"Pan od Lata z Radiem" – sukces, który stał się przekleństwem. Roman Czejarek w "Komentarzach WM"
– Śmieję się ze słowa "podcaster". Jestem panem od "Lata z Radiem". A od pewnego czasu także "panem od Heweliusza". Pewnie wiele osób skakałoby z radości, mając taką metkę. Mnie czasami cieszy, a czasami jest przekleństwem. Kiedy próbujesz zrobić coś poważnego, nie wszyscy traktują cię poważnie. "To przecież ten pan od Lata z Radiem, od wybierania najdłuższego jamnika i najbardziej łaciatej krowy". Wydawało mi się, że od tej etykiety nigdy się nie uwolnię. Aż przyszedł "Heweliusz". Ten podcast wywrócił stolik i nagle stałem się panem od "Heweliusza" – mówi Roman Czejarek.
Nowe odcinki "Komentarzy WM" będą publikowane co wtorek na Wirtualnemedia.pl, YouTube, Spotify, YouTube Music oraz Apple Podcasts.
Najważniejsze wątki rozmowy:
- sukces "Heweliusza" i nowe informacje, do których Czejarek dotarł podczas pracy nad podcastem;
- jak "Lato z Radiem" dało mu ogromną popularność, ale jednocześnie stało się zawodową "łatką";
- dlaczego mimo milionowych odsłuchań "Heweliusza" nie zarobił na nim kwot, jakich spodziewał się znajomy youtuber;
- 1000 zł, które dostał przy pierwszej płycie "Lata z Radiem", bez udziału w przychodach ze sprzedaży;
- krytyczna ocena podejścia części ludzi Polskiego Radia do internetu i podcastów;
- zakaz udzielania wywiadów bez zgody władz Polskiego Radia za poprzedniej prezes spółki;
- polityczne podziały w mediach publicznych i – jak mówi Czejarek – problem autocenzury;
- historia oskarżenia go o "gloryfikowanie Władimira Putina" po audycji, choć – według jego relacji – w programie nie padły przypisywane mu słowa;
- dlaczego RMF FM i Radio Zet nie zdecydowały się na współpracę z nim po odejściu z Polskiego Radia;
- propozycja znacznie lepiej płatnej pracy poza mediami oraz rozważania Czejarka o "pójściu na swoje".
Najważniejsze tematy rozmowy:
"Przy pięciu milionach przestałem liczyć"
– Ja jestem panem od Lata z Radiem, a od pewnego czasu jestem panem od Heweliusza – mówi Roman Czejarek.
Przyznaje jednocześnie, że wieloletnie skojarzenie z "Latem z Radiem" nie zawsze mu pomagało.
– Raz mnie cieszy, a czasami jest przekleństwem, bo jak człowiek próbuje zrobić coś poważnego, to nie traktują go poważnie, bo to jest ten pan od Lata z Radiem – opowiada.
Jak mówi, sytuację zmienił "Heweliusz". – Wydawało mi się, że ja się od tej metki nigdy nie odczepię i nagle przypłynął "Heweliusz". (...) Przy pięciu milionach (odsłon – red.) przestałem liczyć – stwierdza.
Co ciekawe, Czejarek początkowo nie wierzył, że temat katastrofy promu zainteresuje dużą publiczność. Pomysł realizacji podcastu wyszedł od prezesa Polskiego Radia, który – według relacji dziennikarza – wiedział, że Netflix przygotowuje serial poświęcony katastrofie.
– Powiedział: "Zrób Heweliusza". Ja mówię: "Kogo to będzie obchodzić?" – wspomina Czejarek. Po sukcesie projektu przyznał, że bez pomysłu prezesa "nie byłoby tych pięciu milionów".
"Panie Romanie, ja coś wiem. Nie mówiłem tego przez 30 lat"
Milionowa publiczność podcastu okazała się przydatna również w dalszej pracy nad historią katastrofy. Czejarek opowiada, że po kolejnych odcinkach zaczęli zgłaszać się do niego ludzie posiadający informacje o wydarzeniach sprzed ponad 30 lat.
– "Panie Romanie, ja coś wiem. Ja tego nie mówiłem przez 30 kilka lat, ale ja panu to powiem, niech pan przyjedzie" – przytacza jedną z takich reakcji.
Jednym z wątków, które przedstawia w rozmowie, jest liczba osób, które zdołały wydostać się z pokładu "Heweliusza". Czejarek mówi, że nie było to dziewięć osób – tyle ostatecznie przeżyło katastrofę – lecz ponad 30.
– Ponad połowa osób, które były na pokładzie, zeszła z tego pokładu. Oni zginą później, w ciągu najbliższych godzin po zatonięciu promu, w wyniku akcji ratunkowej – mówi Czejarek.
Dziennikarz opowiada również o tropie dotyczącym innego statku, który znajdował się na trasie "Heweliusza". Jak mówi, przez lata istnienie tej jednostki w miejscu katastrofy traktowano jako "spiskową teorię". Sam Czejarek także miał moment, w którym zaczął wątpić, czy uda mu się potwierdzić ten wątek.
Przełom miał nastąpić dzięki pomocy słuchaczy. Czejarek mówi, że dotarł do filipińskich członków załogi statku. – Ten statek był, ci ludzie tam byli i oni do dzisiaj na tych Filipinach są. Oni widzieli tonącego "Heweliusza" – stwierdza.
1000 zł za "Lato z Radiem". "Nie miałem ani złotówki od sprzedaży"
W rozmowie pojawia się także wątek pieniędzy i tego, jak medialna popularność przekłada się na zarobki twórcy.
Czejarek wspomina sukces pierwszych płyt związanych z "Latem z Radiem". Jak opowiada, za pracę przy pierwszej z nich dostał od Pomatonu 1000 zł. Było to honorarium za napisanie tekstu do książeczki dołączonej do wydawnictwa i przekazanie swoich zdjęć.
– Ja nie miałem ani złotówki od sprzedaży tej płyty. Gdybym ja miał jeden grosik od tych milionów, to budowałbym kolejną willę – mówi.
Po latach podobne zaskoczenie przyniósł mu sukces "Heweliusza".
Czejarek wspomina rozmowę ze znanym youtuberem, który usłyszawszy o wynikach podcastu, zaczął szacować, ile jego autor mógłby zarobić dzięki reklamom na YouTubie i innych platformach.
– On mi wyliczył tam te setki tysięcy, bo to jeszcze było na początku, jak myśmy pierwszy milion przekraczali (...) i do mnie wtedy dotarło, o czym on mówi – relacjonuje.
Na pytanie youtubera, czy tym razem zarobił, Czejarek odpowiedział jednak: "Nie zarobiłem".
Za sukces podcastu Czejarek i jego producent Bartek Makowski otrzymali natomiast nagrody od prezesa Polskiego Radia. Dziennikarz mówi w rozmowie, że było to "parę tysięcy złotych".
"Tam jest stagnacja". Czejarek o Polskim Radiu i podcastach
Czejarek krytycznie mówi też o tym, jak część tradycyjnego radia podchodzi do internetu.
– Jak się wraca do tego Polskiego Radia, to z kolei wkurza człowieka wiele rzeczy tam, bo ja już wiem, że można inaczej. Tam jest stagnacja – mówi.
Jednocześnie zaznacza, że publiczny nadawca ma ogromne możliwości: archiwa, sprzęt, technologie i studia. Według niego problemem jest m.in. sposób myślenia części pracowników, którzy przez lata funkcjonowali wyłącznie w świecie tradycyjnego radia.
Jako przykład podaje podejście do podcastów.
– Im się wydaje na przykład, że oni wezmą audycję z anteny (...) wytniemy początek, wytniemy koniec, wkleimy sygnał na początku (...) mamy gotowy podcast – mówi.
Czejarek uważa, że to błąd.
– Podcast nie jest wyciętą audycją z radia. Absolutnie nie – podkreśla. Według niego internetowy format wymaga m.in. storytellingu, opowiadania historii i budowania napięcia.
"Nie mogłem powiedzieć, co będzie za chwilę na scenie"
W innym fragmencie rozmowy Czejarek wraca do czasów, gdy – jak mówi – za prezesury Agnieszki Kamińskiej pracownicy musieli uzyskiwać zgodę na rozmowy z mediami.
Dziennikarz twierdzi, że regularnie takich zgód nie otrzymywał i ostatecznie przestał o nie występować.
– Przestałem prosić, bo to nie miało sensu, bo to groziło dyscyplinarką – mówi.
"To działa jak autocenzura"
Czejarek mówi również o politycznych podziałach wewnątrz mediów publicznych i o mechanizmie, który nazywa autocenzurą.
Przywołuje sytuację z okresu po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Jak opowiada, po jednej z jego audycji ktoś oskarżył go o "gloryfikowanie Władimira Putina". Nagrania programu zdjęto z internetu, a następnie pracowniczka biura zarządu miała wielokrotnie przesłuchiwać audycję w poszukiwaniu spornego fragmentu.
Według Czejarka takiego fragmentu w programie nie było. Audycja jednak na antenę nie wróciła.
Atmosferę tego typu opisuje jako sprzyjającą autocenzurze.
– Autocenzura polega na tym, że to nie jest tak, że ktoś z władz wydaje jakieś polecenie. (...) Bardzo wiele osób to robi i to jest, myślę, coś, co w mediach publicznych niestety stało się zmorą – mówi.
Zdaniem Czejarka część pracowników zamiast maksymalizować wyniki czy liczbę słuchaczy wybiera "strategię spokoju". – Nie kasa, nie słuchacze, spokój, żeby się nikt nie przyczepił – stwierdza.
W pełnej rozmowie Roman Czejarek opowiada także m.in. o:
- tym, dlaczego RMF FM, a następnie Radio Zet nie zdecydowały się na współpracę z nim po jego odejściu z Polskiego Radia – jak relacjonuje, problemem miała być zbyt silna identyfikacja z "Latem z Radiem";
- pracy w ZPR i funkcjonowaniu w jednej siedzibie m.in. z Kubą Wojewódzkim i Michałem Figurskim;
- politycznych podziałach na "nowych" i "starych" w mediach publicznych;
- tym, dlaczego uważa, że popularne seriale o "Heweliuszu" i Czarnobylu nie pokazują wydarzeń takimi, jakimi sam poznał je podczas rozmów ze świadkami i pracy z materiałami;
- projekcie dotyczącym głośnego polskiego sporu, który zaproponował Polskiemu Radiu, ale którego stacja nie zdecydowała się realizować; Czejarek przypuszcza, że osoby decydujące o tematach mogły uznać, że jest na niego za wcześnie;
- propozycji pracy w branży energetycznej za – jak mówi – kilkukrotnie wyższą stałą pensję;
- tym, że zastanawiał się nad "pójściem na swoje", ale jednocześnie podkreśla, że nadal chce zajmować się dziennikarstwem i opowiadaniem historii.










