Na przestrzeni ostatnich dni spór pomiędzy Grocholą, która jest jednocześnie producentką filmu, a Jabłczyńską przeszedł intrygującą ewolucję: od medialnej przepychanki, przez potencjalną batalię sądową, po maszynkę do robienia memów.
Powrót kultowego filmu
13 lutego 2004 r. do kin trafił film "Nigdy w życiu" na podstawie powieści Katarzyny Grocholi pod tym samym tytułem. W głównych rolach zagrali Danuta Stenka, Joanna Brodzik, Artur Żmijewski, Jan Frycz oraz Joanna Jabłczyńska.
Produkcja odniosła kolosalny sukces: w kinach sprzedało się 1,626 mln biletów, co, jak podaje serwis Box Office’owy zawrót głowy, wśród polskich filmów, które nie były adaptacjami lektur szkolnych, dawało wtedy drugie miejsce na liście wszech czasów za Kilerem (2,2 mln).
W tym roku rozpoczęły się zdjęcia do kolejnej kontynuacji: "Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później". Na planie pojawiła się Danuta Stenka. O roli jej filmowej córki było cicho dopóki sprawa nie "wydała się" podczas prezentacji jesiennej ramówki TVN.

Jabłczynska "przegrała casting" którego nie było?
Portal "Plotek" zapytał Jabłczyńską o rolę, a ta odpowiedziała: "Nie zagram w kontynuacji. Nigdy w życiu. Produkcja nie miała sama odwagi powiedzieć mi, że nie zagram. A może czekali? Nie wiem. Ja wiedziałam, że jak wyjdę dzisiaj na tę ściankę, to będę musiała odpowiedzieć".
Bardziej szczegółowo o sytuacji Jabłczyńska zdecydowała się opowiedzieć w rolce nagranej samodzielnie. Wytłumaczyła w niej, że nie zdawała sobie sprawy, że bierze udział w castingu do roli – była przekonana o angażu do produkcji: odbyły się zdjęcia próbne, poznała swojego filmowego partnera, czekała tylko na potwierdzenie. Zamiast tego, jak relacjonuje, otrzymała informację o tym, że rolę Tosi zagra inna aktorka.
Do wypowiedzi Jabłczyńskiej odniosła się producentka serialu, Anna Wichłacz, która w wypowiedzi dla portalu Pudelek stwierdziła, że owszem, Jabłczyńska casting przegrała, a rolę Tosi zagra Agnieszka Żulewska (znana m.in. z "Wielkiej wody").

– To był wybór sześciu najlepszych do tej roli według nas, według reżysera i produkcji. Pani Jabłczyńska też była na tym castingu. Została wybrana inna aktorka. 17 czerwca pani Jabłczyńska została poinformowana, że ten wyścig przegrała. Casting to casting – był identyczny dla wszystkich aktorów. Miały przygotować jakąś tam scenę z partnerem i zagrać. No to jest normalne przecież – mówiła.
Konflikt pomiędzy aktorką a produkcją skomentowała również Katarzyna Grochola i to właśnie jej słowa sprawiły, że sprawy przybrały dość nieoczekiwany obrót. Pisarka w wypowiedzi dla "Super Expressu" przypominała, że Jabłczyńska nie pojawiła się (podobnie z zresztą jak nikt z pierwotnej obsady) w "Ja wam pokażę", czyli filmie na podstawie drugiej części cyklu. Nie było jej też w serialu, który powstał na motywach "Nigdy w życiu" w 2007 r.

W oświadczeniu opublikowanym na Facebooku czytamy, że Grochola postanowiła, "jako producentka, podjąć kroki prawne".
"Szanowni Państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę Państwa informować na bieżąco. Dobrego wieczoru! Katarzyna Grochola" - brzmiała treść oświadczenia, opublikowanego w niedzielny wieczór.
Oświadczenie Grocholi zadziałało, w dużej mierze, przeciwskutecznie: pod postem pojawiły się tysiące komentarzy, z których spora część broniła stanowiska Jabłczynskiej. A sama aktorka, która jest z wykształcenia prawniczką, zaapelowała do swoich obserwatorów o robienie screenów, ponieważ post może niebawem zniknąć.

Aktorka dodała również specyficzny komentarz do sprawy, nagrywając rolkę z Przemysławem Niedzielskim. "Cześć, jesteśmy prawnikami po 2 kursach online i pokażemy ci, jak podjąć Kroki Prawne dzięki tym 3 prostym krokom" - pada z ekranu. Następnie Jabłczyńska i Niedzielski prezentują kroki. Dosłownie.
Sporo reakcji wywołała również rolka, w której Jabłczyńska ogląda kurtkę w pracowni projektanta Jacoba Buczyńskiego z wymownym napisem, skierowanym do "produkcji". Jabłczyńska z uśmiechem precyzuje w nim: "To nie moje zamówienie".

Rozgłos to rozgłos
Jak komentuje Rafał Baran, założyciel agencji Bridge2Fun łączącej marki i rozrywkę, rozgłos medialny zawsze jest dobry dla produkcji. Nawet jeśli jest "niedobry":
– Julian Tuwim powiedział kiedyś, że w Polsce aby odnieść sukces, trzeba być zagranicznym, albo pisać perwersyjnie, albo być nieboszczykiem. To w skrócie charakteryzuje tego typu rzeczy. Jeśli jest napięcie na planie, ludzie chcą zobaczyć, czy to napięcie przekłada się na finalny efekt – stwierdza i dodaje: – Jeśli ten konflikt wynikł przypadkiem, ktoś ma szczęście.
– Jesteśmy bardzo rozplotkowanymi stworzeniami społecznymi. To jest związane z naszą naturą, lubimy to – w wymiarze dużym, małym, prywatnym, zawodowym. Z promocyjnego punktu widzenia to wspaniała historia. Pytanie, czy będzie się kręcić do premiery. Nie ma lepszego narzędzia w showbiznesie niż kontrolowany skandal – komentuje Baran.

Założyciel Bridge2Fun precyzuje, że nie wszystkie skandale są w stanie się "obronić":
– Jasne, niektóre rzeczy do siebie nie pasują i potem sprawa kończy się tak, jak w przypadku skandalu z Powstaniem Warszawskim i influencerką z OnlyFans. Ale póki jesteśmy w showbiznesie polegającym na tym, że płacimy, żeby coś zobaczyć, to "kobieta z brodą" zawsze się sprawdza – podsumowuje.












