Leszek Kraskowski (zgadza się na podawanie nazwiska – przyp.) jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie. Po zatrzymaniu 6 czerwca przez policję decyzją sądu został aresztowany na trzy miesiące.
Sprawę przejęła od piaseczyńskiej prokuratury rejonowej Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Decyzja podyktowana była faktem ścisłej współpracy piaseczyńskiej prokuratury z komendą policji w Piasecznie.
Kraskowski to były dziennikarz śledczy m.in. "Rzeczpospolitej", "Wprost", "Super Expressu" i "Dziennika". Obecnie swoje materiały publikuje na własnym portalu internetowym i kanale na platformie YouTube.
Zaraz po pojawieniu się informacji o aresztowaniu Kraskowskiego o wyjaśnienia w tej sprawie do prokuratury zwróciły się m.in. Press Club Polska i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Z kolei zasiadające w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji przewodnicząca dr Agnieszka Glapiak, wiceprzewodnicząca dr Hanna Karp i Marzena Paczuska sprzeciwiły się aresztowaniu Kraskowskiego. Ich zdaniem działania wobec dziennikarza wpisują się w "prowokacje" wobec redakcji krytycznych wobec rządu.

W oświadczeniu przypomniały, że Kraskowski w ostatnim okresie ujawniał kulisy afery Polnordu, wskazując na związki tej sprawy z adwokatem Romanem Giertychem, obecnie politykiem koalicji rządzącej.
Żona Leszka Kraskowskiego o aresztowaniu dziennikarza
Stanowisko w sprawie zajęła też żona Leszka Kraskowskiego – Violetta Kraskowska, dziennikarka zajmująca się tematyką show-biznesową. Obszerne oświadczenie opublikowała na Facebooku w nocy z wtorku na środę.
Zwróciła uwagę, że sąd wyraża zgodę na areszt w przypadku, gdy podejrzany może uciekać, niszczyć dowody lub stanowi bezpośrednie zagrożenie. – Czytając uzasadnienie aresztu, które jest dostępne na stronie internetowej Sądu Okręgowego w Warszawie, rozumiem powody dla których uznano, że wolnościowe, nieizolacyjne środki zapobiegawcze w tym przypadku będą niewystarczającymi prawnymi instrumentami w postępowaniu karnym – oceniła.

– Obawiam się, że Leszek Kraskowski może zrobić krzywdę – mnie, moim dzieciom, mojemu partnerowi lub innym osobom. Pisząc wprost: obawiam się o zdrowie i bezpieczeństwo. Uważam, że równość wobec prawa i ewentualne konsekwencje powinny być jednolite: niezależnie od tego, czy osobą z zarzutami jest sprzedawca w markecie, sprzątaczka, naukowiec czy dziennikarz śledczy – podkreśliła.
Dziennikarka podała, że z Leszkiem Kraskowskim pobrali się w 2009 roku, a obecnie są w trakcie sprawy rozwodowej
– Wniosłam sprawę o rozwód z orzekaniem o winie, o zawieszenie wykonywania władzy rodzicielskiej, o nieustalanie sposobu kontaktowania się pozwanego z dziećmi. De facto, ponieważ 6 lat temu musiałam uciekać z własnego domu, chroniąc nas w ten sposób przed Leszkiem Kraskowskim. Wynajęłam mieszkanie, a w domu, który wspólnie kupiliśmy na kredyt, został Leszek K. – stwierdziła.

– Myślałam że koszmar się skończył – niestety, przez kolejne lata biologiczny ojciec dzieci wciąż mnie nachodził i dopuszczał się przemocy – noszę w swojej głowie dziesiątki paskudnych sytuacji z ostatnich lat, które powinny podlegać penalizacji. Ich głównym bohaterem był Leszek Kraskowski, a rola ofiary przypadła mi i dzieciom – opisała.
Wyliczyła, że potwierdzają to "liczne interwencje policji na przestrzeni lat w naszym domu w Łosiu, w moim mieszkaniu w Piasecznie, założona Niebieska Karta (2017 r. oraz świeża, w lutym 2026 r.), dozór policyjny, założona sprawa o znęcanie się nad rodziną (art 207 k.k., odwieszona właśnie przez Prokuraturę) oraz nałożony zakaz zbliżania się do mnie i do dzieci".
– W reakcji na agresję Leszka Kraskowskiego, zmuszona byłam dwukrotnie zamieszkać z dziećmi w hostelu Powiatowego Ośrodka Interwencji Kryzysowej w Górze Kalwarii: na dwa miesiące w 2017 r. oraz w 2019 r. Fragment dowodu na powyższe dołączam do tego oświadczenia – wskazała.

Zaznaczyła, w grudniu 2019 r. wyprowadziła się ze wspólnego domu "w obliczu narastającego zbieractwa, dewastacji domu oraz powtarzających się aktów przemocy".
Dlaczego Violetta Kraskowska zawiadomiła policję
Violetta Kraskowska poinformowała, że zakaz zbliżania się do niej i ich dzieci wydano jej mężowi cztery miesiące temu, po kolejnej interwencji policji. – Mimo to Leszek K. nadal dopuszczał się aktów takich jak wyzywanie wulgarnie rodziny, niszczenie sprzętów domowych, grożenie i szarpanie mnie w moim mieszkaniu. Wysyłał również groźby do moich przełożonych, cytat: "Zadzwoń do mnie bo poleje się krew. Jeśli koleś od Was jeszcze raz mnie zaatakuje nożem, to po prostu go zastrzelę. Nie mam nic do stracenia". Inne groźby zamieszczał w wiadomościach SMS oraz w swoich mediach społecznościowych. Publicznie chwalił się dostępem do broni palnej, czym byliśmy przerażeni – stwierdziła.

Dziennikarka zarzuca też swojemu mężowi inną formę nękania w ostatnich tygodniach. – M.in. podszył się pod policję w Prażmowie i wysłał do mnie SMSa o treści: "Prosimy o pilny kontakt w sprawie pani męża Leszka Kraskowskiego. Policja Prażmów. Jesteśmy na obiekcie w Łosiu. Przy ciele nie znaleziono żadnych dokumentów. Potrzebna jest Pani pomoc przy identyfikacji" – napisała.
– Jestem przerażona tym, co może być dalej i jaki jest cel takiego straszenia. Zgłosiłam ten fakt na policję, dołączam zdjęcie SMSa do tego oświadczenia – podkreśliła.
Żona o manipulacjach Leszka Kraskowskiego
Violetta Kraskowska zarzuciła też swojemu mężowi, że w swoich wypowiedziach internetowych przedstawia nieprawdziwy obraz. – Leszek Kraskowski wyspecjalizował się w bieżącej publicystyce na portalu Facebook oraz na portalu X (dawniej: Twitter), na którym regularnie zamieszcza wpisy. Znalazł licznych odbiorców tego typu treści. W niektórych z nich oszukuje opinię publiczną odnośnie swojego życia zawodowego i prywatnego. Kreuje wokół siebie atmosferę samotnego wilka walczącego z aferami i jednocześnie osoby, wobec której prowadzone są działania represyjne, zastraszające – również przez służby państwowe, policję, przedstawicieli rządu i obozu władzy – stwierdziła.

Wskazała konkretne przykłady manipulacji: Leszek Kraskowski informował na portalu X, że nieznani sprawcy ostrzelali jego samochód oraz domek ogrodowy dzieci, sugerując że odpowiedzialność ponoszą osoby z Ministerstwa Infrastruktury.
– Według jego publicznych relacji, musiał chronić się w Albanii oraz zapewnił bezpieczeństwo rodzinie. Rzekomo ja i dzieci w celu ochrony wylecieliśmy do Wielkiej Brytanii. Tymczasem całość zdarzenia wyglądała zupełnie inaczej. Chodziło o nieporozumienie Leszka z sąsiadami, a szkoda w postaci śladów po śrucie została naprawiona i rozliczona. Z kolei mój wyjazd do Wielkiej Brytanii miał na celu zwykłą wizytę u rodziny – opisała.
Polemizowała też doniesieniami Kraskowskiego, że w Piasecznie zaatakował go nożownik, który "groził nożem i pocięciem na kawałki jeśli w ciągu 7 dni nie wypier…lę do Albanii i nie odpier…lę się od Pińskiego i Giertycha" (wykropkowania od redakcji).

– Dowodem na to są tylko słowa samego Leszka K. W rzeczywistości nie było żadnego nożownika i gróźb, natomiast 22.05.2026 roku w moim mieszkaniu miała miejsce rozmowa Leszka Kraskowskiego z moim partnerem w mojej obecności – napisała Violetta Kraskowska.
– Nie muszę dodawać, że mój partner nie miał przy sobie noża, gazu czy pistoletu, nie zna panów Giertycha i Pińskiego, nie angażuje się politycznie, jest dziennikarzem realizującym się w zupełnie innym sektorze niż ja czy Leszek Kraskowski. Z dnia na dzień wersja Leszka K. ewoluowała, również do formy, którą publicznie przekazywał na swoich kanałach komunikacyjnych, cytat: "Wszystko o tobie sk…synu wiemy. Wszystko opublikujemy, a Piński nam w tym pomoże. Wiemy nawet gdzie mieszka twoja dorosła córka. Odpier…l się od Pińskiego i Giertycha. 20 lat ci się udawało, ale to już koniec. Zadarłeś z niewłaściwymi ludźmi. Albo wypier…lisz do Albanii i się zamkniesz albo jesteś skończony. Nikt ci już nie uwierzy. Ludzie dowiedzą się, że jesteś świrem. Zaj…my. Spier…laj do Albanii" – dodała (wykropkowania od redakcji).

Żona zeznawała na policji 24 maja
Wyjaśniła, że 22 maja wspólnie z partnerem przekazała Leszkowi Kraskowskiemu, ile jest jej winien z powodu regularnego spłacania przez nią wspólnego kredytu hipotecznego na dom (zaznaczyła, że ma z mężem rozdzielność majątkową ustanowioną sądownie z datą wsteczną na 2019 rok).
– Został także poinformowany, że oddaję sprawę do komornika w sprawie zaległych alimentów na nasze małoletnie dzieci. Padły również słowa związane z moim wnioskiem o eksmisję i pokrycie kosztów wyrządzonych szkód na posesji – a także stanowcze słowa, by przestał nas nękać – opisała.
Według jej relacji Kraskowski "wezwał policję, twierdząc, że napastnik (mój partner) grozi mu nożem i gazem". – Mundurowi spisali dane mojego partnera, ale nie stwierdzili podstaw do zatrzymania. Natomiast tytułem innej prowadzonej sprawy, policjanci zatrzymali Leszka Kraskowskiego. Powyższą sytuację wyjaśniałam podczas zeznań, które złożyłam 24.05.2026 r. na komendzie w Piasecznie, tak samo jak mój partner – stwierdziła.

Zarzuca swojemu mężowi, że "odwecie zaczął oskarżać w kolejnych dniach i kolejnych publikacjach policję o opieszałość w postępowaniu, zbudował fałszywą narrację ‘o nożowniku, który go zaatakował’".
– To ten sam typ konfabulacji, który miał miejsce już wiele razy wcześniej. Ta wersja zaczęła być bezrefleksyjnie kolportowana przez niektóre media i blogerów politycznych. Nikt nie zadał sobie trudu sprawdzenia faktów. Leszek Kraskowski coraz bardziej nakręcał się w tej sytuacji i narracji, a efekty tego obserwujemy w ostatnich dniach. W tym momencie słyszę o groźbach karalnych wobec komendanta Policji w Piasecznie, o nielegalnym posiadaniu broni, o odwieszeniu postępowania o znęcanie się nad rodziną – i w efekcie areszt na 3 miesiące – dodała.
"Osuwa się w otchłań własnych demonów"
Violetta Kraskowska zasugerowała pogłębiające się problemy psychiczne Leszka Kraskowskiego. – Człowiek, który został moim mężem w 2009 r., 20 lat temu był wyróżniającym się dziennikarzem śledczym. W 2007 r. został laureatem nagrody Grand Press – przypomniała.

– Niestety, od wielu lat systematycznie osuwa się w otchłań własnych demonów, żyje w świecie wyobraźni, konfabulacji, manipulacji. O objawach swoich jednostek chorobowych (m.in. depresji, CHAD, skończywszy na syllogomanii – patologiczne zbieractwo) osobiście pisał na swoich mediach społecznościowych. Jednocześnie łączył to z kolejnymi atakami na polityków i biznesmenów, mieszając fakty i dowody z własnymi opiniami. Kiedy zaczął działać w sektorze public relations i został doradcą Ministra Infrastruktury, po kilku miesiącach został zwolniony – wyliczyła.
Kraskowska podkreśliła, że nie chce wypowiadać się o zasadności zarzutów wobec jej męża dotyczących grożenia śmiercią komendantowi policji w Piasecznie i nielegalnego posiadania broni.
– Rodzaj i charakter zarzutów mocno koreluje z tym, co było i jest moim koszmarem przez ostatnie lata. Nie jest to jakakolwiek sprawa polityczna, próba dławienia niezależności dziennikarskiej, przejęcia jakiegoś mitycznego archiwum byłych, obecnych czy przyszłych tematów dziennikarsko-śledczych – zaznaczyła.
Jej zdaniem w przypadku udowodnienia mu winy Leszek Kraskowski powinien ponieść "karę przewidzianą w kodeksie karnym za konkretne paragrafy i popełnione czyny, tak jak każdy człowiek i reprezentant każdego zawodu, bez taryfy ulgowej w postaci innego traktowania jako dziennikarz śledczy".
– Jeżeli jest chory i zostanie to zdiagnozowane, niech trafi w ramach natychmiastowej hospitalizacji na oddział psychiatrii sądowej jednego z aresztów śledczych lub do szpitala więziennego na przymusowe leczenie (nie wierzę w jego dobrowolne działania w tym zakresie). Jeśli stan zdrowia uniemożliwia przebywanie w areszcie śledczym, niech sąd zamieni areszt na inny środek zapobiegawczy. Jeżeli jest niewinny – niech zostanie wypuszczony – dodała.
Leszek Kraskowski "wszelką pomoc odrzucał"
Podkreśliła, że wiele razy próbowała pomóc Leszkowi Kraskowskiemu, ale "on wszelką pomoc odrzucał". – Mam nadzieję, że młyny sprawiedliwości w bieżących paragrafach mielą właściwie i osądzą wszystko uczciwie – wskazała.
– Wierzę również, że moja tocząca się sprawa rozwodowa zamknie się w najbliższych tygodniach / miesiącach, a Leszek Kraskowski zniknie z bezpośredniego radaru życia mojego i moich najbliższych, jednocześnie wypełniając obowiązki i warunki zabezpieczenia oraz alimentów. Bo alimenty to nie prezenty. A okradanie własnych dzieci – nazwijmy sprawę po imieniu – po prostu nie idzie w parze z jednoczesną "walką z systemem", "przekrętami na szczytach władzy", "niezależnym dziennikarstwem śledczym" – zaznaczyła.
Wyjaśnia również, dlaczego zdecydowała się upublicznić tę sprawę ze szczegółami. – Chcę nakreślić opinii publicznej szersze tło ostatnich wydarzeń i pełnię wiedzy związaną z aresztowaniem redaktora Leszka Kraskowskiego, która pozwoli na zrozumienie poziomu manipulacji ze strony części mediów i środowiska dziennikarsko-politycznego, na sprostowanie oczywistego przekłamania, kierującego sprawy prywatne, m.in. związane ze znęcaniem się nad rodziną na błędne – polityczne – tory, na prawdziwą motywację mojego (jeszcze) męża oraz na coś, co w języku angielskim nazywamy "big picture" – stwierdziła.
Prokuratura sprawdzi zasadność zarzutów
W poniedziałek rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie prok. Mateusz Martyniuk poinformował, że reprezentowana przez niego prokuratura "dokona analizy akt śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie przeciwko dziennikarzowi pod kątem prawidłowości oraz zasadności podjętych czynności procesowych".
Śledztwo w sprawie dziennikarza zostało wszczęte, gdy do komendanta policji w Piasecznie został wysłany mail, w którym według śledczych dziennikarz groził śmiercią komendantowi oraz innym osobom, które miałyby go powstrzymać. Na koniec miałby sobie odebrać życie. W trakcie przeszukania samochodu Kraskowskiego znaleziono broń palną oraz amunicję.
Sąd zgodził się z wnioskiem prokuratora motywowanym obawą ucieczki oraz grożącej mu surowej kary i zastosował trzymiesięczny areszt wobec dziennikarza.
Do dotychczas zgromadzonych dowodów dołączono materiały z odwieszonej sprawy przeciwko dziennikarzowi, któremu prokurator postawił zarzut znęcania się nad własną rodziną.
Rzecznik Prokuratury Okręgowej prok. Piotr Antoni Skiba zaznaczył, że postępowanie to było zawieszone, ponieważ mężczyzna wielokrotnie nie stawiał się na badaniach sądowo-psychiatrycznych.
"Na żadnym etapie wykonywanych z jego udziałem czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską, przekazał użytkowany telefon na potrzeby toczącego się śledztwa oraz hasło dostępu" – doda
źródło części tekstu: PAP












