SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

W polskim streamingu brakuje wielu uznanych produkcji. „Królują w rankingach piraconych seriali”

Choć w Polsce działa kilkanaście serwisów streamingowych, to na żadnym z nich nie zobaczymy na przykład spin-offów „The Walking Dead”, czyli „Dead City” i „Daryl Dixon”. Nie obejrzymy produkcji typu „Chucky” albo „American Crime Story”. Powodem są m.in. względy licencyjne i polityka platform. Wolą stopniować nowości, abyśmy nie anulowali subskrypcji.

W polskim Disney+ brakuje np. „American Crime Story” W polskim Disney+ brakuje np. „American Crime Story”

428,95 zł miesięcznie - tyle musi płacić osoba, która chce w Polsce mieć dostęp do czołowych serwisów streamingowych z filmami, serialami, dokumentami, sportem i kanałami linearnymi. To ponad 5147 zł rocznie. W przypadku fanów samych filmów, seriali, dokumentów i kanałów to 298,95 zł, czyli 3587,4 zł. W opublikowanej niedawno analizie portal Wirtualnemedia.pl wziął pod uwagę tylko: Netflix, HBO Max, Disney+, SkyShowtime, Viaplay, Canal+ online, Amazon Prime Video, Polsat Box Go, Player i Apple TV+. Na rynku nie brakuje też mniejszych serwisów. Mimo wysokich opłat abonamentowych, w streamingu nie znajdziemy wszystkiego. Problem jest nawet z produkcjami, za którymi stoją firmy związane z właścicielami globalnych platform.

Problem występuje od początku streamingu w Polsce. - Licencje są oczywiście kluczowym powodem, dla którego polskie serwisy streamingowe nie mają w swojej ofercie tytułów, które w teorii mogłyby mieć. Przypomnijmy sobie chociażby historię z początku 2016 roku, gdy w naszym kraju zadebiutował Netflix. Na platformie nie można było wówczas znaleźć flagowego tytułu serwisu, czyli „House of Cards”. Powód? Netflix odsprzedał prawa do emisji serialu w Polsce m.in. stacji Ale Kino+. Dopiero gdy licencja wygasła, polityczny dreszczowiec z Kevinem Spaceyem pojawił się w rodzimej bibliotece platformy - przypomina w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Łukasz Muszyński, zastępca redaktora naczelnego Filmweb.pl.

Emisja tylko w linearnej telewizji

Serwisy Player, Polsat Box Go czy TVP VOD najbardziej wyczekiwane produkcje udostępniają najpierw w streamingu, zanim trafią na anteny TVN, Polsatu czy TVP. W przypadku zagranicznych graczy nie jest to już takie pewne. Na przykład serial „Chucky”, poświęcony losom znanej z horrorów laleczki od początku 2023 roku pokazuje kanał Sci Fi. 10 października stacja, dla której powstał serial, zacznie powtarzać pierwszy sezon. Sci Fi (w USA SyFy) należy do NBCUniversal Television, którego właścicielem jest Comcast, jednocześnie współwłaściciel serwisu SkyShowtime.

Na tej platformie kilka starszych horrorów o laleczce obejrzymy, ale serialu już nie. Firma nie odpowiedziała na nasze pytania o nieobecność produkcji. Osobom zainteresowanym serialem pozostaje skorzystanie z funkcji catch up TV w aplikacji swojego operatora. Można dzięki niej cofnąć Sci-Fi, ale w przypadku niektórych aplikacji (np. Canal+ online czy Polsat Box Go) tylko o kilka godzin. W lepszej sytuacji są osoby z dekoderami wyposażonymi w twardy dysk. Mogą nagrać serial i odtworzyć go o dowolnej porze. Na początku roku serial był dostępny w Canal+ online, ale odcinki szybko usuwano ze względów licencyjnych. Umowa pozwalała je udostępniać tylko kilka dni po emisji w linearnej telewizji.

- Rzeczywiście na rynku licencji serialowych panuje chaos i tak nie jest tylko w Polsce, problem ogólnie dotyczy wszelkich rynków międzynarodowych i wszystkich krajów poza USA. Jeśli chodzi o „Chucky'ego”, w Stanach jest on emitowany na kanale SyFy, nie w streamingu, więc to dla mnie logiczne, że w Polsce trafił na Sci-Fi Channel. To nie jest tak, że wszystko od razu musi być w streamingu, znaczna część seriali to wciąż seriale telewizyjne, zarówno w USA, jak i poza granicami - zauważa Marta Wawrzyn, redaktor naczelna Serialowa.pl.

Platformy dozują nowości

Problem nie dotyczy tylko SkyShowtime. W ofercie Disney+ można znaleźć „American Horror Story”, „American Horror Stories”, ale wciąż brakuje „American Crime Story”, choć w wybranych krajach produkcja jest dostępna. Disney również nie komentuje przyczyn tej nieobecności na polskim rynku. Co ciekawe w 2016 roku serial był pokazywany przez polską wersję kanału Fox (już niebawem FX), a rok później także przez TVP1. W TVP VOD także nie znajdziemy tej produkcji, którą do 2022 roku mogli oglądać subskrybenci Netfliksa. Jak dotąd powstały trzy sezony, ale w 2024 roku ma mieć premierę czwarty.

Przyczyny mogą być związane nie tylko z licencjami.- W obliczu coraz większej konkurencji i rosnących kosztów serwisy takie jak SkyShowtime, HBO Max czy nawet Disney+ próbują przekonać widza do ciągłego subskrybowania usługi i dlatego nie chcą, aby w jednym momencie swoją premierę miało zbyt wiele głośnych tytułów – między innymi z tego też powodu coraz popularniejsze stają się promocje na roczne abonamenty. Wszystko to sprawia, że cały czas jesteśmy zmuszeni czekać na powrót do streamingu takich seriali jak chociażby „Star Trek: Discovery”, a premiery nowych tytułów od Paramount+, czy Peacock – wystarczy wymienić choćby  „Special Ops: Lioness” i „Poker Face” – trafiają na SkyShowtime po kilku miesiącach od debiutu w Stanach Zjednoczonych – ocenia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Mateusz Zaczyk, redaktor naczelny portalu Filmozercy.com.

Polityka platform może je uchronić przed skutkami strajków w Hollywood i zapewnić wrażenie comiesięcznych nowości, ale sprzyja piractwu. - Stosowana przez platformy streamingowe polityka często kończy się tym, że widzowie ponownie kierują swój wzrok na strony z torrentami i sięgają po pirackie kopie seriali nieobecnych w Polsce lub próbują korzystać z VPN, aby obejrzeć wyczekiwane produkcje w innych krajach. Nie da się też nie zauważyć, że największym wygranym tej sytuacji jest Netflix, który od niemal początku stawiał na wyłączność swoich seriali, a ostatnio mocno skupił się też na kupowaniu licencji od konkurencji. W Polsce jesteśmy świadkami tego, jak co chwilę na platformę trafiają oryginalne seriale HBO, Cartoon Network, Canal+ czy TVP – zauważa Zaczyk.

Obecność danych produkcji w amerykańskiej wersji serwisu streamingowego, nie gwarantuje pojawienia się tych samych treści w Europie. - Przyczyną tego, że biblioteki niektórych serwisów streamingowych są niepełne, jest brak wykupionej licencji na daną produkcję na Europę. To, że dany serial jest wyświetlany w Stanach przez stację FX, nie oznacza automatycznie, że to jest ich produkcja i trafi ona automatycznie w Polsce na Disney+. Dobrym przykładem jest serial „Alert: Wydział Osób Zaginionych”, wyprodukowany przez firmę Sony Pictures, który najpierw w naszym kraju debiutował na platformie Viaplay, aby miesiąc później trafić na kanał Fox. Już wiemy, że na Disney+ go nie zobaczymy. Wiele firm zewnętrznych przygotowuje seriale i sprzedaje je różnym podmiotom bez pełnych praw. Jest to sposób na szybki zarobek. Warner Bros robi czasami seriale dla Netfliksa i wiadomo, że nie trafią one na HBO Max - mówi Dawid Muszyński, redaktor naczelny naEkranie.pl. 

Seriale niedostępne przez opóźniony debiut AMC+

Na początku 2023 roku w Europie Środkowo-Wschodniej miał wystartować serwis streamingowy AMC+. Później AMC Networks zdecydowała, że debiut nastąpi później i pod inną nazwą. Do tej pory nie udało się zrealizować planów, co wiąże się z nieobecnością w streamingu kilku oczekiwanych produkcji.

- Najświeższym przykładem takich produkcji są spin-offy serialu „The Walking Dead”, który przez lata cieszył się w Polsce ogromną popularnością i emitowany był na antenie stacji FOX, a ostatnio w streamingu na platformach takich jak HBO Max czy Netflix. Mimo, że serial doczekał się już dwóch spin-offów –„Dead City” i „Daryl Dixon”, to żaden z nich nie trafił jeszcze do polskiego widza. Ich nieobecność wydaje się mocno kuriozalna i niezrozumiała, ale podyktowana jest tym, że swego czasu mówiło się o premierze platformy AMC+ w Europie i w tym także w Polsce. Chcąc zachować prawa do emisji tak popularnej marki wyłącznie dla siebie, AMC odstąpiło od udzielenia licencji innym serwisom, co w obliczu opóźniania się debiutu platformy AMC+ doprowadziło do tego, że obydwa spin-offy „Żywych trupów” królują w rankingach piraconych seriali nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach, do których nie trafiły oficjalną dystrybucją – przekonuje szef portalu Filmozercy.com. „Dead City” można wyszukać w Prime Video, ale produkcja w Polsce nie jest dostępna.

Różne upodobania odbiorców z różnych krajów

Niekiedy o „być albo nie być” danego serialu w Polsce decyduje specyfika określonego rynku. - Czasem zdarza się jednak, że żaden inny podmiot nie wykupił licencji na emisję, a mimo to dany tytuł nie jest dostępny w polskiej ofercie serwisu. Ma to związek z decyzjami, które zapadają na korporacyjnym szczycie. Z badań wychodzi np. że europejscy widzowie konsumują treści w inny sposób niż amerykańscy, a produkcja, która cieszy się popularnością w USA, niekoniecznie znajdzie rzesze widzów w Europie. Po co więc przeznaczać środki na lokalizacje językowe tytułu, który obejrzy garstka? Ostatecznie to właśnie bilans zysków i strat decyduje o tym, czy jakiś film lub serial można zobaczyć w Polsce w streamingu - mówi Muszyński z Filmweb.pl.

Na tym tle chwalony jest Netflix, który jako globalny gracz, udostępnia produkcje z całego świata i to tego samego dnia. - Wiele seriali wciąż w ogóle nie trafia do Polski i trudno powiedzieć, czemu nie są sprzedawane na nasz rynek - mówię zwłaszcza w tym momencie o produkcjach telewizji Starz, jak „Heels”, „Shining Vale” i wiele innych. Właściwie tylko „Outlandera” oglądamy i to jeszcze na bieżąco, chwała Netfliksowi, który kupił na niego licencję lata temu. Dziś pewnie ta licencja byłaby trzymana na jakiejś półce i zamiast światowego hitu mielibyśmy serial tylko dla Amerykanów i tych paru krajów, gdzie działa Starzplay – zauważa Wawrzyn.

Zdaniem ekspertki, na przeciwnym biegunie jest SkyShowtime. - Miały być tam dostępne seriale Showtime, Paramount+, Peacock  i rzeczywiście są, ale mocno wybrakowane. Nie wszystkie do nas trafiają, a te, które trafiają, pojawiają się z niezrozumiałym opóźnieniem. Chociażby „Poker Face”. To nie jest normalne, że oglądamy taki hit dziewięć miesięcy po premierze. Trudno jest mi też zrozumieć, czemu opóźniony będzie „Frasier”, czemu poopóźniane są premiery produkcji Taylora Sheridana czy seriali Showtime. HBO Max było w stanie pokazywać produkcje Showtime na bieżąco - czemu więc SkyShowtime nie może? To dla mnie zagadka – ocenia redaktor naczelna Serialowa.pl.

Co z klasykami filmowymi i kreskówkami?

Polscy użytkownicy serwisów streamingowych narzekają nie tylko na braki w ofercie serialowej, ale także filmowej. Platformy typu HBO Max, Disney+, SkyShowtime są powiązane z wytwórniami filmowymi, takimi jak Warner Bros., 20th Century Studios, Universal Pictures czy Paramount Pictures. Mimo tego wiele starszych filmów nie jest dostępnych, a inne szybko znikają.

- Gdy mówimy o produkcjach klasy czy popularności światowej, sprawy prawa autorskiego są bardzo mocno przestrzegane i respektowane. Dystrybucja internetowa pojawiła się dużo później niż część z klasyków, a nie każdy miał w umowie produkcyjnej zapis o tzw. „przyszłych polach eksploatacji”. Jeśli tytuł należy bezpośrednio do wytwórni dość łatwo te braki uzupełnić, ale jeśli mówimy o filmach, do którego prawa mają spadkobiercy twórcy, wtedy zaczyna się prawnicza wojna. W takiej sytuacji raczej nikt nie myśli o utraconych zyskach z potencjalnej dystrybucji internetowej, i właśnie w ten sposób napędza się ruch na nielegalnych stronach, gdzie jest dostęp do wersji wideo z emisji telewizyjnych – przekonuje Justyna Troszczyńska, która prowadzi agencję konsultingu filmowego Media4Fun.

HBO Max już na początku działalności był krytykowany za brak kreskówek, na których wychowali się obecni 30 czy 40-latkowie. - Źródłem takich zachowań może być chęć zaoszczędzenia przez studia i platformy pieniędzy. Brak danych produkcji na platformach, zwłaszcza tych starszych produkcji, oznacza, że nie trzeba danym twórcom za nie płacić. Stąd może być na przykład nieobecność na HBO Max całej biblioteki kultowych animacji od Cartoon Network i Hanna Barbera. O tym, że widzowie chcą je oglądać,  świadczy popularność chociażby „Atomówek” na Netflix, któremu Warner Bros Discovery sprzedało tymczasową licencję. A zaraz na tej platformie pojawi się więcej klasycznych seriali animowanych z biblioteki Cartoon Network - zauważa Muszyński z naEkranie.pl. Wielu internautów szuka też japońskich anime. Menadżerowie platforma najprawdopodobniej uznali, że ich fanów jest zbyt niewielu, żeby inwestować w takie produkcje. Kilkanaście lat temu planowano na naszym rynku start kanału Animax, ale z powodu niewielkiego zainteresowania operatorów wycofano się z tych planów.

Najbardziej zagorzali fani niektórych produkcji są więc skazani na piractwo. Zwłaszcza, że obecnie streaming jest dla wielu osób jedynym sposobem na obejrzenie danego serialu czy filmu. Wypożyczalnie DVD przeszły do historii. - Kilkanaście lat temu, gdy nie było jeszcze serwisów streamingowych, triumfy święciły filmy i seriale wydawane na DVD. Żyjąc z postępem coraz mniej komputerów, odtwarzaczy etc. ma możliwość czytania płyt, dlatego moja ukochana kolekcja „Policjantów z Mimami” została już tylko ozdobą na półce. Czekam z niecierpliwością, aż w końcu powróci w odrestaurowanej wersji w świat digitalu – zauważa Troszczyńska.

Dołącz do dyskusji: W polskim streamingu brakuje wielu uznanych produkcji. „Królują w rankingach piraconych seriali”

14 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Teleman
Oglądałem kryminał na Polsacie , złapali mordercę ale z powodu reklam nie skazali go , bo zbrodnia zdążyła się przedawnić .
57 2
odpowiedź
User
Nickt
Naprawdę ktoś ogląda dziś jeszcze tv linearną z reklamami? Lol!
22 22
odpowiedź
User
widz
Kolejny jaskrawy przykład to serial "Atomówki" z Cartoon Network. W USA jest normalnie dostępny w ramach HBO Max. W Polsce niedawno udostępnił go... Netflix.
0 0
odpowiedź