Dorota Szelągowska największą przegraną konfliktu o rolę Tosi? O jedną rolkę za dużo

Przez lata budowała wizerunek bezpośredniej, dowcipnej i empatycznej ekspertki od wnętrz. Tylko od lipca do początku września w oznaczonych przez nią publikacjach pojawiło się co najmniej osiem marek. Jedno nagranie skierowane do Joanny Jabłczyńskiej wywołało jednak falę krytyki i pokazało Szelągowską z innej strony. Sprawdzamy, czy jej zachowanie i spadek liczby obserwujących przełoży się również na utratę kontraktów reklamowych.

Kinga Walczyk
Kinga Walczyk
Udostępnij artykuł:
Dorota Szelągowska największą przegraną konfliktu o rolę Tosi? O jedną rolkę za dużo
kolaż: WM
Fot. Dorota Szelągowska Instagram

Nagranie pokazało Szelągowską od innej strony

Najpierw krótka geneza. Konflikt zaczął się od informacji, że Joanna Jabłczyńska nie wróci do roli Tosi w kontynuacji "Nigdy w życiu!". Aktorka mówiła o rozczarowaniu sposobem przeprowadzenia rozmów i poinformowania jej o decyzji obsadowej. Dorosłą Tosię ma zagrać Agnieszka Żulewska. Do sporu włączyła się Katarzyna Grochola, autorka literackiego pierwowzoru i producentka filmu, a później jej córka Dorota Szelągowska.

Wieczorem 1 września Szelągowska opublikowała kilkuminutowe nagranie skierowane do Jabłczyńskiej. Zarzucała jej atakowanie rodziny i podsycanie negatywnych emocji wokół Żulewskiej. Powiedziała również, że Jabłczyńska jest "złym człowiekiem", a osobom, dla których to ona pozostaje Tosią, zasugerowała, by nie szły do kina. Materiał został później usunięty, lecz wcześniej był szeroko kopiowany i komentowany.

Dla marki zbudowanej na bliskości, humorze i ciepłym sposobie komunikowania się problemem okazała się nie tylko treść stanowiska. Odbiorcy zobaczyli "czytaną z kartki", wielominutową i personalną wypowiedź, która nie pasowała do utrwalonego obrazu prezenterki. To właśnie ten rozdźwięk może być ważniejszy dla reklamodawców niż samo uczestnictwo w rodzinnym sporze.

Wizerunkowy rykoszet

Punktem wyjścia do oceny możliwych strat jest pozycja, jaką Dorota Szelągowska miała przed kryzysem. Jej marka osobista nie opierała się wyłącznie na telewizji. Projektantka i prezenterka od lat łączyła programy wnętrzarskie z intensywną obecnością w mediach społecznościowych, gdzie komunikowała się swobodnie, z humorem i dystansem do siebie.

Prowadzi również podcast "Czułe słówka", oparty na osobistych rozmowach o relacjach, czułości wobec siebie i życiu bez presji perfekcji. Wszystko to wzmacniało wizerunek osoby bliskiej odbiorcom, otwartej i empatycznej.

Jej komercyjną siłę widać po częstotliwości współprac. Od lipca do 10 września 2026 roku w oznaczonych postach Szelągowskiej pojawiło się co najmniej osiem marek: Ford Polska, FuzeTea, marka biżuteryjna Vezzi, Wedel, Purina Polska, L’Oréal, GUM Polska oraz catering dietetyczny Foodify Polska.

Nie wszystkie działania musiały mieć tę samą formę: w przypadku Ford Polska Szelągowska informowała o ambasadorstwie, a przy pozostałych najbezpieczniej mówić o promocji lub współpracy reklamowej. Sama liczba i różnorodność kategorii pokazują jednak, że w ciągu niewiele ponad dwóch miesięcy jej nazwisko pracowało dla reklamodawców wyjątkowo intensywnie.

Jedna z najcenniejszych marek osobistych

Skalę tej pozycji potwierdza ranking "Najcenniejsze Kobiece Marki Osobiste w Polsce 2026", przygotowany przez Instytut Monitorowania Mediów i "Forbes Women". W kategorii "Media, kultura, sztuka" Szelągowska zajęła 9. miejsce. Jej wartość reklamową oszacowano na 86,3 mln zł, a zasięg brutto na 318,4 mln.

Zestawienie powstało na podstawie przekazów z prasy, radia, telewizji, portali i mediów społecznościowych z okresu od 1 maja 2025 do 30 kwietnia 2026 roku. Wartość reklamowa oznacza w nim ekwiwalent wyliczony według oficjalnych cenników netto nadawców i wydawców, bez rabatów i pakietowania. Ranking nie pokazuje więc zarobków Szelągowskiej, ale skalę i medialną wartość jej obecności przed obecnym kryzysem.

Szelągowska pozostaje też ważną twarzą TVN. Jej nowy program "Nowa Szelągowska" ma zadebiutować 27 września o godz. 17.55. Zapowiedziano osiem odcinków. Stacja nadal promuje format, dlatego na obecnym etapie nie ma podstaw, by mówić o potwierdzonych konsekwencjach zawodowych po stronie nadawcy. Premiera będzie jednak jednym z pierwszych testów zainteresowania widzów i komercyjnej siły nazwiska prezenterki po kryzysie.

847 publikacji i niemal 19 mln potencjalnego dotarcia

Skala zainteresowania samą Dorotą Szelągowską była znacząca. Według danych Mediaboard przekazanych Wirtualnemedia.pl monitoring obejmujący okres od 1 do 7 września wykazał łącznie 847 publikacji i wzmianek oraz 18,88 mln szacowanego dotarcia.

Najwięcej materiałów pojawiło się w internecie: 535 publikacji o potencjalnym dotarciu 11,91 mln. W mediach społecznościowych odnotowano 284 wzmianki i 4,08 mln potencjalnego dotarcia. Do tego doszło 21 publikacji prasowych, pięć radiowych i dwie telewizyjne.

Dane pokazują intensywność zainteresowania, lecz nie jego wydźwięk i nie liczbę unikalnych odbiorców. Wskazują jednak, że po wejściu Szelągowskiej do sporu jej nazwisko stało się samodzielnym tematem medialnym. Dodatkową miarą skali jest film z przeprosinami dla Joanny Jabłczyńskiej, który według stanu na 10 września miał na Instagramie 7 mln wyświetleń.

Jeszcze wyraźniejszy jest bilans obserwujących opublikowany przez Instytut Monitorowania Mediów. Między 26 sierpnia a 9 września Joanna Jabłczyńska zyskała 97 345 obserwujących na Instagramie i 57 138 na Facebooku. W tym samym okresie Dorota Szelągowska straciła odpowiednio 21 395 i 18 368 obserwujących.

Łącznie oznacza to wzrost społeczności Jabłczyńskiej o 154 483 konta oraz spadek społeczności Szelągowskiej o 39 763 konta na obu platformach. Liczby nie przesądzają o utracie kontraktów, ale są mierzalnym sygnałem reakcji publiczności, który reklamodawcy mogą brać pod uwagę.

O kryzysie marki osobistej

Katarzyna Grobel, PR & communication manager w PR Calling, uważa, że Szelągowska sama przeniosła konflikt na własną markę osobistą: – Problemem nie było samo zabranie głosu w obronie matki, ale forma tej wypowiedzi. Pierwsze nagranie było bardzo ostre, personalne i miało charakter konfrontacyjny.

Jak dodaje, część internautów zwracała też uwagę na to, że Szelągowska sprawiała wrażenie, jakby czytała przygotowane wcześniej punkty z kartki: – To wzmacniało odbiór materiału jako swoistego publicznego \"osądu\" nad drugą osobą – szczegółowego punktowania zarzutów, z przygotowaniem ich tak, aby niczego w tym ataku nie pominąć.

W efekcie uwaga odbiorców przesunęła się z samego sporu dotyczącego filmu na sposób, w jaki potraktowana została Joanna Jabłczyńska. (...) Jeżeli obrona bliskiej osoby przyjmuje formę rozbudowanego, personalnego ataku, odbiorcy przestają analizować meritum i zaczynają oceniać przede wszystkim sposób komunikacji.

Katarzyna Grobel
PR & communication manager w PR Calling

Czy reklamodawcy zaczną się wycofywać?

Na razie nie ma publicznego potwierdzenia, że któraś z wymienionych firm zakończyła współpracę z Szelągowską albo że prezenterka straciła z tego powodu dochody. Negatywna reakcja części publiczności nie jest równoznaczna z wypowiedzeniem umowy. Może jednak zmienić kalkulację marek rozważających kolejne kampanie.

Kinga Śledziewska, account executive w Tears of Joy, podkreśla, że wartość reklamowa nie zależy od pojedynczego wskaźnika ani jednego kryzysu: – Jeden niewielki kryzys rzadko kiedy obniża wartość marki, również osobistej. Wartość reklamowa to nie tylko aktualny odbiór w mediach, ale też rozpoznawalność, wiarygodność w konkretnej grupie odbiorców, wyniki wcześniejszych kampanii, dopasowanie do marki czy wizerunek w długiej perspektywie.

Jak dodaje, taka sytuacja może jednak sprawić, że część reklamodawców będzie przez jakiś czas ostrożniej podchodziła do decyzji o współpracy. Dużo zależy też od tego, jak długo temat pozostaje żywy i przede wszystkim jak osoba, której dotyczy kryzys, na niego reaguje.

Teoretycznie taki scenariusz zawsze jest możliwy, ale w praktyce marki nie podejmują takich decyzji wyłącznie na podstawie liczby negatywnych komentarzy pod jednym materiałem. Przy stałej współpracy bierze się pod uwagę znacznie szerszy obraz: dotychczasową historię ambasadora, jego wiarygodność, reakcję odbiorców, skalę kryzysu, zgodność z wartościami marki i oczywiście zapisy umowy.

Kinga Śledziewska
account executive w Tears of Joy

Ekspertka wskazuje, że znaczenie ma też to, czy mamy do czynienia z jednorazowym zdarzeniem, czy z powtarzającym się problemem wizerunkowym.


Wyjaśnia także, jakie dane analizują reklamodawcy po podobnych zdarzeniach. Przede wszystkim patrzą na skalę kryzysu, a nie tylko na sam fakt, że się wydarzył. Analizują, jak duży jest negatywny sentyment, czy temat wychodzi poza social media danej osoby, jak długo utrzymuje się zainteresowanie nim i czy pojawia się realna zmiana w nastawieniu jej społeczności.

Istotna jest też reakcja samego twórcy czy ambasadora. Z perspektywy marki jest różnica między sytuacją, która eskaluje przez kolejne wypowiedzi, a taką, w której ktoś reaguje, bierze odpowiedzialność za swoje słowa i temat z czasem wygasa. Ostatecznie marka zadaje sobie bardzo praktyczne pytanie: czy obecność tej osoby w kampanii nadal wspiera jej komunikację, czy zaczyna ją przesłaniać.

Kinga Śledziewska
account executive w Tears of Joy

Zdaniem ekspertki bardziej ostrożne będą przede wszystkim te marki, które bardzo mocno budują komunikację na zaufaniu, bezpieczeństwie, rodzinności czy odpowiedzialności społecznej. Dotyczy to na przykład części marek finansowych, produktów kierowanych do rodzin i dzieci, branży zdrowotnej czy instytucji publicznych.

– Z drugiej strony marka o bardziej wyrazistej komunikacji może ocenić dokładnie tę samą sytuację inaczej: głośniej znaczy lepiej. Dlatego przy wyborze ambasadora zawsze liczy się dopasowanie konkretnej osoby do konkretnej marki – precyzuje ekspertka.

Kryzys wizerunkowy nie oznacza automatycznie utraty wartości reklamowej. Dla reklamodawcy dużo ważniejsze jest to, czy mamy do czynienia z pojedynczym zdarzeniem, czy z czymś, co zaczyna trwale zmieniać sposób postrzegania danej osoby. Marki patrzą na skalę i długość kryzysu, reakcję społeczności, zachowanie samego ambasadora oraz przede wszystkim na to, czy jego wizerunek nadal jest spójny z tym, co chce komunikować marka. Jeden głośny materiał może więc zwiększyć ostrożność przy nowych współpracach, ale sam w sobie nie przesądza jeszcze o dalszej wartości komercyjnej danej osoby.

Przeprosiny ograniczyły eskalację, ale nie wymazały nagrania

3 września Szelągowska opublikowała przeprosiny. "Aśka, bardzo cię przepraszam. Nie miałam prawa cię obrażać. Żadne poczucie krzywdy czy zranienia tego nie tłumaczy. Jest mi wstyd. Bardzo jest mi przykro. Przepraszam" – powiedziała. Jabłczyńska odpowiedziała, że wie, jak trudno publicznie powiedzieć "przepraszam", dlatego szanuje ten krok.

Grobel uważa, że usunięcie pierwszego materiału było właściwe, lecz zwraca uwagę na dysproporcję między oboma komunikatami: Usunięcie ograniczało dalszą eskalację. Problemem pozostaje jednak proporcja między siłą pierwotnego przekazu a skalą późniejszych przeprosin.

Jak precyzuje ekspertka, pierwszy materiał był mocny, szczegółowy i bardzo emocjonalny, podczas gdy przeprosiny były krótkie, wręcz zdawkowe.

Duża skala wsparcia okazywanego Joannie Jabłczyńskiej pokazuje, że internauci wyraźnie ocenili proporcję pomiędzy obiema stronami sporu. W takich sytuacjach często uruchamia się mechanizm solidarności z osobą postrzeganą jako publicznie atakowana. Im bardziej agresywna i jednostronna wydaje się komunikacja jednej strony, tym silniejszy może być odruch stanięcia po stronie drugiej.

Katarzyna Grobel
PR & communication manager w PR Calling

Katarzyna Grobel nie sądzi jednak, żeby sama fala krytycznych komentarzy musiała oznaczać trwałą szkodę dla marki Doroty Szelągowskiej. Przy silnej, budowanej przez lata marce osobistej pojedynczy incydent może relatywnie szybko stracić na znaczeniu, jeśli nie będzie dalej podsycany.

Język jako źródło wizerunkowego rozdźwięku

Nagranie przeanalizowała dr Małgorzata Majewska, językoznawczyni i wykładowczyni UJ, prowadząca kanał "Między Zdaniami". Zwróciła uwagę na mentorski ton, który określiła jako wejście w rolę "ciotki dobrej rady". "Patronizing polega na tym, że ja wychodzę wyżej: ja ci wytłumaczę" – mówiła. W jej ocenie taki sposób mówienia pozorował radę, lecz zawierał deprecjonujące "szpileczki". Ta analiza pomaga wyjaśnić, dlaczego materiał tak mocno zderzył się z dotychczasowym, ciepłym wizerunkiem Szelągowskiej.


WIDEO


Psychologowie o granicach komunikacji

Krytyczne komentarze przedstawili również psychologowie obecni w mediach społecznościowych. Emil Otto, prowadzący profil "Za tropem myśli", nie rozstrzygał, kto ma rację w sporze, lecz wskazywał na etykietowanie, zawstydzanie, przypisywanie intencji i publiczne deprecjonowanie. "Można mieć rację i jednocześnie komunikować ją w sposób, który rani" – napisał.

Psycholożka Katarzyna Kucewicz krytycznie oceniła m.in. sugerowanie rozmówczyni problemu z odróżnianiem fikcji od rzeczywistości i przypisywanie jej złych intencji.

Czy Szelągowska jest największą przegraną?

W krótkiej perspektywie Szelągowska poniosła jeden z najbardziej widocznych kosztów tej historii. Nie była stroną pierwotnego sporu o obsadę, a własnym nagraniem sprawiła, że jej nazwisko stało się osobnym tematem medialnym. Strata blisko 40 tys. obserwujących na dwóch platformach pokazuje, że część publiczności zareagowała nie tylko komentarzem, lecz także odejściem z jej społeczności.

Nie jest to jednak jeszcze dowód na spadek zarobków. Realne skutki finansowe będzie można oceniać dopiero na podstawie dalszych decyzji reklamodawców: przedłużania istniejących umów, zapraszania do nowych kampanii i utrzymania stawek. Kryzys może działać nie poprzez spektakularne zerwanie kontraktu, ale poprzez brak kolejnych propozycji – decyzje, które zwykle nie są publicznie komunikowane.

Grobel zwraca uwagę, że długofalowo koszt może ponieść również sam film: – Paradoksalnie większym ryzykiem reputacyjnym może być dziś wpływ całej sytuacji na sam nowo powstający film. Konflikt dotyczący obsady zaczyna bowiem przykrywać rozmowę o produkcji, a negatywne emocje mogą zostać przeniesione na projekt jako całość.

Po przeprosinach najważniejsze byłoby więc konsekwentne wygaszenie konfliktu. Dorota Szelągowska nie powinna już wracać do meritum sporu, odpowiadać na kolejne zaczepki ani rozszerzać swoich wyjaśnień. Jeśli temat pojawia się w wywiadach, wystarczyłby jeden stały komunikat: przyznanie, że forma wcześniejszej wypowiedzi była niewłaściwa, że przeprosiny zostały złożone i że nie chce dalej eskalować sytuacji.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

"Mamy tego dość". Protest przeciwko zwolnieniom w Polska Press

"Mamy tego dość". Protest przeciwko zwolnieniom w Polska Press

Wielki powrót na Wiertniczą. Maciej Gozdowski znów pracuje dla TVN [NASZ NEWS]

Wielki powrót na Wiertniczą. Maciej Gozdowski znów pracuje dla TVN [NASZ NEWS]

Zmiana we władzach spółki Cyfrowego Polsatu. To operator MUX-4

Zmiana we władzach spółki Cyfrowego Polsatu. To operator MUX-4

TVN rusza na podbój YouTube. Na start randkowe "Amorki"

TVN rusza na podbój YouTube. Na start randkowe "Amorki"

Wirtualna Polska pod presją kosztów w turystyce. Gorzej na Węgrzech i w Rumunii

Wirtualna Polska pod presją kosztów w turystyce. Gorzej na Węgrzech i w Rumunii

Paramount zarabia w Polsce także bez TVN. Zmalał zysk jego spółki

Paramount zarabia w Polsce także bez TVN. Zmalał zysk jego spółki