Krzysztof Ziemiec: Nie żałuję pracy w TVP. Teraz idę z głównym nurtem

– Jeśli ktokolwiek, kto prowadzi takie kanały jak ja, powie, że nie patrzy na Kanał Zero, to nie będzie to prawda. Wszyscy spoglądają z wielką atencją i często zazdrością – przyznaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Krzysztof Ziemiec. Były dziennikarz TVP dziś odnajduje się w roli twórcy kanału Otwarta Konserwa na YouTube. W wywiadzie m.in. odnosi się do konkurencji youtubowej, pracy w TVP i powrotu do telewizji.

Dominik Senkowski
Dominik Senkowski
Udostępnij artykuł:
Krzysztof Ziemiec: Nie żałuję pracy w TVP. Teraz idę z głównym nurtem
fot. Pawel Wodzynski

Żałuje Pan decyzji o przejściu z telewizji do YouTube?

To trudne pytanie, bo wymagałoby długiej analizy. Krótko mówiąc: myślę, że bazując na swoim doświadczeniu, w telewizji robiłbym to samo przez kolejne lata - tak długo jak tylko by się dało i coraz bardziej pewnie czuł frustrację z powodu braku rozwoju.

Życie jednak, niezależnie od jakichkolwiek planów, rzuciło mnie na głęboką wodę i dało możliwość wejścia w obszary, na które wcześniej pewnie nie miałbym nawet odwagi. Dla kogoś, kto spędził ponad 30 lat w mediach tradycyjnych, taka zmiana to wyjście ze strefy komfortu.

Absolutnie jednak nie żałuję, bo czuję, że idę teraz z głównym nurtem, paradoksalnie nie z tym, który jest uważany za główny w mediach tradycyjnych. To nie jest tak, że telewizja czy radio umrą, ale internet stał się gałęzią dziennikarstwa, która rozwija się tak dynamicznie, że kogo w nim nie ma, dla wielu odbiorców po prostu nie istnieje.

Ludzie zaczepiający mnie na ulicy nie pytają już, kiedy wrócę do telewizji, tylko mówią: "Dziękujemy za Otwartą Konserwę". To pokazuje, że zmieniają się przyzwyczajenia Polaków - nie tylko tych najmłodszych, bo oni od urodzenia siedzą tylko w internecie - ale również widzów w średnim wieku.

A może to najlepsza decyzja, bo daje poczucie wolności? Nie jest Pan zależny od polityków czy prezesów TVP, co w mediach publicznych zawsze stanowiło problem.

Zdecydowanie tak. YouTube daje gigantyczną wolność. Od początku chcieliśmy stworzyć mini-redakcję, w której kilku z nas jest spoza branży medialnej, a ja z kolegami, Krzysztofem Kossowskim i Antonim Opalińskim, wnosimy doświadczenie z mediów publicznych.

Od ponad dwóch lat robimy to, co chcemy, i zapraszamy gości, których sami wybieramy. Nie ścigamy się na klikalność czy krzykliwość miniatur, a udało nam się zgromadzić już ćwierć miliona subskrybentów, więc jest to powód do radości. Radości także z tej wolności.

Choć muszę uczciwie przyznać tym, którzy marzą o YouTubie, że to ma swoje dobre i złe strony. Dobrem jest wolność: brak telefonu od szefa czy dyrektora, którzy zawsze chcą mieć coś do powiedzenia. Dla nas najważniejszy jest widz i jego klik, kciuk w górę i opinia pod filmem. Ale wielkim minusem jest zmienność algorytmu.

Macie problemy np. z "żółtym dolarem"?

Czasem tak, ale raczej sporadycznie. Nauczyliśmy się z tym radzić, tak jak dawniej dziennikarze radzili sobie z umowną cenzurą. Bywają miesiące lepsze i gorsze, bo YouTube to momentami miejsce mało przewidywalne, ale przez te dwa lata nauczyliśmy się w praktyce dobrze poruszać na tym rynku.

Staramy się reagować na bieżąco, trzymać rękę na pulsie. W internecie obecnie trendy zmieniają się bardzo szybko, to ogromne wyzwanie. Dziś bardzo trudno jest z wyczuciem nagrać coś "na zapas", bo news goni news albo wstrzelić się z jakimś mało znanym aczkolwiek bardzo ciekawym gościem, gdy widzowie generalnie mają swoich ulubieńców.

Ale dla nas najważniejsze jest to, by ludzie zostawali z nami na długo, bo to algorytm również promuje. Nasza średnia długość oglądania filmu jest bardzo wysoka, co dowodzi, że obraliśmy słuszną drogę. Stawiamy na uczciwość: nie kupujemy klików, nie robimy krzykliwych czołówek. YouTube nie toleruje też nudy, więc musimy szybko przechodzić do konkretów.

Przestawił się Pan już z pracy w telewizji do pracy na YouTube?

Tak, choć nie do końca, bo nasza firma produkuje też programy dla innych stacji telewizyjnych sieci MWE. Natomiast na pewno przestawiłem się w tym znaczeniu, że potrafię już sprostać wymaganiom internautów. Wiem, że nie wolno nigdy "szyć" czy "lać wody", trzeba od razu łapać byka za rogi i szybko dochodzić do brzegu. To świetna szkoła dziennikarska nawet dla kogoś z takim doświadczeniem jak ja, to esencja zawodu.

Co Pana najbardziej zaskoczyło na YouTubie?

To, że społeczność internetowa w dużej mierze mnie nie znała, bo to ludzie, którzy od zawsze nie oglądają telewizji i nie słuchają radia. Ja sam np. dowiedziałem się o istnieniu kanałów, które mają po milion subskrybentów, a o których wcześniej nie miałem pojęcia - jak np. Żurnalista. Oni nie istnieją w obiegu "starych mediów", a mimo to są niezwykle popularni.

Dziś mimo tylu lat pracy w mediach muszę z nimi konkurować. Choćby dlatego, że moje nazwisko dla wielu odbiorców w internecie do niedawna nic nie mówiło, a moje wcześniejsze doświadczenie dla społeczności YouTube nie musi mieć żadnego znaczenia.

Dodatkowo w ciągu tych dwóch lat zauważyliśmy w Konserwie, jak bardzo YouTube się zmienił. Zamiast komentowania rzeczywistości, z takim dystansem i spokojem, stał się ostatnio miejscem chwilowych emocji - jak się nie wstrzelisz z tematem w odpowiednim momencie, jak nie wskoczysz na falę, to po dwóch dniach nie ma już sensu o tym nagrywać. To też się zmienia. Kilka lat temu czy nawet rok, tempo było inne.

Czy udało się Panu zbudować społeczność, na którą Pan liczył?

Szczerze, to odchodząc z TVP, nie wiedziałem, na co liczyć. To zupełnie inny medialnie rynek i często wykluczająca się widownia. Wiedziałem, że muszę, jak kiedyś, znów walczyć o rozpoznawalność i sympatię widza. Ale my jako zespół, mieliśmy do siebie szczęście. Uzupełniamy się, każdy jest mocny na innym polu.

Po dwóch latach pod każdym filmem widzimy dobre opinie. Ludzie dziękują i podają dalej rekomendacje. Co ciekawe, "odkopałem" Romana Rogowieckiego, czyli dziennikarza jeszcze bardziej z innej epoki, którego ludzie świetnie przyjęli na YouTube.

Natomiast wiem, że cały czas muszę pokazywać społeczności internetowej, że jestem kimś więcej niż tylko "nazwiskiem z telewizji" - że mam warsztat i wiedzę i to "coś", co jest kluczowe, czyli naturalność.

W kwietniu mieliście ponad 8 mln wyświetleń, najwięcej od maja zeszłego roku. Ale są też miesiące słabsze, gdy liczba odsłon spada do dwóch mln.

Wyniki oceniam dobrze. Choć jak mówiłem, bywają miesiące lepsze i gorsze, bo YouTube to miejsce momentami nieprzewidywalne. Niektórzy mówią, że algorytm blokuje dziś treści polityczne, ale nie mam na to twardych dowodów. Nikt tego oficjalnie nie ogłasza.

Usłyszałem to od człowieka z dużej firmy medialnej, który był ostatnio na szkoleniu w Londynie i rozmawiał z ludźmi z YouTube. Ponoć platforma nie preferuje dziś treści politycznych, woli promować tematy neutralne, dotyczące np. rozwoju osobistego czy zdrowia. Tylko dlatego, że reklamodawcy ponoć tak wolą.

Niemniej sama konkurencja na polskim rynku jest tak ogromna, że to też musi powodować ruch w sieci i spadki. Niemal codziennie powstają nowe podcasty. My stawiamy na różnorodność, choć zdaję sobie sprawę, że gdybym rozmawiał tylko o jodze czy samorozwoju, miałbym więcej klików niż przy polityce. Tylko czy byłbym w takich tematach wiarygodny?

Sporo jest kanałów konserwatywno-prawicowych na polskim YouTube. To m.in. Magazyn Anity Gargas, Kanał TAK!, PRZEkanał, w jakiejś mierze Kanał Zero, Republika, rusza Pasmo syna prezydenta Karola Nawrockiego. Jak w takim otoczeniu walczyć o uwagę widza?

Przede wszystkim jakością nie tylko rozmów, ale i jakością realizacji. Zbudowaliśmy już taką społeczność, która wie, że u nas znajdzie pogłębione, wyczerpujące rozmowy bez tez i bez przerywania. YouTube premiuje jakość. Nie lekceważę konkurencji, ale jestem spokojny o nasze fundamenty.

Naszym zdaniem okienko możliwości powoli się zamyka. Kanałów typu "gadające głowy" zrobiło się już naprawdę dużo i jeśli ktoś nie zaproponuje czegoś ekstra: topowy gość, wyjątkowy temat, news czy charyzmatyczny prowadzący, to trudno będzie się przebić. Plusem jest to, że YouTube uwielbia nisze tematyczne, dlatego od początku postawiliśmy na to, by wokół Otwartej Konserwy zbudować cały system kanałów.

W ciągu tych dwóch lat obok Konserwy uruchomiliśmy kanał Się zobaczy z recenzjami filmów i seriali oraz kanał popkulturowy Otwarte Komiksy. Produkujemy także kanał literacki Piotr Gociek zaprasza. One zyskują wierne grono odbiorców, co widzimy w statystyce.

Dla Pana Kanał Zero i Krzysztof Stanowski to dziś wzór, konkurencja, raczej symbol zmian zachodzących w mediach?

Jeśli ktokolwiek, z kim pan porozmawia na YouTube, kto prowadzi takie kanały jak ja, powie Panu, że nie patrzy na Kanał Zero, to będzie to nieprawda. Wszyscy spoglądają z wielką atencją i często zazdrością. Natomiast mam świadomość, że Kanał Zero to wielki statek pełnomorski, a my jesteśmy małą łódką na Bałtyku i jeszcze w Zatoce Gdańskiej.

Znam swoje możliwości, bariery. Jako Otwarta Konserwa konkurujemy raczej z innymi kanałami, np. z Bogdanem Rymanowskim. To dla mnie bardziej punkt odniesienia niż kanał Krzysztofa Stanowskiego.

Z czego utrzymuje się Otwarta Konserwa? Tylko z AdSense?

Opieranie się wyłącznie na modelu reklamowym YouTube jest ryzykowne i niestabilne. Dlatego rozbudowujemy inne nogi finansowe. Jako firma budujemy też studia telewizyjne i podcastowe dla podmiotów zewnętrznych - od uczelni wyższych po kancelarie adwokackie.

Jesteśmy również producentem treści dla innych podmiotów, które oni nagrywają w naszych studiach, gdyż mamy już dwa. Dodatkowo prowadzimy dość zaawansowane rozmowy w kwestii bezpośredniej współpracy reklamowej. To daje nam poduszkę bezpieczeństwa. Nie unikamy też Patronite choć przyznam, że tu mogłoby być lepiej.

A jakie są plany formatowe na najbliższe miesiące?

Będziemy testowali nowe formaty. Na kanale będą pojawiały się też nowe twarze. Już dołączyła do nas Ela Żywioł, która będzie prowadzić rozmowy o duchowości i przemianach życiowych. Rozmawiamy z telewizją Antena HD, i możliwe, że po wakacjach ruszymy z kilkoma programami, które dla nich u siebie wyprodukujemy.

Mamy też pomysły na cykle tematyczne "evergreenowe" na naszym kanale, które będą aktualne niezależnie od bieżącej polityki. Myślimy o debatach przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w przyszłym roku. Posiadamy studia, które pozwalają nam produkować materiały na telewizyjnym poziomie.

Czy miał Pan propozycję od Republiki lub wPolsce24?

Tylko jako gość, żeby coś skomentować. Generalnie jestem tak zaganiany, że nie mam czasu na nic innego. Prowadzenie własnej firmy to niezwykle intensywna praca. W telewizji miałem sztab ludzi, tutaj wszystko każdy z nas musi robić sam, wciąż jesteśmy małym zespołem.

A gdyby zgłosił się Newsmax, który wszedł do Polski?

Nie chcę gdybać. Rozwijam kanał i to jest moje główne zajęcie. Bardzo cenię sobie też współpracę z RMF FM, która trwa już niemal 15 lat!

RMF nie ma problemu z tym, że ma Pan swój kanał na YouTube?

Nie, nikt nigdy nie powiedział złego słowa. Wiem, że w telewizjach jest inaczej, ludzie mają zapisy w kontraktach zakazujące takiej działalności. Rozumiem to, bo kiedyś sam takie miałem. Telewizja patrzy bardziej na YouTube jak na konkurencję.

A ogląda Pan obecną TVP?

Generalnie nie oglądam, nie dlatego, żebym był obrażony, ale po prostu nie mam na to czasu. Poza tym, nie znajduję tam zbyt wielu treści, które by mnie wzbogaciły. Z przyjemnością włączam tylko TVP Historia czy TVP Kultura, ale to nie jest telewizja informacyjna.

Może telewizja jest dzisiaj mniej lub bardziej obiektywna i dlatego nie chce Pan oglądać?

Zostałem tu zaszufladkowany. W poprzednich wcieleniach od ponad 20 lat miałem wiele zastrzeżeń do tamtej TVP, do tej również mam. Przyjąłem jednak zasadę dyplomatycznego niekomentowania, choćby dlatego że zawsze ktoś powie: "A Pan?"

Dziwi mnie tylko, że obecna telewizja, która miała być po zmianach "inna", inna nie jest i rozczarowuje tak wiele osób, które liczyły na normalność. Tak jest za każdym razem, gdy zmienia się władza.

Czy po latach myśli Pan, że można było odejść z TVP wcześniej? Stał się Pan jedną z twarzy publicznej telewizji za rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Z dystansu zawsze wszystko można zrobić inaczej i wcześniej. Mam duże doświadczenie, mnie już kilka razy zmuszano do odejścia z pracy. Przykład: w latach 90. pracowałem w Trójce. Przyszedł dyrektor, który chciał przeformatować radio. Metodą salami nie tylko mnie stopniowo spychano, aż sam odszedłem. Dzięki temu pojawiło się okienko w TVN24, gdzie mogłem rozwinąć skrzydła, z którego też w sumie później mnie wypchnięto. Dlatego dziś mogę tylko dziękować, że wtedy ktoś mnie usunął z grafika.

Zawsze można odejść wcześniej, ale ludzie myślący i odpowiedzialni mają opory, bo boją się utraty pensji i jakiejś stabilizacji. Nie żałuję swojej drogi, choć została mi ona poniekąd narzucona.

Użył Pan słowa "zmuszono". Może Pan to rozwinąć?

Z TVP zostałem przecież jak setki innych zwolniony w grudniu 2023. Nikt ze mną nie rozmawiał, nie było pytania, czy chcę zostać. To warte podkreślenia: zwolniono mnie, nas, nie pozwalając nawet zabrać osobistych rzeczy z biurka.

To było zupełnie inne traktowanie niż to, które pamiętam z Placu Powstańców, gdzie ludzie Jacka Kurskiego wręczali przed laty wypowiedzenia z uściskiem dłoni i należną odprawą. Teraz podobny standard był nieznany.

Jednocześnie to Kurski doprowadził TVP do skrajnego upolitycznienia. Miał Pan wpływ na materiały w "Wiadomościach" lub na słynne paski?

Duża redakcja składa się z wielu osób, prezenter nie ma fizycznego wpływu na każdy materiał - nawet mimo własnego zaangażowania, co zawsze robiłem i co reporterzy z tamtych czasów mogą poświadczyć. Ale ostatecznie od finalnego kształtu jest wydawca i kierownik redakcji, którzy decydują, co jest dobre dla firmy, a co nie.

To się nie zmieniło od lat 90. - w mediach publicznych są interesy polityczne, w prywatnych właścicielskie. Jeśli chodzi o paski, to widziałem je zwykle dopiero na Twitterze, jadąc metrem do domu. W studiu miałem tylko podgląd na studio i tzw. sygnał. Ale nie żałuję pracy w telewizji w tamtych czasach. Chociaż nie ze wszystkim się zgadzałem, to zrobiłem jednak dużo dobrych programów.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Prezentacja Lewandowskiego w Chicago bez efektu wow. "Wyszedł zawód"

Prezentacja Lewandowskiego w Chicago bez efektu wow. "Wyszedł zawód"

W Gazeta.pl reklamy nie dogoniły kosztów. Ubyła jedna piąta pracowników

W Gazeta.pl reklamy nie dogoniły kosztów. Ubyła jedna piąta pracowników

Operator zainteresowany MUX-5 obiecuje dużo niższe ceny dla kanałów telewizyjnych

Operator zainteresowany MUX-5 obiecuje dużo niższe ceny dla kanałów telewizyjnych

Dziennik Tomasza Sakiewicza obciął koszty. Rządy Tuska wśród czynników ryzyka

Dziennik Tomasza Sakiewicza obciął koszty. Rządy Tuska wśród czynników ryzyka

Newsmax z korespondentką we Włoszech. Przez lata pracowała w TVP i Polsacie

Newsmax z korespondentką we Włoszech. Przez lata pracowała w TVP i Polsacie

RMF Maxx urósł reklamowo. O połowę więcej zysku

RMF Maxx urósł reklamowo. O połowę więcej zysku