"Jeśli przestępcy kreują się na ofiary operacyjnych działań państwa polskiego, to jak mają się czuć wszyscy ci ludzie, których oni skrzywdzili? Pomyślcie o tym. Mafiosi, dilerzy narkotyków i terroryści chwycą się każdej linii obrony, żeby uchronić się przed odpowiedzialnością" – napisał Pereira w grudniu 2021 roku. W pierwszej instancji został za ten wpis skazany na trzy miesiące ograniczenia wolności.
Sąd Okręgowy w Warszawie ogłosił dziś wyrok w sprawie, jednak ustne motywy rozstrzygnięcia z mocy prawa zostały wyłączone z jawności. Po ogłoszeniu wyroku obecna na miejscu Ewa Wrzosek nie udzieliła komentarza obecnym w sądzie mediom.

Sprawa zaczęła się pod koniec 2021 roku. Agencja Associated Press podała wówczas, że telefon Ewy Wrzosek był sześciokrotnie atakowany przy użyciu systemu Pegasus. Pereira komentował te informacje na Twitterze. W swoim wpisie nie wymienił Wrzosek z nazwiska. AP wymienił trzy nazwiska: Krzysztofa Brejzę, Romana Giertycha i Ewę Wrzosek.
Wpis Pereiry pojawił się kilka dni później. Pereira argumentował w sądzie, że w swoim wpisie nie wymienił Ewy Wrzosek, bo o niej nie pisał. W innym razie zostałaby wymieniona.
Ewa Wrzosek uznała jednak, że wpis jej dotyczy, i złożyła przeciwko Pereirze prywatny akt oskarżenia o zniesławienie.
Najpierw sąd umorzył sprawę
W listopadzie 2022 roku warszawski sąd rejonowy umorzył postępowanie. Uznał, że wpis Pereiry był swobodną wypowiedzią i nie wyczerpywał znamion przestępstwa. Orzeczenie nie było wówczas prawomocne.

Sprawa nie zakończyła się jednak na tym etapie. Po odwołaniu została ponownie rozpatrzona.
W październiku 2023 roku zapadł wyrok niekorzystny dla Pereiry. Sąd uznał dziennikarza za winnego zniesławienia Ewy Wrzosek i skazał na trzy miesiące ograniczenia wolności. Kara polegała na wykonywaniu prac społecznych. Wyrok był nieprawomocny. Pereira zapowiedział apelację wtedy apelację.
Pereira wygrał z Giertychem
Jak już informowaliśmy W marcu tego roku Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy uniewinnienie dziennikarza w sprawie karnej z powództwa Romana Giertycha.
Giertycha oburzyły słowa, które padły na antenie TVP Info w trakcie komentowania sprawy Polnordu oraz zatrzymania polityka. Chodziło o wypowiedź Samuela Pereiry z 18 października 2020 roku w programie "Serwis Info".
Dziennikarz komentował w nim zatrzymanie Giertycha na polecenie prokuratury w śledztwie dotyczącym Polnordu, z którego miało dojść do wyprowadzenia ponad 90 mln złotych. W czasie programu podano informacje o posiadłości Giertycha i jego żony we Włoszech.

– Pytanie, czy ta działka została zakupiona z przestępczego procederu kosztem właśnie akcjonariuszy poszkodowanej spółki i pytanie, jaką rolę też w tej sprawie odegrał Sebastian J., który znany jest właśnie z tego gestu, ale wcześniej był też znany jako taki, takie zbrojne ramię Romana Giertycha w LPR, w Lidze Polskich Rodzin – powiedział w studiu TVP Info Pereira.
– Przecież to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu wyprowadzać te pieniądze, to nie Prawo i Sprawiedliwość kazało zakładać spółki Romanowi Giertychowi, Sebastianowi J., Piotrowi Ś., byłemu szefowi Młodzieży Wszechpolskiej. To nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu tak długo przebywać we Włoszech i przylecieć akurat tego dnia, w którym Roman Giertych przyleciał i mógł zostać zatrzymany, przecież to też nie Prawo i Sprawiedliwość kazało mu angażować się w sprawy Ryszarda K. i stworzyć cały ten łańcuszek spółek, kupować nieruchomości, sprzedawać je drożej po tygodniu i różnice inkasowali współpracownicy Ryszarda K., którzy mieli pełnomocnictwa do rachunków – mówił dalej o Giertychu.












