Uśmiechnięty Robert Lewandowski pokazał koszulkę nowego klubu ze swoją tradycyjną 9-tką. Trener zespołu Gregg Berhalter nie zdążył wypowiedzieć pierwszego zdania, a... zostało ono już przetłumaczone na język polski. Mogło to świadczyć o wcześniej rozpisanym scenariuszu, tyle że coś poszło nie tak.
Mimo że takiej frekwencji jeszcze na konferencji prasowej Chicago Fire nie było – sala była pełna przedstawicieli mediów – to dziennikarze prezentację Lewandowskiego zapamiętali jako zwyczajną. Ot, po prostu pokazał koszulkę, a mało kto zdążył na niej zadać pytanie. Zabrakło amerykańskiej finezji czy elementu zaskoczenia.
Gdy porównamy to z królewskim powitaniem w Barcelonie, to różnica jest kolosalna. W 2022 r. na trybunach Camp Nou zgromadziło się około 57 tysięcy fanów. Pod względem frekwencji wydarzenie pobiło m.in. historyczną prezentację Ronaldinho. Lewy dał popis żonglerki i sztuczek technicznych. Jednym słowem: czysty show z udziałem Polaka w świątyni futbolu.

Trzeba dodać, że wtorkowa prezentacja Lewego odbyła się w czasie, gdy oczy kibiców z całego świata nie były skierowane na Chicago, a na Dallas. To tam miał wkrótce zacząć się półfinał mundialu. Ostatecznie w meczu Hiszpania pokonała Francję 2:0 i awansowała do finału turnieju.
"Polscy dziennikarze i chyba nikt więcej. Mam wrażenie, że świata kompletnie nie obchodzą przenosiny Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire. Zero większych emocji, aury, "opakowania" transferu przez Amerykanów" – napisał na X Jakub Kłyszejko, dziennikarz TVP Sport.

Dodajmy, że – jak podają WP Sportowe Fakty – w dwóch punktach w mieście, gdzie zwykle są dostępne klubowe gadżety, w dniu prezentacji Lewandowskiego zabrakło akcesoriów Chicago Fire, w tym oczywistej w tym momencie koszulki z Lewym.
Wcześniej Roberta Lewandowskiego przywitali inni koledzy. Przebiegł przez utworzony przez nich szpaler. W szatni było spokojnie, bez przemówień czy śpiewania piosenek. Lewandowski przywitał się z nowymi kolegami indywidualnie. Jak podają WP Sportowe Fakty, nowi koledzy byli jednak podekscytowani przyjściem tak znanego zawodnika.
Dodjamy, że mecze z udziałem polskiego napastnika nie będą (prawdopodobnie) pokazywane polskim kibicom. Jak ustalił Presserwis, ani TVP, ani Polsat nie prowadzą bowiem rozmów w sprawie zakupu sublicencji na pokazywanie spotkań Major League Soccer.

Czy ten niezbyt efektowny start wróży zmianę statusu Lewandowskiego jako marketingowej ikony polskiego sportu? Pytam o to ekspertów.
Tomasz Redwan: to było do przewidzenia
Tomasz Redwan, ekspert marketingu sportowego w rozmowie z Wirtualnemedia.pl wskazuje, że zawód po prezentacji Roberta Lewandowskiego był dla niego łatwy do przewidzenia.
Podskórnie czułem, że to nie wypali. Dla mnie w tym przypadku otwarcie nowego rozdziału jest wydmuszką marketingową. Bo jeśli piłka nożna nie jest popularna w USA, nie ma co robić dodatkowego teatru i mówić, że otwiera się nowy rozdział. Rynek amerykański rządzi się swoimi prawami. Amerykanie mają swoich bohaterów i bohaterki baseballu, koszykówki, futbolu amerykańskiego czy tenisa, takich jak siostry Venus i Serena Williams. Niechętnie przyjmują ludzi z zewnątrz. Nawet Mbappe czy Haaland, mimo trwającego mundialu nie są za oceanem popularni, więc co dopiero Robert Lewandowski, który nie jest tam znany?
Ekspert dodaje, że Lewandowski wcale nie był, po odjęciu wielkich klubów, w których grał, popularny na rynku niemieckim i hiszpańskim.

– W drużynie tak, jako najlepszy strzelec Barcelony, ale sam w sobie dla Katalończyków nie był. Niektórzy dziwią się, że prezentacja była słaba, że kibice nie "zabijali się" na lotnisku o uścisk z Lewandowskim. Tymczasem nikt nie ma pomysłu na to, by kreować wizerunek Lewandowskiego w USA. A już zwłaszcza teraz, gdy trwają decydujące mecze mundialu, a przecież soccer jest mało popularny w Stanach. Pamiętajmy, że dzisiejsze Chicago to już nie jest Jackowo z lat 80. Polacy powoli stają się Amerykanami, przyjdą na jeden czy drugi mecz, ale szału na Lewandowskiego nie przewiduję – ocenia.
Według eksperta zmiana klubu nie wpłynie jednak w najmniejszym stopniu na potencjał reklamowy na rynku polskim. – Nad Wisłą ma całkowicie zasłużenie status herosa, półboga, najlepszego polskiego piłkarza w historii. Oczywiście, Robert powoli będzie schodził ze sceny, przestanie grać w reprezentacji, ale trwać to będzie co najmniej kilka lat – dodaje. .

Grzegorz Kita: Amerykanie wiedzą, jak wykorzystać markę Lewandowskiego
Grzegorz Kita, założyciel i prezes Sport Management Polska, zgadza się z tezą, że prezentacja Roberta Lewandowskiego w Chicago Fire mogła nie usatysfakcjonować rzeszy kibiców.
Na pewno styl, sposób, ale i efektywność prezentacji Lewandowskiego przez klub można uznać za rozczarowujące. Zamiast rozmachu i efektu wow, wyszedł zawód. Taką konferencję można było przecież bardzo efektywnie wykorzystać marketingowo i komunikacyjnie, bo Robert Lewandowski jest przecież globalną marką, a zamiast bomby wychodzi kapiszon.
Ekspert uważa, że prezentacja Roberta Lewandowskiego po prostu się odbyła. – Żeby nie powiedzieć gorzej, że została odhaczona. Nie stworzyła fundamentu marketingowego, nie stała się kołem zamachowym dalszych działań. Bardziej wzbudziła konsternację nieumiejętnością wykorzystania takiej okazji.
Grzegorz Kita zastanawia się, czy perspektywa postrzegania polskiego piłkarza za oceanem nie jest przypadkiem diametralnie inna niż polska, w sensie oceny statusu Roberta Lewandowskiego.

– Rynek chicagowski czy amerykański wcale nie jest aż tak podekscytowany transferem Lewego. Pamiętajmy jednak, że soccer w USA dość wyraźnie rośnie, przyspieszyły to inwestycje Davida Beckhama, stworzenie Interu Miami czy transfer Lionela Messiego. Jednocześnie warto brać pod uwagę, że Amerykanie są skupieni na swoich czterech głównych ligach, czyli futbolu amerykańskim, baseballu, koszykówce i hokeju – zauważa.
Nie wykluczam, że nasza polska perspektywa jest fundamentalnie odmienna od amerykańskiej, a ocena rynku amerykańskiego i jego reakcji zaburzona. Dla nas Robert Lewandowski jest globalną marką, wielką gwiazdą, dla nas jest znany od 20 lat, a w USA jest po prostu jednym z wielu znanych sportowców, który niknie w gąszczu gwiazd NBA, NFL czy MLB.
Lewandowski podpisał kontrakt do końca 2028 roku. Mówi się o jego wynagrodzeniu około 20 mln dolarów za sezon gry. Taką informację podał Sebastian Staszewski, dziennikarz i autor głośnej książki "Lewandowski. Prawdziwy".
Grzegorz Kita zastanawia się, czy to przypadkiem nie wygórowana kwota jak na możliwości klubu z Chicago.

– Amerykanie sporo zainwestowali. To nie jest tak, że słaby klub zatrudnił odchodzącą gwiazdę. Generalnie wiedzą, jak wykorzystać markę, ale pytanie, co konkretnie zrobi z tym Chicago Fire. W mieście nadal jest duża Polonia, co może przekładać się na frekwencję i działania marketingowe. To nie jest przecież tak, że Lewandowski jest tam anonimowy. Moi amerykańscy znajomi zareagowali na transfer ekscytacją – podkreśla nasz rozmówca.
Zaznacza, że nie tylko Polacy z Chicago mogą interesować się Lewandowskim. – Jest też znany wśród innych nacji kochających futbol. Mam na myśli zwłaszcza Meksykanów, którzy pewnie mało oglądali jego mecze w Europie. Teraz będą mogli robić to częściej – dodaje.













