Zapowiadając kolejne wystąpienia, szef IAB Polska Włodzimierz Schmidt podkreślał, że sesja plenarna ma służyć refleksji nad kondycją ludzkiej natury. Wypełniające ją prezentacje zaś – wychodzeniu ze strefy komfortu.
To właśnie analizował w swoim wystąpieniu znany psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger. Tematem przewodnim jego wystąpienia była rezyliencja, którą nazwał "sztuką przetrwania życia".
Jak przetrwać życie?
- Rezyliencja człowieka wymaga ogromnego wysiłku i budowania szerokiego doświadczenia. Można powiedzieć, że rezyliencja przejawia się w naszym życiu na trzech poziomach - ciała, serca, czyli uczuć, emocji, relacji oraz umysłu, czyli psychiki.
Wrogiem rezyliencji jest za to ciągłe uciekanie od trudności i podążanie za komfortem. W kontekście samorozwoju taka sytuacja jest dla człowieka zgubna i nie pozwala nigdy na dobre rozwinąć skrzydła – także biznesowo i zawodowo.

- Nie jesteśmy ograniczeni jakimś kodem genetycznym odziedziczonym po przodkach. Możemy się nauczyć wielu różnych rzeczy. Ciało musi się nauczyć radzić sobie sytuacjami trudnymi - z bólem, zranieniem, z chorobą. Musimy organizować swoje doświadczenie z ciałem poza strefą komfortu. Nie możemy bać się wychodzić poza strefę komfortu – wskazał gość Forum IAB.
W ocenie eksperta, popełniamy "cywilizacyjny błąd", za wszelką cenę dążąc do komfortu.
– Wydajemy na to ogromne ilości pieniędzy. Chcemy zbudować cywilizacyjny inkubator, w którym wszystkie parametry otoczenia są stałe i komfortowe – wyliczył Wojciech Eichelberger.
Rezyliencja ciała przekłada się także na warstwę emocjonalną i psychiczną. Praca nad własną rezyliencją ma w ocenie eksperta wiele pozytywów – pozwala na przykład skutecznie zarządzać sytuacjami kryzysowymi w każdej sferze życia, przyjmować konstruktywną krytykę, wychodzić z trudnych sytuacji. Osoba z wysoko wykształconą rezyliencją rzadziej zachoruje na depresję, będzie potrafiła znieść presję, nie wystraszy się wyzwań i inności.

– Umysł rezylientny nie jest umysłem dogmatycznym, sztywnym, który raz na zawsze skonstruował jakąś wizję świata i wizję życia i resztę swojego życia się jej trzyma. Taki umysł się uczy, jest otwarty na różne nowe idee, na informacje, które wywracają mu jego indywidualny paradygmat do góry nogami – powiedział Wojciech Eichelberger.
Psycholog podsumował: - Rezyliencja polega na tym, że jesteśmy w stanie zrobić coś zupełnie nowego, jeśli sytuacja tego wymaga. Wejść w nową przestrzeń ruchową, emocjonalną i intelektualną.
Algorytmy i komfort
O tym, jak technologie i platformy algorytmiczne "wpychają nas" w nadmierny komfort i za jaką cenę, mówiła na scenie Forum IAB Sylwia Czubkowska, dziennikarka technologiczna i współautorka podcastu "Techstrorie".

W wystąpieniu "Wygoda mechanizmem kontroli" nazwała postęp technologiczny "procesem ograniczania oporu". Tak aplikacje i usługi cyfrowe, jak i sprzęty z dostępem do sieci maksymalnie "ułatwiają nam życie". Odpowiadają w ten sposób na zaszyte w nas biologicznie pragnienie ograniczania wysiłku w obliczu kolejnych zadań.
Techniczne nowinki – od robotów sprzątających i gotujących, po czatboty odpowiadające na różne zagwozdki dnia codziennego – tak naprawdę rachunek za siebie każą płacić w walutach uwagi (której mamy coraz mniej) i w danych. To drugie to prawdziwe "złoto" platform algorytmicznych i gigantów technologii.
– Mamy dzisiaj cały zestaw rozwiązań, które fenomenalnie współgrają z naszą potrzebą wygody. Swipowanie, streamowanie, odpowiadanie na nasze pytania, nasze prompty. To wszystko jest elementem zdejmowania z nas oporu, zmniejszania tarcia – wskazała dziennikarka.

Czubkowska przywołała tu pojęcie wprowadzone do debaty publicznej przez Shoshanę Zuboff "nadwyżki behawioralnej". To nieskończone ilości danych o każdym aspekcie życia ludzi, które służą techgigantom do budowy nie tylko zysku finansowego, ale i narzędzi władzy nad społeczeństwami bez mechanizmów kontroli.
– Nadwyżka behawioralna już nie jest tylko wykorzystywana do rozwoju i zasilania rynku reklamowego, ale staje się też elementem budowy gospodarki, w której my jesteśmy już nie tylko prostymi dawcami danych, jesteśmy również współtwórcami kolejnych usług. Czy słyszeliście, co zrobiła Meta niedawno, zwalniając swoich pracowników? Tych, którzy zostali, wtłoczyła w system, który śledzi każdy ich ruch, po to, żeby wytrenować agentów, którzy będą doskonale naśladować pracę pracownika – opisuje współautorka Techstorii.

Wyjaśniała: - Powoli zaczyna do nas docierać, że coraz mniejsze, bardziej rozmyte linie oporu nie są już tylko wygodą. \"Kokon\" wygody staje się panoptykonem.
Platformy technologiczne zamiast wysiłku podrzucają do każdej czynności aplikacje. Zamiast wyboru mamy algorytmy pozycjonujące.
– Zdjęcie z nas trudności nie powoduje, że stajemy się silniejsi, ale słabsi. I to każdym poziomie: biologicznym, psychologicznym, społecznym. Coraz częściej zauważamy, że coś jednak nam brakuje, że moment, w którym wygoda jest tak ważna, oznacza również, że zdejmuje z nas wysiłki, które są bardzo naturalne. Zamiast ćwiczenia pamięci – system nas zapamięta – opisała dziennikarka.
Wystąpienie Sylwia Czubkowska podsumowała cytatem z Jacka Dukaja: "Na bazie starych danych żadna, największa moc obliczeniowa nie wymyśli oryginalności".

"Poszarpana" AI
W sesji plenarnej Forum IAB nie mogło zabraknąć tematyki sztucznej inteligencji. O jednym z wyzwań rozwoju tej technologii opowiadał Dariusz Jemielniak, profesor Akademii Leona Koźmińskiego. "Granica zdolności sztucznej inteligencji jest poszarpana" – mówił na Forum IAB prof. Jemielniak.
– Jednym z problemów wdrożeń AI-owych jest to, że nigdy nie wiemy, gdzie ich granica przebiega – głównie dlatego, że ta technologia błyskawicznie się rozwija – wskazał naukowiec.
Profesor Jemielniak jako przykład wskazał kolejne generacje dużych modeli językowych, np. Claude. – Przepaść pomiędzy kolejnymi wersjami modeli nie przesuwa się liniowo, jest poszarpana – w pewnych obszarach jest świetnie, w innych wciąż jesteśmy do tyłu – mówił ekspert, wskazując np. na zdolności AI w zakresie designu.

Jednak nawet tam, gdzie narzędzie działa, napotykamy problemy innego rodzaju. Dobrym przykładem są czatboty – generalnie ich zdolności do generowania tekstów są coraz wyższe, jednak ciągle barierą rozwoju pozostaje problem halucynacji.
– Kto weźmie odpowiedzialność za błędnie wygenerowaną odpowiedź na pytanie prawne? To problem "ostatniej mili". Wyzwaniem pozostaje więc monetyzacja narzędzia na poziomie organizacji, nie jednostki – mówił prof. Dariusz Jemielniak.
"Gospodarka uwagi" się kończy. Co dalej?
Prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa Magdalena Bigaj swoje wystąpienie poświęciła gospodarce uwagi. "Ona się kończy" – zaznaczyła na wstępie.
- Przez ostatnie dwadzieścia lat obserwowaliśmy szybki rozwój czegoś, co prof. Michał Krzykawski nazywa "cyfrowym przemysłem wydobywczym". Największe VLOPy (czołowe globalne platformy cyfrowe – przyp.) opierały na tym cały swój biznes – na wydobywaniu naszej uwagi – wskazała ekspertka. Przypomniała, jak jeszcze w 2008 r. platformy wprost komunikowały, że projektują swoje usługi, bazując na ludzkich słabościach - mówiła Bigaj.

Bigaj przywołała słowa noblisty Herberta Simona "Bogactwo informacji tworzy ubóstwo uwagi". – To jest logiczne. Uwaga nie jest studnią bez dna. Ludzie mają 24 godziny doby. Nie ma podzielności uwagi, jest tylko przerzutność – mówiła prezeska Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa.
Dla branży marketingu to wielkie wyzwanie – mamy permanentne przeciążenie informacyjne, nadmiar tworzonych treści. Na to nakładają się biologiczne ograniczenia. Mózg przeładowany informacjami staje się bardziej podatny na dezinformację, przestaje zapamiętywać, a w końcu szwankuje nasza "pamięć podręczna", służąca do codziennego funkcjonowania na podstawowym poziomie.
– To szatkowanie uwagi to ogromny problem dla was (branży marketingu – przyp.). Minuta uwagi nie waży tyle co 10 lat temu. Użytkownik jest tak przyzwyczajony do kompulsywnego klikania, robienia kilku rzeczy naraz. To inflacja uwagi – wskazała Bigaj.

Problemem nie jest dziś zdobycie zasięgu, ale przebodźcowany odbiorca i jego "poszatkowana" uwaga. – U klienta nie będzie się to przekładać na przychody i prędzej czy później, ta bańka pęknie – ostrzegała ekspertka.
Model oparty o maksymalizację czasu odbiorcy już nie będzie działał – przewiduje Magdalena Bigaj. Dlaczego? Po pierwsze: pojawia się coraz więcej regulacji sektora gospodarki cyfrowej (DSA, DMA, AI Act); w USA bigtechy (głównie Meta) przegrywają kolejne procesy sądowe w sprawach o naruszenia bezpieczeństwa.
Po drugie: rośnie presja społeczna. – Użytkownik się nie zmienił, ale przestał akceptować system – mówiła Bigaj. Dotyczy to zwłaszcza młodych. – Nową walutą jest zaufanie, a zaufanie to przewidywalność, bezpieczeństwo. Poczucie, że zostanę zmanipulowana, że UX jest zaprojektowany tak by mnie nie skrzywdzić.

Trzecie: wielcy tracą zaufanie użytkownika. – Na zaufanie trzeba zasłużyć, a go nie zbuduje się na platformach algorytmicznych. Tam są zasięgi, ale nie ma zaufania odbiorców.
W ocenie ekspertki potrzeba stworzenia powszechnej klasyfikacji usług i produktów cyfrowych pod kątem ryzyka. – Jeśli taka weryfikacja byłaby już dziś, to serwisy takie jak TikTok, YouTube, Facebook musiałyby zaznaczyć "tak, na naszych platformach jest możliwe, że natkniesz się na pornografię, treści przemocowe" – podsumowała Magdalena Bigaj.
Portal Wirtualnemedia.pl jest patronem medialnym Forum IAB 2026. Organizatorem wydarzenia jest IAB Polska.










