SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

Jeden Czarnobyl, dwie katastrofy i serial (recenzja produkcji HBO)

Piąty, finałowy odcinek miniserialu „Czarnobyl” już w poniedziałek na platformie HBO GO i we wtorek w HBO. Jeśli jeszcze nie znacie tego serialu, to macie weekend żeby stratę nadrobić. Bo minęło zaledwie pięć miesięcy, a wydaje mi się, że znam już zwycięzcę podsumowań 2019 roku w tej kategorii. To genialna produkcja. Tak po prostu. A dla nas może być szczególna.

Article

Już w pierwszych słowach nie zostawiłem złudzeń co do mojej oceny „Czarnobyla”. Nie zamierzam ukrywać swojego zachwytu, ale spróbuję wyjaśnić jego powody i to, w czym znajduję wyjątkowość tego serialu i dlaczego warto go obejrzeć.

Na początek jednak kilka słów o czym ów traktuje. Scenariusz oparty jest na faktach i z dużą precyzją opowiada historię katastrofy jaka wydarzyła się w 1986 roku w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. To była straszna tragedia, i gdyby nie kilku bohaterów serialu mogłaby poważnie ucierpieć spora część Europy. A nas mogłoby praktycznie nie być.

Na szczęście jednak w Polsce skończyło się na strachu. Ten strach był wielki, ale o tym, że w ogóle należy się bać dowiedzieliśmy się z kilkudniowym opóźnieniem. Poza tym był on tłumiony uspokajającą narracją ówczesnej władzy i mediów. I tak naprawdę do dziś nie mamy świadomości jak blisko byliśmy poważnych konsekwencji.

Tu pozwolę sobie na osobiste wspomnienie. Otóż tak się złożyło, że w 1986 moja mama mieszkała w Anglii. Kontakt z nią był oczywiście utrudniony, ale jednak jakoś sobie radziliśmy. Pewnego dnia, kiedy my tutaj już wiedzieliśmy, że trzeba łyknąć płynu lugola (nigdy nie wypiłem), ale tylko tak na wszelki wypadek, bo nie ma realnego zagrożenia, mamie udało się dodzwonić do naszych sąsiadów. I od niej dowiedziałem się – a wcześniej ona z angielskiej telewizji – że u nas istny armagedon, śmierć, trupy na ulicach, ogólne zniszczenie, i że niemal wszyscy świecimy. Był to obraz dwóch światów. Na tzw. Zachodzie panika, przekonanie o rychłej ekologicznej katastrofie. A na Wschodzie, czyli m.in. w Polsce umiarkowany spokój za sprawą władzy i mediów, które uspokajały nas, i nie wspominały o żadnym wybuchu. Przez długi czas dla nas była to awaria. Zresztą jestem przekonany, że dzisiaj też jest to przekonanie powszechne. Nadal nie zdajemy sobie sprawy z ówczesnej powagi sytuacji.

Materiał z 30.04.1986 roku – Dziennik Telewizyjny

Wróćmy do serialu. Poznajemy w nim przyczyny „awarii”, i śledzimy wszystkie późniejsze działania od serii błędów tuż po zdarzeniu, przez akcję ratunkową, próby gaszenia i ograniczenia promieniowania. Aż po... Tego dowiemy się już w odcinku finałowym.
Scenarzyści nie każą nam wysłuchiwać skomplikowanych naukowych wykładów i dyskusji, ale dbają jednocześnie o to, żebyśmy cały czas byli świadomi tego co się dzieje i co może się jeszcze stać gorszego. Tłumaczą to wszystko w prostych harcerskich słowach, a tam gdzie się to przydaje, używają zrozumiałych przykładów i porównań.

Tak naprawdę jest to jednak opowieść nie o jednej, a o dwóch katastrofach. Pierwsza oczywista, czyli wybuch reaktora i wszystkie tego konsekwencje. A druga? Druga zaczęła se na długo przed „awarią”. To chore, niedopasowane do realiów procedury, skostniałe, niezdolne do sprawnego działania struktury i ignorancja stawiająca ewentualny gniew partyjnych bonzów nad zdrowy rozsądek. I tak na dobrą sprawę to ta katastrofa jest treścią serialu. Sam wybuch i działania ratunkowe są tłem dla tej właśnie opowieści o chorym systemie.

W odróżnieniu od wysokobudżetowych filmów katastroficznych, nie ma tu postaci na podobieństwo dzielnego Nicholasa Cage'a, który nadludzkim wysiłkiem, z ojczyzną na ustach i sztandarem w dłoniach ratuje kolejne ofiary tracąc przy okazji równie dzielnych jak on członków ratunkowego oddziału.

W „Czarnobylu” są wyraziste postaci i padają ważne słowa o zwycięstwie ducha nad materią. Ale największymi bohaterami są zwyczajni ludzie postawieni w niezwyczajnych okolicznościach, a najważniejsze, najdonioślejsze słowa wypowiadane są bez patosu, normalnie, niemal mimochodem. Uczciwie.

Całe bohaterstwo jest gdzieś pod spodem, ci najdzielniejsi pojawiają się na ekranie, i znikają po zrobieniu swojej roboty. Zapadają w pamięć, ale są w tle.

Grozy nie budzą wybuchy, napięcie nie jest zawieszone na kawałku obsuwającego się powoli betonu, czy seriach wypluwanych przekleństw. Jest straszna cisza, przerażający spokój i świadomość, że to się działo naprawdę. No pewnie, że są tu skróty, że udramatyzowano część wydarzeń i dodano kilka scen, które nie miały miejsca. Ale to nic złego.

Do tego wyborne aktorstwo, genialna scenografia z kostiumami i charakteryzacją przenoszące nas w radzieckie lata 80. minionego wieku.

To po prostu trzeba zobaczyć.

„Czarnobyl” jest koprodukcją HBO i SKY

W głównych rolach w  serialu „Czarnobyl” występują Jared Harris, Stellan Skarsgård oraz Emily Watson.

Harris wciela się w Walerija Legasowa, wiodącego radzieckiego fizyka jądrowego, który był członkiem komisji badającej przyczyny awarii i jako pierwszy zrozumiał skalę katastrofy. Skarsgård gra zastępcę przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR Borysa Szczerbinę, który z kremlowskiego nadania przewodniczył pracom rządowej komisji ds. Czarnobyla w pierwszych godzinach po awarii. Watson zobaczymy w roli Ulany Khomyuk, radzieckiej fizyczki jądrowej, która chce poznać prawdziwe przyczyny wybuchu reaktora.

W pozostałych rolach występują: Paul Ritter jako zastępca głównego inżyniera Czarnobyla Anatolij Diatlow, Jessie Buckley) jako Ludmiła Ignatenko, mieszkanka miasta Prypeć i żona strażaka, który wziął udział w akcji ratowniczej, Adrian Rawlins jako główny inżynier elektrowni w Czarnobylu Mikołaj Fomin oraz Con O'Neill jako dyrektor elektrowni Wiktor Bruchanow.

W produkcji zobaczymy także: Sama Troughtona, Adama Nagaitisa, Barry'ego Keoghana, Ralpha Inesona, Marka Lewisa Jonesa, Faresa Faresa i Davida Densika.

Autorem scenariusza i producentem wykonawczym serialu jest Craig Mazin, a reżyserem - Johan Renck.

„Czarnobyl” jest koprodukcją HBO i SKY, która została zrealizowana przez spółki Sister Pictures i The Mighty Mint.

Carolyn Strauss i Jane Featherstone pełnią obowiązki producentów wykonawczych. Współproducentami wykonawczymi są Johan Renck i Chris Fry, a Sanne Wohlenberg jest producentką. Zdjęcia do cyklu zostały zrealizowane na Litwie.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Jeden Czarnobyl, dwie katastrofy i serial (recenzja produkcji HBO)

22 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Andrzej
Jeden z najlepszych seriali w historii telewizji. Pełen niepokoju i napięcia. Wstrząsający.
45 2
odpowiedź
User
Nicko
Pełna zgoda! Dawno tak nie czekałem na kolejny odcinek jakiejkolwiek produkcji.
36 2
odpowiedź
User
Amman
Wy tak na serio, czy z tak zwanej politycznej poprawności? Ja tego serialu nie dokończyłem, po poza fenomenalnym ujęciem wizualnym nie ma tam nic...dosłownie nic. Aktorzy mogliby nic nie mówić, a akcja mogłaby dotyczyć czegokolwiek. Równie dobrze tę historię można by zamknąć w jednym filmie i fabularnie nic byśmy nie stracili.
10 65
odpowiedź
User
ja
Dobre zdjęcia i to tyle....
9 49
odpowiedź
User
PEN
Serial jest świetny. Ja chciałbym zwrócić uwagę na realizację: ubrania, fryzury, zegarki, samochody, ciągniki Włodymyrce i Białoruśki. Przeogromna dbałość o szczegóły!
46 2
odpowiedź