. Ale szczerze mówiąc w aspekcie tego, co ma się wydarzyć w najbliższej przyszłości z mediami nie są jakoś szczególnie istotne. O wiele bardziej niebezpieczne są zapisy antykoncentracyjne i repolonizacyjne, do których przymierza się PiS. Kończąc wątek autoryzacji: całe szczęście, że pomysł został podtrzymany i że w tej sprawie jest konsensus całego tzw. środowiska dziennikarskiego, którego - jak wiadomo – przecież nie ma - konkluduje Kurski.

Zdaniem Wojciecha Potockiego, redaktora naczelnego „Gazety Pomorskiej”, najlepiej byłoby, gdyby wymóg autoryzacji zniknął w ogóle. - Jak kiedyś przypomniał Andrzej Rzepliński: gdyby Oriana Fallaci musiałaby respektować ten wymóg, nigdy by się nie ukazał jej słynny wywiad z ajatollahem Chomeinim. Jasną stroną projektu jest natomiast nadzieja, że pod nowymi przepisami o autoryzacji może być mniej sytuacji, gdy w trakcie „doskonalenia” treści przesłanych do autoryzacji zmieniają się one nie do poznania, a nawet powstają wersje, które dziennikarz widzi po raz pierwszy - uważa Potocki.

Według szefa „Gazety Pomorskiej” to, że czas autoryzacji nie jest ujednolicony i skrócony nie jest najlepszym rozwiązaniem, gdyż redakcje pracują dziś 24 godziny na dobę - zarówno w rzeczywistości cyfrowej i drukowanej. - No i na koniec wrażenie ogólne: nad projektem zmian unosi się zapaszek chronienia naszych rozmówców - a wielu spośród nich to politycy - przepisami prawnymi. Wszystko to w anturażu dbania o wiarygodność mediów. A przecież tej wiarygodności nie zapewni żadne prawo. Mogą to zrobić tylko redaktorzy i dziennikarze, dla których rzetelność jest jedynym drogowskazem. Ilu ich jeszcze się ostało, to temat na inną opowieść - podsumowuje w rozmowie z nami Wojciech Potocki.

Jacek Pochłopień, redaktor naczelny tygodnika „Wprost” podobnie jak wszyscy nasi rozmówcy stwierdza, że zmiany w prawie prasowym idą są w dobrym kierunku. - Choćby dlatego, że skrócono, znany z poprzedniej wersji, absurdalnie długi czas na autoryzację. Oczywiście trudno źle ocenić zmiany, polegające na usunięciu resztek PRL-u: rady prasowej, która nie działała i tak dalej. A więc zmiany idą w dobrą stronę, ale jeszcze są niewystarczające. Należę do tych, którzy uważają autoryzację za relikt, za coś niepotrzebnego. To powinna być kwestia umowy rozmówcy i dziennikarza. Ustalają zasady, czy dziennikarz pokaże wypowiedzi, czy nie - jeśli obu stronom odpowiada, to rozmawiają, jeżeli nie odpowiada to nie rozmawiają. Określanie sztywnych terminów i tak będzie trochę rozmijać się z życiem, bo przecież koledzy z dzienników czasem piszą teksty bliżej zamknięcia, niż 6 godzin. Oczywiście my w tygodnikach mamy to samo. Dobrze, że złagodzono sankcję za nieprzestrzeganie rygorów autoryzacji.

Naczelny „Wprost” podkreśla coś innego: - To prawo nie rozstrzyga sprawy wywiadów, z których rozmówcy wyrzucają atrakcyjne wątki. Możemy teoretycznie „puścić” cytat, jeżeli jest prawdziwy, ale nie wiemy, czy cytatem w myśl prawa jest jedno zdanie, czy trzy zdania, czy cała wypowiedz? A poza tym będzie już istniało ryzyko wejścia w proces. Dopóki nie będzie orzecznictwa w tym zakresie, nie będziemy pewni, jak sądy będą podchodziły do tych nowych regulacji.

Nieco inaczej na sprawę patrzy tylko Robert Mazurek, przeprowadzający od lat wywiady w prasowe (od lutego br. dla weekendowego wydania „Dziennika Gazety Prawnej”). Podkreśla, że trochę szkoda mu instytucji autoryzacji.

- Moje doświadczenie jest takie, że - jakkolwiek autoryzacja utrudnia życie - to ja na tyle nie ufam dziennikarzom, że bałbym się jej braku. Wiem po sobie: kilka razy zdarzyło mi się udzielać rozmaitych wypowiedzi i dopóki nie nauczyłem się prosić o autoryzację, ukazywały się one drukiem z pomylonymi faktami. Zastanawiałem się, jak to możliwe, że jeśli ja zaznaczałem wyraźnie, iż nie pracowałem w jakiejś gazecie, to dziennikarz pisał odwrotnie, że tam właśnie pracowałem - stwierdza. - Sam w gruncie rzeczy przeprowadzam ponad 50 wywiadów rocznie, które robię od ponad 10 lat (czasami tych wywiadów było ponad 100 rocznie). I mam dwa wywiady na rok, z którymi jest jakiś kłopot z autoryzacją - dodaje Mazurek.

Projekt nowelizacji opublikowano w połowie lutego i wówczas rozpoczęto konsultacje społeczne. Kilka dni temu resort poinformował, że swoje opinie przesłało 14 podmiotów: wydawcy (wśród nich m.in. Agora, PMP Polskie Media, Grupa Polska Press, Edipresse Polska, Instytut Gość Media, Dziennik Internautów, Niebezpiecznik), organizacje prasowe i dziennikarskie (m.in. Press Club Polska, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej, Izba Wydawców Prasy) oraz organizacje społeczne (Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Konfederacja Lewiatan).

Autor: Jacek Kowalski

Wiecej informacji: autoryzacja, Prawo prasowe, branża dziennikarska

Komentarze (13) Dodaj komentarz

  1. Mi brakuje w Polskim prawie możliwości pokazywania twarzy osób które zostały skazane prawomocnym wyrokiem. Weźmy przykład chłopaka który wjechał na monciak w Sopocie, i ciężko ranił ludzi. Co jakiś czas pojawia się artykuł o nim, ktoś widział jego twarz? a został skazany prawomocnym wyrokiem. Za granicą jakoś się da, w Polsce już nie. To jest patologia jak z komuny.


    Ależ jest. Ale tylko jako środek karny. Nie z automatu.

    I nie bez przyczyny nie przyjęliśmy publikacji wizerunku jako zasady.
    Niestety, wbrew publicznemu mniemaniu, rozwiązanie z publikacją wizerunków z automatu ma wady:
    1. strony z opublikowanymi wizerunkami skazanych służą jako "hall of fame" w środowisku zawodowych przestępców; sposób na potwierdzenie, że aspirujący do gangu to "swojak" (o, zobacz, skazany za to, za to i za to - nada się!)
    2. dla subkultury nielegalnych samochodowych wyścigów ulicznych taka publikacja jest czymś w rodzaju pucharu - potwierdzenia rankingu w lidze.
    3. osobom w miarę uczciwym, którym zdarzy się popełnić jakieś pomniejsze przestępstwo, publikacja wizerunku znacznie utrudnia resocjalizację i kontynuację w miarę uczciwego życia; w efekcie na skutek problemów ze znalezieniem pracy, popycha te osoby w stronę kradzieży, rozbojów, a potem uzawodowienia swej działalności przestępczej.

    Te wszystkie wady są znane i omówione w kryminalistyce. Powszechność publikacji wizerunków w USA jest oskarżana jako bycie jedną z przyczyn wysokiego poziomu przestępczości drobnej i wysokiego poziomu powrotności do przestępstwa.

    Niestety, wiedza na temat realnych skutków zmian prawa dla polityki penitencjarnej, jest sprzeczna z "poczuciem społecznym". Mniemaniem, że jak się skazanemu dokopie i dokuczy, to będzie pięknie i wspaniale.
    Nie będzie. Taki "skopany skazany" to świetny kandydat na zawodowego przestępcę.
  2. A lewacki pseudo prawnik znowu swoje bzdury wypisuje... ochrona wizerunku i danych skazanych służy głównie bandytom którzy unikają społecznego ostracyzmu pedofile od lat mogą wnikać w społeczności lokalne nawet załatwić sobie pracę w szkole czy ośrodku dla dzieci. Prawnicy lekarze urzędnicy byli politycy z wyrokami oczywiście w zawiasach bo mało kto z nich siedzi wracają do kariery i brylują na kolejnych stolkach. ... a bujdy o sławie i nasladownictwie to tylko w badaniach socjolozek od marnowania publicznych dotacji się rodzą


    Podałem trzy realnie występujące wady rozwiązania prawnego polegającego na automatycznej publikacji wizerunków osób skazanych. Zadaj sobie trud umysłowy, by je obalić, spróbuj podać kontrargumenty.
    Poszukiwanie argumentów rozwija.

    W przypadku postulatów zmiany prawa robi się to wedle schematu:
    1. Wybrać cel, jaki chcemy osiągnąć regulacją prawną,
    2. Wybrać środek, który ma służyć realizacji celu,
    3. Sprawdzić, czy środek nadaje się do osiągnięcia celu,
    4. Ocenić skutki uboczne: zarówno założonego celu, jak i użytego środka,
    5. Porównać, czy skutki uboczne: celu i środka, nie są na tyle istotne, że należy zrewidować cel lub środek osiągania celu.

    Poćwicz wedle tego schematu i przedstaw swe argumenty! Spróbuj mnie przekonać!


    twój problem polega na tym, że ty każdy lewacki bełkot uznajesz za jedynie obowiązującą prawdę. nie podałeś realnie występujących wad publikacji wizerunków, ale wydumane hipotezy lewackich pseudo prawników i socjolożek, uważających, że ofierze mordercy życia się nie zwróci, więc sprawcy trzeba dać drugą szansę. Ja nie chcę cię do niczego przekonać, bo twoi rodzice zmarnowali pieniądze na twoją edukację, która zakończyła się ryciem na pamięć kodeksów i półprawd autorstwa podobnie skrzywdzonych para naukowców - w związku z czym nie ma we mnie krzty nadziei na to, że cokolwiek zrozumiesz. Jeśli człowiek rodzi się idiotą, a potem przez całe życie ryje na pamięć i powtarza idiotyzmy autorstwa innych idiotów, na starość nie stanie się mądrzejszy... O naprawie Polski nie wspominaj, błagam cię. Bardziej nie możesz się ośmieszyć, spadkobierco esbeckich "yntelektualystów" i miłośniku jedynie słusznej drogi unijnego raju na ziemi... nie tej ziemi:) a teraz papa, bo w przeciwieństwie do takich leniów jak ty musze dziś pracować, żebyś ty jutro mógł dostać pensję z pieniędzy, które ja zarobię, gryzipiórku

Dodaj komentarz

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl

  reklama

POPULARNE

Zobacz więcej

Newsletter

Monitoring mediów

Zobacz więcej