SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Prezes Platige Image: „Przy „Wiedźminie” pracują u nas sami pasjonaci

Mija rok odkąd rada nadzorcza domu postprodukcyjnego Platige Image na stanowisko prezesa powołała Karola Żbikowskiego. W specjalnym wywiadzie dla serwisu Wirtualnemedia.pl prezes Żbikowski tłumaczy dlaczego Platige Image nawiązało współpracę z TVP i Polsatem oraz jak firma przygotowuje się na premierę „Wiedźmina”.

Karol Żbikowski / fot. materiały prasoweArticle

Wirtualnemedia.pl:Jak wygląda poranek prezesa Platige Image?

Karol Żbikowski: Nie tylko poranek, ale cały dzień jest dość dynamiczny. Zaczynamy trochę później niż inne firmy, bo większość zespołu przychodzi do pracy w okolicach godziny dziesiątej. Pracujemy bardzo dużo dla innych stref czasowych, więc w godzinach popołudniowych mamy bardzo dużo rozmów z zagranicznymi klientami.

Jeśli chodzi o moją poranną rutynę to przede wszystkim przeglądam korespondencję z poprzedniego dnia i spotkam się z menedżerami poszczególnych zespołów. Można powiedzieć, że to taki standardowy poranek prezesa.

A przed przyjazdem do biura, prywatnie?
Niestety zwykle pierwszą rzeczą jaką robię po przebudzeniu jest zerkanie w telefon, co nie budzi zbyt dużego entuzjazmu u mojej żony. Skądinąd słusznie, ale nie potrafię się pozbyć tego nawyku. Wypijam dwie kawy, wsiadam w samochód, a śniadanie jem dopiero w biurze.

Nie zerka Pan na to jak wyceniane są akcje firmy?
Zdarza mi się patrzeć, ale nie jest to dla mnie żaden wyznacznik. Nie sprawdzam kursu akcji codziennie, myślę o swojej pracy w zupełnie inny sposób. Zależy mi na trwałym budowaniu wartości Platige’a, więc codzienne zmiany cen akcji nie są dla mnie aż tak istotne. Są dni kiedy w ogóle nie zaglądam na strony giełdowe.

Mieliście ostatnio jednak dość trudny okres pod względem finansowym. W trzecim kwartale br. osiągnęliście wzrost przychodów sprzedażowych o 37 proc. do 22,39 mln zł oraz 814 tys. zł zysku netto, wobec aż 1,4 mln zł straty rok wcześniej.
Ruchy na giełdzie nie są wyznacznikiem tego jak rozwija się firma. W dłuższym okresie czasu jest to oczywiście bardzo istotne, ale takie codzienne korekty nie wpływają na moje samopoczucie.

Pod koniec listopada minie rok od objęcia przez Pana funkcji prezesa. Jak Pan ocenia ten czas?
Te plany które założyłem sobie na ten rok udało się zrealizować. Przede wszystkim był to rozwój procesów organizacyjnych i odnowienie komunikacji z mediami. Wewnątrz firmy nastąpiło też bardzo dużo działań związanych z optymalizacją biznesową. Staraliśmy się pozamykać trochę projektów z przeszłości, które nie były rentowne, albo tych, które nas zbyt mocno obciążały.

Czy ta optymalizacja dotknęła także pracowników?
Zamknęliśmy działy i zlikwidowaliśmy stanowiska, który nie do końca wpisywały się w obecną strategię. W tej chwili ta restrukturyzacja jest zakończona i nie planujemy zwolnień. Powiedziałbym nawet, że w planach mamy pozyskanie kolejnych dobrych pracowników.

Ile osób w tej chwili zatrudnia Platige?
Stały zespół to ponad 200 osób. Oczywiście pracujemy z wieloma freelancerami czy małymi firmami podwykonawczymi, które wykonują dla nas jakieś prace. Naturą takiego biznesu jak nasz jest korzystanie z podwykonawców. Jednym z tych procesów optymalizacyjnych było też uporządkowanie współpracy z freelancerami, mamy teraz jedną dużą bazę z której w razie potrzeby korzystamy.Dzięki temu w efektywny sposób możemy skalować naszą działalność.

Nie sądzi Pan, że outsourcing pracowników, szczególnie tych w wąskich specjalizacjach to dziś już nie moda, a konieczność? Firmy mają coraz częściej problem z pozyskaniem fachowców. Ten trend będzie się nasilał?
Rzeczywiście ten problem już dzisiaj istnieje, zwłaszcza w takich branżach jak nasza gdzie rynek specjalistów jest mocno ograniczony. Naturalnym procesem będzie sięganie po ludzi zza granicy co już w tej chwili się odbywa. Nie jest to duży procent naszych pracowników, ale w naszym podstawowym zespole mamy pracowników z Rosji, Ukrainy, Wielkiej Brytanii, czy nawet z Brazylii. Komunikacja wewnętrzna odbywa się już w dwóch językach, po polsku i angielsku.

Na czym skupiacie się obecnie?
Na naszej podstawowej działalności, czyli usługach związanych z animacją i reklamą. Chcemy powrócić do dobrej rentowności. Rozwijamy też nowe działy tak jak broadcast, który zainicjowaliśmy z sukcesem w ubiegłym roku. Udało nam się już zrealizować dwa dobre projekty, które będą podstawą do dalszego rozwoju w tym segmencie.

Skąd pomysł na to by nawiązać współpracę ze stacjami telewizyjnymi?
W naszym zespole są osoby, które mają doświadczenie z tego typu technologami, mieliśmy też wcześniejsze doświadczenia w produkcji telewizyjnej, realizując np. teledyski.

Z tego właściwie wyrośliście.
Początek Platige’a to była właśnie produkcja teledysków. Był to więc dla nas powrót do korzeni.  Nie mniej, dziś mamy jednak bardzo silne kompetencje w zakresie grafiki i wizualnego przygotowania produktów wideo. Spróbowaliśmy wejść w ten rynek i było to mocne wejście, bo udało nam się nawiązać współpracę z dostawca technologii Vizrt. Są to systemy, które stają się popularną technologią jeśli chodzi o realizację transmisji telewizyjnych. Na bazie tej technologii przygotowaliśmy wdrożenia dla TVP i Polsatu.

Wy przyszliście do nadawców telewizyjnych z propozycją, czy nadawcy do Was?
My byliśmy inicjatorem tej współpracy w obu przypadkach.

Jak to wyglądało? „Dzień dobry, mamy nowa technologie, może coś wspólnie zrobimy”?
Na zachodnich przykładach widzieliśmy, że stacje telewizyjne wchodzą w tą technologię, więc to dobry moment by zaistnieć z taką propozycją na naszym rodzimym rynku. Byliśmy przekonani o tym, że jesteśmy w stanie zaoferować coś bardziej zaawansowanego niż to co miało wówczas miejsce. Nasze przypuszczenia się potwierdziły. Obie realizacje są świetne i dobrze oceniane przez branżę. Z tymi przykładami byliśmy też na targach w Amsterdamie –zagraniczni klienci z uznaniem patrzyli na oba wykonania. Robiliśmy już nawet mniejsze wdrożenia poza granicami Polski, np. w Chorwacji. Planujemy wyjść na bazie tych doświadczeń, które już zdobyliśmy dalej za granicę na kolejne rynki.

Pamiętam serię artykułów które zachwycały się możliwościami studia sportowego Polsatu kiedy to Paulina Chylewska ze studia wirtualnie przeniosła się na stadion piłkarski. Było to odebrane jako coś innowacyjnego, nietypowego. Podobne rozwiązanie widziałem jednak w 2016 roku podczas Euro we francuskiej telewizji M6, gdzie teleportującą się osobą był David Ginola. Inspirowaliście się takimi przykładami?
Oczywiście analizowaliśmy co się dzieje lub działo na rynku telewizyjnym pod tym kątem. Technologia Augmented Reality daje dużo możliwości, ale dużo też zależy od samego realizatora czy chce korzystać z tych rozwiązań czy nie i w jaki sposób.

Możemy przygotować wiele różnych projektów, a wybór co do ich implementacji należy już do stacji telewizyjnych czy poszczególnych redakcji. Widzimy, że nasze rozwiązania w niektórych przypadkach są nawet bardziej atrakcyjne niż cokolwiek, co było pokazane na świecie.

Ale czy to nie pokazuje, że pod tym kątem jesteśmy trochę zacofani?
Niekoniecznie. Z tą technologią wstrzeliliśmy się w dobry moment. Nasi klienci są zadowoleni z tych wdrożeń. Poprawiło to jakość i satysfakcje z ich pracy, zarówno jeśli chodzi o wirtualne studio Polsatu, „Wiadomości”, czy ostatnio studio wyborcze TVP. Być może kilka lat wcześniej nie udałoby się osiągnąć takiego efektu.

Ile trwały przygotowania do tych projektów?
Był to roczny projekt. Wcześniej testowaliśmy różne rozwiązania u siebie w studiu, więc wszelkie testy technologii wykonywaliśmy własnym zapleczem technicznym. Patrzyliśmy wówczas co jest możliwe, a klientom wdrażaliśmy już gotowe i przygotowane rozwiązania.

Z punktu widzenia dziennikarzy - współpracowaliście z nimi? Mówiliście jak mają się poruszać i korzystać z możliwości jakie daje nowa technologia?
Odpalenie wirtualnego studia poprzedzone jest godzinami testów i symulacji. Dziennikarz oczywiście musi nauczyć się poruszać w takim wirtualnym świecie. Dobrym przykładem jest zrealizowane niedawno dla TVP studio wyborcze. By pokazać ogrom tych zaawansowanych możliwości sprowadziliśmy zaawansowaną kamerę „spidercam”, a przed budynkiem na Woronicza postawiliśmy zabudowę z czterech masztów. Kamera poruszała się na czterech linach, a dzięki wirtualnej makiecie Sejmu, widzowie odnosili wrażenie, że jesteśmy w środku budynku. Realizator mógł pokazywać dziennikarza z różnych perspektyw, przypominało to nieco filmowanie z drona. Wymagało to więc także odpowiednich przygotowań ze strony prowadzącego wieczór wyborczy.

Nowa odsłona „Wiadomości” która zadebiutowała w maju br. chyba zrobiła wrażenie na widzach? TVP dość mocno promowało ten fakt.
TVP jak i pozostali nadawcy działają w otoczeniu konkurencyjnym, więc w naturalny sposób chciało zaprezentować swoje nowe możliwości.  

Lubi pan memy?
Lubię.

Widział pan te z helikopterem wlatującym do studia TVP? Może jednak był to nieco przerost formy nad treścią?
Widziałem. Z kwestiami wizualnymi zawsze jest tak, że są osoby którym dana rzecz bardzo się podoba, a innym odwrotnie. Na świecie większość programów informacyjnych idzie w kierunku uatrakcyjnienia formy wizualnej. Nadawcy walczą o widzów.Wykorzystanie możliwości technicznych i technologicznych leży po stronie realizatorów, którzy program przygotowują. Jako firma usługowa nie bierzemy udziału w tworzeniu programów informacyjnych. Dostarczamy jedynie technologie i narzędzia.

Ta współpraca okazała się chyba opłacalna? Przychody Waszej grupy zwiększyły się znacznie bardziej od kosztów, w trzech kwartałach br. aż a o 23 proc. do 66,37 mln zł. Jeszcze rok temu notowaliście straty...
Patrzymy na nasz dział broadcastu jak na wszystkie nasze pozostałe usługi długoterminowo. Pojawiły się co prawda artykuły sugerujące, że dzięki współpracy z TVP mieliśmy dobre wyniki finansowe, to jednak zasługa nie tej konkretnej współpracy, ale wszystkich projektów prowadzonych w całej firmie. To efekt konsekwentnie prowadzonego programu optymalizacji biznesowej, która poprawiła marże we wszystkich naszych pionach biznesowych.

Kim właściwie jesteście? Z jednej strony grafika, z drugiej telewizja, niekomercyjne projekty, kino, współpraca z teatrami…
Świadczymy najwyższej jakości usługi w zakresie grafiki komputerowej i usług graficznych dla różnych sektorów. Czyli dla: sektora gier, reklamy, parków rozrywki, czy dla sektora telewizyjnego.Oczywiście mamy w naszym portfolio usługi nieco odbiegające od tego zakresu, ale będące bardzo blisko, jak organizacja eventów, które są dość blisko związane z usługami broadcastu. jak np. oprawa meczów piłkarskich.

Czy trochę jednak nie tracicie swojej pierwotnej tożsamości związanej z grafiką jako taką? A może dziś trzeba tak działać by dywersyfikować działalność?
Tych obszarów jest sporo, ale mamy element wspólny i jest nim zaawansowana grafika komputerowa. Wbrew pozorom nie chwytamy stu srok za ogon, ograniczyliśmy niektóre projekty w ostatnim czasie żeby się właśnie skupić wokół tego core biznesowego związanego z grafiką.

Mówi się o zbliżającym się kryzysie ekonomicznym. Czy ilość tych obszarów w Waszym przypadku to przygotowanie się na trudniejszy czas?
Trochę tak jest. Dobrze zdywersyfikowana firma jest bardziej odporna na kryzys. Jeżeli mamy słabszy rok na rynku reklamy, możemy to kompensować działaniami na rynku parków rozrywki czy seriali.

Nie mieliście szczęścia jeśli chodzi o dwie produkcje kinowe, czyli „Jeszcze dzień życia” i „Fatima”. Wejście na ten rynek nie spełniło Waszych oczekiwań? Nie przewidzieliście ryzyka?
Jeśli chodzi o animację, która bazuje na reportażu Ryszarda Kapuścińskiego to decyzja o produkcji filmu została podjęta 8 lat temu. Marzyliśmy o stworzeniu swojego własnego filmu, wybór padł wtedy na „Jeszcze dzień życia”. Film powstał w międzynarodowej koprodukcji, ale odpowiedzialność za cały projekt spoczywała na nas. Nie uważam, żebyśmy zawiedli się na tym projekcie. Zdobył dużą ilość nagród, pozwolił nam przetrzeć ścieżki finansowania produkcji filmowej ze środków publicznych, zdobyliśmy doświadczenie we współpracy z innymi producentami. Trzeba przyznać, że był jednak trudnym i wymagającym projektem, ale też dzięki niemu zyskaliśmy rozpoznawalność poza granicami Polski. Zgłosiło się do nas sporo komercyjnych klientów którzy widzieli ten dokument.

Specjalizacją Platige są chyba krótsze formy?
Zdecydowanie, ale planujemy wejście w produkcje seriali animowanych. Jest coraz większe zapotrzebowanie na tego rodzaju content przez takie platformy jak Netflix czy HBO. Upatrujemy w tym naszą szansę na przyszłość.

Nie brakuje wam nowej „Katedry” za którą Tomek Bagiński otrzymał nominację do Oscara?
Na pewno nie będziemy rezygnować z produkcji tzw. shortów. Platige jest z tego znany, że co jakiś czas wypuszcza artystyczny film, który może być prezentowany na różnych festiwalach. Nominacje do Oscara zdobywa niewiele filmów.

Ale czy nie jest to trochę klątwa tego sukcesu sprzed lat? Nominacja była w 2003 roku, a cały czas nazwa Waszej firmy jest zestawiana z tym wydarzeniem.
To dobra klątwa, bo pozwala nam podpierać się sukcesami.Jest to bardzo silne w świadomości dziennikarzy, naszych fanów czy inwestorów, ale od czasu „Katedry”zrealizowaliśmy kilka tysięcy projektów na światowym poziomie, czy to projektów komercyjnych czy artystycznych. Tomek jest naszym wiodącym artystą, chociażby obecnie pełni rolę Executive Producera przy „Wiedźminie”. Mamy jednak cały zespół bardzo zdolnych ludzi.

Może Wasza współpraca z Netflixem będzie właśnie dla Was nowym otwarciem. Jakie nadzieje wiążecie z „Wiedźminem”? Premiera już niedługo, bo 20 grudnia.
Współpraca z takim gigantem przy tak ogromnej i wysokobudżetowej produkcji jest dla nas  kluczowym elementem budowania naszej rozpoznawalności na świecie. Bycie oficjalnym podwykonawcą Netflixa, który wciąż jest największą platformą steramingową jest bardzo prestiżowe i daje nam możliwość rozmawiania z innymi podmiotami na zupełnie innym poziomie. Osobiście uważam, że „Wiedźmin” dziś już jako marka globalna, wcześniej rozpromowana przez grę CD PROJEKTa obecnie przez produkcje serialu będzie dużym sukcesem i odbije się szerokim echem na świecie. Cieszę się, że możemy być jednym z kluczowych elementów całości.

Ale czy jego popularność może przełożyć się na rozpoznawalność Waszego studia postprodukcyjnego na świecie?
Niewątpliwie jest to dla nas ogromna szansa. Wiedza na temat naszej współpracy jest właściwie powszechna i już przynosi nam efekty w postaci np. łatwiejszych rozmów z klientami. Mają podejście, że jeśli Netflix wszedł z nami we współpracę, to niejako jesteśmy studiem które już zostało zweryfikowane i można mu zaufać, bo „dowiezie” projekt do końca.

Nie jesteście jednak jedynym studiem, które realizowało efekty specjalne.
Netflix jest bardzo wymagającym graczem, a produkcja serialu to duże przedsięwzięcie. Jest kilku podwykonawców, którzy dostarczali efekty specjalne gdyż jeden nawet duży podmiot nie dałby rady w wymaganym dla serialu tempie przygotować efektów do tak rozbudowanej produkcji. Z naszej strony był Tomek Bagiński jako producent wykonawczy znający dobrze uniwersum „Wiedźmina” i kiedy serial był kręcony przebywał przez cały okres zdjęć na planie filmowym służąc swoją wiedzą.

Często podczas takiej współpracy korzysta się z konsultantów merytorycznych. Posiłkowaliście się kimś takim?
Mamy u siebie takich ludzi więc nie potrzebowaliśmy zewnętrznych konsultacji. Dużo pomogła tu też bezpośrednia znajomość Tomka Bagińskiego z autorem sagi, Andrzejem Sapkowskim, który też oczywiście służył pomocą . W firmie nie mieliśmy jednak z tym problemów, bo mamy u siebie naprawdę dobrych znawców „Wiedźmina”.

A nie było tak: „Szanowny zespole, kupiliśmy 200 egzemplarzy książki, każdy musi przeczytać ją po trzy razy”?
Przy tym projekcie pracują u nas sami pasjonaci, więc książkę znajdą bardzo dobrze i nie trzeba było ich do tego zmuszać, ani im tego sugerować.

Praca nad polską sagą ma chyba w sobie coś z patriotyzmu?
To naprawdę świetna sprawa, że polska marka przebija się globalnie. Najpierw odbyło się to dzięki CD Projektowi, a dziś odbywa się dzięki Netflixowi. Liczymy na to, że zagraniczni producenci zainteresują się kolejnymi historiami z naszego kraju, a, że one są, nie mamy wątpliwości.

A jak wyglądały prace nad serialem w Waszym zespole? Czy dla ludzi ważne było przy jakim projekcie pracują?
Dla tego rodzaju specjalistów jakich mamy zatrudnionych w Platige to jest bardzo ważne, szczególnie z uwagi na portfolio. To artyści, więc zbierają doświadczenia, a po współpracy przy „Wiedźminie” zawsze będą mogli się pochwalić przy jakim projekcie pracowali. To jest też coś co wyróżnia nas na rynku. Wracają do nas nasi pracownicy, którzy wcześniej odchodzili do firm gamingowych, ale znużeni pracą przy jednym projekcie przez kilka lat u nas odnajdują się na nowo. Każdy projekt niesie inne, nowe wyzwania. Nasze zespoły mają też bardzo dużą autonomię jeśli chodzi o prace nad projektami. Ludzie to naprawdę lubią.

Po premierze serialu planujecie jakąś dużą imprezę w „wiedźminowskim stylu”?
Myślę, że będziemy świętować ten moment (śmiech).

Co dalej z Waszymi planami na przyszłość?
Wiążemy dużą nadzieję z uczestnictwem w podobnych projektach - czy to świadcząc usługi w zakresie efektów specjalnych czy postprodukcji. Większość filmów dziś dość mocno bazuje właśnie na tym, ale widzimy też, że wzrasta zainteresowanie animacją. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że animacja wróciła do łask i nie mówię o pełnometrażowych filmach dla dzieci, ale np. serialach animowanych. Rozwój platform streamingowych jest więc dla nas bardzo dobrym trendem bo jesteśmy świetni w produkcji krótszych metraży, co udowodniliśmy chociażby przy animowanej serii dla dorosłych ,,Love, Death&Robots'', która była również stworzona dla Netflixa. O tym serialu mówił cały świat animacji, a my stworzyliśmy jeden z filmów z 18-odcinkowej serii.

Polski rynek jest za mały na Wasze usługi?
W przypadku postprodukcji reklamowej jesteśmy liderem rynku i skupiamy się na zaawansowanej postprodukcji, jak np. w reklamach „Żubr” czy „Słodziaków” dla Biedronki. Oba przykłady przypominają bardziej zaawansowane  filmy animowane. W obszarze naszych zainteresowań jest też postprodukcja dla większych klientów, jak reklama z Kendall Jenner na potrzeby globalnej kampanii Reserved. Nie bijemy się o małe projekty. Jest sporo mniejszych firm postprodukcyjnych, rynek polski jest dla nas trochę za mały, dlatego wychodzimy za granicę. Stąd realizacja tak ciekawych i prestiżowych projektów jak ostatnia reklama parku rozrywki Ferrari w Abu Zabi na potrzeby której odtworzyliśmy cyfrowo model GT250 który wyprodukowany był tylko w 104 egzemplarzach i osiąga na aukcjach astronomiczne ceny więc wykorzystanie oryginalnego egzemplarza byłoby raczej niemożliwe.

W 2017 roku akcje po ogłoszeniu Waszej współpracy z Netflixem akcje Platige Image wystrzeliły. Mieliście moment kiedy z poziomu 40 zł, podwoiły swoją wartość do 80 zł za akcję. Grudzień będzie chyba dla Was stresującym momentem?
Sytuacja jest dziś o wiele spokojniejsza. Ten efekt sprzed dwóch lat był wówczas silnie związany z sukcesem CD Projektu, który posiadał własny produkt sprzedający się w milionach kopii i zadziałał tu efekt psychologiczny. Jesteśmy zadowoleni, że pracujemy dla globalnej firmy, ale automatycznie nie mamy takiej ekspozycji na to czy ten serial obejrzy 5 milionów czy 100 milionów osób. Nie zmienia to faktu, że to dla nas wspaniały kontrakt.

Rozmawiał Piotr Zieliński.


Karol Żbikowski, obecnie prezes Platige Image wybrany na to stanowisko pod koniec listopada 2018 roku. Menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem. Jest absolwentem Wydziału Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. W przeszłości był m.in. prezesem zarządu Societe Generale Securities Polska, członkiem zarządu grupy wydawniczej WSiP S.A, gdzie odpowiadał za strategię, rozwój produktów i obszar nowych technologii, a także prezesem IR Services, spółki z grupy Unicredit. Jest doświadczonym członkiem i przewodniczącym rad nadzorczych spółek publicznych i prywatnych. Reprezentował m.in. koncern Vivendi Universal w radzie Elektrim Telekomunikacja. Doradzał funduszowi Enterprise Investors, Orbis S.A oraz, jako mentor, startupom w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.

-
-
Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Prezes Platige Image: „Przy „Wiedźminie” pracują u nas sami pasjonaci

3 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
kuba
przystojny ten pan :) chciałbym takiego obok w lozku
odpowiedź
User
widz
Ktoś tutaj wzoruje się na prezesie Miszczaku.
odpowiedź
User
Jaga
W Platige większość ludzi jest na umowach autorskich (50% uzysku) albo samozatrudnieniu. Gdyby musieli być zatrudnieni na etatach to albo Platige nie miałby wyników, albo pracujący dostawaliby o połowę mniej kasy na rękę. Tak czy inaczej nie byłoby tak pięknie.
odpowiedź