SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Sąd umorzył sprawę pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy

Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył sprawę pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi o wpis zamieszczony w mediach społecznościowych w listopadzie 2020 r., w którym - w kontekście wyborów prezydenckich w USA - Żulczyk nazwał prezydenta "debilem".

Jakub Żulczyk, fot. AKPAArticle

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o umorzeniu sprawy. Sędzia Tomasz Grochowicz podkreślił, że oskarżony swoim zachowaniem nie popełnił przestępstwa. "Nie stanowi bowiem przestępstwa czyn, którego społeczna szkodliwość jest znikoma" - wyjaśnił. Jak wskazał, obelżywego słowa, którym Żulczyk zakończył swój wpis, nie można też potraktować w oderwaniu od całego wpisu.

Sąd zaważył, że pisarz jest amerykanistą z wykształcenia. "Wpis był konsekwencją posiadanych przez niego umiejętności - przy jednoczesnym prawie każdego obywatela do krytyki władzy i osób jej sprawujących" – powiedział sędzia Grochowicz.

Wyższe ryzyko krytyki

Sędzia podkreślał, że świadome i dobrowolne pełnienie najwyższych funkcji w państwie musi wiązać się z wyższym ryzykiem krytyki, a zasada "zniesionej ochrony" panuje w wielu krajach Europy Zachodniej. "Działający tam system demokratyczny uznaje za nieuzasadnione przywiązywanie wagi do samego tytułu czy stanowiska oraz ochrony udzielanej z jego tytułu" – powiedział. Jak dodał, na słabszy stopień ochrony polityków m.in. przed krytyką wskazywał chociażby Europejski Trybunał Praw Człowieka.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz zaznaczyła, że prokuratura zaskarży wydany w poniedziałek wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. W ocenie oskarżyciela publicznego oskarżony, wbrew twierdzeniom sądu, dopuścił się znieważenia prezydenta RP.

W sprawie znieważenia prezydenta Andrzeja Dudy prokuratura domagała się przeprosin oraz pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych dla Jakuba Żulczyka. Obrona wnioskowała o uniewinnienie.

"Sprawa została umorzona, jestem niewinny. Dziękuję mecenasowi Nowińskiemu za reprezentowanie i Wam wszystkim za wsparcie" - skomentował na swoim facebookowym profilu Żulczyk.

Żulczyk nazwał Dudę "debilem"

Sprawa dotyczy wpisu na portalu społecznościowym z listopada 2020 r., w którym – komentując wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wyborach prezydenckich w USA - Żulczyk nazwał go "debilem".

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: "Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA".

Jakub Żulczyk na Facebooku skomentował ten wpis: "Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak +nominacja przez Kolegium Elektorskie+. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA +obwieszczają+ agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj - doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie - to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem".

Śledztwo w sprawie wpisu rozpoczęło się po zawiadomieniu osoby prywatnej. Akt oskarżenia wpłynął do warszawskiego Sądu Okręgowego pod koniec marca ub.r.

Jakub Żulczyk został oskarżony z art. 135 kodeksu karnego, dotyczącego zniewagi znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Maksymalna kara za ten czyn to trzy lata pozbawiania wolności.

Jakub Żulczyk nie przyznawał się do winy

Na pierwszej, listopadowej rozprawie pisarz nie przyznał się do zarzutu znieważenia prezydenta. Tłumaczył, że wpis miał być wyrazem krytyki i zaniepokojenia działaniami Andrzeja Dudy - te, zdaniem Żulczyka, "narażały na szwank międzynarodową reputację Polski".

W ubiegłym tygodniu w charakterze świadka sąd przesłuchał językoznawcę Michała Rusinka, który sporządził opinię filologiczną dotyczącą wpisu Żulczyka. Jak przekonywał, wpis należy potraktować w kategorii felietonu nacechowanego hiperbolizacją. Podkreślał też, że dla formy tej charakterystyczna jest subiektywna ocena sprawy przez autora. Po krótkim przesłuchaniu proces zakończył się, a strony przeszły do wygłaszania mów końcowych.

Prokuratura chciała prac społecznych dla Żulczyka, obrona przekonywała o braku znieważenia

Pierwsza głos zabrała prokuratura, która wniosła o wymierzenie pisarzowi kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Oprócz tego – po uprawomocnieniu się wyroku – Żulczyk miałby opublikować przeprosiny na Facebooku. Jak wskazano, powinny tam widnieć co najmniej przez miesiąc.

"Trzeba przyznać, że prezydent jest często narażony na ostrzejszą krytykę niż inne osoby niebędące osobami publicznymi. Nie oznacza to, że może być ona dowolna i bez ograniczeń" – argumentowano.

Zdaniem prokuratury nie można twierdzić, że pociągnięcie Żulczyka do odpowiedzialności karnej ogranicza jego wolność słowa, bowiem w sprawie nie chodzi o samą krytykę, a o sposób jej wyrażenia. W opinii prokuratora wyrok uniewinniający będzie oznaczał zgodę na wulgaryzację debaty publicznej.

Obrona przekonywała natomiast, że do znieważenia prezydenta w ogóle nie doszło, a Żulczyk powinien być uniewinniony. Adwokaci zwracali uwagę na znikomą szkodliwość społeczną czynu oraz fakt, że do skazań w sprawach o znieważenie głowy państwa dochodziło, gdy obelżywe słowa padły bez żadnego kontekstu. Jak wskazywali, pisarz ewentualnie mógłby być oskarżony o zniesławienie, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

"Jeśli rzeczywiście prezydent Andrzej Duda czuje się pomówiony przez Jakuba Żulczyka o to, że intelektualnie nie dorasta do funkcji prezydenta, to ma ku temu specjalny tryb. Nie ma jednak podstaw do tego, by urząd prokuratorski, w imieniu Rzeczypospolitej, oskarżał Jakuba Żulczyka o znieważenie głowy państwa" – mówił mec. Krzysztof Nowiński.

"+Andrzej Duda jest debilem+ to nie jest napis na płocie, to nie jest napis na murze Pałacu Prezydenckiego" - wskazywał z kolei inny z obrońców mec. Grzegorz Kucharski. Jak mówił, chodzi o fragment dłuższej, choć "mocno krytycznej wypowiedzi". "Prokuratura nie ma racji w tym, że to sformułowanie jest wyjęte z kontekstu" – podkreślił.

Obrońca pisarza wskazał, kontekstem jest postępowanie prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wygranymi wyborami prezydenckimi przez obecnego prezydenta USA Joe Bidena.

- Nie było żadnego wniosku prezydenta ani Kancelarii Prezydenta. Pan prezydent nie zna osobiście pana Żulczyka, ale apeluje o wzajemny szacunek - powiedział w marcu ubiegłego roku w rozmowie z Interią rzecznik prezydenta Błażej Spychalski.

Żulczyk: czy władza może pouczać nas, jak mamy ją krytykować?

Sam Żulczyk w sądzie podkreślił, że jego krytyczny stosunek do obecnych władz do Polsce nie jest tajemnicą, jednak to, czy "prezydent Duda jest osobą bardziej mądrą czy mniej mądrą", niekoniecznie ma znaczenie dla jego sprawy. Jak wskazywał, znaczenie ma za to "możliwość krytyki i władzy i wyrażania sprzeciwu".

"Jakie mamy możliwości działania, kiedy władza zachowuje się źle, głupio, kiedy kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób możemy ją krytykować?" – pytał. Podkreślił przy tym, że w żaden sposób nie czuje się osobą prześladowaną, bo byłoby to obraźliwe w stosunku do ludzi, którzy faktycznie cierpią z tego powodu.

"Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot – trochę śmieszny, trochę straszny, a trochę istotny. Istotny, gdyż wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas których sprawdzamy jako społeczeństwo nasze możliwości obywatelskiego oporu" - mówił.

"Stojąc przed sądem za słowa, które napisałem na Facebooku, czuję się jak poddany, jak petent, jak członek ciemnego ludu, który władzę ma jedynie wielbić, bo od tego władza przecież jest. Nie uważam tak. W demokratycznym społeczeństwie (…) to władza jest dla nas, ma nas reprezentować, ma nam pomagać, a my mamy prawo, nawet obowiązek reagowania, gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivre’u, ładnej polszczyzny i dobrego wychowania" – podsumował pisarz w mowie końcowej.

O sprawie oskarżenia Jakuba Żulczyka pisały najważniejsze media na świecie, m.in. "The Guardian", BBC, "The New York Times", "The Washington Post" czy Al-Dżazira.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Sąd umorzył sprawę pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy

37 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Hmm
Czyli sąd daje przyzwolenie tym samym by tak nazywać włodarzy miast zwłaszcza stolicy
odpowiedź
User
Ambasador
Czyli sąd daje przyzwolenie tym samym by tak nazywać włodarzy miast zwłaszcza stolicy


A więc także premiera , ministrów i posłów z rządu , no i polityków..
odpowiedź
User
niezle
Czyli sąd daje przyzwolenie tym samym by tak nazywać włodarzy miast zwłaszcza stolicy


Może Żulczyk brał lekcje u Jarosława, który po przegranych wyborach nie chciał podać ręki Komorowskiemu. I sugerował wprost, że wybory zostały fałszowane, jednocześnie środowisko PiS Twittowało o Komoruskim. Kolejno Jarosław powiedział w trakcie kampanii, że popiera Gierka i jego politykę, a także "że za PRL nie było tak źle", a później powiedział, że był na lekach i nie wie, co mówił. Tymczasem jego konkurent Komorowski za czasów PRL siedział w więzieniu za ulotki.

Ale kto by o tym pamiętał, nie?
odpowiedź