Argumentacja Wielowieyskiej jest prosta. Dziennikarz nie powinien kandydować w wyborach czy reklamować produktów. Stanowski zrobił i jedno, i drugie. Wystartował w wyborach prezydenckich, a jednocześnie pozostawał twarzą Kanału Zero i pojawiał się w kampaniach reklamowych marek współpracujących z projektem. Nie zawiesił działalności medialnej na czas kampanii. Wręcz przeciwnie – tłumaczył, że kandyduje, bo chce pokazać jej kulisy i zdobyć dostęp do miejsc, do których zwykły dziennikarz nie miałby wstępu.
Można powiedzieć, że kandydowanie Stanowskiego było prowokacją dziennikarską. Ta ma jednak służyć ujawnianiu nieprawidłowości, korupcji czy przestępstw, gdy wszystkie inne metody zdobycia informacji zawiodły. Kandydowanie na urząd prezydenta trudno wpisać w taki schemat. Owszem, można było pokazać mechanizmy kampanii od środka, ale czy rzeczywiście wymagało to wpisania swojego nazwiska na kartę do głosowania?

Dziennikarz informacyjny nie może wystepować w reklamach
Nieprzypadkowo w tradycyjnych mediach obowiązują bardzo restrykcyjne zasady. Dziennikarze prowadzący programy informacyjne i publicystyczne nie występują w reklamach. W materiałach reklamowych nie zobaczymy reporterów, prezenterów, wydawców m.in. TVN24, Polsat News czy TVP Info. Zabraniają tego zarówno wewnętrzne regulaminy redakcji, kodeksy etyki, jak i przepisy dotyczące mediów elektronicznych.
Dziennikarz prowadzący audycje informacyjne, publicystyczne lub dla dzieci nie może występować w reklamach komercyjnych w okresie krótszym niż trzy miesiące od zaprzestania ich prowadzenia – wynika z przepisów wykonawczych wydanych na podstawie ustawy o radiofonii i telewizji. "Dziennikarz występujący w reklamie traci wiarygodność jako dziennikarz i szkodzi swojej redakcji" – pisała w 2021 roku Rada Etyki Mediów.

Tak samo jest z łączeniem roli dziennikarza i polityka. Wystarczy przypomnieć spekulacje sprzed dwóch lat dotyczące ewentualnego startu w wyborach prezydenckich, prowadzącej m.in. "Wydarzenia" Polsatu. Ostatecznie do tego nie doszło, bo stacja oświadczyła, iż dziennikarka nie ma takich zamiarów. Wcześniej, jak słyszałem od osób związanych ze stacją, kandydaci do pracy w newsach Polsatu pytali, czy redakcja nie stanie się przypadkiem zapleczem przyszłej kampanii wyborczej. Dorota Gawryluk nie kandydowała, ale sama dyskusja pokazuje, jak ważna jest ta kwestia.
Czy to oznacza, że Stanowski dziennikarzem nie jest? Moim zdaniem odpowiedź nie jest już tak oczywista. Problem polega na tym, że słowo "dziennikarz" przestało oznaczać jedną profesję. Obok reporterów politycznych, dziennikarzy śledczych, prowadzących serwisy informacyjne funkcjonują dziennikarze lifestyle'owi, prowadzący programy śniadaniowe, autorzy podcastów i internetowych formatów wideo. Wielu z nich występuje w reklamach i prowadzi własne biznesy. Kuba Wojewódzki przeprowadza wywiady w telewizji i w sieci, pisze felietony, ale od lat jest również twarzą kampanii reklamowych. Czy przestał przez to być dziennikarzem? Dla jednych tak, dla innych nie.

Internet zrewolucjonizował dziennikarstwo
Jeszcze większą rewolucję przyniósł internet. Dziś praktycznie każdy może założyć kanał na YouTubie, nagrywać podcasty, zapraszać polityków czy ekspertów i docierać do milionów odbiorców. Robią to naukowcy, przedsiębiorcy, aktorzy, muzycy, politycy, osoby, które nigdy wcześniej z mediami nie miały nic wspólnego. Granica między publicystyką, rozrywką i informacją zaczęła się zacierać.
Dobrym przykładem jest właśnie Kanał Zero. Nie mam wątpliwości, że pracują tam znakomici dziennikarze. Materiały zespołu Zero.pl kierowanego przez Annę Wittenberg spełniają standardy profesjonalnego dziennikarstwa. Jednocześnie sam Kanał Zero jest czymś więcej niż redakcją. To platforma medialna łącząca publicystykę, rozrywkę i działalność biznesową. Trudno porównywać ją z klasyczną redakcją telewizyjną czy prasową.

Podobnie jest w innych kanałach. Igor Janke przez lata był dziennikarzem, później zajął się działalnością doradczą i PR, dziś prowadzi Kanał Otwarty. Projekt ma także partnerów komercyjnych, a głosem jednej z reklam emitowanych przed materiałami Kanału jest sam Janke.
Dominika Wielowieyska ma rację, mówiąc, iż Krzysztof Stanowski nie jest dziennikarzem w klasycznym rozumieniu tego słowa. Jednocześnie nie mam wątpliwości, że próbuje opisywać współczesny świat definicjami stworzonymi dla mediów sprzed dwóch czy trzech dekad.
Największym wyzwaniem nie jest zresztą odpowiedź na pytanie, kto jest dziennikarzem. Ważniejsze staje się pytanie, kto bierze odpowiedzialność za publikowane informacje. W tradycyjnych redakcjach istnieją wydawcy, redaktorzy naczelni, procedury weryfikacji i odpowiedzialność prawna. W internecie coraz częściej o zasięgach decyduje jedna osoba z milionową publicznością.

Dyskusja wywołana przez Dominikę Wielowieyską jest potrzebna. Tyle że odpowiedź okazuje się znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.











