SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Rada Etyki PR o marketingowych tekstach, udających dziennikarskie: „To wprowadzanie w błąd, będziemy informować o tym UOKiK”

Teksty marketingowe, stylizowane na materiały dziennikarskie, wprowadzają odbiorców w błąd, a ponadto łamią zasady rzetelnego dziennikarstwa oraz mają zły wpływ na komunikację społeczną - alarmują członkowie Rady Etyki Public Relations. - Największą konkurencja dla agencji PR są teraz redakcje - komentuje dla Wirtualnemedia.pl Leszek Kraskowski, były dziennikarz, obecnie pracujący w public relations.

Article

Nie pierwszy raz Rada Etyki PR wydała opinię, z której wynika, że ingerencja marketingowców w pracę redakcji stanowi problem. W grudniu 2016 roku powstało stanowisko w sprawie tzw. „ukrytej reklamy”. Rada zwracała w nim uwagę na fakt, że w ostatnich latach powstały nowe formy specjalnej reklamy, takie jak dodatki tematyczne i wydawnicze w prasie, obejmowanie patronatem określonych tematów, oznaczanie materiałów nazwą „materiał specjalny” i inne postaci tzw. reklamy natywnej. - Rada kieruje apel do wszystkich odpowiedzialnych środowisk branży public relations, komunikacji marketingowej oraz wydawców mediów w celu zwiększenia transparentności, rzetelności i odpowiedzialności - i tym samym do podniesienia poziomu standardów etycznych całej branży zajmującej się komunikacją - napisano w grudniowym stanowisku.

Działanie szkodliwe społecznie
Tym razem członkowie Rady Etyki PR jeszcze dobitniej położyli nacisk na swoje zaniepokojenie tym, w jaki sposób działy marketingu coraz mocniej i częściej ingerują w treści ukazujące się na stronach redakcyjnych. - Jest to szczególnie widoczne w tytułach prasowych, ale także jest obecne w mediach elektronicznych oraz portalach internetowych. W efekcie obok materiałów dziennikarskich zamieszcza się płatne formy reklamy podobne do advertoriali (czyli tekstów sponsorowanych), czy reklamy natywnej, ale bez informowania czytelnika, iż jest to materiał promocyjny - czytamy w stanowisku.

Zdaniem Rady Etyki Public Relations, upowszechnianie tego rodzaju praktyki - nazywanej też często przez jej sprzedawców „darmowym PR-em”- to działanie szkodliwe społecznie, które świadomie wprowadza odbiorców w błąd i destruktywnie wpływa na ich opinię, łamie zasady rzetelnego dziennikarstwa oraz ma negatywny wpływ na komunikację społeczną.

Materiały promocyjne zgodne z layoutem redakcyjnym
Przykładem takiej nagannej praktyki jest oferta, rozsyłana w czerwcu 2016 r. przez pracownika działu reklamy jednej z gazet codziennych.

„Uprzejmie informuję, że rozpoczynamy nową edycję dodatków tematycznych.  26 stycznia br. XXX opublikuje w całym swoim nakładzie wydanie specjalnego dodatku pt. XXX (…)
Proponujemy dodatkowo nieodpłatne przygotowanie artykułów i wywiadów przez naszych dziennikarzy w ramach współpracy ( wykupując powierzchnię pod artykuł lub wywiad ). Przygotowane w ten sposób materiały promocyjne będą miały wygląd zgodny z layoutem materiałów redakcyjnych i nie będą oznaczane jako materiały sponsorowane
.”

Członkowie rady zwracają uwagę, że taka propozycja nosi znamiona czynu nieuczciwej konkurencji oraz łamie postanowienia zawodowych kodeksów etycznych.

- Ukryta reklama szkodzi wszystkim uczestnikom komunikacji: media i dziennikarze tracą wiarygodność i niezależność - a co za tym idzie zaufanie odbiorców, odbiorcy zostają pozbawieni rzetelnej oraz transparentnej informacji - w efekcie tracą zaufanie i odchodzą od mediów tradycyjnych jako źródła informacji, a wraz z odpływem odbiorców, od mediów odchodzą też reklamodawcy - brzmi podsumowanie opinii.

Rada Etyki Public Relations postanowiła, że w przypadkach dalej powtarzających się, podobnych nagannych praktyk i ofert, będzie zwracała na nie uwagę odpowiednich instytucji, np. takich jak Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Redakcje konkurencją dla agencji PR
Leszek Kraskowski był dziennikarzem śledczym m.in. „Rzeczpospolitej”, „Wprost”, „Super Expressu” czy „Dziennika”. Kilka lat temu założył agencję „Keja PR”, aby - jak przekonuje - doświadczenia zebrane w pracy dziennikarza spożytkować w public relations. W rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl mówi, że z punktu widzenia osoby, która parała się dziennikarstwem, a teraz jest „po drugiej stronie barykady”, opinia Rady Etyki PR jest w stu procentach trafna. - Ostatnio spotkałem się z opinią wśród wielu PR-owców, że największą konkurencją dla agencji PR nie są inne agencje, tylko redakcje, które powoli zaczynają przekształcać się w zakamuflowane agencje PR. Ilość tekstów, które mają drobnym drukiem dopisane, iż są elementem kampanii promocyjnej, bądź które są elementem takiej kampanii, ale nie są oznaczone w żaden sposób, rośnie w sposób zatrważający - podsumowuje Leszek Kraskowski.
 
Radę Etyki Public Relations stworzyły Związek Firm Public Relations wraz z Polskim Stowarzyszeniem Public Relations. W jej obecnym składzie znajdują się Norbert Ofmański z ramienia Związku Firm Public Relations oraz Marcelina Cholewińska i Rafał Czechowski z ramienia Polskiego Stowarzyszenia Public Relations. W jej skład wchodzą też eksperci: dr Ewa Hope i prof. Jerzego Olędzkiego.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Rada Etyki PR o marketingowych tekstach, udających dziennikarskie: „To wprowadzanie w błąd, będziemy informować o tym UOKiK”

5 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Keja PR
Pamiętam jak na początku lat 90. mój kolega w "Dzienniku Łódzkim" wytropił, że beton udający kostkę przed łódzkim magistratem na Piotrkowskiej zaraz szlag trafi, bo firma, która go kładła położyła tańszą jego nie odporną na mróz odmianę. Firma, która zrobiła przekręt, zgłosiła się z pretensjami do redakcji i... zaproponowano jej tekst sponsorowany. Pisał go... ten sam dziennikarz, który odkrył przekręt, ale oczywiście pod tekstem sponsorowanym nie było jego podpisu. Za tę reklamę dostał zupełnie legalnie z redakcji "DŁ" wierszówkę kilka razy większą niż za artykuł. I jak tu nie kochać reklamodawców? Marcin Kowalczyk - pracowaliśmy razem w "DŁ" - pamiętasz te czasy? Ale wtedy przynajmniej tekst reklamowy oznaczano w gazecie, że to promocja firmy. Ale prezes Janusz Pieńkowski zachęcał dziennikarzy do aktywnego zbierania reklam. Dziennikarz dostawał 10 procent od każdej przyniesionej reklamy. Chyba, że... Reklama była sporo warta. Wtedy reklamodawca był odsyłany do pokoju dla VIP-ów. A tam czekał na niego syn szefowej biura ogłoszeń "DŁ". I to on zgarniał całą prowizję:-)
21 8
odpowiedź
User
bonmaj
Krokodyle łzy. Nie chodzi o żadną transparentność ani uczciwość tylko o podział kasy. Hipokryzą jedzie na kilometr.
12 8
odpowiedź
User
Nie wiedzieli?
Obudzili się. A to dobre!
9 8
odpowiedź
User
wprost
co bedzie z Wprostem, ktory sklada sie w 90 procentach z reklam, wszystkie dodatki tematyczne sa realizowane pod zlecenia?!
12 8
odpowiedź
User
PR
Akurat to agencje PR zamawiają najwięcej tekstów bez oznaczeń i wręcz wymagają od redakcji, by przygotowane przez nich materiały klientów traktować jak artykuły redakcyjne. Odmówisz, nie masz zlecenia. Dostanie je wydawca bardziej elastyczny. Jeśli dodatek ma oznaczenie i wyróżnia się od reszty gazety, a teksty klientów nie są nachalne, to nie ma podstaw do krytyki zawartej w artykule. Złą praktyką jest wymuszanie na redakcjach przez agencje PR publikowania wypowiedzi ich klientow w artykulach redakcyjnych. To jest nieuczciwe! Klient płaci agencji a ta płacić nikomu nie zamierza. Taką patologia niech zajmie się rada etyki PR.
12 8
odpowiedź