Wypowiedź była komentarzem do słów Andrzeja Szeptyckiego z Polski 2050, który oceniał, że Ukraińska Powstańcza Armia to — "to byli tacy trochę – ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa – ukraińscy żołnierze niezłomni".
Dodał, że nadanie przez Wołodymyra Zełenskiego jednej z ukraińskich jednostek imienia "Bohaterów UPA" było "nierozważne", a polska reakcja — "szkodliwa i nerwowa". UPA odpowiada za czystki etniczne z lat 1943–1945, w których zginęło blisko 100 tys. Polaków.
Gawryluk o pochodzeniu wiceministra w polskim rządzie
Budzący kontrowersje komentarz szefowej pionu kanałów tematycznych Polsatu pojawił się w programie "Kalejdoskop Wydarzeń" 6 czerwca. — Porównywanie UPA do Żołnierzy Niezłomnych. Robi to wiceminister nauki, który jest wykładowcą, uczy młodzież na dziennikarstwie. Tutaj też. Natomiast on jest Ukraińcem. To jest Ukrainiec ze Związku Ukraińców w Polsce — stwierdziła (cytat za DoRzeczy.pl).

Następnie dodała: — On zawsze sprzeciwiał się podnoszeniu kwestii Wołynia na poziom stosunków polsko‑ukraińskich. Również gloryfikował UPA, "chwała bohaterom" podpisywał pod zdjęciami banderowskimi. (…) Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim, reprezentujący ukraińskie interesy, jest wiceministrem w polskim rządzie — mówiła w Polsat News.
Kublik: pytanie o pochodzenie może dać początek nagonce
Agnieszka Kublik w tekście w "Gazecie Wyborczej" zapowiedziała zaskarżenie wypowiedzi Gawryluk do KRRiT. Wskazała na obowiązki organu: "KRRiT, organ państwowy, ma konstytucyjny obowiązek stać na straży wolnego i odpowiedzialnego słowa".
Oceniła, że pytanie o pochodzenie może "dać początek nagonce", prowadząc do haseł w rodzaju "Polska dla Polaków". Kublik przywołała również art. 18 ustawy medialnej, zgodnie z którym przekazy nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących m.in. ze względu na pochodzenie etniczne czy przynależność narodową. "Składam skargę na Dorotę Gawryluk do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Proszę o szybkie tempo jej rozpatrzenia" — napisała publicystka.

W publikacji "GW" przypomniano dorobek naukowy Szeptyckiego: studia historii na Uniwersytecie Paryż‑Sorbona, habilitację na UW, tytuł profesora nauk społecznych nadany w 2024 r. przez prezydenta Andrzeja Dudę oraz pracę m.in. w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych i na Kijowskim Uniwersytecie im. Tarasa Szewczenki.
Do sprawy odniósł się w Sejmie premier Donald Tusk.
— Padają słowa w tej Izbie, padają słowa w mediach, w debatach publicznych, które coraz częściej wskazują, że z pojedynczych incydentów zaczyna robić się fala — mówił. — Mówię o słowach takich jak "zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim jest wiceministrem w polskim rządzie". Tusk ostrzegł, że takie wypowiedzi mogą ośmielać do ksenofobii i pogardy.
Gawryluk krytykowana
Na portalu X głos zabrali dziennikarze. Konrad Piasecki z TVN24 napisał: "Jak to jest możliwe, że w niemal 60 lat po marcu '68 może komuś wpaść do głowy, że kryterium dyskwalifikującym do zasiadania w rządzie może być pochodzenie narodowościowe?"

Tomasz Terlikowski, współpracujący z TVN24+, ocenił: "Sprawdzanie pochodzenia pracowników ministerstw (…) to smutny dowód na to, że pewna część polskiej prawicy przejmuje najgorsze standardy rasizmu".
Portal Wirtualnemedia.pl zwrócił się o komentarz do samej Gawryluk. Dziennikarka odpisała, że zachęca do oglądania programu "Kalejdoskop Wydarzeń" w sobotę (godz. 9.00). — Tam będzie wszystko — dodała. KRRiT nie zdradza, czy w sprawie wpłynęły do niej inne skargi i czy przewodnicząca zamierza wszcząć postępowanie przeciwko Polsatowi.











