Łatwo jest powiedzieć: trzeba robić pogodę rzetelnie, czyli po prostu informować o zmianach. Duże portale informacyjne mają zwykle szczegółową prognozę dla Polski, ale prognozy już dawno przestały być wyłącznie informacjami.
Pogoda, czyli generator ruchu, zwłaszcza zimą i latem
Newsy pogodowe na trwałe wpisały się w walkę mediów o ruch, a szczególnie w ostatnich latach nierzadko pomagały ten ruch ratować.
Muszą więc być "opakowane" tak, by zaciekawić czytelników. A jak to zrobić?
– Najlepsze są: gwałtowne zmiany i ekstremalne zjawiska: upały, mrozy, nawałnice czy trąby powietrzne. Stąd najczęściej newsy pogodowe działają latem i zimą. A jeśli akurat nic takiego się nie dzieje, dobry news pogodowy trzeba zbudować inaczej, na przykład wokół zaskakującej prognozy na całe lato w Polsce – zdradza nam wydawca ogólnopolskiego portalu.

Gdy nic się nie działo, stosunkowo łatwo było skorzystać z pogodowego eldorado. O tym, jak pogoda potrafiła ratować ruch w portalu informacyjnym, mówi nam szef newsroomu jednego z portali.
– Zawsze mnie zaskakiwało to, jak dużym tematem dla Polaków jest prognoza pogody. Pamiętam, że jak był słabszy traffic, to czekało się na anormalne "strzały pogodowe": orkan, huragan, najlepiej z jakąś nazwą, falę upałów, alerty pogodowe, śnieżyce, ulewy. Bawiło nas w redakcji to, że za oknem "nawaliło" śniegu, który wszyscy widzą, ale wystarczyło napisać o tym tekst i kliki się zgadzały. Taki jeden tekst lub seria tekstów potrafiła pociągnąć wynik parę dni niskim kosztem. To eldorado trwało głównie w czasach hossy na Facebooku, ale w Discoverze potrafiło być podobnie – tłumaczy nasz rozmówca.
Dlaczego clickaity pogodowe przestały działać? Już nie wpadają do Discovera
Jednak w 2024 roku dobre strzały pogodowe przestały wpadać do Discovera tak skutecznie, by gościć tam nawet kilka dni. Teraz zwykle wskakują na krótko i najdalej po paru godzinach ruch z newsów spada. Potwierdza to anonimowo właściciel jednego z serwisów pogodowych.

Złote czasy się skończyły. Po marcu 2024 roku Google tak ściął nam ruch, że gdybym miał pracowników, musiałbym ich zwalniać. Trzeba było dokładać do biznesu z własnej kieszeni. Sensacyjne nagłówki pod Discovera już nie działają, a kiedyś niosły się jak szalone.
Dwa podejścia
Do pogody w portalach można podejść na dwa sposoby. Pierwszy poznaliście już wyżej, czyli artykuły, które "wskakują" na temat na bieżąco. Mniejszy nakład pracy, wyższa stopa zwrotu w ruchu, ale też i wyższe ryzyko, że nagle się skończy. Trochę jak akcje w inwestowaniu.
A skoro trzymamy się metafory inwestowania, to przeciwwagą dla akcji często są obligacje, czyli spokojniej, z niższym, ale pewniejszym zyskiem i w dłuższej perspektywie. I dokładnie tak jest z drugim podejściem, czyli zrobieniem w portalu całej sekcji pogodowej, która nie bazuje na artykułach, a prawdziwej prognozie pogody.
Jak pogoda w portalu, to oczywiście... Interia, która dla wielu internautów w Polsce jest synonimem prognozy pogody w sieci. Czym innym jest złapanie jednego skoku, a czym innym zbudowanie na pogodzie stałego źródła ruchu. Interia ma od lat bardzo dobry pogodowy produkt, do którego użytkownicy są przyzwyczajeni, a to daje im skalę.

Tego nie dało się skopiować samymi tekstami. Jestem pewien, że wielu wydawców im tego zazdrości, bo akurat to im wyszło. Pamiętam, jak próbowaliśmy odtworzyć coś podobnego, ale utknęliśmy na konieczności ogromnego przetwarzania danych
Tak w przeszłości o pogodzie w Interii mówił nam Piotr Witwicki, redaktor naczelny portalu. – Zgadzam się historycznie pogoda w Interii zawsze była mocna. (...) My do dobrego serwisu pogodowego dodaliśmy rewelacyjną aplikację, wsparcie telewizji Polsat, naszych pogodynek, współpracę z twojapogoda.pl która jest w naszej grupie i treści fachowe. Jej moc wzrosła.
Case study pogody w Interii
Jak jest dziś? Nasz rozmówca z Interii potwierdza, że ruch z Discovera nie jest obecnie istotny, jeśli chodzi o pogodę. – Główne źródła ruchu to wejścia bezpośrednie oraz wejścia organiczne. Nasz serwis nie jest zależny od ruchu z Discovera – mówi Paweł Baryś, specjalista ds. PR w Interii.
Gdzie tutaj biznes? – Interia Pogoda to serwis zasięgowy, którego wyniki gwarantują stabilne przychody w klasycznym modelu display – wyjaśnia Paweł Baryś.

Faktycznie, sprawdzam to poglądowo w Mediapanelu, gdzie widać źródła ruchu. Agregatory treści w przypadku pogody są na ostatnim miejscu, a ok. 65% to search. To też dobrze pokazuje skalę wagi pogody w całym portfolio Interii. W czerwcu była u nich najpopularniejszą kategorią w ogóle! Miała ok. 6,7 mln użytkowników i o ponad milion wyprzedziła drugie... wydarzenia. Trzeci był sport, który miał jeszcze milion mniej. I taki wynik to nie wyjątek. A przecież nawet nie wliczyliśmy do tego samodzielnego serwisu twojapogoda.pl, który należy do tego wydawnictwa.
Jeśli dodamy wynik Interia Pogoda, aplikacji pogodowej i twojapogoda.pl, okazuje się, że w takim czerwcu odpowiada on za 44% wszystkich użytkowników Grupy Polsat-Interia (8,6 mln vs 19,5 mln). Dobry przykład to też ich aplikacja pogodowa, z której w czerwcu korzystało prawie dwa razy więcej ludzi niż z oficjalnej apki całej Interii.

Trudno dokładnie odpowiedzieć, ile osób pracuje nad pogodą w serwisie. – Interia Pogoda jest częścią redakcji informacyjnej naszego portalu. Współtworzą ją także zespoły Interia Wydarzenia, Interia Biznes i Polsatnews.pl – dodaje Baryś.
Skąd dane?
Szczegółowe mapy pogodowe w Interii dotyczą aż 3 mln punktów na całym świecie. – Nasi użytkownicy mogą zapoznać się z prognozą szczegółową, godzina po godzinie na najbliższe cztery doby oraz długoterminową na 45 dni – dodaje Paweł Baryś. Interia korzysta z danych m.in. IMGW. Stale współpracuje również z AccuWeather.com oraz Meteoblue.com. Zestaw wskaźników jest bardzo różnorodny: od najbardziej podstawowych – temperatury minimalnej i maksymalnej, także odczuwalnej, przez opady, wilgotność, zachmurzenie, czy dane dotyczące ciśnienia, kierunku i siły wiatru.

Dziennikarze Interia Pogoda co 30 minut aktualizują prezentowane dane m.in. dotyczące temperatury i siły wiatru. Co minutę weryfikują natomiast informacje o możliwych opadach. Na bieżąco przekazują także alerty pogodowe. Dzięki współpracy z Airly informują też o jakości powietrza, co jest szczególnie ważne w okresie jesienno-zimowym, kiedy rozpoczyna się sezon grzewczy w Polsce.
Aplikacja Interia Pogoda pokazuje wiele szczegółowych danych, na przykład dotyczących natężenia pyłków popularnych roślin w Polsce, wywołujących alergie. To efekt współpracy z serwisem twojapogoda.pl. Ułatwia planowanie aktywności takich jak bieganie, jazda na rowerze i wędkowanie. Podpowiada, czy warunki pogodowe mogą wpłynąć na określone schorzenia, takie jak migrena, astma i przeziębienie.
Jakie newsy pogodowe generują największy ruch w Interii? W czerwcu były to odpowiednio:

- Padł historyczny rekord ciepła w Polsce. IMGW potwierdza,
- Burzowy chaos nad Polską. Gwałtowne ulewy nawiedziły część kraju,
- Burza odwiedza wiele miast. Grzmi od rana i prędko nie przestanie,
- Całkowite załamanie na Boże Ciało. Wiemy coraz więcej o długim weekendzie.
Z kolei twojapogoda.pl to przykład newsów pogodowych, które mają wywoływać emocje. Czasem za wszelką cenę. Tylko jednego dnia (8 lipca) obok siebie w portalu były dwa newsy. Jeden pt. "Nikt tego nie wytrzyma. 45 stopni w Polsce. Podano datę" i drugi "Idą najzimniejsze dni tego lata. Tylko 7 stopni. Wiemy, kiedy". Czyli klasyczny przypadek eksponowania ekstremów. W tym przypadku przeciwnych sobie.
Inne tytuły twojapogoda.pl na stronie, które można znaleźć 8 lipca (były publikowane dwa, trzy dni wcześniej), to: "Wybuchł wulkan. Lepiej zmień swoje urlopowe plany", "Idzie zimnica, jakiej nie było od tygodni. Podano datę", "17-dniowa fala skwaru w Polsce. Żar nie do wytrzymania".

A jak to wygląda u innych?
Z kolei portal Onet (i inne media należące do RASP) przy prognozie pogody korzysta głównie z danych IMGW, a także z oficjalnych ośrodków prognostycznych, np. MetOffice dla Wielkiej Brytanii, Aemet dla Hiszpanii, Meteo France we Francji, NOAA w USA, SHMU na Słowacji.
Mamy w zespole dwóch doświadczonych synoptyków – Arkadiusza Płachtę i Pawła Albertusiaka. Korzystamy z wszelkich dostępnych modeli meteorologicznych, zarówno europejskich, polskich jak i amerykańskich, w tym IMGW.
Wydawca, prezentując pogodę, kieruje się zasadą, że "kluczowa jest umiejętność ogarnięcia wad i zalet tych modeli". Oznacza to, że przygotowując prognozę pogody, trzeba zrobić możliwie najlepsze połączenie różnych modeli.
"Każdy z nich jest lepszy w czymś innym – jeden przewiduje lepiej temperaturę, drugi przymrozki czy burze. Nigdy do przygotowania dokładnych prognoz nie korzystamy tylko z jednego modelu" – informuje nas RASP.

Gazeta.pl przy prognozach korzysta z OpenWeather (dane pogodowe) oraz GeoNames (dodatkowe dane geograficzne). Zakres prezentowanych informacji obejmuje m.in. prognozę na dziś, jutro, kolejne dwa tygodnie, ale i jakość powietrza oraz dane dla lokalizacji na całym świecie.
– W newsroomie dodatkowo pracujemy na informacjach IMGW i współpracujemy z Polskimi Łowcami Burz przy zapowiedziach oraz relacjach dotyczących zjawisk ekstremalnych – mówi mi Magda Utracka z działu PR i komunikacji spółki "Wyborcza".
Dziennikarze czerpią też z informacji pasjonatów
Wspomnijmy, że duże portale i inne ogólnopolskie media bardzo często powołują się na pogodowych pasjonatów, na przykład tzw. łowców burz, których działalność jest hobbystyczna i nie ma komercyjnego charakteru.

Dzięki nim mamy alerty RCB
Polscy Łowcy Burz działają aktywnie od 2008 roku. Jeżdżą w teren i "łapią burze". Robią zdjęcia i nagrywają. Obserwują skany radarowe i zdjęcia satelitarne. Oceniają, czy burza jest niebezpieczna. Czasem ta pasja przeradza się w obsesję.
Moi koledzy pojechali w zeszłym roku do Alei Tornad w Oklahomie i udało im się złowić przez miesiąc kilka trąb powietrznych. Ale czasem w Polsce łowcy mają słaby sezon i wtedy czegoś im brakuje. Najciekawsza w tej obserwacji jest nieprzewidywalność zjawisk. Idzie silny front szkwałowy i nagle się rozpada. Wtedy jest zawód. A odwrotnie słabo wyglądająca burza potrafi się bardzo rozwinąć.
Tomasz ukończył dziennikarstwo, na co dzień pracuje w reklamie. On traktuje działalność w Łowcach Burz hobbystycznie, jednak w organizacji jest sporo osób, które połączyły to zainteresowanie z pracą zawodową na uczelniach i w Państwowym Instytucie Meteorologicznym.
Jest ich około 30-40, bo skład cały czas się zmienia. Po raz pierwszy zrobiło się o nich głośno już w roku startu, gdyż przewidzieli tornada nad Polską.
– W większości byliśmy bardzo młodymi osobami, podobały nam się burze, fascynowało nas to, dlaczego są takie groźne. Informacje przy tworzeniu prognoz pogody braliśmy z fachowych stron z Niemiec czy USA – dodaje Tomasz Machowski.
Profil obserwuje na Facebooku 634 tys. internautów. Zdjęcia czy filmy przeważnie otrzymują od czytelników, choć sami też je robią podczas łowów. To wyłącznie pasjonackie działanie, które nie przynosi żadnych zysków. Sami muszą dopłacać do działalności. Członkowie ich stowarzyszenia płacą składki, pojawiają się też darowizny. – Jak ktoś jeździ na łowy, z własnej kieszeni tankuje samochód – słyszę.
W 2017 roku Suszek w Borach Tucholskich stał się epicentrum głośnej nawałnicy, która połamała tysiące hektarów drzew i doprowadziła do tragicznej śmierci dwóch harcerek. W tym czasie łowcy ostrzegali o niebezpieczeństwie już na kilka godzin przed nim. Wydali w swoim autorskim systemie najwyższe ostrzeżenia. Informowali na profilach społecznościowych.
– W TVN Uwaga zrealizowano reportaż o tym wydarzeniu. Mówili, że ostrzegaliśmy, a IMGW zlekceważyło doniesienia o zagrożeniu – wspomina Tomasz Machowski. Dziś Polscy Łowcy Burz mają już ugruntowaną opinię tych, którzy trafnie ostrzegają przed groźnymi zjawiskami. Media takie jak TVN, Polsat, TVP czy Polskie Radio często korzystają z ich prognoz. Piotr Szuster z "Łowców Burz" właściwie co kilka dni udziela wywiadów. Współpracuje z nimi regularnie straż pożarna przy swoich interwencjach.
Łowcy Burz od dawna twierdzili, że w Polsce potrzebny jest inny system ostrzegania przed tragicznymi w skutkach zjawiskami pogodowymi. I to właśnie między innymi dzięki nim mamy w Polsce od 2018 roku alert RCB, czyli wiadomości SMS, w których rząd ostrzega przed groźną pogodą. Między innymi ich głos przekonał administrację, że ostrzeżenia IMGW są niewystarczające, a konieczny jest system powiadamiania, który już wtedy był wdrożony w USA. Sami też stworzyli swój autorski system ostrzeżeń Sky Predict.
Działają przez cały rok. Choć wiadomo, że nazwa zobowiązuje. Najbardziej aktywnie więc podczas burz i powodzi, ale także upałów czy mrozów, bo wtedy zainteresowanie pogodą jest największe. Popularne w socialach są ciekawostki meteorologiczne, takie jak obłoki srebrzyste.
Największe zasięgi robią trąby wodne, burze czy tęcze. Informacja o tornadzie w powiecie strzeleckim miała ponad 750 tys wyświetleń. Podobne treści potrafią wygenerować ponad milion odsłon. Mój rozmówca podkreśla jednak, że kliki czy zasięgi nigdy nie były motorem ich działania i łowcy nie wywołują sensacji w celu podbicia ruchu.
Od Lubelskich Fanów Pogody do milionowych zasięgów
Podobną historię ma inny prowadzony oddolnie portal Fani Pogody. Jego twórcy jeździli za burzami w swoich stronach. Tak narodził się serwis Lubelscy Fani Pogody. W latach 2016-2017 rozszerzyli go na całą Polskę. Mają od małych kilkuset tysięcy do nawet miliona realnych użytkowników miesięcznie. A przed globalnym tąpnięciem ruchu w mediach w 2024 roku zdarzało się nawet więcej. Najlepszy wynik zwykle jest zimą czy latem, gdy ekstremalne zjawiska pogodowe zdarzają się najczęściej.
Niejeden odwiedzający stronę Fanipogody.pl pomyśli jednak: to pogoda robiona dla klików. Serwis nieco przypomina wspomniany wcześniej twojapogoda.pl, ale rzadziej zdarza mu się naciągać rzeczywistość dla klikalnych nagłówków.
"Afrykański żar wlewa się do Polski", "Padnie 50 stopni Celsjusza", "Tylko 14°C nad morzem. Odchodzący cyklon przyniesie ulewy i burze" – to typowe nagłówki ze strony. Do tego bijące po oczach jaskrawe mapki. Nic dziwnego, że portale takie jak Wirtualna Polska czy Interia często korzystają z ich prognoz, tak jak lokalne serwisy, na przykład lublin112.pl. Choć trzeba przyznać, że za tytułami idzie treść, która to potwierdza, najczęściej w najbardziej ekstremalnym fragmencie.
I Arkadiusz Wójtowicz, który prowadzi witrynę od 2014 roku wspólnie z Michałem Kołodziejczykiem, nie ukrywa, że postępują tak, bo taka jest medialna rzeczywistość. Jednak zarzeka się, że nigdy nie oszukują czytelników w tytułach. Pytam, czy także wtedy, gdy sugerują, że temperatura może sięgnąć 40 stopni i więcej.
Pośrednio chodzi o zasięgi, ale nasze prognozy się sprawdzają. W tym przypadku 40 stopni dotyczy Półwyspu Iberyjskiego. Nasz portal jest w części komercyjny, ale stricte branżowy. Korzystamy z modeli europejskich (ECMWF) i amerykańskich (GFS), używamy sprzętu pomiarowego w czasie burz, robimy porównania długoterminowe.
Arkadiusz Wójtowicz na co dzień działa na rynkach inwestycyjnych i to jego główne źródło dochodów. Z kolei Michał Kołodziejczyk jest informatykiem w dużej firmie.
Łowców Burz jest w polskim internecie więcej. Sieć Obserwatorów Burz z 372 tys. obserwujących na Facebooku działa od 2012 roku. Także oni łapią burze hobbystycznie i nie pobierają pieniędzy za prognozy. Ich stowarzyszenie liczy około 20 członków oraz około 200 obserwatorów terenowych. Na Monitorze Burz, aplikacji rozwijanej przez stowarzyszenie, działa 10 ekip pościgowych, które w sezonie aktywnie jeżdżą za zjawiskami burzowymi i informują o ich przebiegu, nawet poza granicami kraju.
Mamy pracę w różnych sektorach. Zajmujemy się działalnością popularnonaukową, w ramach której prowadzimy warsztaty i panele o burzach na wydarzeniach, takich jak Pyrkon czy festiwale nauki.
Media takie jak Onet, TVN, "Super Express", Polsat czy TVP zapraszają ich, aby nagrać "setkę" lub przeprowadzić krótką rozmowę w studio. Na X ich prognozy udostępnia między innymi Republika.
Informacje o groźnych zjawiskach z ich systemu są wykorzystywane w celu tworzenia Europejskiej Bazy Danych o Ekstremalnych Zjawiskach Pogodowych (European Severe Weather Database - ESWD). Dane te następnie wykorzystują zespoły naukowców do badania zjawisk burzowych.













