"Pogoda zwykle nie pomaga". Kulisy pracy reporterów na mrozie

Kilkanaście stopni mrozu, oblodzone chodniki, wielogodzinne dyżury w terenie – tej zimy to codzienność reporterów pracujących "na żywo". Specjalistyczna odzież, bielizna termiczna, ogrzewacze czy zapasowe powerbanki to część ekwipunku, który pozwala przetrwać. Są jednak sytuacje, na które nie da się przygotować. Jak widok zamarzniętego człowieka w pustostanie.

Kamila Meller
Kamila Meller
Udostępnij artykuł:
"Pogoda zwykle nie pomaga". Kulisy pracy reporterów na mrozie
Anna Gonia-Kuc, reporterka Polsat News na plaży w Mikoszewie, gdzie mróz stworzył potężne torosy

– Takie obrazy zostają w pamięci na zawsze, ale też uczą pokory do zawodu i do życia – mówi nam Marta Kolbus, reporterka TVN24 zajmująca się tematyką społeczną.

Zima na czołówkach

W ostatnich tygodniach pogoda zdominowała czołówki polskich mediów, spychając na dalszy plan politykę czy sprawy międzynarodowe. Portale krzyczały nagłówkami: "Potężna fala mrozów atakuje Polskę", "Mrozy zbierają żniwo"; "Siarczyste mrozy zbierają śmiertelne żniwo. Dwie ofiary w jednej kamienicy".

– Pogoda czyta się u nas świetnie. Jak tylko zaczynają się ekstremalne mrozy, ślizgawice, to wskakujemy chętnie na te tematy. Na szczęście robimy to sprzed komputera – mówi wydawca portalu internetowego.

Telewizja też lubi pogodę, bo ona wpływa na życie każdego z nas. A żeby pokazać śnieżycę, czy mróz, po prostu trzeba tam być. Nie da się tego zrobić przez okno. Trzeba się przygotować i pojechać w teren, choć najczęściej w pracy reportera pogoda zwykle nie pomaga.

Natalia Madejska
reporterka TVN24

Kilkunastostopniowe mrozy, śliskie nawierzchnie, ciężki sprzęt. Bywa, że reporterzy pracują na zewnątrz nawet przez parę godzin, często stojąc w miejscu. – I przez to marzniemy najbardziej. To zupełnie co innego niż jazda na nartach. My się nie ruszamy i to jest problem – tłumaczy Anna Gonia-Kuc, reporterka Polsat News.

  • Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Anny Goni-Kuc
  • Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Anny Goni-Kuc
  • Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Anny Goni-Kuc
  • Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Anny Goni-Kuc
[1/4] Tak wygląda praca reporterki Polsat News tej zimy. Na zdjęciu wspomniane torosy na plaży w Mikoszewie Źródło zdjęć: Archiwum prywatne Anny Goni-Kuc |

Anna Gonia-Kuc wspomina relacjonowanie protestu w Kielnie na Pomorzu, gdzie wraz z ekipą spędziła na mrozie ponad 3,5 godziny. – Było bodajże minus 15 i byliśmy na zewnątrz non-stop, bo tyle trwał protest i nie można było tego miejsca opuścić – mówi.

Czasami jednak to ruch, a konkretnie przemieszczanie się po trudnej, oblodzonej powierzchni z ciężkim ekwipunkiem stanowi największe wyzwanie.

Kiedy jakiś czas temu byliśmy na torosach w Mikoszewie, to tam trzeba było przejść od samochodu kawał drogi, zeskoczyć, zanieść sprzęt i tak dalej. No i oczekiwanie na live'a w takiej mroźnej temperaturze, na lodzie, gdzie można się przewrócić, gdzie skacząc z dwóch metrów, można sobie nogę skręcić, to są trudne momenty.

Anna Gonia-Kuc
reporterka Polsat News

Jak się ogrzać?

Jak przygotować się do pracy w mrozie i śniegu? – Trzy lata temu firma kupiła mi kurtkę do minus 40 stopni. No i wróciły do łask moje wkładki termiczne do butów. Właśnie kupiłam także ogrzewacze do rąk — sprawdzają się świetnie. Ręce, nogi i głowa to jest to, co najbardziej marznie – opowiada Gonia-Kuc.

Reporterki i reporterzy chętnie wymieniają się też własnymi patentami. – Mamy grupę reporterek, gdzie podpowiadamy sobie różne sposoby radzenia sobie z zimnem. Choćby izolację stóp od lodu – używamy do tego dywaników samochodowych – mówi dziennikarka Polsatu.

Tomasz Waleński z Wirtualnej Polski przywiózł sprawdzony trik z Grenlandii.

– Miejscowi chodzą w raczkach, takich małych śrubkach nakładanych na buty. Montaż trwa sekundę, a ratuje przed poślizgnięciem się na lodzie. U nas też by się przydały, bo chodniki często nie są odśnieżone – zauważa.

Zakopaliśmy się nie raz, nie dwa

Najtrudniejsza w pracy reportera zimą bywa jednak nie sama temperatura, ale niepewność.

– Nigdy nie wiesz, jak długo będziesz na mrozie. Czasem to pięć minut, a czasem trzy godziny albo więcej – mówi Tomasz Waleński. – Trzeba brać pod uwagę, że w takich warunkach możesz nie dotrzeć na miejsce albo dojechać z dużym opóźnieniem – dodaje.

Natalia Madejska doświadczyła tej zimy podróży w ekstremalnej śnieżycy. – Drogi były całkowicie białe, widoczność minimalna, śnieg sypał poziomo przez silny wiatr. Zatrzymywaliśmy się, żeby bezpiecznie przeczekać, ale też po to, by pokazać widzom, jakie panują warunki i apelować o ostrożność – wspomina.

Reporterka TVN24 pokazuje na Instagramie kulisy swojej codziennej pracy, zwłaszcza te zabawne momenty. Jakiś czas temu podzieliła się filmem kompletnie zakopanego w śniegu auta.

– Samochód mieliśmy zakopany nie raz i nie dwa. Oczywiście jedną taką sytuację pokazałam w rolce i też pokazaliśmy ją na antenie, dlatego że doświadczyliśmy przy tym niezwykłej życzliwości od mieszkańców, którzy skrzyknęli się całą grupą, żeby pomóc nam wypchnąć auto – opowiada.

Zamarznięty człowiek

Najtrudniejsze zimowe relacje nie dotyczą jednak pogody, lecz ludzi. Szczególnie tych, dla których mróz jest realnym zagrożeniem życia. Marta Kolbus realizując materiał o osobach w kryzysie bezdomności, wraz z operatorem towarzyszyła patrolowi służb. W jednym z pustostanów znaleźli zamarzniętego mężczyznę.

– Co innego przeczytać o śmierci w policyjnym komunikacie, a co innego zobaczyć ją na własne oczy – mówi dziennikarka. – Wyglądał, jakby spał. Ratownicy odstąpili od reanimacji. To ogromne emocje, na które nie da się przygotować, nawet po 25 latach w zawodzie – dodaje.

Doświadczenie pomaga zachować spokój, ale nie znieczula. – Czasem trudno powstrzymać łzy. Takie obrazy zostają w pamięci na zawsze – przyznaje Kolbus.

Reporterka TVN24 mówi też o poczuciu sensu nawet w tak trudnych momentach: –Czuję, że jestem we właściwym miejscu, blisko ludzi i ich spraw. W takich sytuacjach obraz mówi więcej niż tysiąc słów. Chodzi o pokazanie fragmentu rzeczywistości, która dla większości z nas jest obca.

Reporterka TVN24 podczas patroli widziała pustostany pełne śmieci, resztek jedzenia i ludzi żyjących w skrajnych warunkach. – Najgorsze jest poczucie bezsilności. Chcesz pomóc, rozmawiasz, namawiasz, ale często słyszysz odmowę. I nie zawsze powodem jest alkohol – zaznacza.

– Po takim dyżurze wracamy do domu, pijemy ciepłą herbatę, siadamy na kanapie i jeszcze bardziej doceniamy to, co mamy. W pamięci zostają jednak ci ludzie. Ich twarze i historie – dodaje.

Bo choć zima dla reporterów oznacza mróz, zmęczenie i ryzyko, to też przypomina, po co wybrali ten zawód: by być tam, gdzie dzieje się coś ważnego – nawet wtedy, gdy "pogoda zwykle nie pomaga".

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Tak sponsorzy Kanału Zero podeszli do kolejnego filmu Wiernikowskiej o Rosji

Tak sponsorzy Kanału Zero podeszli do kolejnego filmu Wiernikowskiej o Rosji

Sukcesy Kacpra Tomasiaka zwiększają widownię skoków

Sukcesy Kacpra Tomasiaka zwiększają widownię skoków

Tak TVP wycenia reklamy. Ponad ćwierć mln zł za spot przy meczu Polaków

Tak TVP wycenia reklamy. Ponad ćwierć mln zł za spot przy meczu Polaków

"The Voice Senior" ze zmianami w obsadzie utrzymało oglądalność

"The Voice Senior" ze zmianami w obsadzie utrzymało oglądalność

TVP odpowiada ws. dokumentu o Marianie Turskim: nie było planów emisji

TVP odpowiada ws. dokumentu o Marianie Turskim: nie było planów emisji

Telewizja odmówiła pokazywania Rosjan. Jedyny taki bojkot podczas igrzysk

Telewizja odmówiła pokazywania Rosjan. Jedyny taki bojkot podczas igrzysk