Wielka Brytania to jeden z prekursorów na rynku telewizyjnym w Europie, jeden z pierwszych krajów na kontynencie, gdzie pojawiła się naziemna telewizja cyfrowa (emisje DVB-T rozpoczęto w 1998 r.), czy wcześniej płatna telewizja satelitarna. Teraz postawa Londynu może być przykładem dla innych rządów pod względem odchodzenia od przekazu naziemnego.
Wyspy Brytyjskie nie są jednak tak zagrożone wojną z Rosją jak nasza część Europy. Tradycyjna emisja przez DVB-T2/FM to szansa na dotarcie z komunikatami do dużej części społeczeństwa nawet w przypadku problemów z dostępem do internetu. Transmisja streamingowa na to nie pozwala. Trzeba mieć stałe i szybkie łącze internetowe.
W 2031 roku odbędzie się międzynarodowa konferencja WRC-31, podczas której może zapaść decyzja o przekazaniu kolejnej części pasma UHF na potrzeby operatorów telekomunikacyjnych. W praktyce oznacza to mniej miejsca na multipleksy, a co za tym idzie, na kanały telewizyjne. Chyba że pojawi się bardziej wydajna technologia, jak było w przypadku DVB-T2/HEVC. Urząd Komunikacji Elektronicznej już przygotowuje się na taką ewentualność.

Duży spadek zainteresowania odbiorem naziemnym
Według przytaczanych prognoz, do 2040 roku tylko około 5 proc. gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii — co oznacza około 1,5 mln osób — korzystałoby nadal z tradycyjnej dystrybucji przez eter, jeśli ta wciąż byłaby dostępna.
Te szacunki stanowią tło dla decyzji o opracowaniu planu przejścia na model oparty wyłącznie na streamingu, który ma oferować wyższą jakość obrazu i nowe funkcje, a także obniżyć koszty infrastruktury oraz utrzymania sieci nadajników.
Advanced Television zwraca uwagę, że około 39 tys. gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii nie ma obecnie dostępu do prędkości internetu, które pozwoliłyby na stabilne oglądanie streamingu. Dodatkowo 9 proc. gospodarstw ma trudności z opłaceniem podstawowego łącza szerokopasmowego. W praktyce oznacza to ryzyko "wyłączenia telewizji" dla najwrażliwszych grup, jeśli naziemna emisja zostałaby wyłączona zbyt szybko.

Alex Tofts, strateg w Broadband Genie, podkreślił zarówno potencjalne korzyści zmiany, jak i jej ryzyka.
— Przejście na w pełni internetowy system telewizyjny przyniosłoby lepsze funkcje, wyższą jakość wideo oraz oszczędności w infrastrukturze i utrzymaniu, ale nie możemy lekceważyć ryzyka wykluczenia tysięcy ludzi i pogłębienia cyfrowej przepaści — powiedział.
— Niezawodny dostęp do szerokopasmowego internetu nie jest powszechny, a dla części gospodarstw o niskich dochodach koszty subskrypcji, kompatybilnych urządzeń i odpowiednich pakietów danych wciąż są istotną barierą — dodał.
Z perspektywy nadawców i operatorów infrastruktury ewentualne przyspieszenie wyłączenia naziemnej telewizji może oznaczać realokację nakładów — z utrzymania sieci nadajników w stronę platform i sieci IP. Widzowie zyskaliby dostęp do bardziej zaawansowanych funkcji, jak oglądanie na żądanie czy wyższa rozdzielczość obrazu, ale pod warunkiem stabilnego łącza i posiadania odpowiednich urządzeń.












